Dalszy ciąg historii szejka Gomelezów

Mówiłem ci, że będąc w Madrycie, gdziekolwiek się obróciłem, jakiś nieznajomy ciągle ścigał mnie wzrokiem i nieustannymi spojrzeniami napełniał mnie niewypowiedzianą niespokojnością. Pewnego wieczora postanowiłem nareszcie odezwać się do niego.

— Czego chcesz ode mnie? — rzekłem mu. — Czy chcesz mnie pożreć wzrokiem? Co masz ze mną do czynienia?

— Nic — odpowiedział nieznajomy — chcę cię tylko zamordować, jeżeli wydasz tajemnicę Gomelezów.

Kilka tych słów, objaśniło mi moje położenie. Widziałem, że trzeba było wyrzec się spoczynku i posępna niespokojność, nieodstępna towarzyszka wszystkich skarbów, owładnęła moim umysłem.

Było już późno, nieznajomy zaprosił mnie do siebie, kazał zastawić wieczerzę, następnie zamknął starannie drzwi i padając przede mną na kolana, rzekł:

— Władco jaskini, przyjmij mój hołd; ale jeżeli uchybisz twoim obowiązkom, zamorduję cię jako Billah-Gomelez zamordował niegdyś Sefiego.

Poprosiłem mego nadzwyczajnego wasala, aby raczył podnieść się, usiąść i opowiedział mi, kim jest. Nieznajomy, posłuszny moim życzeniom, zaczął w te słowa: