Księgi pierwsze
Pieśń I4
Intactis opulentior5
Byś6 wszystko złoto posiadł, które — powiadają —
Gdzieś daleko gryfowie i mrówki7 kopają8;
Byś pałace rozwodził9 nie tylko na ziemi,
Lecz i morza kamieńmi zabudował10 swemi;
Jesli11 dyjamentowe goździe12 Mus13 ma w ręku,
Któremi natwardszego umie pożyć14 sęku15,
Ani ty wyswobodzisz serca z ciężkiej trwogi,
Ani z okrutnej śmierci sideł wyrwiesz nogi16.
Lepiej polnych Tatarów17 dawny zwyczaj niesie,
U których każdy swój dom wozi na kolesie18;
Lepszego rządu Gete grubi używają19,
Gdzie niwy20 nie mierzone21 wolne zboża dają22.
Tam niewinna23 macocha dziatek pierwszej żony,
Sirót nędznych24, przestrzega wczasu25 z każdej strony26;
Ani z wielkim posagiem męża rządzi27, ani
Nadzieje kładzie w gładkim28 miłosniku29 pani.
Wielki posag rodziców postępki uczciwe,
A k temu obyczaje skromne i wstydliwe;
Występnych tam nie cierpią, lecz kto będzie krzywy,
Niech sie wierci, jako chce, nie zostanie żywy.
O, ktokolwiek będzie chciał mordy niecnotliwe
I domowe okrócić30 najazdy krwie31 chciwe,
Jesli pragnie ojczyzny ojcem być nazwany
I tymże na wysokich kolumnach pisany,
Niech objeździć swą wolą śmie nieokróconą32,
A jego sprawy przyszłe wieki więc wspomioną;
Ponieważ cnocie żywej33 my źli, nie życzemy34,
Aż gdy nam z oczu zniknie, toż35 jej żałujemy.
Co po tych skargach próznych, jesli na występy
Przez spary — jako mówią — patrza urząd tępy36?
Po co statut i prawa chwalebne stawiamy,
Jesli sie obyczajów dobrych nie trzymamy?
Nie odstraszą zbytecznym37 ogniem zarażone
Kupca kraje chciwego ani przesadzone38
Mrozem gwałtownym pola; żeglarze bywali39
Wszystek świat, jako wielki40, kołem objechali.
Ubóstwo, hańba wielka, każe człowiekowi
Czynić i cierpieć wszystko; już on i wstydowi
Mir dawno wypowiedział41, i cnocie, niedbały,
Poświęconej nie myśli dostępować skały42.
Albo my do spólnego skarbu43, gdzie życzliwa
Ludzka pochwała i głos pospolity44 wzywa,
Albo w morze, przyczynę wszech nieszczęśliwości,
Perły, złoto i wielkiej kamienie drogości
Zarzućmy, jesli grzechów żałujem statecznie
I nieprawości swoich. Potrzeba kóniecznie
Złej napierwsze początki żądze45 wykorzenić,
A dziełem pracowitszym pieszczotę46 odmienić.
Nie umie syn szlachecki na koń wsieść i w łowy
Na dziki źwierz z oszczepem jachać47 niegotowy,
Lepiej kufla świadomy48 albo kart pisanych49,
Każesz li dać, i kostek, prawem zakazanych.
Więc ojciec krzywo przysiągł, wydarł sąsiadowi,
Gotując niegodnemu spadek potomkowi:
I przybywa-ć mu50 rzkomo51, ale nie wiem czemu,
Zawżdy na czymści schodzi państwu niesporemu52.
Pieśń II53
Serce roście patrząc54 na te czasy!
Mało przed tym55 gołe były lasy,
Śnieg na ziemi wysszej56 łokcia leżał57,
A po rzekach wóz nacięższy zbieżał58.
Teraz drzewa liście na sie wzięły,
Polne łąki pięknie zakwitnęły;
Lody zeszły, a po czystej wodzie
Idą statki i ciosane łodzie.
Teraz prawie59 świat sie wszystek śmieje,
Zboża wstały, wiatr zachodny wieje;
Ptacy sobie gniazda omyślają60,
A przede dniem śpiewać poczynają.
Ale to grunt wesela prawego61,
Kiedy człowiek sumnienia całego62
Ani czuje w sercu żadnej wady,
Przecz63 by sie miał wstydać swojej rady64.
Temu wina nie trzeba przylewać
Ani grać na lutni, ani śpiewać;
Będzie wesół, byś chciał, i o wodzie,
Bo sie czuje prawie na swobodzie65.
Ale kogo gryzie mól zakryty,
Nie idzie mu w smak obiad obfity;
Żadna go pieśń, żadny głos nie ruszy,
Wszystko idzie na wiatr mimo uszy.
Dobra myśli, której nie przywabi,
Choć kto ściany drogo ujedwabi,
Nie gardź moim chłodnikiem chróścianym66,
A bądź ze mną, z trzeźwym i z pijanym!
Pieśń III67
Dzbanie mój pisany68,
Dzbanie polewany,
Bądź płacz, bądź żarty, bądź gorące wojny,
Bądź miłość niesiesz albo sen spokojny,
Jakokolwiek69 zwano
Wino, co w cię lano,
Przymkni sie70 do nas a daj sie nachylić,
Chciałbym twym darem gości swych posilić.
I ten cię nie minie,
Choć kto mądrym słynie;
Pijali przedtym i filozofowie,
A przedsię71 mieli spełna72 rozum w głowie.
Ty zmiękczysz73 każdego,
Nastateczniejszego74;
Ty mądrych sprawy i tajemną radę75
Na świat wydawasz przez twą cichą zdradę.
Ty cieszysz nadzieją
Serca, które mdleją;
Ty ubogiemu przyprawujesz rogi,
Że mu ani król, ani hetman srogi.
Trzymaj sie na mocy,
Bo cię całej nocy
Z rąk nie wypuścim, aż dzień, jako trzeba,
Gwiazdy rozpędzi co do jednej z nieba.
Pieśń IV76
Złota to strzała77 i krom wszego78 jadu była,
Którą mię niepochybna79 Miłość ugodziła.
Bo ja w swym miłowaniu troski nie najduję,
Owszem, radość na sercu niewymowną czuję.
Nie to niewola służyć, ale służyć temu,
Kto twych posług niewdzięczen, to sie nawiętszemu
Nieszczęściu równa; tobie dzięka bądź, Miłości,
Iżeś mię uchowała takowej żałości.
Ma to twarz twoja, panno wszech piękniejsza, w sobie,
Że człowiek rad i nierad musi służyć tobie.
Ale to zaś niosą twe święte obyczaje,
Że, by80 kto mógł być wolen, raczej ci sie daje.
Chciałbym tak być szczęśliwy i życzyłbym sobie,
Abych już tę na wieki łaskę znał po tobie81;
A bodaj ta wdzięczna82 twarz odmiany nie znała,
Byś dobrze i Sybillę laty przerównała83.
Pieśń V84
Kto ma swego chleba,
Ile człeku trzeba,
Może nic nie dbać o wielkie dochody,
O wsi, o miasta i wysokie grody.
To pan, zdaniem moim,
Kto przestał na swoim;
Kto więcej szuka, jawnie to znać daje
Sam na sie, że mu jeszcze nie dostaje85.
Siła86 posiadł włości,
Kto ujął chciwości87;
Trudniej to przyjdzie niż Turki zhołdować
Albo waleczne Tatary wojować.
Mocą wiele świata
Wziął za krótkie lata
Król macedoński88, lecz mu sie tak zdało,
Że nań samego świat był jeden mało.
Cóż pomoże zbroja
Albo władza twoja?
Serca nie zleczą żadne złotogłowy,
Żadny skarb troski nie wybije z głowy.
Więc śmierć nieużyta89
Ta za gardło chwyta
Bogate pany jako proste sługi,
Ani zborguje, byś wyciągnął długi90.
Lecz przedsię91 człowiecza
Wszystka o tym piecza92,
Aby ku złotu złota przybywało;
Bo, by nawięcej, łakomemu mało.
Wszystko to zostanie
Po twej śmierci, panie;
A coś ty zebrał przez ten czas łakomie,
To sie zostoi93, nie wiem w czyim domie.
Puści prędko nity96;
A winem, co sie ty frasujesz o nie,
Będzie zamaczał potomek twój konie.
Pieśń VI9798
Acz mię twa droga99, miła, barzo boli,
Nie chcę cię trzymać przeciw twojej woli;
Z mej strony bodaj wszystko dobre miała,
Kędy sie kolwiek będziesz obracała.
Lecz sama widzisz, jakie wiatry wstają,
Jakie po niebie chmury sie mieszają.
Ja wiem, co umie morze i szalony
Wicher, na wody słone uniesiony.
Niech żony srogich pohańców100 i dzieci
Doświadczą, jakim pędem wicher leci
Morze mieszając: huczą srogie wały,
A brzeżne w gruncie101 wzdrygają sie skały.
Takci sie biednej Europie102 dostało,
Jeno że wołu chciała przysieść mało103,
Bo sie z nienagła przymknął104 z nią ku wodzie,
Potym jak płynie, tak płynie bez łodzie.
A ta dopiero zlękła sie nieboga,
Gdzie pojźrzy, zewsząd morze, zewsząd trwoga;
Brzegu nie widać, przewoźnik niepewny,
Strach serce ujął, a w oczu płacz rzewny.
A gdy do sławnej Krety przypłynęła,
Z wielkiej tesknice włosy targać jęła,
Skarżąc sie z płaczem: «Ojcze mój łaskawy,
Któregom zbyła105 prze me głupie sprawy106.
Com ja tu miała czynić w tej krainie?
Mało jest jedna śmierć panieńskiej winie.
Ale na jawiż płaczę swej lekkości107?
Czy mię pokusa łudzi krom winności108,
Która przez wrota kościane109 wychodzi,
A na człowieka sny dziwne przywodzi?
Lepiej li było przez morze sie pławić
Czy nad polnemi kwiatkami sie bawić?
By110 mi sie teraz dostał jako w ręce
On wół bezecny, byłby w takiej męce,
Żeby mu ze łba musiały spaść rogi,
Chociaż był u mnie niedawno tak drogi.
Nie miałam wstydu, dom swój opuszczając,
I teraz nie mam, śmierci odkładając;
Boże mój, jesli słyszysz prośbę moję,
Niechaj dziś nago w pośrzodku lwów stoję.
Pierwej niż pleśnią piękna twarz przypadnie111
I zupełnemu112 ciału krasa113 spadnie,
Niechaj mię wilcy pożrą w tej gładkości,
A po pustyniach rozniosą me kości»
Nikczemna dziewko — ojciec ci przyciska114 —
Czemu nie umrzesz? Strzyma cię ta niska
Jedlina i pas115 zaniesiony w cale116;
A jeslić milsza śmierć na ostrej skale,
Daj sie w moc wiatrom a skocz z góry śmiele,
Niżbyś wolała siedzieć u kądziele,
Królewska dziewka, i być w ręce dana
Srogiej pogance, winna bywszy117 pana.
Pieśń VII118119
Trudna rada w tej mierze120, przyjdzie sie rozjechać,
A przez ten czas wesela i lutnie zaniechać.
Wszystka moja dobra myśl121 z tobą precz odchodzi,
A z tego mię więzienia nikt nie wyswobodzi,
Dokąd cię zaś nie ujźrzę, pani wszech piękniejsza,
Co ich kolwiek122 przyniosła chwila terazniejsza.
Już mi z myśli wypadły te obecne twarzy;
Twoje nadobne lice jest podobne zarzy123,
Która nad wielkim morzem rano sie czerwieni,
A z nienagła124 ciemności nocne w światłość mieni;
Przed nią gwiazdy drobniejsze po jednej znikają
I tak już przyszłej nocy nieznacznie125 czekają.
Takaś ty w oczu moich; szczęśliwa to droga,
Po której chodzić będzie tak udatna noga;
Zajźrzę126 wam, gęste lasy i wysokie skały,
Że przede mną będziecie taką rozkosz miały:
Usłyszycie wdzięczny127 głos i przyjemne słowa,
Po których sobie teskni biedna moja głowa.
Lubeż moje wesele, lubeż me biesiady!
Mnie podobno już prózno szukać inszej rady,
Jeno smutnego serca podpierać nadzieją;
W nadzieję ludzie orzą i w nadzieję sieją.
A ty tak srogą nie bądź ani mię tym karzy,
Bych długo nie miał widzieć twojej pięknej twarzy.
Pieśń VIII128129
Gdzieśkolwiek jest, Bożeć pośli130 dobrą godzinę;
Jaciem twój był jako żywo131, i twoim zginę.
Tak to Bóg przejźrzał od wieku132; a nie żałuję,
Bo w tobie więcej niż we stu inszych najduję.
Nie tylkoś nad insze gładszą sie urodziła,
Aleś i zwyczajmi twarzy nic nie zelżyła133;
A jako wdzięcznie szmarakiem złoto sie dwoi134,
Tak tej szlachetnej duszy w tym ciele przystoi.
Szczęśliwy ja człowiek, bych mógł135 tak użyć tego,
Jakobych sie nie omylił, co jest lepszego;
Lecz jako na błędnym136 morzu, nie tam, gdzie chcemy,
Ale gdzie nas wiatry niosą, płynąć musiemy.
Jednak albo miłość zmyśla sny sama sobie,
Albo i ty nie chcesz, bych miał zwętpić o tobie.
Ta nadzieja świat mi słodzi; a bych inaczej
Doznać miał (uchowaj, Panie), umarłbym raczej.
Pieśń IX
Chcemy sobie być radzi137?
Rozkaż, panie, czeladzi,
Niechaj na stół dobrego wina przynaszają,
A przy tym w złote gęśli138 albo w lutnią139 grają.
Kto tak mądry, że zgadnie,
Co nań jutro przypadnie?
Sam Bóg wie przyszłe rzeczy, a śmieje sie z nieba,
Kiedy sie człowiek troszcze więcej, niżli trzeba.
Szafuj gotowym140 bacznie;
Ostatek, jako zacznie,
Tak Fortuna141 niech kona142: raczy li łaskawie,
Raczy li też inaczej; my siedziem w jej prawie143.
U Fortuny to snadnie144,
Że kto stojąc145 upadnie;
A który był dopiero u niej pod nogami,
Patrzajże go po chwili, a on gardzi nami.
Wszystko sie dziwnie plecie
Na tym tu biednym świecie;
A kto by chciał rozumem wszystkiego dochodzić,
I zginie, a nie będzie umiał w to ugodzić.
Prózno ma mieć na pieczy
Śmiertelny wieczne rzeczy;
Dosyć na tym, kiedy wie, że go to nie minie,
Co z przejźrzenia146 Pańskiego od wieku mu płynie.
A nigdy nie zabłądzi,
Kto tak umysł narządzi,
Jakoby umiał szczęście i nieszczęście znosić,
Temu mężnie wytrzymać, w owym sie nie wznosić.
Chwalę szczęście stateczne147;
Nie chce li też być wieczne,
Spuszczę148, com wziął, a w cnotę własną sie ogarnę
I uczciwej chudoby149 bez posagu pragnę.
Nie umiem ja, gdy w żagle
Uderzą wiatry nagle,
Krzyżem padać i świętych przenajdować150 dary,
Aby łakomej wodzie tureckie towary
Bogactwa nie przydały
Wpadwszy gdzie między skały;
Tam ja bezpiecznym sercem151 i pełen otuchy
W równej fuście152 popłynę przez morskie rozruchy.
Pieśń X153154
Kto mi dał skrzydła, kto mię odział pióry155
I tak wysoko postawił, że z góry
Wszystek świat widzę, a sam, jako trzeba,
Tykam sie nieba?
To li jest ogień on nieugaszony
Złotego słońca, które, nieskończony
Bieg bieżąc, wrotne156 od początku świata
Prowadzi lata?
To li jest on krąg odmiennej światłości157,
Wódz gwiazd roźlicznych i sprawca żyzności158?
Słyszę głos wdzięczny; prze Bóg, a na jawi,
Czy mię sen bawi159?
Tu, widzę, ani ciemne mgły dochodzą,
Ani śnieg, ani zimne grady szkodzą;
Wieczna pogoda, dzień na wszystki strony
Trwa nieskończony.
Godne pałace Twojej wielmożności,
Panie, a jakiej cnota dostojności,
Widzę na oko, bowiem wedle Ciebie
Ma miejsce w niebie.
Kto by cię nie znał, Lechu Słowianinie160,
Któryś napierwej zasiadł w tej krainie
I opanował męstwem swoim mocne
Brzegi północne?
Kroka161 patrz, jako siedząc tak wysoko,
Przedsię ku miastu swemu skłania oko;
Wandę wydawa ubiór, bo z postawy
Zda sie mąż prawy.
Tu i fortelny Przemysł162 jest wniesiony,
I ten, co dostał trefunkiem korony163,
Doźrzawszy zdrady, gdzie koń prędkonogi
Biegł zawód drogi164.
Bóg fałszu nie chce; a jako miłuje
Sprawiedliwego, Piast i dziś to czuje,
Bo mieszka w niebie, a jego cne plemię
Rządziło zięmię.
Zemowit165 stoi wedla ojca prawie,
Z drugimi równo: ty wysszej, Miecławie166,
Którego sprawą chrześcijański zakon167
Podan Polakom.
Tuż po nim widzę mężne Bolesławy168,
Prze których dzielność i stateczne sprawy
Polska szeroko swych granic pomknęła
I serce wzięła169.
W tejże jest liczbie on zakonnik święty170,
Z cięniów klasztornych na królestwo wzięty.
Są dwa Leszczkowie171; jest król wzrostem mały,
Ale mąż śmiały172.
Widzę Jagiełła i dwu Kazimierzu173
Dobrych tak w boju, jako i w przymierzu;
Widzę i ciebie, gwiaździe równym prawie,
Cny Władysławie174.
Tu też jest Olbracht; król serca wielkiego;
Tuż z Aleksandrem Sygmunt175, za którego
Polska zakwitła, a po długim boju
Wytchła w pokoju.
Szlachetne dusze, które swej dzielności
Macie zapłatę niebieskie radości,
Życzcie ojczyźnie, aby wam rodziła
Podobnych siła.
A ten, co po was176 dziś państwo sprawuje,
Niechaj fortunnie i zdrów nam panuje;
A zwierzonego nie wzdawa opieku177,
Aż pełen wieku!
Pieśń XI178179
Stronisz przede mną, Neto180 nie tykana181,
By więc sarneczka, kiedy obłąkana182
Macierze szuka po górach ustronnych183,
Nie bez bojaźni i postrachów płonnych184.
Bo by sie namniej na drzewie wzjeżyły
Powiewne listki, by namniej ruszyły
Jaszczórki krzakiem, ta sie dusza zlęknie,
Aż od bojaźni na ziemi przyklęknie.
Lecz ja nie jako niedźwiedź albo mściwa
Myślę cię drapać lwica popędliwa;
Przestań też kiedy185 za macierzą chodzić,
Już się ty możesz mężowi przygodzić186.
Pieśń XII187
Muszę wyznać, bo sie już nie masz na co chować:
Nigdy bych był nie wierzył, bych tak miał żałować,
Tego zwłaszcza, co nigdy mym własnym nie było;
Po prawdzie mi nieprawie188 źle serce tuszyło189.
Aleciem barzo nagle wypadł z tej nadzieje,
A mojej sie przygodzie nieprzyjaciel śmieje.
Kto drugi ma bez prace, o co snadź190 dbał mało,
A mnie za me staranie złe szczęście191 potkało.
Samem swą własną ręką tę winnicę192 grodził,
Aby jej był ani źwierz, ani zły ptak szkodził;
Polewałem, żeby jej słońce nie suszyło,
Nakrywałem, żeby jej zimno nie mroziło.
A kiedy mię nalepsze miały potkać gody193,
Nie wiem, co za zły człowiek oberwał jagody.
I używa z rozkoszą, czego dostał snadnie194,
A mnie, patrząc, jeno sie serce nie195 rozpadnie.
Bodajże nie przechował196; a bodaj poleżał!
Nie wiem, jako mię do gron tak pięknych ubieżał.
Ja sobie tak dobrych lat doczekać nie tuszę;
Podobno jako niedźwiedź łapę lizać muszę.
Pieśń XIII197
O piękna nocy nad zwyczaj tych czasów198,
Patrz na nas jasno wpośrzód tych tu lasów,
Gdzie jako pszczoły wkoło swego pana
Straż dzierżem niecąc ognie aż do rana.
Bodaj szczęśliwie tę drogę odprawił
I wszystko wedle myśli swojej sprawił
Pan świętobliwy199, któremu nie miała
Polska w dobroci równia200, jako201 wstała.
I już nam ma być ten pohaniec202 srogi,
Który niedawno padał nam pod nogi
Kiedy Starodub203, z gruntu wysadzony,
Pod miecz okrutny lud wydał zwierzony204?
Albo gdy pycha nie mogła pokorze
Wytrzymać stusu205, a w głębokie morze
Krwawy Niepr206 płynął miecąc na ostrowy207
Moskiewskie łupy i pobite głowy?
Prze Bóg, tychżesmy ojców dzieci? czyli
W tak krótkim wiekusmy sie wyrodzili?
Święty pokoju, tę masz wadę w sobie,
Że ludzie radzi zgnuśnieją przy tobie!
Więcej ci śrebra i złota dziś mamy,
Więcej półmisków na stoły dawamy;
Co po tym? Kiedy siedziem jak na ledzie208,
A granic na nas lada kto ujedzie209.
Pieśń XIV210211
Patrzaj, jako śnieg po górach sie bieli,
Wiatry z pułnocy212 wstają,
Jeziora sie ścinają,
Żorawie, czując zimę, precz lecieli.
Nam nie lza, jedno213 patrzać też swej rzeczy:
Niechaj drew do komina,
Na stół przynoszą wina,
Ostatek niechaj Bóg ma na swej pieczy.
Przypadków dalszych żaden z nas nie zgadnie;
I prózno myślić o tym,
Co z nami będzie potym;
W godzinie214 wszystko Bóg wywróci snadnie215.
Krótki wiek długiej nadzieje nie lubi.
Niechaj nie schodzi cało,
Coć sie do rąk dostało216;
Za to, co ma być, żaden ci nie ślubi217.
Jeleniom nowe rogi wyrastają;
Nam, gdy raz młodość minie,
Już na wiek wiekóm ginie,
A zawżdy218 gorsze lata przypadają.
Pieśń XV219
Nie za staraniem ani prze mą sprawę220,
Miła, po tobie znam taką postawę221;
Szukaj, jako chcesz, nie najdziesz przyczyny,
Chyba żeć milszy podobno kto iny.
A ja co mam rzec? Nie chcę sie przeciwić;
Temu sie jedno nie mogę wydziwić,
Skąd tę niestałość białegłowy mają,
Że sie jako wiatr letni odmieniają.
Niedawne czasy, gdy mię poczytano222
W liczbę fortunnych i za tego miano,
Który mógł wszystko otrzymać u ciebie,
A mnie sie zdało, żem był wszystek w niebie.
Dziś inne wiatry przeciwko mnie wieją,
Straciłem wszystko zaraz i z nadzieją;
Nie wiem, co mię za wiedźma osypała
I lichem223 zdradnych słów uczarowała.
Niech ci sie, miła, wszystko dobre wodzi224,
Z kimkolwiek przestać twoje serce godzi;
Ale rozeznać umiej przyjaciela,
A trudno naleźć masz225 jednego z wiela.
Nie dufaj temu, kto gładkość226 miłuje,
Bo ten na słabym gruncie sie buduje:
Słońce jednako i padnie227, i wschodzi,
Nam zawżdy228 z laty cokolwiek odchodzi.
A gdy czas przyjdzie ostatniej potrzebie229,
Ledwe sie najdzie, kto ciało pogrzebie.
Takiem ja chcę być przyjacielem tobie;
Lecz wolę, że ty płaczesz na mym grobie.
Pieśń XVI230231
Królom moc na poddane i zwierzchność dana,
A królowie zaś mają nad sobą Pana,
Który wszystkiemu światu sam rozkazuje,
Na ziemi i na niebie wiecznie króluje.
Nie wszyscy z jednym szczęściem na świat sie rodzą:
Szerzej jedni niż drudzy swe płoty grodzą;
Ten ma wiele nad insze w zacności domu,
Ten dobrą sławą nie da naprzód nikomu232,
Za tym przyjaciół więcej. Śmierć sprawiedliwa
Jednakiego na wszystki prawa używa.
Kto bądź, ten bądź233, na kogo los naprzód padnie,
Tak pana, jako sługę poima234 snadnie.
Komu zawżdy nad szyją wisi miecz goły235,
Nie uczynią mu smaku przyprawne stoły,
Nie pomoże mu do snu słodkie śpiewanie;
Sen u prostaków przyjmie236 i złe posłanie.
Kto swą chciwość na tym, co dosyć, miarkuje237,
Tego ani burzliwe morze frasuje,
Ani ciężki grad, ani złe urodzaje,
Kiedy drzewo to ciepłu, to zimnu łaje.
Delfinowie swe morza ścieśnione czują,
Bowiem już i na wodzie zamki budują238:
Wszystka sie do roboty czeladź rzuciła
I sam pan, bo mu sie już ziemia sprzykrzyła.
Ale bojaźń i groza pana prowadzą
I z wysokich pałaców pchać sie239 nie dadzą;
Na okręt li budowny240, na koń li wsiędzie,
Troska w okręcie, troska za siodłem będzie.
A jesli ani marmór serdecznej rany241,
Ani ulżą jedwabiem obite ściany,
Przecz mam zajźrzeć242 kosztownych pałaców komu,
A nie raczej w swym mieszkać ojczystym domu?
Pieśń XVII243244
Słońce już padło245, ciemna noc nadchodzi,
Nie wiem, co za głos uszu mych dochodzi;
Postoję mało246, a dowiem sie pewnie,
Dlaczego płacze ta pani tak rzewnie.
«Już to dziesiąte lato247 niebo toczy,
Jako me smutne zawsze płaczą oczy;
A dokąd mi sie miły mój nie wróci,
Żaden na świecie troski mej nie skróci.
Już wszyscy inszy nazad przyjechali,
Którzy nieszczęsnej Troje dobywali;
Jam tylko sama bez męża została:
Sroga Fortuna, ta mi go zajźrzała248.
Bodaj był w ten czas, gdy do Sparty płynął,
Ten cudzołożnik249 na morzu zaginął!
Uszłabych była250 tej ciężkiej żałości,
Przed którą prawie251 schną dziś moje kości252.
Jako ptak, kiedy towarzysza zbędzie253,
Nigdy na rózdze254 zielonej nie siędzie,
A między bory i pustymi lasy
Sam jeden lata po swe wszystkie czasy255,
Tak ja, nieszczęsna, w jego niebytności
Muszę być zawżdy256 w trosce i w żałości;
Chronię sie ludzi257, sama nie wiem czemu,
Radam, gdy świadka nie mam płaczu swemu.
Bałam sie zawżdy, póki wojna trwała,
Alem wżdy258 o nim, nieboga, słyszała;
Teraz nie wiedzieć, gdzie po świecie błądzi,
A wierne serce zawsze gorzej sądzi259.
Troszczą mię260, smutną, srogie morskie wody,
Troszczą mię wiatry i złe niepogody,
Troszcze mię wszystko, cokolwiek być może;
Tobie go ja tam poruczam261, mój Boże!
I to mi czasem na myśl więc przychodzi
(Bo łacno262, gdy chce, nieszczęście ugodzi),
Że moje serce prózno sie frasuje,
A on podobno263 gdzie indziej miłuje.
Źleć by mi płacił moje życzliwości,
Bych miała doznać takiej niewdzięczności;
Bodajbych pierwej ostatnie264 skonała,
Niżli nowiny takiej doczekała!
Aleć ja dufam jego szczerej cnocie,
Że mię nie będzie chciał mieć w tym kłopocie;
Będzie pamiętał i statecznie chował
Miłość i wiarę, którą mi ślubował.
Usilne265 wiatry, co morzem władacie,
Jesli też kiedy, co to miłość, znacie,
Dodajcie mu tak szczęśliwego biegu,
Że wrychle stanie266 na ojczystym brzegu».
Pieśń XVIII267
Czołem za cześć268, łaskawy mój panie sąsiedzie.
Boże nie daj u ciebie bywać na biesiedzie,
Każesz mi pić przezdzięki269 twe przemierzłe270 piwo,
Że do dna nie wypijam, patrzysz na mię krzywo.
Wszytkoć wadzi: być271 na nos biedna mucha padła,
Miecesz272 głową i mniemasz, że cię do krwie zjadła;
Od stołu żenie każesz, fukasz na pachołki,
Wyciskałeś talerze, wyciskasz i stołki273.
Patrzaj, diable, że sie tu i gościom dostanie:
Gniewaj sie, jako raczysz, jeno nie bij, panie,
Bo ja w tym piwie twoim rozkoszy nie czuję;
Zdrowie rad mam od ciebie274, kufla nie przyjmuję.
Jeslić o sławę idzie, kto więcej pić może,
Dajęć przodek275 w tym męstwie; sam pójdę na łoże.
Już ty bądź tym rycerzem, co piwo usieczesz276;
Tego nie wiem, jesli277 przed chłopem nie ucieczesz.
Jesli też tak rozumiesz, żebyś mię czestował278,
Męczysz mię, nie czestujesz; tociem podziękował.
Chcesz mię uczcić? Dajże mi dobrą wolą279 w domu,
A niechaj po niewoli280 nie pełnię nikomu.
Prózno mi skwarnę281 dawasz. Ja nie będę gonił282,
Bych też nabarziej piwa wczorajszego zronił283.
Wiem, żeby mię psi przedsię284 twoi pilnowali,
Bych sie układł, wnet by mi gębę ulizali.
Alem prosto niemyśliw285. Ci sie na to godzą,
Co szperki niedopiekłe286 i twardy ser głodzą287,
Co sobie gardła ostrzą na niewinne piwo
Rydzem, śledziem, ogórkiem; nie wiem, co im krzywo288.
I tak we łbie rozumu po trzeźwiu niewiele,
A ostatek chcą zalać w to miłe wesele.
Niech raczej nic nie będzie, ma li go być mało;
Rado by niebożątko z mozgu oszalało289.
Więc też wojna bez wici290: gospodarz sie wierci.
Porwoniście zabitej na ostatek śmierci291!
Do tylam was rozwadzał292, aż mi sie dostało;
Bijcie sie, póki chcecie, mnie tam na tym mało293.
Kufle lecą jako grad, a drugi już jęczy:
Wziął konwią, aż mu na łbie zostały obręczy.
Potym do arkabuzów294. A więc to biesiada?
Jesliście tak weseli, jakaż u was zwada?
Nazajutrz sie jednają; przedsię go nalewaj295,
A kto z nieżadnym296 głosem, przed pany zaśpiewaj:
«Chciejże pomnieć, a dobrze baczyć, namilejsza!»
«W czerwonej czapce chodził»297 zda mi sie cudniejsza.
Usłyszysz tam pięć bassów, dwanaście dyszkantów298,
Sześć altów, ośm tenorów, dwanaście wagantów299,
Potym od melodyjej aż posną na stole,
Ali300 drudzy wołają: «Na dwór, na dwór wole!»
Bodajże wam smród w gębę, mili pijanice,
A trąd na twarz; bo żona lubi takie lice.
Krzywej nogi na starość, nieobrotnej szyje,
Krom klątwy301, kto będzie żyw, snadnie sie dopije302.
Pieśń XIX303
Żal mi cię, niebogo,
Że nie masz nikogo,
Co by cię przestrzegł; słuchaj ale mało304,
A potym uczyń, coć sie będzie zdało.
Bodaj sie przepadło
To twoje źwierciadło:
Bo tobą szali, a ty sie nie czujesz305,
Dawno sie nie swej twarzy przypatrujesz.
Popatrz miedzy szoty
prawdziwszej roboty306:
Ujźrzysz tam i płeć307 chropawą, i zęby
Nieprawie308 białe, jeno uchyl gęby309.
Więc i lat tak snadnie310
Mamka-ć nie ukradnie311;
Bo łacno zliczysz pod oczyma karby312,
Tego nie zetrą i weneckie farby313.
Aż sie za cię wstydzę,
Gdy cię w tańcu widzę.
Ano wiem, czemuś mi sie nie udała314:
Prosto jakobyś młodym przyganiała315.
Takżeć i te stroje
Jakoby nie twoje;
Tyś sie ubrała prawie wedle świata,
A to za krzywdę biorą twoje lata316.
Nie przeciw sie317 Zosi,
Bo tę miłość nosi,
Że musi skakać jako sarna w lesie;
A nie sromota, co komu czas niesie.
Tobie na twe lata
Czas poprzestać świata318;
Cudniej319 ci będzie prząść kądziel niż w wieńcu
Siedzieć za stołem, babie przy młodzieńcu.
Pieśń XX320
Miło szaleć, kiedy czas po temu,
A tak, bracia, przypij każdy swemu321,
Bo o głodzie nie chce sie tańcować,
A podpiwszy, łacniej już błaznować.
Niech sie tu nikt z państwem nie ozywa322
Ani z nami powagi używa323,
Przywileje powieśmy na kołku,
A ty wedla pana siądź, pachołku!
Tam dobra myśl nigdy nie postoi,
Gdzie z rejestru324 patrzą, co przystoi;
Á powiem wam, że sie tym świat słodzi,
Gdy koleją statek325 i żart chodzi.
Ale to mój zysk, że mię słuchacie,
A żadnej mi pełnej nie podacie;
Znał kto kiedy poetę trzeźwiego?
Nie uczyni taki nic dobrego.
Przedsię do mnie326, a ja nie zawiodę;
Wy też drudzy, co macie pogodę327,
Każdy swojej328 włóż w ucho leda co,
Nie macie tu oględać sie na co.
I z namędrszym nie trzymam w tej mierze,
Kto sie długo na dobrą myśl bierze329;
Czas ucieka, a żaden nie zgadnie,
Jakie szczęście o jutrze330 przypadnie.
Dziś bądź wesół, dziś użyj biesiady,
O przyszłym dniu niechaj próznej rady331;
Już to dawno Bóg odmyślił332 w niebie,
A k tej radzie nie przypuszczą ciebie.
Pieśń XXI333334
Ty spisz, a ja sam335 na dworze
Jeszcze od wieczornej zorze
Cierpię nocne niepogody;
Użałuj sie mojej szkody!
Słuchaj, jako bije w ściany
Z gwałtownym dżdżem grad zmieszany.
Ockni sie, a przemów słowo,
Nieużyta336 białagłowo!
Nie na żadną kradzież godzę,
Chocia tak po nocy chodzę;
Wziąłbych przedsię, by co dano:
Łupiestwo czartu porwano337.
Nigdziej miejsca mniej hardości338
Nie najdziesz jako w miłości;
Gładkość wprawdzie sługi daje,
Ale dzierżą obyczaje339.
Słuchasz? czy mój głos nie może
Dolecieć na twoje łoże?
Słuchajcie wy, nocne cięnie,
I nieumowne340 kamięnie!
Do Amfijonowej lutnie341
Śpieszyły sie lasy chutnie342,
A niezwyczajne343 opoki
Ścisnęły sie w mur szeroki.
Orfeowych strón344 słuchały
Srogie jędze i płakały,
Gdy miłością utrapiony,
I pod ziemią szukał żony.
Jego pieśni żałościwe
Zjęły345 bogi nieżyczliwe;
I miał w ręku, co miłował,
By był, nędznik, lepiej chował.
Ale nie strzymał umowy,
Więc przyszedł o smutek nowy;
Bo źle sie obejźrzał, ali
Czarci panią zaś porwali346.
Czekać już, nieboże, było347.
Ale gdy co komu miło,
Trudno wytrwać i czas mały:
Godzina tam jak rok cały.
A ja długo mam bić w stróny348?
Już u mnichów słyszę dzwóny.
Dziwnosmy sie pomieszali,
Jam nie spał, a ci już wstali.
Dobrą noc, jesli kto słyszy,
A mój więniec w tej złej ciszy
Niechaj wisi do świtania349,
Świadek mego niewyspania.
Pieśń XXII350
Rozumie mój, prózno sie masz351 frasować:
Co zginęło, trudno tego wetować352;
Póki czas był, póki szczęście służyło,
Czegoś żądał, o wszystko łacno353 było.
Teraz widzisz, że nam niebo nie sprzyja:
W czym sie kochasz, to cię daleko mija.
Cóż temu rzec? I szkoda głowy psować354;
Lepiej sie nam na lepsze czasy chować.
A nie mniemaj, byś sam był w tej niewoli:
Nalazłby sie, kogo to nie mniej boli;
Jeno ludzie snadniej355 zakryć umieją,
Acz nie z serca, z wierzchu sie przedsię śmieją.
Mnie, smutnego, ten dowcip356 nie ratuje,
Wyda mię twarz, gdy sie serce źle czuje.
Wszakoż widzę, że sie prózno frasować:
Co zginęło, trudno tego wetować.
Pieśń XXIII357358
Nieźle czasem zamilczeć, co człowieka boli,
By nie znał nieprzyjaciel, że cię ma po woli359;
Ale to nade wszystko za raz360 odżałować,
A niewdzięcznemu panu tudzież podziękować.
Cierpiałem ja tak wiele, że mię wstyd powiadać,
A mógłby mi bezpiecznie każdy głupstwo zadać361,
Żem sie dał za nos wodzić czas tak barzo długi,
Bacząc362, że w małej wadze były me posługi.
Chciałem złość jakokolwiek wytrwać uprzejmością,
A zwyciężyć niewdzięczność swoją statecznością363;
Ale moja uprzejmość i statek był prózny,
A jej niebaczny364 umysł zawżdy memu rózny.
Bóg was żegnaj, niewdzięczne i nieludzkie wrota,
Świadome365 mych częstych dróg i mego kłopota;
Bodaj tu pajęczyna i pleśń na was padła,
A te niewierne zamki rdza plugawa zjadła!
Pieśń XXIV366
Zegar, słyszę, wybija,
Ustąp, melankolija!
Dosyć na dniu ma statek,
Dobrej myśli ostatek367.
U Boga każdy błazen,
Choć tu przymówki prazen368,
A im sie barziej sili,
Tym jeszcze więcej myli.
A kto by chciał na świecie
Uważyć, co sie plecie,
Dziwnie to prawdy blisko,
Że człek - Boże igrzysko.
Dygnitarstwa, urzędy,
Wszystko to jawne błędy369;
Bo nas równo śmierć sadza
Ani pomoże władza.
A nad chłopa370 chciwego
Nie masz nic nędzniejszego;
Bo na drugiego zbiera,
A sam głodem umiera.
Więc by tacy synowie
Byli jako ojcowie,
Dawno by z tej przyczyny
Świat sie jął żebraniny.
Lecz temu Bóg poradził,
Bo co jeden zgromadził,
To drugi wnet rozciska371;
Niech świata głód nie ściska.
Po śmierci trudno rządzić;
Tyś mógł, ojcze, nie błądzić,
Syn tylko worki zliczy,
W rozumie nie dziedziczy.
Przeto te troski płone372
Szatanowi zlecone373;
Niech, uprzątnąwszy głowę374,
Mkną w skrzynię Fokarowę375.
A nam wina przynoście,
Z wina dobra myśl roście;
A frasunek podlany
Taje by śnieg zagrzany.
Pieśń XXV376377
Użałuj sie378, kto dobry, a potłucz zawiasy
I mnie samę wrzuć w ogień; bo prze te niewczasy379
Dobrze380 już nie szaleję, ja, furta strapiona;
Jednak381 mię ten bezmierny niepokój dokona382.
Że to żadna Boża noc nigdy nie minęła,
Abych kiedy okrutnych razów nie podjęła383
Od tych sprosnych pijanic; nie mówię o słowa,
Łatwiejsza to, kiedyby384 cała była głowa.
Co tu za mej pamięci powrozów stargano,
Wrzeciądzów385 ukręcono, młotków386 skołatano;
Teraz już głowicami387 łotrostwo mię tłucze,
A ubogi gospodarz kryje pod sie klucze.
To nietajna, że cierpię nie za swoją winą,
Ale wszeteczna pani wszystkiego przyczyną,
Która nie wiem na jaki żywot sie udała388,
Że i wstydu, i dobrej sławy zapomniała.
Ja, to Bóg wie, przestrzegam swojej powinności,
A taję, ile mogę, jej zbytków i złości.
Cóż po tym, kiedy ludzie na zęby ją wzięli389?
Ona wie, jesli fałszu czy prawdy sie jęli.
Ale jesli mię, smutną, ciężkie razy bolą,
Nie mniejszą mam przed owym nędznikiem niewolą,
Co tu noc pole nocy390 płacze mi nad głową
Ani mi spać dopuści swą żałosną mową.
«Furto — powiada — sroższa niżli pani twoja,
Mnie to na złość trzymasz sie tak mocno podwoja391;
Czemu mię w dom, smutnego, nie puścisz? Gdyż392 mojej
Skrytej prośby nie umiesz odnieść paniej swojej!
Tak-że ja, biedny człowiek, w swym ciężkim frasunku
Nie mam uznać393 na wieki żadnego ratunku?
I już mię nocleg potkać uczciwszy nie może,
A ten zimny próg muszę przyjmować za łoże?
Mych niewczasów litują nocy nieprzespane,
Litują pełne gwiazdy, wiatry niewytrwane394;
Ty sama nie chcesz baczyć ludzkich doległości395,
A swym tylko milczeniem wiecznie zbywasz gości.
Gdzieś to namniejsze słówko przez skałę przepadło396,
A na zapamiętałym397 uchu paniej siadło;
By kamień, by żelazo w sercu swym chowała,
Nie wierzę temu, żeby westchnąć raz nie miała.
Teraz na szczęsnej ręce u drugiego leży,
A moja prózna mowa przecz za wiatry bieży;
Ale ty, coś przyczyną tych wszystkich trudności,
Furto, mówię, niewdzięczna moich uczynności398,
Tobiem ja złego słowa nie rzekł jako żywo,
Co drugi rad uczyni, gdy mu miejsce krzywo,
Żebyś mi tę niewdzięczność okazować miała
A mnie całą noc płakać pod niebem niechała399.
Alem cię rychlej nowym rymem udarował
I twoje niskie progi wdzięcznie ucałował,
Com sie razów400 obrócił u twego podwoja,
Obiatami401 szukając u świętych pokoja».
To tego402 i co lepiej oni403 tam umieją,
Całą Bożą noc będzie, aż kury odpieją404.
Takżeć mię, smutną, to złe paniej obyczaje,
To tego płacz frasuje, aż mię ledwie staje405.