Dalszy ciąg historii Żyda Wiecznego Tułacza
Symbole nigdy nam nie przeszkadzały wierzyć w jednego Boga wyższego nad wszystkich. Pisma Thota nie pozostawiają w tym względzie żadnej wątpliwości. Oto jest ich treść:
„Jeden ten Bóg trwa niewzruszenie w odosobnieniu swojej jedności. Nic innego, nawet rozum, nie może się z nim połączyć.
On jest swoim własnym ojcem, swoim własnym synem i jedynym ojcem Boga. On jest dobrem, jest źródłem wszystkich pojęć i wszystkich pierwiastkowych187 istot.
Ten Bóg jeden i jedyny tłumaczy się sam z siebie, ponieważ wystarcza samemu sobie. On jest zasadą, Bogiem bogów, monadą jedności, początkiem istnienia, a ponieważ był przed pojęciem, przeto nosi nazwisko Noetarchy188”.
— Widzicie zatem moi przyjaciele — mówił dalej Cheremon — że niepodobna mieć o bóstwie wznioślejszych pojęć od naszych, ale sądziliśmy, że będzie nam wolno ubóstwić pewną część przymiotów Boga i stosunków jego z nami, czyli podnieść niektóre osoby do godności bóstwa.
Tak na przykład: myśl bożą nazywany „Emeth”, gdy zaś takowa słowami się wyobraża, nazywamy ją „Toth”, czyli przekonaniem, lub też „Armeth”189, to jest wykładem.
Skoro myśl boża, zawierająca prawdę, schodzi na ziemię i wprowadza w działanie siłę płodności, wówczas nazywa się „Amun”. Gdy ta sama myśl ujawnia się poprzez sztukę, wówczas nazywamy ją „Ptah”, czyli wulkanem; gdy zaś pokazuje się w niesłychanej dobroczynności, nosi nazwisko Ozyrysa.
Uważamy Boga za jedność, wszelako nieskończona ilość dobroczynnych stosunków, jakie raczy mieć z nami, sprawia, że pozwalamy sobie bez ubliżania jego czci, uważać go za istotę zbiorową, gdyż w istocie jest on zbiorowy i nieskończenie rozmaity w przymiotach, jakie w nim spostrzegamy.
Co się tyczy duchów, wierzymy, że każdy z nas ma ich dwóch przy sobie, to jest złego i dobrego. Dusze bohaterów najbliższe są natury tych duchów i przewodniczą w szeregu dusz.
Bogowie, co do swej istoty, mogą dać się przyrównać do eteru, bohaterowie i duchy do powietrza, zwyczajne zaś dusze mają już w sobie coś ziemskiego. Opatrzność boską przyrównywamy do światła, które zapełnia wszystkie przestrzenie między światami. Dawne podania prawią nam także o potęgach anielskich, czyli posłanniczych, których obowiązkiem jest oznajmiać rozkazy Boga, i o innych potęgach jeszcze wyższego stopnia, które Żydzi helleńscy nazwali archontami lub archaniołami.
Ci spomiędzy nas, którzy poświęcili się kapłaństwu, są przekonani, że otrzymali władzę sprowadzania obecności bogów, duchów, aniołów, bohaterów i dusz. Wszelako nie mogą wykonać tych teurgii bez naruszenia ogólnego porządku wszechświata. Gdy bogowie schodzą na ziemię, słońce i księżyc skrywają się na jakiś czas przed wzrokiem śmiertelnych.
Archaniołowie otoczeni są jaśniejszym światłem niż aniołowie. Dusze bohaterów mają mniej blasku aniżeli aniołów, jednakże więcej niż dusze zwykłych śmiertelników, które są na skutek działania materii osłonięte cieniem.
Książęta zwierzyńca niebieskiego przedstawiają się pod nader wspaniałymi postaciami; nadto rozróżniamy masę szczególnych okoliczności towarzyszących ukazywaniu się rozmaitych istot i służących do odróżniania jednych od drugich. Tak na przykład: złe duchy można poznać po złośliwych wpływach, jakie się w ślad za nimi ciągną.
Co do bałwanów, wierzymy, że jeżeli wyrabiamy je pod pewnymi wróżbami niebieskimi lub też z pewnymi uroczystościami teurgicznymi, naówczas możemy ściągnąć na nie niejakie cząstki istoty boskiej. Jednakowoż sztuka ta jest tak zwodnicza i niegodna prawdziwej świadomości Boga, że zwykle zostawiamy ją kapłanom daleko niższego stopnia aniżeli ten, do którego mam zaszczyt należeć.
Skoro któryś z naszych kapłanów wywołuje bogów, pod pewnym względem uczestniczy w ich istocie. Wszelako nie przestaje być człowiekiem, ale tylko natura boska przenika go do pewnego stopnia i łączy się w pewnym punkcie z Bogiem. Znalazłszy się w takim stanie, z łatwością może rozkazywać duchom nieczystym, czyli ziemskim i wypędzać je z ciał, które opętały. Czasami nasi kapłani, mieszając kamienie, zioła i pierwiastki zwierzęce, tworzą mieszaninę godną na ofiarę dla bogów, atoli prawdziwym węzłem łączącym kapłana z bóstwem jest modlitwa.
Wszystkie te obrzędy i dogmaty, jakie wam wyłożyłem, przypisujemy wcale nie Thotowi, czyli trzeciemu Merkuremu, który żył za Ozymandiasa, ale prorokowi Bitysowi, który żył na dwa tysiące lat przedtem i wytłumaczył zasady pierwszego Merkurego; atoli, jak to wam już mówiłem, czas wiele dodał, przemienił, tak że nie sądzę, aby ta dawna religia miała się dostać do nas w pierwotnym jej składzie. Na koniec, jeżeli mam już wam wszytko powiedzieć, nasi kapłani czasami odważają się grozić własnym bogom i wtedy podczas ofiary tak się wyrażają: „Jeżeli nie spełnicie mego żądania, odsłonię najskrytsze tajniki Izydy, wyjaśnię tajemnice otchłani, zdruzgocę skrzynię Ozyrysa i rozsypię jego członki”.
Wyznam wam, że wcale nie pochwalam tych formuł, od których nawet Chaldejczycy zupełnie się wstrzymują.
Gdy Cheremon doszedł był do tego miejsca swojej nauki, jeden z niższych kapłanów uderzył w dzwon na północ, ponieważ jednak i wy także zbliżacie się do miejsca waszego noclegu, pozwólcie zatem, abym odłożył na jutro dalszy ciąg mego opowiadania.
Żyd Wieczny Tułacz oddalił się, Velasquez zaś zapewnił nas, że nic nie dowiedział się nowego i wszystko to można było znaleźć w księdze Jamblicha190.
— Jest to dzieło — dodał — które czytałem z wielką uwagą i nigdy nie mogłem pojąć, jakim sposobem krytycy, którzy uważali za wiarygodny list Porfiriusza do Anebona Egipcjanina, nie przyznawali tego odpowiedzi, jaką Abamon udzielił był Porfiriuszowi. Ja mniemam przeciwnie, że Porfiriusz zlał tylko w jedno w swoim dziele odpowiedź Abamona i dodał niektóre własne uwagi nad filozofami greckimi i Chaldejczykami.
— Ktokolwiek to był Anebon czy Abammon — rzekł Uzeda — mogę zaręczyć, że Żyd mówił wam szczerą prawdę.
Przybyliśmy na nocleg i po wieczerzy Cygan, mając czas wolny, tak dalej jął rozpowiadać: