3
i z twardą wolą napisania czegoś pewnego (jak tory kolejowe jak tora) sięgnąłem po białą farbę
coś jak jebać skurwysynów stylizowaną zaciśniętą zdecydowaną na nic pięść powszechnie zrozumiały symbol
dobra byłaby historia życia kilka zwięzłych praw fizyki nazwisko jednego czy dwóch filozofów oszustów malarzy
prostą drogą do mojego nazwiska imienia pseudonimu ale urodziłem się dzisiaj i żadne genetyczne uwarunkowania żadne tłumaczenia
choćby odwróconą metaforą nie oddadzą melodii zdań w obcym
języku który zastałem
(wraca wraca)
namalowałem twarz i powiesiłem na firance
kilka kolejnych żałośnie małych gestów tkaniny zlepiające się
płacz rozmazujący szminki pudry cienie
ciemne cienie pod oczyma i cienkie smużki znaczące dość dużo
drogę kropli do morza
niżej niżej martwego mojego (po zamknięciu oczu płód w pełnym słońcu!)