17. Jak Sybir podbity został przez Moskali

Mówił mi pan Chrzanowski, że dziwnym też to przypadkiem został ten Sybir przez Moskali zdobyty.

Jakiś kozak doński194, nazwiskiem Jermak195, zbuntował się przeciwko carowi Iwanowi Wasylewiczowi196 (który był wielkim okrutnikiem), uciekł przez Uralskie Góry, w paręset koni pobił Tatarów, którzy wtenczas byli panami prawie całej Syberii, i zdobył ich stolicę, która była o kilkanaście mil na południe od dzisiejszego miasta Tobolska. Ta stolica była to mała wieś, która nazywała się Sybir197, i od tej małej wioski nazwali Moskale cały kraj Sybirem198. Po zdobyciu stolicy tatarskiej i po zawojowaniu części tęgo kraju posłał Jermak bogate podarunki ze złota i różnych futer carowi i poddał mu też cały kraj, za co też car darował mu bunt i przyjął poddane pod swoje rządy nowe kraje. Od tego czasu Moskale podbijali coraz więcej tego kraju, aż go podbili pod same Morze Lodowate199 z jednej strony, a z drugiej aż pod ogromne morze, które nazywają Oceanem Spokojnym, i aż pod granice państwa chińskiego, a nawet niedawno od Chin zabrali bardzo żyzne kraje nad rzeką Amurem200. Te kraje zdobył właśnie jakiś krewniak Murawiewa201, co to we Wilnie siedział i tak tam nad naszymi biednymi braćmi Litwinami rządził, że go „Wieszatelem” jako okrutnego tyrana nazwali. Jego krewniak za zdobycie prowincji chińskich nad Amurem został Murawiewem Amurskim nazwany.

Niedługo Jermak cieszył się łaską cara, który gnębił jego i dońskich kozaków, bo zaproszony przez wodzów tatarskich na ucztę, niby na zgodę, zdradziecko od Tatarów napadnięty, po dzielnej obronie utonął w rzece Irtysz. Na pamiątkę wystawiono mu pod Tobolskiem wysoki pomnik.

Po śmierci Jermaka kozacy dońscy, gnębieni w swoim kraju przez carów, zaczęli hurmem uciekać do Syberii, którą dopomagali dalej zdobywać dla carów. Podzieleni na czajki, czyli komendy, jak dawniej dla naszej Polski do Turcji zagony rozpuszczali, rzucili się na Syberię i krwawe boje staczali, szczególniej z Mandżurami202, aż większą część tego ogromnego kraju dla cara zawojowali.

Co ich tam od głodu i mrozu pomarło! Nie lepiej to było, żeby byli kozacy zostali i razem z nami Moskali z Polski wypędzili?

18. O Kirgizach

Najbardziej na południe położona część Syberii jest też najcieplejsza; ogromna ta przestrzeń kraju zamieszkiwana jest przez Kirgizów. Kirgizy dzielą się na wielką i małą hordę, i ci mieszkają na wschodniej stronie tego kraju, na zachodniej zaś stronie mieszkają Kirgizkajsaki (Kirgizo-kozaki), których także nazywają Uzbekami i Karakałpakami. Ci ludzie prowadzą życie koczujące, to jest żyją w namiotach, które przenoszą z miejsca na miejsce, gdzie im dogodniej, aby paść liczne swe trzody. Bardzo daleko czasem muszą przechodzić z miejsca na miejsce, bo w tym kraju braknie wody; więc gdy woda wyschnie albo pasza się skończy, idą dalej, aby im trzody nie padły. Głównie hodują konie i owce.

Skoro Kirgiz wybierze sobie dogodne miejsce na koczowisko, buduje szałas z gałęzi, który wygląda jak kupka siana. Gdy szałas postawi i drobnymi gałązkami wyplecie, urabia glinę i obrzuca go ze środka i z wierzchu dość grubo gliną, tak że chroni Kirgiza od wiatru; w samym środku szałasu robi okrągłe ognisko, naokoło którego siada cała rodzina, grzeje się i jeść gotuje; czubkiem szałasu wychodzi dym. Kirgizi siadają zabawnie: przykucną na ziemię, nie dotykając całkiem ziemi, tylko tak zawieszeni na kolanach godzinami siedzą; nieraz wydziwić się nie mogłem, że oni mogą tak długo siedzieć niewygodnie.

Bogaci Kirgizi obwieszają ze środka czasem nawet bardzo drogimi materiami swoje szałasy, ale ubożsi niczym nie obwieszają, zostawiając gołe ściany.

Kirgizi najbardziej lubią jeść tłustą baraninę i jedzą ją bez niczego; koninę także bardzo lubią, a młode źrebię uchodzi u nich za bardzo dobrą potrawę. U naszych przodków także jedzono źrebię pieczone i ta potrawa nazywała się hetmańską pieczenią, dlatego że nasi przodkowie zawsze kazali ją dawać na obiad, gdy chcieli uczcić swoich hetmanów. Kirgizi prócz tych potraw jedzą rodzaj klusek z mąki kukurydzianej lub mąki robionej z jagieł, ale wszystkie potrawy mączyste, więc też i chleb, sprowadzają z daleka, bo sami ziemi nie uprawiają, dlatego nie każdego stać na to i tylko bogatsi mogą sobie na ten wydatek pozwolić.

Wyrabiają tu na miejscu armiaki. Są to jakby długie szlafroki lub żydowskie chałaty, robione albo z czystej wielbłądziej sierści, albo też zmieszanej z owczą wełną. Te armiaki z czysto wielbłądziej sierści są bardzo poszukiwane w całej Syberii, bo nigdy nie przemokną. Wielbłądzia sierść ma to do siebie, że nigdy nie przemaka, bo zawsze ma w sobie dużo tłuszczu, tak że woda się z niej stoczy, a nie wsiąknie.

Armiak dostać można już za pięć rubli asygnacyjnych203, ale są i takie, które kosztują i 60 rubli; te są obszyte naokoło aksamitną taśmą na dwa cale szeroką, podbitą czerwonym. Najtańsze są koloru żółtoburego, a im bielsze, tym droższe, i najdroższe już białe jak śnieg.

Kobiety u Kirgizów trudnią się gospodarstwem domowym i dziećmi, a gotowanie dobre jest dla nich największą chwałą; one też same rozdzielają potrawy, a że tam u nich do jedzenia nie używają ani widelców, ani noży, więc rozdzierają palcami mięso. Jeżeli Kirgizka chce bardzo uczcić gościa, to rozedrze mięso palcami na małe kawałki i kładzie mu je w usta; męża swego w ten sposób zawsze żywi. Ale już najobrzydliwiej wygląda, gdy Kirgizka łyżką wydostanie z kociołka kaszę, położy ją sobie na dłoni, porządnie ugniecie, potem drugą ręką wygładzi i dopiero wówczas gościowi do ust wkłada.

Kirgizi są bardzo gościnni, a więc bardzo często gości częstują; co prawda to tego samego gościa, gdy gdzie indziej na osobności trafią, obedrą i często zabiją, bo najbardziej lubią się trudnić rozbojem, ale całe szczęście, że są wielcy tchórze, tak że choćby ich było paręset, to nie śmieliby się rzucić na dobrze uzbrojonych dziesięciu ludzi.

Te narody po większej części piją tylko wodę, ale na wielkie uroczystości albo też bogaci piją kumys. Kumys robi się tak: Bierze się świeże kobyle mleko i nalewa się do szczelnie zaszytych miechów z baraniej skóry; dosypują do tego mleka jakiś mały suszony grzybek, zawiązują szczelnie i potem w ziemię dość głęboko zakopują. Te miechy z mlekiem parę dni zostają w ziemi; po paru dniach wykopują je i już kumys gotowy. Jest to kwaskowy napój, który tak idzie do głowy jak wino. Raz, pamiętam, pozwoliłem sobie wypić cztery szklanki kumysu, to tak mi zaszumiało w głowie, że musiałem się przespać, aby nie pokazać, żem się upił. Tak dwie szklanki to właśnie wraz204, bo człowiekowi dobrze potem i czuje się orzeźwiony i wesół.

Kirgizi lubią się bardzo bawić. Umówią się naprzód, że się zbiorą na jakim miejscu; w oznaczony dzień rozniesie się ta wiadomość na kilkanaście mil wokoło, a zaraz z rana widać, jak ze wszech stron ciągną na zabawę. Najprzód kumysem się poczęstują, a potem zaczynają się zabawy. Jedni do celu z łuków strzelają, drudzy lancami rzucają lub w pędzie konia pierścienie nadziewają na lance, pałaszy próbują albo się też ścigają. Ale najgłówniejszym celem tych zebrań jest małżeństwo, i tu dziwnym sposobem dziewosłęby205 się odbywają. Z jednej strony ustawiają się konno panny na wydaniu, z drugiej, także konno, młodzieńcy. Panna każda zaopatrzona w długi, rzemienny kańczug206, długości może na piętnaście stóp. Na znak dany puszczają się kolejno Kirgizki na dzielnych koniach w cwał; młodzi, którym ta kobieta lub dziewczyna się podoba, puszczają się za nią i ten, który ją dogoni i pocałuje, ma prawo wziąć ją za żonę. Tymczasem Kirgizki nie od parady noszą kańczugi, bo jako zwyczajne paść tabuny koni, dzielnie umieją kropić batem. Tu można było się dopiero napatrzeć, jak umiały się tęgo wywijać i kańczugiem oganiać; niejeden tak oberwał przez twarz, że mu aż skóra pękła i krew się polała. Naturalnie, jak taki gonił, którego Kirgizka chciała, to niby batem kropiła, ale on zaraz poznał, że to tylko żarty i że go chce; doganiał dziewczynę, całował, i już była jego, choć się niby drożyła207 i gniewała, że ją dogonił. Już to trzeba być prawdziwym Kirgizem, aby takiej zabawy próbować, bo dziewka, czasem choć chciała chłopaka, to kropiła porządnie batem, a dopiero po krwawej czasem próbie dała mu się dogonić.

Kirgizi w swoich wojnach zawsze konno się biją, żadnej piechoty nie mają i nigdy porządnych bitew nie staczają, ale zawsze z zasadzek wypadają, a jeżeli znajdą opór, to uciekają. Z kozakami nieraz taka sztuka im się udała, ale gdy napadają choćby w dziesięciu na jednego, a ci śmiało staną do obrony i śmiało na nich uderzą, to Kirgizi zaraz w nogi. Piechoty rosyjskiej, jak ognia, się boją i, skoro ją zobaczą, uciekają. Ciągłe zdarzają się utarczki pomiędzy Moskalami a Kirgizami, bo co chwila który szczep się buntuje, — ale większe powstania rzadko się zdarzają i zwyczajnie bardzo nieszczęśliwie i krwawo dla Kirgizów się kończą, bo Moskale dla postrachu drugich, co dostaną pod rękę, wyrzynają w pień.

Kirgizi są uzbrojeni w lance, ale te są zrobione z tak kruchego drzewa, że za lada oporem pękają; oprócz tego mają pałasze, łuki i strzały, a większa część nawet uzbrojona jest w janczarki208. W kraju Kirgizów jest bardzo dużo słonych jezior i moczarów, dlatego Moskale, gdy tam z nimi wojnę prowadzą, muszą brać przewodników, aby nie zabłądzić i do słodkiej wody trafić. Naturalnie, tylko Kirgizi znają te prześpiegi, łapią więc Moskale którego Kirgiza i każą się prowadzić. Często Kirgiz naumyślnie drogę zmyli i choćby był bity, katowany, a nawet czasem żywo palony, to woli znieść wszelkie męczarnie, a nie pokaże drogi na swoich, tak że niejeden oddział moskiewski z głodu i pragnienia wyginął do nogi. Tak to i dziki Kirgiz woli zginąć w mękach niż wydać swoich!

Konie kirgiskie są znakomite: lekkie, wytrzymałe i mało pożywienia potrzebują — ale tylko pod wierzch; do ciągnienia niezdatne, bo słabe. Często bardzo się zdarzy, że Kirgiz pędzi trzy dni jednym ciągiem na swoim koniu i tylko tyle się zatrzyma w drodze, ile sam czasu do najedzenia się i napicia potrzebuje, koń tymczasem trawy sobie pochrupie, napije się wody i dalej pędzi jakby nigdy nic. Widziałem konie kirgiskie po takiej trzydniowej wyprawie; prawda, że były spędzone, ale Kirgiz uwiązał konia u drzewa wysoko pyskiem, aby pić nie mógł, i tak go zostawił ze trzy godziny uwiązanego, potem go spuścił; koń się porządnie wytarzał, poszedł się napić, a na drugi dzień nie było po nim ani znać tej podróży i wysilenia.

O Uzbekach i Karakałpakach niewiele wiem, tylko tyle powiadał nam pan Chrzanowski, że to są mieszańcy z Tatarów, Kozaków, Czerkiesów, Kałmuków, Baszkirów i Kirgizów. Z tymi to Moskale mają dużo kłopotu, bo ci żyją tylko z rabunków i skoro tylko coś zrabują, to uciekają pomiędzy pustynie piaszczyste do swego kraju; a że pomiędzy piaskami czasem i dwadzieścia mil jest od źródła do źródła, to Moskal boi się za nimi gonić i tylko czatuje na nich nad granicami kraju.

19. Rzeki i lasy sybirskie

Cała Syberia jest to kraj płaski; gdzieniegdzie tylko ciągną się przez nią pasma pagórków nie bardzo wysokich i tylko od granicy Chin i w okolicach jeziora Bajkał są większe góry.

Ten kraj jest poprzerzynany ogromnymi rzekami, które prawie wszystkie płyną do Oceanu Lodowatego, gdzie wieczne lody pływają, choć nawet latem, tak że bardzo trudna jest tam przeprawa, bo często lody wielkie, jak góry, zgniotą statek, choć duży. Dlatego też tymi rzekami nie można handlu prowadzić, tylko służą w kraju samym za dobrą komunikację. Te rzeki takie są ogromne! Każda z nich jest większa od największej rzeki w Europie — Wołgi. Najpierwsza zaraz od Uralskich Gór jest rzeka Ob, dalej jest Jenisej, którego poboczna rzeka Angara taka duża prawie, jak sam Jenisej; z drugiej strony Syberii prawie na wschodzie Lena z pobocznymi Ałdanią i Olekmą. To są główne rzeki Syberii, które wpadają do Oceanu Lodowatego. Jest jeszcze jedna ogromna rzeka w Syberii: Amur, ale ta wpada do Oceanu Spokojnego i przeto dla Moskali jest bardzo ważna, że w cieplejszym kraju płynie i wpada do morza, gdzie lodów nie ma. Więc też Moskale starali się ją zdobyć wszystkimi siłami na Chińczykach, co się też wreszcie udało, jak już powiedziałem, Murawiewowi Amurskiemu.

Jest jeszcze jedna rzeka, która na pograniczu Syberii płynie i która wprawdzie nie jest duża i ani się może mierzyć z olbrzymimi, dopiero co wymienionymi rzekami, ale z tego jest sławna, że w korycie jej znajdują się drobne kawałeczki szczerego złota, które, zdaje się, wypłukuje z Gór Uralskich.

Szczególniej środkowa Syberia jest bardzo zarosła borem, bo na samej północy to tylko krzaki w pas rosną. Ogromne puszcze, zarosłe lasem, rozciągają się i tylko gdzieniegdzie widać łąkę, a im dalej na północ, tym więcej jezior i moczarów, a to dlatego, że ogromne rzeki płynące do Oceanu Lodowatego latem, to jest w końcu czerwca i w lipcu, zawalone są górami lodowymi, które napędzają wiatry od bieguna północnego. Biegun północny jest to okolica wiecznymi lodami pokryta, gdzie na północy jest najzimniej. Te góry lodowe tak zatykają upływy tych rzek, że woda odchodzić nie może; robią się tam takie same zatory, jak u nas na Wiśle albo Warcie, tylko te zatory od Morza Lodowatego są takie ogromne, jakie trudno sobie wystawić 209temu, który tego nie widział.

W tych borach Syberii środkowej najwięcej rośnie sosen, świerków, jodeł, grabów, brzóz, klony rzadziej się trafiają. Jest tam też dosyć dużo jarzębiny i cedrów północnych. Takich ogromnych drzew jak te cedry nie zdarzyło mi się nigdzie widzieć; są to drzewa tak grube, że i w czterech ludzi nie można ich objąć, a przy tym tak proste jak świece, a czasem tak długie, jak dwie nasze wyrosłe sosny. Drzewo cedrów jest bardzo dobre do budowli i na deski, a ma to jeszcze dobrego, że robak go się nie ima210. Dębów tam nie widziałem i podobno też tam dębina nie rośnie.

20. Zwierzęta i rośliny sybirskie

W tych borach jest bardzo dużo zwierzyny; zająców tam dużo, lisy, wilki, niedźwiedzie, duże, czarne, ogromnie wielkie często się trafiają, a białe niedźwiedzie też się tam, szczególniej bardziej na północy, mnożą; reny, łosie, bobry, sobole; szczurów i myszy też nie brak.

Tamtejsze bydło, owce i trzoda bardzo marne, ale dużo tego trzymają; pewno nie wyrastają, bo im te wielkie zimna nie plażą211. Ptastwo domowe mają, jak i u nas.

Zboża tylko jare212 tam rosną; ozimina213 się nie udaje, bo za długa tam zima, a za krótkie lato. Co prawda, tam, gdy zacznie się zima, to, jak już powiedziałem, prawie siedem miesięcy ciągle trwa; a wiosny takiej jak u nas to nie ma, bo jak mrozy ustaną, to też śnieg zaraz ginie, a potem zaraz skwary się zaczynają i to skwary wiele większe, niż u nas. Od rana bywają częste przymrozki aż do końca miesiąca czerwca; koło połowy zaś sierpnia nieraz już znowu przymrozki nastają, a wtedy marzną zboża, które jeszcze nie dojrzały, tak że cały plon przepada. Muszą więc tam tylko takie siać zboża, co krótkiego tylko czasu potrzebują do dojrzenia.

Jęczmień, owies, jarka214, groch to się jednak rodzą, a kartofle także duże urosną. Brukiew to nawet taka rośnie, że do trzech funtów215 sztuka często dochodzi. Ogrodowizny prześliczne rosną, szczególniej w południowej Syberii: tam nawet dojrzewają melony i arbuzy pod gołym niebem. Gruszek, jabłek i śliwek tam wcale nie ma, chyba sprowadzą je z Rosji, a wtedy są takie drogie, że tylko najbogatsi ludzie mogą sobie na taki wydatek pozwolić, i to jeszcze jedno jabłko podzielą na osiem kawałków, aby więcej ludzi mogło spróbować tego rzadkiego specjału.

Za to jagody różnego gatunku rosną w całej Syberii prócz zupełnie północnej; jagód jest wiele gatunków i bardzo są smaczne. Poziomki, borówki czarne, bruśnice, czyli borówki czerwone, porzeczki zielone, czerwone i czarne, a maliny takie ogromne i smaczne, że w życiu mi się nie zdarzyło jeść tak dobrych.

Kulkwie, czyli żurawiny, tak obficie na moczarach rosną, że miejscami, jak okiem sięgniesz, zdaje się, widzisz jakby jaki czerwony kobierzec. Tamtejsi mieszkańcy zbierają żurawiny, sami je jedzą albo wysyłają beczkami do południowej Syberii; sok z nich także robią i daleko rozsyłają; ten sok nazywają morsem. Borówki najlepiej umieją w beczkach przechowywać, bo do nowych wytrzymują, smakują jakby świeże. Używają borówek do pierogów i placków. Grzybów już co nie miara tam rośnie, i to tyle gatunków jest dobrych, że ich przejeść nie można, a suszone starczą przez całą zimę.

Cedrowe orzechy216 bardzo też tam lubią, choć mnie nie bardzo smakowały; miejscowi ludzie, aby ulżyć sobie sprzęt217, cedrowe drzewa ścinają i dopiero jak drzewo upadnie, szyszki obierają, a w tych szyszkach są właśnie orzechy, które z szyszek wydostają tym sposobem, że na rozpalone piece je kładą, a wtedy szyszka się w cieple otwiera i łatwo orzechy wydostać.

Bardzo mnie zadziwiło, że w południowej Syberii, w jeziorze Bajkał, czyli w morzu (bo tak je nazywają, dlatego że jest takie ogromne), łowią śledzie, które nazywają omal. Tym bardziej mnie to zdziwiło, że jak dawniej zawsze słyszałem, śledzie tylko w gorzkiej, słonej morskiej wodzie żyją, a to jezioro ma słodką wodę, jak każde inne. Prawda, że w Syberii jest kilka słonych jezior, ale w nich żadnych ryb nie ma.

Prócz wielkiej ilości ryb znajduje się jeszcze w Syberii ryba tak dobra i smaczna, jak na całej ziemi podobno lepszej nie ma; nazywa się sterlet. Ta ryba nie jest zbyt duża, bo tylko może na stopę długa, ale ma mięso delikatne, bez ości zupełnie, a kość środkowa z chrząstek tylko się składa, tak że prócz głowy całą tę rybę zjeść można, bo chrząstki się chrupią. Ryba ta znajduje się także w rzece Wołdze, ale tam rzadziej się zdarza.

Czego bardzo dużo tam jest to motyli; czasem pokrywają całe krzaczki nad jeziorami albo rzekami, a jak się zerwą, to jakby duża chmura, a takie śliczne, różnokolorowe, a skrzydełka mają, że człowiek, jak na to patrzy, to myśli, że to nie na jawie widzi, że mu się to śni, a czasem nawet, że to czyste czary. Bąków, much, komarów takie masy, że człowiek opędzić się nie może, a gryzą i dokuczają gorzej niż u nas.

O pchłach, pluskwach i egipskich barankach218 to już ani nie mówię, bo na samo wspomnienie aż mnie cała skóra swędzi.

W Syberii bardzo tanie życie; tam gdzie byłem (a jeździłem na robotę czasem po paręset wiorst) mięsa wołowego oko, tj. trzy funty, kosztuje 10–12 kopiejek miedzią, więc funt kosztowałby dziesięć groszy. Za dużego zająca płaci się ze skórą także 10 do 12 kopiejek. Pud219 mąki niepytlowej kosztuje 65 kopiejek miedzią (pud waży 40 funtów). Pud mąki pszennej dostało się czasem za 90 kopiejek, czasem trzeba było zapłacić rubla asygnacyjnego miedzią.

Nabiał taki był tani, że już nie pamiętam; masło już było droższe, bo szło na handel, a ryby tak były tanie, że za parę groszy dużego szczupaka lub suma było można dostać.