Pochwały milczenia

Co nie jest do istności402, co brak w liczby rzędzie,

Tym mniemamy milczenie — i jesteśmy w błędzie.

Pozór go403 tak osądził, ale pozór zdradny.

Jest w nim przymiot istotny, jest przymiot dokładny;

Zgoła jest rzeczą dobrą, zdatną, pożyteczną.

Pisarze i gadacze, znam waszą myśl sprzeczną,

Przecież na was powstanę. Ty, co ci się marzy,

Ty, co bredzisz, co zmyślasz, czasem ci się zdarzy,

Że utrudzony krzykiem, którym drugich nudzisz,

Umilkniesz, a że płochą powieścią nie trudzisz,

Żeś dał uszom spoczynek, wielbią cię słuchacze,

Oddawaj hołd milczeniu. Wy, sławni matacze,

Wy, szalbierze z rzemiosła, wy, zdrajcy z urzędu,

Profesy dzieł nieprawych, wy, niegodni względu,

Wy, co słowem, co piórem umiecie kaleczyć,

Wy, których dziełem, trudem: łgać, zdradzać, złorzeczyć,

Zbyt poznani404, milczycie, a głupi wam wierzy.

Hipokryty! wśród waszych wzdychań i pacierzy

Zdradne milczenie wtenczas, gdy cnota nie milczy,

Pod jagnięcym pozorem ukrywa jad wilczy.

Wiecie, jak zdradniej milczyć niźli jawnie szczekać;

Wiecie, a cnota jęczy: stąd zasługi tajne405,

Stąd talenta w pogardzie, stąd dusze przedajne,

Stąd nieszczęście poczciwych, a przeciw naturze

Cnota w podłej siermiędze, występek w purpurze.

Dworaki! w nieprawości wyćwiczeni szkole,

Wy, co w sztucznej a zdradnej podstępów mozole

Kładniecie cały polor, strzeżcie się widoku.

Maszka406, coście przywdziali, patrzających wzroku

Nie osłabi, odkryją zdradę omamienia.

Dusze podłe, nurzcie się w otchłaniach milczenia!

Trwożliwa jest poczciwość: nie jest jej kunszt głuszyć407,

Jakże ją z zaniedbanych kryjówek wyruszyć408?

Mógłbyś, Pawle, bo czujesz, choć pełen szkarady,

Mógłbyś, bo masz czołgaczów, coś wysłał na zwiady,

Mógłbyś, bo w twoim ręku los prawego człeka;

Czegóż się cnota, Pawle, od ciebie doczeka?

Milczeniem ją przytłumisz, więc skromna i cicha,

Nieznajoma u dworów, narzeka i wzdycha.

Wzdycha nie tak o siebie, bo sobie wystarczy,

Ale gdy na nią podstęp niegodziwy warczy,

Gdy wydziera sposobność, aby zdatną była.

Jęczy, iż chcąc nie może, by uszczęśliwiła.

Niegdyś służyć ojczyźnie hasłem było człeka.

Święte hasło, gdzieżeś jest? Zmilczane od wieka.

Odgłosie serc poczciwych, niezmazanej409 duszy,

Już się o nasze płoche nie obijasz uszy.

Dobrze milczyć, bo płacą; szukaj wpośród wiela —

Jest gmin, ale kto znajdzie w nim obywatela?

O wy, których powinność prawdę mówić jawnie,

Mocnić410 słowo przykładem dzielnie a ustawnie,

Milczenie was potępia, gdy myśl świecka trwoży:

Świętą śmiałość, bezwzględną, niesie zakon boży.

Zbyt trwożliwą roztropność nie godzicie z stanem:

Znać, czuć, mówić, dać przykład — to jest być kapłanem.

Milczenie, w skutkach bywasz złe, lecz nie w istocie;

Zrzuć barwę411, co cię podli, a towarzysz cnocie — W świetnym się blasku wydasz. —

Co nie jest do istności412, co brak w liczby rzędzie,

Tym mniemamy milczenie — i jesteśmy w błędzie.

Pozór go413 tak osądził, ale pozór zdradny.

Jest w nim przymiot istotny, jest przymiot dokładny;

Zgoła jest rzeczą dobrą, zdatną, pożyteczną.

Pisarze i gadacze, znam waszą myśl sprzeczną,

Przecież na was powstanę. Ty, co ci się marzy,

Ty, co bredzisz, co zmyślasz, czasem ci się zdarzy,

Że utrudzony krzykiem, którym drugich nudzisz,

Umilkniesz, a że płochą powieścią nie trudzisz,

Żeś dał uszom spoczynek, wielbią cię słuchacze,

Oddawaj hołd milczeniu. Wy, sławni matacze,

Wy, szalbierze z rzemiosła, wy, zdrajcy z urzędu,

Profesy dzieł nieprawych, wy, niegodni względu,

Wy, co słowem, co piórem umiecie kaleczyć,

Wy, których dziełem, trudem: łgać, zdradzać, złorzeczyć,

Zbyt poznani414, milczycie, a głupi wam wierzy.

Hipokryty! wśród waszych wzdychań i pacierzy

Zdradne milczenie wtenczas, gdy cnota nie milczy,

Pod jagnięcym pozorem ukrywa jad wilczy.

Wiecie, jak zdradniej milczyć niźli jawnie szczekać;

Wiecie, a cnota jęczy: stąd zasługi tajne415,

Stąd talenta w pogardzie, stąd dusze przedajne,

Stąd nieszczęście poczciwych, a przeciw naturze

Cnota w podłej siermiędze, występek w purpurze.

Dworaki! w nieprawości wyćwiczeni szkole,

Wy, co w sztucznej a zdradnej podstępów mozole

Kładniecie cały polor, strzeżcie się widoku.

Maszka416, coście przywdziali, patrzających wzroku

Nie osłabi, odkryją zdradę omamienia.

Dusze podłe, nurzcie się w otchłaniach milczenia!

Trwożliwa jest poczciwość: nie jest jej kunszt głuszyć417,

Jakże ją z zaniedbanych kryjówek wyruszyć418?

Mógłbyś, Pawle, bo czujesz, choć pełen szkarady,

Mógłbyś, bo masz czołgaczów, coś wysłał na zwiady,

Mógłbyś, bo w twoim ręku los prawego człeka;

Czegóż się cnota, Pawle, od ciebie doczeka?

Milczeniem ją przytłumisz, więc skromna i cicha,

Nieznajoma u dworów, narzeka i wzdycha.

Wzdycha nie tak o siebie, bo sobie wystarczy,

Ale gdy na nią podstęp niegodziwy warczy,

Gdy wydziera sposobność, aby zdatną była.

Jęczy, iż chcąc nie może, by uszczęśliwiła.

Niegdyś służyć ojczyźnie hasłem było człeka.

Święte hasło, gdzieżeś jest? Zmilczane od wieka.

Odgłosie serc poczciwych, niezmazanej419 duszy,

Już się o nasze płoche nie obijasz uszy.

Dobrze milczyć, bo płacą; szukaj wpośród wiela —

Jest gmin, ale kto znajdzie w nim obywatela?

O wy, których powinność prawdę mówić jawnie,

Mocnić420 słowo przykładem dzielnie a ustawnie,

Milczenie was potępia, gdy myśl świecka trwoży:

Świętą śmiałość, bezwzględną, niesie zakon boży.

Zbyt trwożliwą roztropność nie godzicie z stanem:

Znać, czuć, mówić, dać przykład — to jest być kapłanem.

Milczenie, w skutkach bywasz złe, lecz nie w istocie;

Zrzuć barwę421, co cię podli, a towarzysz cnocie —

W świetnym się blasku wydasz. — O świętowymowne

Wtenczas, gdy uszy podchlebstw wdziękom niewarowne,

Uszy pieszczone panów, do pochwał przywykłe,

Za korzyść biorąc brzęki łudzące i znikłe,

Słyszą pochwałę zbrodni, jak by cnotą była:

Wieleż dzielność422 milczenia zbrodni poprawiła!

Zdało się być przystępne, lecz umysł, co błądził,

Świętą niemotę z czasem, czym była, osądził.

Serc niewinnych okraso, skromności i wstydzie,

Nie daj się szerzyć słowom ku twojej ohydzie,

Wznoś żądze423 ku milczeniu, ażeby cię strzegło.

Mniej od miecza rażonych na placu poległo

Niż tych, co w jadzie dzielne, w złych skutkach zamożne424,

Zgubiło jedno słowo, wolne425, nieostrożne.

Niegdyś zbrodnią to było, co dziś żartem mienią.

Płochość z głupstwem nie znają, co wielbią i cenią:

Nieszczęśliwie uwolnion od cnotliwej dziczy,

Przywykł sprośnym wyrazom słuch czujny, dziewiczy.

Stąd młodsze gdy w ubite starszych wchodzą tropy,

Pełno widziem Mesalin426, rzadkie Penelopy427428.

Święta niemoto, gdybyś opanować chciała

Te usta, z których zbrodnia szkaradna, zuchwała,

Jak z źródła, gdy obficie w zarazie wytryska,

Śmie z świętości żart czynić, a z cnoty igrzyska.

Wznieś porę pożądaną i wiekom pamiętną!

Niech zdrajcy, co mądrości znieważyli piętno429,

Piętno właściwe cnocie, które nienawidzą,

Niech poznają, co szpecą, i niechaj się wstydzą;

A jeśli głos wznieść śmieją, daj tego doczekać,

Niech mają dar mówienia, ażeby odszczekać.

Milczenie, sprawco myśli! w twoim łonie, żywa,

Wznosi się, działa, krzewi, poznaje, odkrywa,

Z twych łożysk buja; wolna od zmyślnej430 katuszy,

Wywyższona, poznaje, jaka dzielność duszy;

Szuka celu, choć widzi wyższy nad jej silność,

Nie objęty żądaniem, tłumiący usilność,

Przecież się lotem wzmaga, a w zapędy płodna,

O świętowymowne

Wtenczas, gdy uszy podchlebstw wdziękom niewarowne,

Uszy pieszczone panów, do pochwał przywykłe,

Za korzyść biorąc brzęki łudzące i znikłe,

Słyszą pochwałę zbrodni, jak by cnotą była:

Wieleż dzielność431 milczenia zbrodni poprawiła!

Zdało się być przystępne, lecz umysł, co błądził,

Świętą niemotę z czasem, czym była, osądził.

Serc niewinnych okraso, skromności i wstydzie,

Nie daj się szerzyć słowom ku twojej ohydzie,

Wznoś żądze432 ku milczeniu, ażeby cię strzegło.

Mniej od miecza rażonych na placu poległo

Niż tych, co w jadzie dzielne, w złych skutkach zamożne433,

Zgubiło jedno słowo, wolne434, nieostrożne.

Niegdyś zbrodnią to było, co dziś żartem mienią.

Płochość z głupstwem nie znają, co wielbią i cenią:

Nieszczęśliwie uwolnion od cnotliwej dziczy,

Przywykł sprośnym wyrazom słuch czujny, dziewiczy.

Stąd młodsze gdy w ubite starszych wchodzą tropy,

Pełno widziem Mesalin435, rzadkie Penelopy436437.

Święta niemoto, gdybyś opanować chciała

Te usta, z których zbrodnia szkaradna, zuchwała,

Jak z źródła, gdy obficie w zarazie wytryska,

Śmie z świętości żart czynić, a z cnoty igrzyska.

Wznieś porę pożądaną i wiekom pamiętną!

Niech zdrajcy, co mądrości znieważyli piętno438,

Piętno właściwe cnocie, które nienawidzą,

Niech poznają, co szpecą, i niechaj się wstydzą;

A jeśli głos wznieść śmieją, daj tego doczekać,

Niech mają dar mówienia, ażeby odszczekać.

Milczenie, sprawco myśli! w twoim łonie, żywa,

Wznosi się, działa, krzewi, poznaje, odkrywa,

Z twych łożysk buja; wolna od zmyślnej439 katuszy,

Wywyższona, poznaje, jaka dzielność duszy;

Szuka celu, choć widzi wyższy nad jej silność,

Nie objęty żądaniem, tłumiący usilność,

Przecież się lotem wzmaga, a w zapędy płodna,

Poznaje przyszłą istność, czuje, czego godna.