Dalszy ciąg historii Diega Hervasa, opowiadany przez syna jego, Potępionego Pielgrzyma

Powrócono więc Hervasowi wolność i zapewniono mu środki do życia. Praca, jakiej wymagano od niego, zajmowała mu zaledwie kilka godzin z rana, mógł zatem swobodnie oddać się wykonaniu swego zamiaru, na który miał wytężyć wszystkie siły swego geniuszu, by doznać rozkoszy niezmiernej wiedzy. Nasz chciwy sławy poligraf postanowił o każdej nauce napisać jeden tom in octavo. Uważając, że słowo jest szczególną właściwością człowieka, pierwszy tom poświęcił gramatyce uniwersalnej. Wyłożył w nim niesłychanie urozmaicone, wyrafinowane składy gramatyczne, za pomocą których w każdym języku wyrażono rozmaite części mowy i nadawano rozmaite kształty pierwszym elementom myśli.

Następnie z myśli wewnętrznej człowieka przechodząc do pojęć, jakie mu otaczające go przedmioty nastręczają, Hervas, poświęcił 2. tom historii naturalnej w ogólności, 3. zoologii, czyli nauce o zwierzętach, 4. ornitologii, czyli znajomości ptaków, 5. ichtiologii, czyli nauce o rybach, 6. entomologii, to jest nauce o owadach, 7. nauce o skorupiakach, 8. konchologii, czyli znajomości muszel, 9. botanice, 10. geologii, to jest nauce o składzie ziemi, 11. litologii, czyli nauce o kamieniach, 12. oryktologii albo nauce o fosyliach213, 13. metalurgii, sztuce wydobywania i przetapiania kruszców, 14. dokimastyce, to jest sztuce próbowania tychże kruszców, 15. tom, sprowadzając człowieka do siebie samego, obejmował fizjologię, czyli naukę o ciele ludzkim, 16. anatomię, 17. zawierał miologię, to jest naukę o muskułach, 18. osteologię, 19. neurologię, 20. flebologię214, to jest znajomość chorób systemu żylnego.

Tom 21. diagnozie, 22. poświęcił okulistyce, 23. dentystyce, 24. sztuce położniczej, 25. symptomatyce, czyli znajomości objawów chorobowych, 26. klinice, to jest nauce postępowania z obłożnie chorymi, 27. terapeutyce, czyli sztuce uzdrawiania (najtrudniejszej ze wszystkich), 28. dietetyce albo znajomości sposobów żywienia, 29. higienie, to jest sztuce zachowywania zdrowia, 30. chirurgii, 31. farmaceutyce, 32. weterynarii.

Dalej następował 33. tom zawierający fizykę ogólną, 34. fizykę właściwą, 35. fizykę eksperymentalną, 36. meteorologię, 37. chemię, a następnie błędne nauki, do jakich ta doprowadziła, mianowicie zaś: 38. tom o alchemii i 39. o filozofii hermetycznej.

Po tych naukach przyrodniczych następowały inne, wynikające ze stanu wojny, o którym sądzą, że także jest przyrodzony człowiekowi, stąd też 40. tom zawierał strategię, czyli sztukę wojowania, 41. kastrametację, to jest sztukę zakładania obozów, 42. naukę o fortyfikacjach, 43. wojnę podziemną, czyli naukę o minach i podkopywaniu się, 44. pirotechnikę, to jest naukę o artylerii, 45. balistykę, czyli sztukę miotania ciał ciężkich. Wprawdzie artyleria usunęła ostatnią tę umiejętność, ale Hervas, że tak powiem, wskrzesił ją uczonymi badaniami nad maszynami miotającymi, sztuką wysoko cenioną w starożytności.

Przechodząc do sztuk uprawianych w pokoju, Hervas poświęcił 46. tom budownictwu lądowemu, 47. budownictwu morskiemu, 48. kupiectwu i przemysłowi, a 49. żegludze.

Po czym Hervas, rozważając człowieka jako jednostkę wchodzącą w skład społeczeństwa, w 50. tomie umieścił prawodawstwo, w 51. prawo cywilne, w 52. prawo kryminalne, w 53. prawo polityczne, w 54. historię, w 55. mitologię, w 56. chronologię, w 57. biografię, w 58. archeologię, czyli znajomość starożytności, w 59. numizmatykę, w 60. heraldykę, w 61. dyplomatykę, czyli naukę o nadaniach, ustawach i dokumentach, w 62. dyplomację, czyli naukę o wyprawianiu poselstw i załatwianiu spraw politycznych, w 63. filologię, to jest ogólną znajomość języków i w 64. bibliografię, czyli naukę o rękopisach, książkach i wydaniach.

Następnie Hervas, zwracając się do abstrakcyjnych pojęć umysłowych, poświęcił 65. tom logice, 66. retoryce, 67. etyce, czyli nauce moralnej, 68. estetyce, to jest analizie wrażeń, jakie odbieramy za pomocą zmysłów.

Tom 69. obejmował teozofię, czyli naukę o mądrości boskiej, 70. teologię, 71. dogmatykę, 72. topikę polemiki, czyli umiejętność ogólnych zasad prowadzenia dyskusji, 73. ascetykę, która wykłada teorię o ćwiczeniach pobożnych w najwyższej egsaltacji ducha, 74. egzegezę, czyli wykład ksiąg Pisma świętego, 75. hermeneutykę, która je tłumaczy, 76. scholastykę, która jest sztuką dowodzenia w zupełnej niezależności od zdrowego rozsądku, i 77. teologię mistyki, czyli panteizm spiritualizmu.

Z teologii Hervas może nieco zbyt śmiało przeszedł w 78. tomie do onejromancji, czyli umiejętności wykładania snów. Tom ten należał do najbardziej zajmujących. Hervas wykazywał w nim, jakim sposobem kłamliwe i powierzchowne błędy przez tak długi czas rządziły światem. Przekonujemy się bowiem z dziejów, że sen o siedmiu chudych i siedmiu tłustych krowach zmienił konstytucję Egiptu, którego ziemskie dzierżawy od tej pory stały się własnością monarszą. W pięćset lat potem widzimy Agamemnona opowiadającego swój sen zebranym Grekom. Nareszcie w sześć wieków po zdobyciu Troi wykładali sny Chaldejczycy babilońscy i wyrocznia delficka.

Tom 79. zawierał ornitomancję, czyli sztukę wróżenia z lotu ptaków, używaną zwłaszcza przez wieszczów toskańskich. Seneka przekazał nam wiedzę o niektórych ich obrzędach.

80. tom, uczeńszy od innych, obejmował pierwsze początki magii, sięgając czasów Zoroastra i Ostanesa. Znalazła się w nim historia tej nieszczęsnej nauki, która ze wstydem naszego wieku zbezcześciła jego początek i dotąd nie jest jeszcze zupełnie zarzucona.

Tom 81. poświęcony był kabale i różnym sposobom wróżenia, jako to: rabdomancji, czyli zgadywaniu przyszłości za pomocą pręcików, chiromancji215, geomancji216, hydromancji217 itp.

Ze wszystkich tych obłędów Hervas nagle przechodził do najbardziej niezaprzeczonych prawd, tak więc tom 82. zawierał geometrię, 83. arytmetykę, 84. algebrę, 85. trygonometrię, 86. stereometrię, czyli naukę mierzenia brył z zastosowaniem jej do rżnięcia kamieni, 87. geografię, 88. astronomię wraz z fałszywym jej płodem znanym pod nazwiskiem astrologii.

W 89. umieścił mechanikę, w 90. dynamikę, czyli naukę o siłach działających, w 91. statykę, to jest naukę o siłach martwych zostających w równowadze, w 92. hydraulikę, w 93. hydrostatykę, w 94. hydrodynamikę, w 95. optykę i naukę o perspektywie, w 96. dioptrykę, w 97. katoptrykę, 98. geometrię analityczną, w 99. pierwsze pojęcia o rachunku różniczkowym, nareszcie 100. tom zawierał analizę, która według Hervesa była umiejętnością wszystkich umiejętności i ostatnią granicą, do jakiej mógł przebić się rozum ludzki.

Głęboka znajomość stu rozmaitych nauk mogłaby się komuś wydawać przechodzącą siły umysłowe jednego człowieka. Nie podpada jednak wątpliwości, że Hervas o każdej z tych nauk napisał jeden tom, który zaczynał się od historii nauki, a kończył na uwagach pełnych prawdziwej przenikliwości nad sposobami dodania i, że tak powiem, rozszerzania we wszystkich kierunkach granic wiedzy człowieka.

Hervas podołał wszystkiemu dzięki oszczędności czasu i wielkiemu porządkowi w jego rozkładzie. Wstawał równo ze świtem i przygotowywał się do biurowej pracy rozważając działania, jakie umiał uskutecznić. Szedł do ministra na pół godziny przed wszystkimi i czekał na uderzenie naznaczonej godziny z piórem w ręku i głową wolną od wszelkich myśli tyczących się jego wielkiego dzieła. Gdy godzina wybiła, zaczynał swoje rachunki i dokonywał ich z niepojętą szybkością.

Następnie ruszał do księgarza Moreno, którego zaufanie umiał sobie pozyskać, brał książki, których potrzebował i wracał do domu. Po chwili wychodził, aby się czymś posilić, powracał do siebie przed pierwszą godziną i pracował aż do ósmej wieczorem. Po pracy grał w piłkę z ulicznikami, wypijał filiżankę czekolady i szedł spać.

W niedzielę wychodził za miasto i przepędzał dzień na rozmyślaniu i układaniu pracy na następny tydzień. Tym sposobem Hervas mógł rocznie około trzech tysięcy godzin przeznaczyć na dokonanie swego uniwersalnego dzieła, co po piętnastu latach dało sumę czterdziestu pięciu tysięcy godzin. W istocie nadzwyczajna ta praca została ukończona tak, że nikt w Madrycie jej się nie domyślał, Hervas bowiem z nikim się nie wdawał w rozmowy, nikomu o swoim dziele nie wspominał, chcąc nagle świat zadziwić, roztaczając przed nim tak niezmierny obszar wiedzy. Hervas ukończył więc swoje dzieło wraz z trzydziestym dziewiątym rokiem życia i cieszył się, że zacznie czterdziesty, opromieniony już niezwykłym urokiem sławy.

Przyzwyczajenie do ciągłej pracy, podtrzymywane nadzieją, było dlań najmilszym towarzystwem, zapełniającym wszystkie chwile jego życia218. Teraz stracił to towarzystwo i nuda, której dotąd nie znał, zaczęła mu doskwierać. Stan ten, zupełnie nowy dla Hervasa, wyrwał go z dotychczasowego systemu życia.

Przestał szukać samotności; odtąd widywano go we wszystkich publicznych miejscach. Tam zdawał się chcieć wszystkich zaczepiać, ale nie znając nikogo i nie będąc przyzwyczajony do prowadzenia rozmowy, cofał się, nie wyrzekłszy ani słowa. Wszelako pocieszał się tą myślą, że wkrótce cały Madryt pozna go, będzie poszukiwał jego towarzystwa i o nim tylko mówił.

Dręczony żądzą rozrywki, Hervas postanowił odwiedzić swoje rodzinne miejsce, nikczemne miasteczko, które spodziewał się wsławić. Od piętnastu lat za całą zabawę pozwalał sobie tylko grać w piłkę z ulicznikami, teraz obiecywał sobie niewypowiedzianą rozkosz, gdy będzie mógł oddać się tejże rozrywce w miejscu, gdzie spędził pierwsze lata dziecinne.

Przed wyjazdem jednak chciał nacieszyć się widokiem swoich stu tomów uporządkowanych na jednym wielkim stole. Posiadał rękopis tego samego rozmiaru, jaki miał wyjść z druku, powierzył go więc introligatorowi. Na grzbiecie każdej książki miał być wypisany tytuł każdej nauki i liczba porządkowa, od pierwszej na Gramatyce uniwersalnej aż do setnej na Analizie. Po upływie trzech tygodni introligator przyniósł książki, stół zaś był już przygotowany. Hervas ułożył na nim tę znakomitą liczbę książek, zaś pozostałymi notatkami, uwagami i odpisami z radością zapalił w piecu. Następnie zamknął drzwi na kłódkę, przyłożył na nich swoją pieczęć i wyjechał do Asturii.

Rzeczywiście widok miejsc rodzinnych napełnił Hervasa oczekiwaną rozkoszą, tysiące wspomnień słodkich i niewinnych wyciskało mu łzy z oczu, których źródło, zdawało się, że dwadzieścia lat suchej i mozolnej pracy, zupełnie było wysuszyło. Nasz poligraf byłby chętnie resztę swego życia spędził w rodzinnym miasteczku, ale stutomowe dzieło powoływało go do Madrytu. Rusza więc drogą do stolicy, przybywa do siebie, znajduje nienaruszoną pieczęć na drzwiach, otwiera i spostrzega sto swoich tomów podartych na kawałki, ogołoconych z oprawy, z porozrzucanymi i pomieszanymi kartami na podłodze. Straszny ten widok pomieszał mu zmysły, padł śród szczątków swego dzieła i postradał uczucie własnego istnienia.

Niestety! Przyczyna tej klęski była następująca: Hervas przedtem nigdy nie jadał w domu, szczury zatem, tak licznie zamieszkujące po innych domach Madrytu, nie miały po co zaglądać do jego mieszkania. Ale inaczej się stało, gdy przyniesiono do izby sto tomów obłożonych świeżym klejem i gdy tego samego dnia właściciel wyniósł się z mieszkania. Szczury, znęcone wonią kleju, zachęcone milczeniem, hurmem się zebrały, poprzewracały, pogryzły i podarły książki. Hervas, wróciwszy do przytomności, spostrzegł, jak jeden z tych potworów ciągnął do swojej nory ostatnie karty jego Analizy. Hervas nigdy dotąd nie uniósł się był gniewem, ale teraz nie mógł powstrzymać gwałtownego wybuchu, rzucił się na wydziercę jego geometrii transcedentalnej, uderzył głową o ścianę i powtórnie padł omdlały. Po chwili znowu wrócił do zmysłów, pozbierał szpargały rozproszone po całej izbie i wrzucił je do skrzyni. Po czym usiadł na skrzyni i oddał się najposępniejszym myślom. Niebawem przejął go na wskroś dreszcz i biedny uczony wpadł w nerwową gorączkę połączoną z maligną. Oddano go w ręce lekarzom.


Odwołano Cygana dla spraw jego hordy, odłożył więc do następnego dnia dalsze opowiadanie