X. Szałas, gdzie się ciągle wyrzucali

Korpaczewski z dziesięć razy brał się do budowania szałasu. O lepsze z nim iść mogli tylko bracia Bednarscy, którzy bodaj czy nie najwięcej mieli gałęzi, nigdzie jednak miejsca nie zagrzali, do końca sezonu odbywali mozolne przeprowadzki i ostatecznie wiedli żywot cygański, koczowniczy.

Korpaczewski dwa razy próbował dostać się do Miłosny, ale mu tam było za ciasno, a może i za spokojnie; przeniósł się na Łysą Górę, osiedlił się na dzień jeden koło pniaka, potem na dzień koło brzozy, potem wprost burmistrza, potem na lewo od burmistrza, potem nieco wyżej, na górce — wreszcie ukończył robotę; siedzi dumny, zadowolony.

(Korpaczewskiego zwą Etle-Metle, bo kiedy się pokłóci, tak prędko mówi i niewyraźnie, że go zrozumieć nie sposób).

I czy Korpaczewski po ukończeniu szałasu chciał z niego wyrzucić Pilawskiego, czy Pilawski Korpaczewskiego, czy obydwu chciał wyrzucić Borkiewicz, czy oni Borkiewicza, czy wreszcie Przybylski wszystkich ich chciał powyrzucać, dociec jest niewypowiedzianie trudno; dość że zawsze w szałasie jest jeden obrażony, jeden pokrzywdzony, jeden zagniewany srodze i jeden pobity.

Rozumiecie teraz, dlaczego Bartyzek nie radził Kopce iść do nich i dlaczego Kopka tak rychło wrócił do szałasu Bartyzka?

Miał też z nimi za swoje burmistrz Łysej Góry.

— Kto u was jest gospodarzem?

— Ja — powiada Olsiewicz.

— Więc nie Korpaczewski, Pilawski, Borkiewicz i Przybylski, tylko Olsiewicz?

— Ano Olsiewicz. Tak nam się podoba. Tobie co do tego?

I teraz Olsiewicz wyrzuca Borkiewicza, Borkiewicz Pilawskiego, Pilawski Przybylskiego, Przybylski Korpaczewskiego, zawsze jest dwóch obrażonych, jeden pokrzywdzony i dwóch pobitych.

Borkiewicz pyta się, po co Pilawski zaczyna z Korpaczewskim, a Pilawski ma pretensję, że Przybylski zaczepia Olsiewicza. Rozumieją, że trzeba kogoś z szałasu wyrzucić, bo inaczej nigdy spokoju nie będzie, nie wiedzą tylko, kogo wyrzucić, od kogo zacząć należy.

— Dlaczego łopat nie oddajecie po trąbce? — pyta ostro burmistrz Olsiewicza.

— A ja brałem od ciebie łopaty?

— Wszystko jedno, kto brał. Brali do waszego szałasu, a ty odpowiadasz, boś gospodarz.

— Ja gospodarz? — dziwi się Olsiewicz. — Ani mi się nawet śni być gospodarzem.

Od dziesięciu minut Olsiewicz przestał być gospodarzem, miejsce jego zajął Lobański.

Teraz Lobański wyrzuca Olsiewicza, Olsiewicz Borkiewicza, Borkiewicz Przybylskiego, Przybylski Pilawskiego, Pilawski Korpaczewskiego, a Korpaczewski wyrzuca Lobańskiego.

Jedno należy zapisać na dobro szałasu: każdego bez trudu przyjmą do siebie i chętnie gospodarzem go zrobią, każdy dla nich dobry, każdy im bratem. Choćby nowy lokator najgorszą miał opinię, choćby go wyrzucano uprzednio ze wszystkich szałasów — oni go zapraszają: może tak będzie lepiej? Bo ciągle myślą nad tym, jakby porządek wprowadzić, zawsze chcą kogoś wyrzucić, a tymczasem nowego przyjmują.

— Zobaczycie, Karaśkiewicz nauczy was rozumu.

Bo od czasu, jak jest ich sześciu, dwóch stale jest obrażonych, dwóch pokrzywdzonych i dwóch pobitych; jednakże chcieliby żyć w zgodzie.

— Te, burmistrz, dawaj dwie łopaty!

— A ty co za jeden?

— Co ja za jeden? Karaśkiewicz, nowy gospodarz szałasu.

— A co robić będziecie?

— Schodki i piwniczkę na grzyby.

Biorą się do kopania.

— Tu zaczniemy kopać.

— A nie, bo tu lepiej.

— Ja ci mówię...

— Nic nie mów.

— Daj łopatę.

— A jakże.

— Odejdź.

— Puść.

— Odejdź, powiadam ci.

— Nie dam kopać.

— To twój szałas?

— A mój.

— Twój?

— Mój!

— Puścisz łopatę czy nie?

I Karaśkiewicz zaczyna wyrzucać Lobańskiego, Lobański wyrzuca Olsiewicza, Olsiewicz Borkiewicza, Borkiewicz Przybylskiego, Przybylski Pilawskiego, Pilawski Korpaczewskiego, a Korpaczewski Karaśkiewicza.

Pobili się, szałas rozwalili, gałęzie rozrzucili, trzech było obrażonych, trzech pokrzywdzonych, a Pilawski wrócił do Warszawy z podbitym okiem i podrapanym nosem.

*

Przyjętym jest ogólnie, że na ostatniej stronie naukowej pracy autor podaje wykaz książek, które przeczytał. Czyni zaś tak, by wiadomym było, że nic z własnej głowy nie wymyślił, tylko wszystko prawdziwie i sumiennie z gotowego przepisał.

Nie chcąc być gorszym od innych, podaję źródła, z których czerpałem materiały do mojej wielkiej pracy historycznej:

1. Statut w sprawie budowania szałasów.

2. Prace urzędu celnego.

3. Pamiętniki Troszkiewicza.

4. Pamiętniki Łęgowskiego i Przybylskiego.

5. Sprawozdania burmistrza Miłosny.

6. Sprawozdania burmistrza Łysej Góry.

7. Towarzystwo Śpiewacze „Lutnia”.

8. O samorządzie Miłosny i Łysej Góry.

9. Sąd przysięgłych w Wilhelmówce.

10. Sprawozdanie z działalności Towarzystwa Przyjaciół Książek.

11. Działalność apteki i życiorys Wiktora Małego.

12. Akta głównego sztabu marynarki na Morzu Pompowym.