Żaby i bocian

Dobrze było w Atenach, kiedy wolność była.

Ale gdy się w rozwiązłość z czasem przemieniła,

A każdy z nich jedynie na zysk własny godził,

Posiadł władzę Pizystrat191 i wszystkich pogodził.

Więc w rozpacz, lecz poniewczasie,

Niewola uprzykrzyła się.

A gdy się o tym Ezop dowiedział,

Taką im bajkę powiedział:

Zachciało się żabom pana.

Od wieczora więc do rana

Do Jowisza krzeczały,

Żeby króla dostały.

Dał im pieniek — padł z hałasem.

Przestraszone, nawiasem192

Z początku się przybliżały,

Ażeby króla poznały,

I znalazły z podziwieniem,

Iż król jegomość był pieniem193

Skoro się to rozgłosiło,

Co tylko w bagnie żab było,

Dogadzając ciekawości

Szły do króla jegomości.

Zrazu przystąpić się bały,

Dalej na niego skakały.

Gdy do woli wyszydziły,

O innego Jowisza prosiły.

Dał im bociana; a ten, niesłaby,

Jak się zawinął pomiędzy żaby,

Na przywitanie zjadł z pół tuzina.

Gdy się wrzask z płaczem żab nędznych wszczyna,

Rzekł Jowisz: «Pogardzając zbyt dogodnym stanem,

Skakałyście na pieniek — skaczcież przed bocianem».