Zakończenie

BARBARA

Więc postanowione. — Pan się dowie dokładnie, jak to tam jest. Potem ja się podpiszę, czy co tam każą. — Mam trochę oszczędności, sprawię mu205 nowy garnitur.

MORDERCA

Można wziąć na raty.

BARBARA

Nie, wolę gotówką. Niech zrobi tanio i dobrze. — Buty jeszcze niezłe. — Jak przyjadę za tydzień, przywiozę ci pantofle, a buty wezmę do podzelowania. — Pokoik nieduży, trochę będzie ciasno. — Ale Bóg da, że go przyjmą z powrotem na posadę. Niech ich pan doktór206 poprosi. — — — Ale ty idź na kolację.

MORDERCA

Dziś są kluski.

BARBARA

Wyobrażam sobie te tutaj kluski. — Ja będę ci lepsze gotowała. — No, idź, bo ci wariaci zjedzą i będziesz głodny, a to denerwuje. — Teraz musisz o siebie dbać.

Morderca całuje Barbarę w rękę i odchodzi.

BARBARA

Wiem, panie doktorze, że źle robię. Ale sobie poradzę. Życie moje nie było zasłane różami. Takie już widać przeznaczenie. — Może się pan doktór rozpytać i u sąsiadów, i tam, gdzie pracuję. Nigdy nikomu złego słowa nie powiem. — Ustąpię każdemu, byle się nie kłócić. — Nie wiem, co się ze mną wtedy stało. — Widać przeznaczenie. — Przecież inni i kłócą się, i obrażają, a nikt do nich nie strzela. — Ale on się myli, panie doktorze. — „Cham” powiedziałam, ale nie „idiota”. — Takie nieszczęście. — Przecież mówi zupełnie rozumnie. — Co prawda, to ja się nie znam, bo w naszej rodzinie takich wypadków nie było. — Pan doktór mówi, że byłby tak siedział tu z psychicznymi. — Niech mi pan wierzy — ja bym się i godzinę bała sama. — Jakże łamać człowiekowi życie? Ja mu wierzę, że naumyślnie źle celował. — Po nocach nie sypiałam; ciągle tylko: za kratami przeze mnie... No — nie taki wyniszczony, wcale tak źle nie wygląda. Oczy ma zupełnie spokojne. — Dobrze, że się skończyło. — Nasza rodzina zdrowa, to chyba... — Przecież pan jest doktór. — Gdyby w razie czego dziecko, to mogę być spokojna, że się nie odezwie? Żeby napisał mądry list, to go chyba przyjmą z powrotem na posadę, może na próbę za mniejszą pensję. — Jakoś to będzie. — Byle mieć czyste sumienie. — Byle czyste sumienie. — Jak pan doktór myśli: może mu i palto nowe? — Żeby mógł prędzej zapomnieć o tym, co było. A może tylko przenicować207? — No, to chyba już pójdę. Ale mnie pan odprowadzi. — Bo się jakoś boję sama. — Ale ja się nawet panu doktorowi nie zdążyłam przedstawić: Barbara Klotylda Szulc.