Do poetów

Jako Chiron, ze dwojej natury złożony,

Wzgórę człowiek, a na dół koń nieobjeżdżony,

Rad był, kiedy przyjmował do swej leśnej szopy

Nauczonego syna pięknej Kalijopy290,

Naonczas gdy do Kolchów rycerze wybrani

Pławili się przez morze po kożuch barani:

Równiem wam i ja tak rad, zacni poetowie291!

A jeśli u Chirona cni bohatyrowie

Przyjmowali za wdzięczne wieczerzą ubogą,

Bo tam wszytka cześć była mleko z świnią nogą:

Nie gardźcie i wy tym, co dom ubogi niesie,

Bo jako Chiron takżeć i ja mieszkam w lesie.

Będzie ser, będzie szołdra, będą wonne śliwy;

Każecie li też zagrać, i na tom ja chciwy.

Owa prosto będziecie ze mnie mieć Chirona,

Tylko że ja nie włóczę za sobą ogona.

Do Pryszki292

Długo się w wannie parzysz, Pryszko pochodzona.

Czy chcesz jako Pelijas293 odmłodnąć warzona?

Do Reiny294

Królewno moja (wszak cię też tak zową),

Iż się nie mogę zobopólną mową

Umawiać z tobą, rad i nierad muszę

Zlecić to pismu, a tym cieszyć duszę

Swą jakokolwiek, tusząc jednak sobie,

Że ta moja chuć będzie wdzięczna tobie.

Szczęśliwa karto — ciebie ona swymi

Piastować będzie rękoma ślicznymi,

Ciebie obejźrzy wdzięcznym okiem swoim;

A ocz podobno próżno drudzy stoim,

Ty tak możesz być szczęsna, że cię swymi

Wdzięcznie całuje usty różanymi.

Gdzież to człowiek mógł naleźć jakie czary,

Żeby się umiał przewirzgnąć295 w swe dary?