III

Spoza gór czarnych, zza śnieżnych przełęczy

Szum dolatuje: O lodów pokłady,

O skalne zręby łamią się kaskady,

A tam! — lawina głuchym hukiem jęczy.

Ach! szum ten duszę przygniata i męczy:

Nie zwykła ona chadzać tymi ślady...

Lecz patrz! u stóp się macierzanka wdzięczy

W mchach, których głaźne nie pocięły grady.

A tu — rumianek naszych pól... I z drogi

Straszliwej grozy, przejmującej trwogi

Dusza na skrzydłach znużonych uchodzi

W kraj łąk i lasów rodzinnych. Lecz błogi

Sen rychło rzuca i wraz z Śmiercią brodzi

W kaskad, przepadlisk i lawin powodzi.