Nie-„milusińscy”

„Milusińscy” — to niemrawe, zdezelowane potworki z salonów; tu ich nie ma.

1 styczeń

Władek jest tak zwanym uczniem księgarskim — z pensją sześciu rubli na miesiąc.

Skończył jedną klasę szkoły miejskiej.

Najtrudniejsza była dla niego arytmetyka.

Jeśli w pamięci dzielił czterdzieści przez dwa, wypadało mu dobrze: dwadzieścia; a jak dzielił na papierze: — dwa. I rób tu, co chcesz.

To samo było z mnożeniem: bo myślał, że zero pomnożone na przykład przez sześć — będzie sześć.

— Nie mogłeś się zapytać którego z kolegów?

— A bo oni powiedzą? Jak który wiedział, to chciał, żeby mu fundować. I jeszcze naumyślnie tak zakręcił, żeby nie zrozumieć...

Idzie dziś „panu” winszować nowego roku.

Wstał o szóstej rano; pół godziny czyścił buty, umył się do pasa, uczesał przed lustrem i włożył kalosze.

Wrócił zadowolony: pan posadził ich na krześle, dał po kieliszku wina. Jedli daktyle; ale nie takie, jak w sklepiku, tylko — jak u kupca: każdy osobno.

Dużo opowiadał o panu, o jego mieszkaniu; każdy sprzęt, każdy wyraz, gest — bardzo pamiętał...

Wikta z dziewczętami była winszować pani w magazynie.

Pani pewnie już zaręczona z tym facetem, który do niej ciągle przychodzi; bo i on był — oboje weseli; żartowali, śmieli się, częstowali panny.

Władek urządza teatr amatorski.

Grali już raz Bandę zbójecką. Były afisze, bilety po sześć groszy — i córka rewirowego bezpłatnie. Cała kuchnia pełna była publiczności. Trudności miał co niemiara, bo z takimi szczeniakami trudno co zrobić. Ale to nic; teraz wystawi Ogniem i mieczem.

Kapitał zakładowy trupy Władka wynosi czterdzieści dwa grosze. Kupił już dwa pudełka bengalskich zapałek dla oświetlenia bitwy w czwartym akcie.

Wujek Władka pracuje w fabryce żelaznej i obiecał przynieść blachę na hełmy i szable; ojciec ma poprosić pana o złoty papier na czapki i ordery. Matka szwaczka musi dostarczyć atłasu albo pluszu na płaszcz króla. Potrzebna jest jeszcze tapeta z drzewami; szukał po wszystkich sklepach, ale nie ma. Jest podobno na Miodowej wielki skład i tam pewnie będzie tapeta z drzewami.

— Na stole Jana Kazimierza ma stać biust Mickiewicza, a na ścianie wisieć będzie portret Kościuszki.

Kiedy Skrzetuski w końcu pierwszego aktu skoczy do jeziora, za sceną uderzą tarką blaszaną o balię wody.

Od ósmej do ósmej w sklepie — ten dwunastoletni chłopczyna ma czas jeszcze, by przygotowywać się do egzaminu do niedzielnej szkoły handlowej, uczyć dwie dziewczyny po pół rubla na miesiąc — i przedsięwziąć wystawienie Sienkiewiczowskiej trylogii.

*

Ogniem i mieczem