I

Szlakiem symplońskiej31 drogi,

po żwirów siwej wstędze,

Snującej się krawędzią

przepastnych, stromych ścian,

Płomienny rozlew słońca

w łyskliwej swej potędze

Pod stopy się nam ściele,

jak dywan, srebrem tkań.

Nad nami Mont’ Leone,

w iskrzystą strojny przędzę,

Majestatycznie władnie,

niby cesarski pan,

Co imię swe na wieki

zapisał w bytów księdze,

Opancerzony grozą,

blaskami chwały zlan.

Jest–li w nim ludzkie życie,

w tym dumnym Mont’ Leone,

Zaklęte czarów mocą

w rozsiadły kolos skał,

Że tak spogląda na nas,

jakby nas przygnieść chciał?

Jest–li w nim ludzkie życie,

że tak w wędrowców stronę

Szle po wierzchołkach lasów

dreszcz wlewający szum,

Jak echo zbrojnych dum?