21. Bogactwa kopalne Syberii
Samego czystego złota w Syberii wykopanego rachują na dwa tysiące pudów przez jeden rok. A mają akuratny220 rachunek wykopanego złota, bo nie wolno go komu innemu sprzedawać, tylko skarbowi. Skarb wysyła całe złoto co rok do Petersburga, gdzie dopiero przebijają je na pieniądze albo na inne potrzeby zużywają. Okropna jest kara nie tylko na złodziei, którzy by coś złota ukradli w kopalni, ale nawet na ludzi, co by z własnej kopalni wykopane złoto komu innemu sprzedali jak rządowi.
Chińczycy jedyni jeżdżą do Syberii i starają się, za plecami, naturalnie, rządu, dostać złota czy to od robotników, którzy je w kopalni ukradli, czy też innym sposobem.
Chińczycy to bardzo szczwany lud i dla zarobku na wszystko się puszczą. Opowiadali mi różne sposoby, których używają, aby złoto nabyte przewieźć do swego kraju, a te sposoby jedne dowcipniejsze od drugich.
Opowiem tu jeden taki przypadek, który urzędnikom udało się przypadkiem wykryć; naturalnie, ten sposób wydał się, ale już dużo razy przedtem udało się Chińczykom złoto wywieźć.
W większych miastach Syberii jest zawsze po kilku kupców Chińczyków, a ci wszyscy ze sobą trzymają. Był w Tobolsku bogaty kupiec Ju-fu, który handlował różnym towarem, a pomiędzy innymi sprzedawał albo wymieniał urzędnikom rosyjskim jadącym w dalsze strony Syberii, ku rzece Amur, tarantasy, czyli powozy, albo też kibitki za tak tanią cenę, że każdy się ułaszczył221.
W Syberii każdy podróżny, czy to czynownik (urzędnik), czy też zwyczajny człowiek, jeździ swoim powozem lub sankami, a konie tylko najmuje po stacjach pocztowych, które są na wszystkich głównych traktach Syberii.
Pewien czynownik kupił sobie kibitkę od tego kupca Chińczyka i puścił się nią do Kiachty, miasta na samej granicy Chin położonego. Jest to bardzo daleka droga, bo musi się przejechać wszerz prawie całą Syberię. Podróż z początku szła dosyć dobrze, kibitka zdawała się mocna, a czynownik nie mógł się nacieszyć, że się dał namówić na to kupno.
Było to właśnie lato, droga dobra, a choć w Syberii wyboi dosyć i przez różnie górzysty i kamienisty kraj było trzeba przejeżdżać, kibitka doskonale wytrzymywała i wcale się nie psuła. Przypadkiem (nie pamiętam już, w którym mieście) czynownik napotkał jakiegoś dawnego znajomego i, naturalnie, zwyczajem moskiewskim nie obyło się bez upicia, a jak nazajutrz sobie poprawili, tak czynownik dostał zapalenia płuc i przeleżał w tym mieście cztery tygodnie przeszło. Naturalnie, że przez ten czas kibitka stała sobie na podwórku kolegi czynownika.
Tymczasem już w parę dni po rozchorowaniu się czynownika zaczęli się kręcić po podwórku różni ludzie, a pomiędzy nimi jakiś Chińczyk, któremu podobała się jakoś kibitka i zapragnął ją kupić. Zamówił się do kolegi naszego czynownika i zaproponował kibitkę kupić; a gdy czynownik nie chciał jej sprzedać, pytał, czyby nie wymienił. Wygodnej kibitki nie chciano mu ani sprzedać, ani wymienić. Na to Chińczyk odszedł, ale po paru dniach powrócił i coraz więcej za kibitkę chciał zapłacić. Próżno było wszystko, czynownik się uparł i ani rusz sprzedać albo wymienić.
Parę dni był spokój, ale przed samym odjazdem czynownika podał mu Chińczyk taką wysoką cenę, że aż się zdumiał, bo było można trzy nowe kibitki za te pieniądze kupić. Tymczasem przez przeszło czterotygodniową chorobę spóźniła się podróż i mrozy zaczęły się coraz częstsze, a że jeszcze śniegu nie było, gruda się robiła i dlatego raz po raz zaczęło się coś psuć w kibitce, którą musiano parę razy w drodze reparować.
Nareszcie o jakie może dwadzieścia wiorst od samej Kiachty kibitka się rozleciała, a mój czynownik dopiero zaczął żałować, że jej nie pomieniał z Chińczykiem, i klął go, na czym świat stoi, że charakternik222 i że mu kibitkę przyoczył223; ale rady innej nie było: musiał biedny czynownik jak niepyszny zostać na drodze, a mużyk224 pojechał konno do przyszłej stacji po inną kibitkę.
Na drodze czeka nasz czynownik spokojnie, ale mróz coraz większy się robi, zaczynają go coraz bardziej cielęta lizać225, choć był ciepło ubrany. Z początku przykrywał się, jak mógł, ale gdy noc nadeszła i coraz zimniej się robiło, wyszedł z kibitki; zaczął chodzić naokoło, tupać nogami — słowem, rozgrzewać się na wszelkie sposoby, ale gdy to na nic mu się nie przydało, a mróz coraz większy się robił, pozdejmował rzeczy i futra z kibitki, najprzód siedzenia wyjął, podpalił, a potem zaczął wyłamywać drabinki, półkoszyk226 i kłaść na ogień.
Już był się przy ogniu trochę wygrzał, ale gdy jeszcze mużyka nie było widać, wziął się do spodu kibitki, koła wrzucił do ognia i chciał spód także połamać, ale spodnie drążki były tak ciężkie, że się aż zdziwił: zaczął oglądać i przekonał się, że te spodnie drążki obydwa nie były z drzewa, ale pewno żelazne, bo bardzo ciężkie.
Tymczasem mużyk się też znalazł, popakowali rzeczy w drugą kibitkę i ruszyli w dalszą podróż; te obydwa ciężkie drążki ze sobą zabrali, bo mużyk mówił, że to żelazo może się przydać.
Ponieważ to już była ostatnia stacja przed Kiachtą, przyjechali do tego miasta, a tam nasz czynownik dopiero zaczął opowiadać, co mu się zdarzyło, i pokazywał owe żelazne drążki. Gdy przy oglądaniu owych drążków któremuś przyśniło się nożem drapnąć, aby się przekonać, z czego są te drągi, wtedy ku wielkiemu zdziwieniu zobaczył, że to jakoś żółto świeci pod malowaniem. Wzięli się do tych drążków, zaczęli dokładnie oglądać i przekonali się, że te drążki były ze szczerego złota.
Gdyby tak dużo nie było przy tym ludzi, pewno byłyby drążki wsiąkły pomiędzy czynownikami, ale tak trudno było zachachulić227 całą sprawę. Zaczęli dochodzić i przy tym wyszło, że bogaty Chińczyk z Kiachty już od miesiąca dopytywał się, czy ów czynownik jeszcze nie przyjechał. Dalej po Chińczyka! Ten z początku się wypierał, ale jak go na pletnie wzięli, po piętnastu pletniach wyśpiewał wszystko i przyznał się, że tym sposobem czynownicy sami przewozili złoto przez całą Syberię, a on kupował potem zmarnowane kibitki i złoto szwarcował228 do Chin, gdzie ogromne pieniądze na tym zarabiali; kilku Chińczyków po drodze uważało na te kibitki złote, aby gdzie nie przepadły. Zyskiem potem się dzielili.
Takim to sposobem ci ludzie złoto przedostawali przez całą Syberię, sami czynownicy im je przewozili, a oni zawsze wiedzieli przez swoich szpiegów, gdzie ich kibitki są, tak że choć która po drodze została, to ją wynaleźli i na miejsce sprowadzili.
Takim to przypadkiem wszyscy Chińczycy, co do tego należeli, podobno poszli na całe życie do katorżnych robót do kopalni; tylko podobno ten mądry ptaszek z Tobolska czmychnął tak, że ani śladu po nim nie było, a co lepsza, uratował cały swój majątek, co miał być za karę zabrany na skarb.
Dawniej nie wiedziano nic o złocie w Syberii, choć były, co prawda, kopalnie w Uralskich Górach i dużo złota dawały. Dopiero jakiś Popow, bogaty sybirski kupiec, pomyślał sobie, że jeżeli w Uralu jest złoto, toć może i w Syberii by się znalazło. Poświęcił na kopanie złota sto tysięcy rubli, ale nic nie znalazł; poświęcił jeszcze pięćdziesiąt tysięcy rubli i także nic nie pomogło; dopiero gdy jeszcze pięćdziesiąt tysięcy rubli poświęcił, udało mu się złoto znaleźć; ale pomimo że tyle pieniędzy poświęcił, jednak się nie zbogacił, a dzieci jego dzisiaj są uboższe, niż on dawniej był. Dopiero drudzy się znaleźli tacy, którym lepiej się udało i obfite pokłady znaleźli, tak że dzisiaj wielkie masy złota w Syberii się kopie.
Oj, to złoto wiele ludzkiej krwi i pracy pochłonęło!
Ile w sybirskich kopalniach naszych biednych Polaków wyginęło, bo to ciężka bardzo robota to kopanie złota i wydobywanie go z piasku i kamieni!
Najprzód wydobywa się złotodajną ziemię; ludzie biorą ją na miednice i trzymają w płynącej korytem wodzie i ciągle naczyniem poruszają, tak że piasek woda zabiera, a złoto, które jest ciężkie bardzo, na dole tej kopanki razem z kamyczkami pozostaje. Po długim kilkakrotnym przepłukiwaniu i po wybraniu kamyczków pozostaje nareszcie na dnie kopanki trochę złota. Jest to bardzo mozolna robota, ale co gorzej, że biedny robotnik ciągle we wodzie stoi i ręce po łokcie także ma mokre, a skutkiem tego chorują na febrę, i gdy tak we wodzie długo pracują, reumatyzm członki im wykręca i wielkie z reumatyzmu bole cierpią.