II

Milczący szliśmy zamarzłym dunajem,

W skok przekraczając kotliny bezdenne,

Bramice śmierci dla człeka, promienne

Wrótnie żywota dla tych sił, co wzajem

Zwalczają siebie, wieczyste a plenne19

W zmian nieskończoność. Nad tych lodów krajem,

Nad tą kuźnicą drzemią szczyty senne,

Ciche, błyszczące. I my błędni stajem20

Z dziwu i słuch nasz tężymy w tej ciszy

Głębie bezmierne. I patrz! duch nasz słyszy

Onego Ducha, co miał moc, by w tumy21,

Nieb sięgające, pospiętrzać opoki...

Strach !... Czy nie zerwą dziś się jego szumy,

By świat ten wkoło zwalić, strącić w mroki?!...