Kuglarze

Dosyć się to często zdarza:

Bywa kuglarz nad kuglarza.

Jeden z nich, a jest niemało,

Żwawo i śmiało

Pokazywał, co może:

Zjadał łyżki i noże,

Z gałek ciasta robił grosze,

Karty przemieniał w kokosze67;

Co chciał, stawiał, i co chciał, zmykał68,

Usta kłódkami zamykał,

Kuropatwy robił z chleba;

Zgoła był takim jak trzeba:

Bawił, dziwił od tygodnia.

Wszedł drugi i powiedział: «Ja się zowię zbrodnia».

Rzekł zatem do pierwszego: «Kolego i bracie!

Na rzemiośle się nie znacie!

A wy, co mnie widzicie,

Patrzcie, cuda ujźrzycie,

Oto zwierściadło,

Co wszystko zgadło».

Zbliżył się szpetny — ujźrzał postać miłą,

Przyszedł garbaty i garbu nie było;

Każdy z pociesznym69 odszedł zadatkiem:

Kto nie miał zębów — znalazł dostatkiem,

Poczerniałe

Były białe;

Stara baba będąc młodą

Pocieszyła się urodą.

Wszyscy sprawcę uwielbiali,

Wszyscy razem zawołali:

«Oto zwierściadło,

Co wszystko zgadło».

Dał lichwiarzowi w rękę pełen kaszy garnek:

Skoro wziął, tyle groszy było, ile ziarnek:

Glina postać przybrała okutej szkatułki:

Otworzył stratny70, znalazł pozew i pigułki71,

Rzucił; porwał ją złodziej i brzęczała złotem,

Ale gdy odbił zamek z niezmiernym łoskotem,

Przestraszył go natychmiast widok niespodziany:

Złoto znikło, znalazł się stryczek i kajdany.

Stawił butelek parę szampańskich;

«Oto — rzekł –– ekstrakt72 obietnic pańskich».

Zrazu nic w nich nie było.

Coś się potem zjawiło.

A to coś jak się zaczęło burzyć,

Mieszać, przewracać, pienić i kurzyć,

Szelest zrobił się wielki,

Pękły obie butelki...

I znowu nic nie było.

Gdy to wszystkich dziwiło,

Jakieś dziwackie jął odprawiać szepty,

Jak grad na stolik leciały recepty.

Wziął jedną zdrowy, czytał i słabo mu było:

Wziął chory, nic nie znalazł i to uleczyło.

Spazmatyczna73, co tam stała,

To na swojej wyczytała:

«Chcesz nie być chora,

Strzeż się doktora!»

Zmienił modne kornety w worek wypróżniony,

Zrobił pierścień z pszenicy, a kufel z karbony74.

Zadziwili się wszyscy, on rzekł: «To jest fraszka!»

Dał młodemu trzos złota, została się flaszka.

Postrzegł w ciżbie dworaka, dał mu pęcherz z złotem,

Kazał ścisnąć, natychmiast, niespodzianym zwrotem

Odmieniwszy postawę prostą75 i obrzydłą,

Wystrzelił jak z harmaty i wydał kadzidło.

Wziął fascykuł76 od jurysty77,

Dmuchnął — został piasek czysty.

Z piasku owego zaraz bicz ukręcił,

Z bicza kałamarz, a gdy w nim coś zmęcił,

Ujźrzeli w rękach swoich za taką robotą:

Ten, co miał sprawę — piasek, co w niej gadał78 — złoto.

Sędziemu dwa pęcherze dał od zapozwanych,

Obydwa były pełne papierów pisanych.

Pękł, co był ubogiego, skoro go wymienił,

Bogacza w ważny weksel79 zaraz się przemienił.

A wszyscy zawołali z daleka i bliska:

«To mi to pęcherz, gdy kto na nim zyska!»

«Chcecie wiedzieć — rzekł dalej — jak przemysł rzecz mnoży?

Niech z was każdy w ten worek pieniądze położy».

Stosując się do rozkazu

Napełnili go do razu.

On się pokłonił, podskoczył, wykrzyknął,

Brzęknął pieniędzmi, rozśmiał się i zniknął.