rozpocząć akcję asenizacyjną

poszedłem do błota to nie dotknie pochłonie mnie

nad głową oko sterowca i zastępy pulchnych balonów zaporowych

żadnych mieczy choć precyzyjne cięcia reflektorów

rozkwitająca brama ogień warg

gorączkowa krzątanina ludzi wszy

stkich każdego

jest jak w piekle pieniądze tracą sens

ich dużo mają w głowach zastygłe ropą bandaże myśli bele godzin stosy kartek

piekące nieobecności curriculum vitae

tak tak

układanie godzin splecionych w sztywne bele zakończyło się pomyślnie

dar został przyjęty w maszynopisach

długie godziny kłuto igłami cięto skalpelami

najwyższe izby badały kołnierze zakładki szwy

wszy wybito grypsy wyłowiono haczyki posłano do dezynfekcji

ręce odcięto i wyrzucono

wyrzutków stracono

straty oszacowano

szacunek został zachowany do kontroli opatrzony pieczęciami troskliwie otulony kołdrą spoczął

wieczny odpoczynek w pancernym sejfie

przeprowadzimy tę akcję

nie do końca zostawiając nie naruszone z zapomnienia miejsca

osłupiające dziury

słowa dziergane na szydełku

przybici wzrastającą entropią układu.

się13

w przepaść i

na miazgę słów słodkich jak ptysie

przecież mam starannie opracowane scenariusze radzenia sobie w sytuacji związku

tysiące słów ty mazgaju które zetrą z twarzy łzy

to wzruszające

ramiona otulą i zatrą to wrażenie

oczy uważnie patrzą szukając ratunku to się musi udać inaczej

próbuję pretensji hortensji rewerencji

krzyku bzyku łyku

jeśli

ciągle nie pomaga

rzucam