Do Wędy

Miło patrząc na łąki, kiedy się odzieją,

Miło patrząc na zdroje, kiedy wodę leją;

Dobra lecie śmiotana, dobra szołdra zimie,

Kiedy uschnie na wietrze albo w gęstym dymie;

Dobry wieniec bluszczowy — nad wszytko multanki,

Kiedy grasz, Węda, w lesie, zabywając Hanki.

Do wojewody

Nie są, wojewodo zacny, czasy po temu,

Abych, czyniąc zwyczajowi dosyć dawnemu,

Uszy twoje lutnią bawił albo pieśniami:

Coś inszego człowiek musi mieć przed rękami,

Widząc okiem, co się dzieje. Zewsząd powstają

Srogie wiatry; zewsząd strachu ludziom dodają

Chmury czarne, gradu pełne i trzaskawice;

Oracz pola Bogu zleca i swe winnice,

A pasterz, multanki pod płaszcz kryjąc za czasu,

Wraca bydło ku domowi z pustego lasu;

We wsiach zielem kurzą; każdy o sobie czuje.

I mnie taż bojaźń, co insze, i strach zdejmuje.

Przeto nie dziw, że umilkły me głośne strony

Widząc niebo rozgniewane i wiek strwożony.

Jednak szkoda puścić się tak zgoła nadzieje,

Bo to wszytko przyrodzonym biegiem się dzieje.

Raz chmury panują i grom srogi, a potym

Bóg obdarza świat pogodą i słońcem złotym.

Owa jeszcze dobrze będzie; a co drugiego

Padnie li źle, więc rozumem podeprzeć tego.

Do Wojtka

I owszem, miły Wojtku, zjednaj się z tą panią,

Niech nie woła za tobą ani też ty za nią!

Chwalę cię, że tam w sercu nie chcesz nic zostawić,

Ale zaraz przyjaźni skutkiem chcesz poprawić.

Idź co rychlej, boć wieczór; a tego jednania,

Ile po rzeczy baczę, będzie do świtania.

Do Wojtka

Pytasz, nie teszno li mię tak samego siedzieć?

Teszniej mię, Wojtku, z tobą, kiedyś to chciał wiedzieć.

Epitafium Andrzejowi Bzickiemu, kasztelanowi chełmskiemu174

Możem się nie owszejki skarżyć na te lata;

Jakokolwiek, jest przedsię godności zapłata.

Jędrzej Bzicki w tym grobie leży położony,

Który acz nie w majętnym domu urodzony,

Jednak za dowcipem swym, którym go był hojnie

Bóg obdarzył, a on im szafował przystojnie,

Był wziętym u wszech ludzi, siedział w pańskiej radzie175

Co mu więtszą cześć niosło niż złoto w pokładzie.

Do Turek posłem chodził, labirynty prawne,

Jeśli jednemu w Polszcze, jemu były jawne.

Umarł prawie na ręku u życzliwej żony176

I leży pod tym zimnym marmorem zamkniony.

Tegoż małżonce177178

Anna z Piłce, dwu mężu zacnych pochowawszy

I dwu synu179 jako dwu źrzenic opłakawszy,

I z mężów kasztelanka, i z rodu, w tym grobie

Leży, który za zdrowia gotowała sobie;

Białagłowa uczciwa i serca wielkiego —

By u śmierci okrutnej było co ważnego!

Epitafium Sobiechowi180

Wszyscy ludzie, którzy cię za żywota znali,

Siła o twych pieniądzach, Sobiechu, trzymali;

Alem ja tego doznał w twej własnej potrzebie,

Że nie tyś miał pieniądze — ony miały ciebie.