II

Na głaźnych2 stokach drzemie las

W błękitnej mgieł oponie —

W ten południowy, cichy czas,

Co wokół żarem płonie.

Wczoraj tu szalał błysk i grom,

Burza waliła kłody,

Dziś towarzyszy cichym snom

Szept wysrebrzonej wody.

Wczoraj z tych bezdni3 wyszła śmierć,

Opoki pod nią drżały,

A dziś się skrada na jej perć4

Sierpniowy wiew nieśmiały.

Lśni niezmącona jezior toń

Pośród urwistych zboczy,

Gdzie wczoraj śmierci groźna dłoń

Gasiła blask przezroczy.

Jako źrenica szklana lśni

Tej ekstatycznej duszy,

Co pragnie przejrzeć tajność dni

W przyszłości strasznej głuszy.

Co pragnie przeciąć gruby len,

Rozedrzeć mgieł okrycie,

Otaczające — wieczny sen,

Czy też wieczyste życie?..