jedyne wyjście

dwa dni między jednym świętem a drugim zawieszone jak głos na chwilę

aby zrobić na nas większe wrażenie aby nas pobić naszą własną bronią

ostrym językiem słów ustalonych

ubetowionych i elastycznych tylko do granic swej własnej wytrzymałości

dwa dni które mamy na przemyślenie tego co nie zostało powiedziane i o czym trzeba milczeć w

tym naszym języku

w jednym języku który zwinięty w trąbkę nie powie bo nie może

dwa dni kiedy słusznie przeczuwamy, że te święta skrywają coś

że w tej drodze coś poszło nie tak i że ta podróż wtrąciła nas w jakiś dół

zimny i wilgotny jak błoto

to o czym milczymy przez te dwa dni zanim będziemy mieli luksus poruszania spraw zawies-

zonych na razie zanim nas oświeci milionem luksów że to nie ma znaczenia

bo ten język pomija to, co właśnie teraz jest najważniejsze

i z czym będziemy się musieli pogodzić w to wiosenne święto

***

utopia chaosu rodziła się powoli

jajko zostało rozbite przypadkiem

lustro pomnożyło sieć zmarszczek

entropia nie może być doskonała

wykorzystano cegły

stopy pomników

bardzo szlachetnych metali

resztki idei przemielone

zapuszkowane znowu rozbite

utopia powtórzyła tragedie wszystkich myślicieli

wszystkie nie rozwiązane sytuacje i sznurowadła

mumie zaczęły pleśnieć mury więzień obtarły twarze

czyste zwierciadło zrobiło pierwszy krok

kto nas wszystkich wymył