I

Olbrzymie baszty stromych skał

Spadają w głąb bezdenną,

Gdzie fale mgławic wicher zwiał

W toń nieruchomą, senną.

W słońcu goreje szczytów skroń,

Smug opalowy spada

W mgieł nieruchomą, senną toń,

Gdzie śmierć spoczywa blada.

Lśni się w opalach wiewny puch

Mgły błękitnawo–mlecznej,

A ponad śmiercią ludzki duch

Zawisł, jak blask słoneczny.

Ciała przytulił ogrom skał,

W przepaściach śmierć pod nami,

A duch, zrzuciwszy brzemię ciał,

Zawisł nad przepaściami.