LXXXIII

„A pókiż?...” Nadto379 rozpoczął był żwawie380,

Przeto381 go kompan strwożony mniej bacznie382,

Chcąc ciągnąć za płaszcz, głasnął po rękawie

I, chociaż mniemał383, że było nieznacznie,

Tak zmieszał mówcę, iż oniemiał prawie,

Chce mówić, ale słowa szły opacznie384

Więc, co tak żwawo już miał się ku wojnie,

Skrył głowę w kaptur i usiadł spokojnie.