Do sąsiada

Rozśmiej się, dobry sąsiedzie!

Lisowaty przy biesiedzie

Pił z kusza prawie sporego,

Tak iż tylko brodę z niego

Widać było krokosową.

Wyrwał się ktoś z prędką mową:

„Towarzysze! Kto to naszę

Lisem obramował czaszę?”

Do Stanisława

Kto pija do północy, bracie Stanisławie,

Jeśli jest czas do niego57, może się nieprawie

Człowiek pytać; boby on swój wczas58 umiłował,

Pewnie by się raniej kładł ani tak wiłował59.

Do Stanisława Wapowskiego60

Nie przez pochlebstwo ani złote dary,

Jako te lata zwykły teraźniejsze,

Ale przez cnotę na mieśce ważniejsze,

Godzisz, Wapowski, jako zwyczaj stary.

Szczęśliwe czasy, kiedy giermak szary61

Był tak poćciwy jako ty62 dzisiejsze

Jedwabne bramy63 co raz kosztowniejsze;

Wprawdzieć nie było kosztu na maszkary64,

Ale był zawżdy koń na staniu65 rzeźwi,

Drzewo, tarcz pewna i pancerz na ścienie,

Szabla przy boku, sam pachołek trzeźwi.

Nie szukał pierza, wyspał się na sienie,

A bił się dobrze. Bodaj tak uboga

Dziś Polska była i poganom sroga!