V

O szczęśliwości, co w zakątek głuchy,

Z dala od krzyków i zabiegów świata,

Znosi rozmarzeń najwiewniejsze puchy

I z nich dla siebie ciche gniazdo splata

I, zleniwiałe ułożywszy ruchy,

Śpi, obojętna, że tam gdzieś Zatrata

Bierze się z Życiem za bary, że jęki,

Mnogie, jak trawy, rosną spod jej ręki,

A tylko czasem, gdy w gmach jej spokoju

Przedrą się z zewnątrz nazbyt głośne szczęki,

Echa uderzeń broni, echa boju,

Co na krwi łanie trwożne rodzi lęki,

Wstaje, zdziwiona, i z rozpaczną mocą

Rzuca pytanie w okrąg: po co?!... po co??...