III

Nad przepaściami ludzki duch

Zawisnął nieruchomy,

Wpatrzony w światła ciągły ruch,

W słonecznych nieb ogromy.

Wokół jasności taka moc

Wypełnia widnokręgi,

Jakby świat nie znał, czym jest noc,

Czym skryte jej potęgi.

Na miękką zieleń halnych łąk,

Na kamieniste ławy

Blask z niewidzialnych płynie rąk,

Perłowy lub złotawy.

Skrzy się i pali każdy głaz,

Siklawa5 ognie ciska,

Bór rozbłękitniał, tęczy pas

Wiesza się na urwiska.

Tonie w światłościach ludzki duch,

Jak nurek w mórz głębinie;

Zlewa się razem wzrok i słuch

Granica zmysłów ginie.

Co było przedtem mocą barw,

Śród falistego drżenia

Staje się dźwiękiem setnych harf,

W melodię się przemienia.

Ponad przepaście, ponad żleb6,

Gdzie śmierć cierpliwa drzemie,

Rozbrzmiały hymny jasnych nieb

I ogarniają ziemię.

Ponad łańcuchy lśnistych gór

Płynąc falami słońca,

Śpiewa anielski, wieszczy chór,

Że trwaniom nie ma końca.

Śpiewa — a pieśń ta jako chrzest,

Odradzający wiarą —,

Że tylko życie prawdą jest,

A śmierć jest złudną marą.

Śpiewa, akordów dziwny tok

Śląc na promienne drogi,

Że złudą tylko cień i mrok,

Że płód to ludzkiej trwogi.

Że prawdą światło, pełne łask,

Że nad tych dni zamętem

W spokój swój każdy łączy blask

W Wieczystym, w Niepojętem.

I dalej śpiewa złota pieśń,

Mknąc znikającym łanem,

Że widomego świata cieśń

Rozszerza się w Nieznanem.

W nieznanym oku ziemskich dusz,

Spowitych w ciał osłony,

Ćmiące niezgasłych odblask zórz,

Z bożego tchu zrodzony.

Ale kto starga przędzę ciał,

Ten, pijąc z czar zachwytu,

Będzie świadomość jasną miał

Bezkresowego bytu...