IV

Cicho płyniemy kryształów głębiną,

Odbijającą niebieskie lazury...

Granice wody i nieba gdzieś giną

Śród mgieł powiewnej, a przejrzystej chmury,

Co dal zasnuwa w przędzę srebrno–siną;

Po brzegach siedzą zadumane góry,

A na ich piersiach jasny puch zieleni

W złotym się słońcu, jak aksamit, mieni.

Od gór tych wonne tchnienie ciszy wieje;

Omdlała senność, rozlana w przestrzeni,

Ogarnia ducha, że duch senny mdleje:

Naokół słodki, dźwięczny głos syreni

Upajającą pieśń blasków wydzwania

O szczęśliwości, co idzie z kochania.