Rozdział III. Podział rządów

W poprzednim rozdziale pokazano, dlaczego rozróżnia się różne rodzaje, czyli formy rządów217 według liczby stanowiących je członków: w tym rozdziale pozostaje pokazać, jak się ten podział przeprowadza.

W pierwszym rzędzie zwierzchnik może powierzyć sprawowanie rządu całemu narodowi lub największej części narodu, w ten sposób, by było więcej obywateli urzędników niż zwyczajnych obywateli osób prywatnych. Daje się tej formie rządu miano demokracji.

Albo też zwierzchnik może skupić rząd w rękach małej liczby, w ten sposób, by było więcej zwyczajnych obywateli niż urzędników; ta znów forma nosi nazwę arystokracji.

W końcu zwierzchnik może ześrodkować cały rząd w rękach jedynego urzędnika, od którego wszyscy inni otrzymują swą władzę. Ta trzecia forma jest najczęstsza i nazywa się monarchią lub rządem królewskim.

Należy zauważyć, że wszystkie te formy, a przynajmniej dwie pierwsze, zdolne są przybrać mniejszą lub większą rozciągłość, a nawet mają ją dość znaczną; demokracja bowiem może obejmować cały naród lub skurczyć się aż do połowy narodu. Arystokracja z kolei może z połowy narodu ścieśnić się do jakiejkolwiek najmniejszej liczby. Nawet urząd królewski zdolny jest do pewnych podziałów. Sparta na mocy swej konstytucji miała stale dwóch królów; w cesarstwie rzymskim widziano zaś równocześnie aż do ośmiu cesarzy218, a nie można było powiedzieć, by cesarstwo było podzielone. Istnieje przeto punkt, w którym każda forma rządu przechodzi w drugą, i widzi się, że rząd oznaczany trzema jedynie nazwami w rzeczywistości zdolny jest do tylu różnych form, ilu państwo ma obywateli.

Więcej nawet: skoro ten sam rząd może pod pewnymi względami dzielić się na dalsze części, z których to podziałów jeden może być zarządzany w taki sposób, inny zaś w inny, może wyniknąć z tych trzech form połączonych z sobą mnóstwo form mieszanych, z których znów i każdą można pomnożyć przez wszystkie formy proste219.

Po wszystkie czasy wiele rozprawiano o najlepszej formie rządu, nie zważając, że każda z nich jest w pewnych wypadkach najlepsza, a w innych najgorsza220.

Jeżeli w rozmaitych państwach liczba najwyższych urzędników powinna stać w odwrotnym stosunku do liczby obywateli, wynika stąd, że na ogół rząd demokratyczny jest odpowiedni dla małych państw, arystokratyczny dla średnich, monarchiczny dla wielkich. Tę regułę wyprowadza się bezpośrednio z zasady. Lecz jakżeż zliczyć mnóstwo okoliczności, które mogą dostarczyć wyjątków?

Rozdział IV. O demokracji

Ten, kto stanowi prawo, wie lepiej niż ktokolwiek inny, w jaki sposób powinno być ono wykonywane i tłumaczone. Wydaje się więc, że nie można by mieć lepszej konstytucji od tej, która razem łączy władzę wykonawczą i prawodawczą; lecz to właśnie sprawia, że rząd taki jest pod pewnymi względami niewystarczający, w nim bowiem rzeczy, które powinny być odłączone, nie są odłączone, a książę i zwierzchnik, będąc tą samą osobą, tworzą jedynie — że się tak wyrażę — rząd bez rządu.

Nie jest rzeczą dobrą, by ten, kto stanowi prawa, wykonywał je, ani by ciało narodu odwracało swą uwagę od praw ogólnych i poświęcało się przedmiotom szczególnym. Nie masz bardziej niebezpiecznej rzeczy nad wpływ prywatnych interesów w sprawach publicznych, a naruszenie praw przez rząd jest niniejszym złem niż zepsucie prawodawcy, nieomylne następstwo szczególnych punktów widzenia. Wówczas państwo psuje się w swej istocie, a wszelka naprawa staje się niemożliwa. Naród, który nigdy nie nadużyłby władzy rządowej, nie nadużywałby także niezależności; naród, który rządziłby zawsze dobrze, nie potrzebowałby rządu221.

Jeżeli brać ten termin w ścisłym jego znaczeniu, to nigdy nie było prawdziwej demokracji ani nigdy jej nie będzie. Jest rzeczą przeciwną naturalnemu porządkowi, by wielka liczba rządziła, a mała była rządzona. Nie można sobie wyobrazić, by naród ustawicznie się zgromadzał dla zajmowania się sprawami publicznymi, a łatwo spostrzec, że nie mógłby zlecać załatwienia tych spraw, nie zmieniając formy zarządu.

W istocie sądzę, iż można postawić zasadę, że gdy funkcje rządowe są rozdzielone między kilka ciał, najmniej z nich liczne zdobywają prędzej czy później największą władzę, chociażby z powodu łatwości załatwiania spraw, która w sposób naturalny wiedzie ich ku władzy.

Zresztą, ileż to rzeczy trudnych do połączenia rząd ten wymaga! Najpierw: bardzo małego państwa, w którym łatwo byłoby zgromadzić naród i w którym każdy obywatel mógłby łatwo znać innych; po drugie, wielkiej prostoty obyczajów, która by zapobiegała mnogości spraw i jałowym dyskusjom; następnie wielkiej równości w stanowiskach i w majątkach, bez czego równość nie mogłaby się długo utrzymać w prawach i we władzy; w końcu niewiele zbytku lub też zupełnego jego braku — zbytek bowiem jest albo skutkiem bogactw, albo rodzi je koniecznie; psuje równocześnie bogatego i ubogiego, jednego przez posiadanie, drugiego przez pożądanie; sprzedaje ojczyznę gnuśności, próżności; odbiera państwu wszystkich obywateli, by oddać jednych pod jarzmo drugich, a wszystkich pod jarzmo opinii.

Oto dlaczego pewien sławny autor222 dał cnotę za zasadę republice, wszystkie te bowiem warunki nie mogłyby utrzymać się bez cnoty; ale ponieważ nie przeprowadził koniecznych rozróżnień, pięknemu temu geniuszowi zbywało często na słuszności, niekiedy na jasności, i nie spostrzegł on, że skoro władza zwierzchnicza wszędzie jest ta sama, ta sama zasada223 musi stosować się do wszystkich dobrze urządzonych państw — prawda, że w stopniu mniejszym lub większym, zależnie od formy rządu.

Dodajmy, że nie masz rządu tak narażonego na wojny domowe i niepokoje wewnętrzne jak rząd demokratyczny, czyli ludowy, ponieważ żaden tak silnie i ciągle nie zmierza do zmiany formy, ani nie wymaga takiej czujności i odwagi, by się utrzymać przy swojej formie. Przy tym to przede wszystkim ustroju, powinien obywatel uzbroić się w siłę i stałość i każdego dnia swego życia powtarzać w głębi serca to, co mówił pewien cnotliwy wojewoda224 w Sejmie polskim: Malo periculosam libertatem quam quietum servitium225.

Gdyby istniał naród bogów, rządziłby się demokratycznie. Rząd tak doskonały nie nadaje się dla ludzi.

Rozdział V. O arystokracji

Mamy tutaj dwie osoby moralne zupełnie różne: mianowicie rząd i zwierzchnika; wskutek tego dwie wole powszechne: jedną w stosunku do wszystkich obywateli, drugą jedynie wobec członków zarządu. Aczkolwiek więc rząd może normować swój wewnętrzny porządek jak mu się podoba, nigdy nie może przemawiać do narodu jak tylko w imieniu zwierzchnika, tzn. w imieniu samego narodu226; o tym nie należy nigdy zapominać.

Pierwsze społeczeństwa rządziły się arystokratycznie. Naczelnicy rodzin decydowali pomiędzy sobą o sprawach publicznych. Młodzież ustępowała bez trudu przed autorytetem doświadczenia. Stąd nazwy kapłanów, starszych, senatu227, gerontów228. Dzicy Ameryki Północnej dzisiaj jeszcze w ten sposób się rządzą i są bardzo dobrze rządzeni.

W miarę jednak jak nierówność wypływająca z urządzeń poczęła brać górę nad nierównością naturalną, zaczęto przenosić bogactwo lub siłę229 nad wiek i arystokracja stała się obieralna. W końcu przechodzenie władzy wraz z majątkiem z ojca na dzieci, stwarzając patrycjuszowskie230 rodziny, sprawiło, że rząd stał się dziedziczny i ujrzano dwudziestoletnich senatorów.

Są więc trzy rodzaje arystokracji: naturalna, obieralna, dziedziczna. Pierwsza jest odpowiednia jedynie dla narodów prostych; trzecia jest najgorszym ze wszystkich rządów, druga jest najlepszym: jest arystokracją we właściwym znaczeniu231.

Prócz korzyści płynącej z rozróżnienia dwóch władz przedstawia nadto korzyść wyboru swoich członków; przy ludowym bowiem rządzie wszyscy obywatele rodzą się urzędnikami; lecz arystokratyczny rząd ogranicza urzędników do małej liczby, ci zaś stają się nimi jedynie przez wybory232; sposób, przy którym rzetelność, światło, doświadczenie oraz wszystkie inne powody znaczenia i szacunku publicznego stanowią tyleż nowych rękojmi, że będzie się rządzonym mądrze.

Ponadto łatwiej jest odbyć posiedzenie; sprawy lepiej przedyskutowane załatwiane są porządniej i szybciej; czcigodni senatorowie lepiej podtrzymują znaczenie państwa za granicą niż tłum nieznany lub pogardzany.

Jednym słowem, jest to porządek najlepszy i najbardziej naturalny, by najmądrzejsi rządzili tłumem, jeżeli się jest pewnym, że będą nim rządzić dla jego, a nie dla swojej korzyści; nie należy niepotrzebnie mnożyć sprężyn ani też robić z dwudziestu tysiącami ludzi to, co stu wybranych ludzi może robić jeszcze lepiej. Trzeba jednak zauważyć, że interes grupy poczyna tutaj kierować siłą publiczną nie tak zupełnie według reguły woli powszechnej i że obca prawom a nieuchronna skłonność odbiera im część władzy wykonawczej.

Co się tyczy szczególnych warunków, to nie trzeba ani tak małego państwa, ani narodu tak prostego i prawego jak w dobrej demokracji, by wykonanie praw następowało bezpośrednio, stosownie do woli powszechnej. Nie trzeba jednak także narodu tak wielkiego, by naczelnicy, rozrzuceni dla rządzenia nim, mogli przybierać każdy w swoim departamencie pozory zwierzchnika i zaczynać od uniezależnienia się, by w końcu stać się panami.

Jeżeli jednak arystokracja wymaga nieco mniej cnót niż rząd ludowy, wymaga także innych, sobie właściwych, jak umiarkowanie u bogatych i powściągliwość u ubogich; wydaje się bowiem, że tutaj ścisła równość nie byłaby na miejscu; nawet w Sparcie nie była przestrzegana233.

Zresztą, jeżeli ta forma dopuszcza pewną nierówność majątków, to dlatego, by na ogół zarząd spraw publicznych powierzano tym, co mogą najlepiej poświęcić mu cały swój czas, a nie dlatego — jak to utrzymuje Arystoteles — by bogaci zawsze mieli pierwszeństwo. Przeciwnie, ważne jest, by wybór odwrotny pouczył niekiedy naród, że zasługa ludzi przedstawia ważniejsze powody oddania pierwszeństwa niż bogactwo.

Rozdział VI. O monarchii234

Dotychczas rozważaliśmy księcia jako osobę moralną i zbiorową, zjednoczoną przez moc praw, i będącą w państwie depozytariuszem władzy wykonawczej. Obecnie mamy rozważyć tę władzę skupioną w rękach osoby fizycznej, człowieka rzeczywistego, mającego jedyne prawo rozrządzania nią według praw. Oto co nazywa się monarchą lub królem.

W przeciwieństwie do innych zarządów, gdzie istota zbiorowa przedstawia jednostkę, w tym zarządzie jednostka przedstawia istotę zbiorową235, tak że tworząca księcia jedność moralna jest równocześnie jednością fizyczną, w której wszystkie właściwości, jakie prawo łączy z takim trudem z tamtą, w tej jedności łączą się naturalnie.

Tak więc wolę narodu i wolę księcia, i siłę publiczną państwa, i siłę szczególną rządu, wszystko porusza ta sama przyczyna, wszystkie sprężyny machiny znajdują się w tych samych rękach; wszystko pracuje dla tego samego celu; nie ma wcale ruchów sprzecznych, niweczących się wzajemnie, i nie można sobie wyobrazić żadnego rodzaju ustroju, w którym by mniejszy wysiłek wydawał znaczniejszą działalność. Archimedes236, siedzący spokojnie na brzegu i bez trudu ciągnący po fali wielki okręt, jest dla mnie wyobrażeniem zręcznego monarchy, rządzącego ze swego gabinetu obszernym państwem i poruszającego wszystko, choć sam wydaje się nieruchomy.

Chociaż jednak nie ma rządu bardziej energicznego, nie ma także takiego, w którym by wola szczególna bardziej panowała i łatwiej górowała nad innymi; prawda, wszystko zmierza do tego samego celu, lecz celem tym nie jest szczęśliwość publiczna i właśnie siła zarządu ustawicznie obraca się ku szkodzie państwa.

Królowie chcą być absolutnymi i na próżno tłumaczy się im, że najlepszym środkiem do tego jest wzbudzić miłość narodu. Ta zasada jest bardzo piękna, a nawet pod pewnymi względami bardzo prawdziwa. Na nieszczęście zawsze będą ją przedrwiwać na dworach. Bez wątpienia władza płynąca z miłości narodu jest największa; jest jednak niepewna i warunkowa — nigdy książęta nią się nie zadowolą. Najlepsi królowie chcą, by mogli być źli, jeśli im się spodoba, nie przestając być panami: kaznodzieja polityczny może sobie mówić, że gdy siła narodu jest ich siłą, ich największy interes polega na tym, by naród był kwitnący, liczny, mocny; oni dobrze wiedzą, że to nie jest prawda. W ich osobistym interesie leży najpierw, by naród był słaby, w nędzy i by nigdy nie mógł się im oprzeć. Przyznaję, że gdyby się przyjęło stałą i zupełną uległość poddanych, wówczas w interesie księcia leżałaby potęga narodu, by potęga ta, będąc jego potęgą, uczyniła go strasznym dla sąsiadów; lecz skoro ten interes jest jedynie drugorzędny i podporządkowany i skoro obydwa przypuszczenia nie dadzą się z sobą pogodzić237, jest naturalną rzeczą, że książęta zawsze dają pierwszeństwo zasadzie dla siebie najbardziej bezpośrednio korzystnej. To samo Samuel przedstawiał z mocą Hebrajczykom; to samo Makiawel238 pokazał z oczywistością. Udając, że naucza królów, dał wielką naukę narodom. Książę Makiawela jest książką republikanów239.

Doszliśmy z ogólnych stosunków240, że monarchia odpowiada jedynie wielkim państwom, i dochodzimy do tego samego, badając ją samą w sobie. Im zarząd publiczny jest liczniejszy, tym bardziej stosunek między księciem a poddanymi maleje i zbliża się do równości, tak że stosunek ten w demokracji równa się jedynce, czyli jest zupełną równością. Ten sam stosunek wzrasta, w miarę jak rząd się ścieśnia, a dochodzi do swego maksimum, gdy rząd spoczywa w rękach jednego. Wówczas zachodzi zbyt wielka odległość między księciem a narodem, i państwu brakuje związania. By je utworzyć, potrzeba więc pośrednich stanów; potrzeba książąt, dostojników, szlachty, którzy by je stanowili. Otóż, wszystko to nie jest odpowiednie dla małego państwa, które te wszystkie stopnie rujnują241.

Jeśli jednak jest rzeczą trudną, by wielkie państwo było dobrze rządzone, o wiele trudniejsze jest, by było dobrze rządzone przez jednego człowieka; a każdy wie, co się dzieje, gdy król przybiera sobie zastępców.

Jest zasadniczą i nieuniknioną rządu monarchicznego wadą, z powodu której zawsze będzie on stać niżej od republikańskiego, że przy tym ostatnim zawsze prawie głos publiczny wynosi na pierwsze stanowiska ludzi światłych i zdolnych, którzy je sprawują z honorem, gdy przeciwnie, ci, co w monarchii dochodzą do stanowisk, są najczęściej jedynie drobnymi warchołami, łajdakami, intrygantami, których małe talenty, prowadzące na dworach do wysokich miejsc, wystarczają im jedynie do publicznego pokazania własnego głupstwa, skoro tylko się wzniosą. Naród o wiele mniej myli się w swym wyborze niż książę242; i człowiek prawdziwej zasługi prawie tak jest rzadki w ministerstwach, jak głupiec na czele rządu republikańskiego. Toteż gdy szczęśliwym trafem jeden z tych ludzi urodzonych do sądzenia obejmuje ster praw w monarchii, zniszczonej prawie przez bandę tych ślicznych rządców, wszyscy dziwią się środkom, jakie wynajduje, i stanowi to epokę w kraju243.

By państwo monarchiczne mogło być dobrze rządzone, trzeba, żeby jego wielkość, czyli obszar, przystosowany był do zdolności rządzącego. Łatwiej jest podbijać niż zarządzać. Przy odpowiedniej dźwigni jednym palcem można wstrząsnąć światem; by go podtrzymać jednak, trzeba ramion Herkulesa244. Prawie zawsze książę jest zanadto mały, choćby na niezbyt wielkie państwo. Jeśli odwrotnie wydarza się, że państwo jest za małe dla swego naczelnika, co jest bardzo rzadkie, tedy245 znowu jest źle rządzone; naczelnik bowiem, idąc zawsze za swymi wielkimi zamiarami, zapomina o interesie narodów i nie mniej czyni je nieszczęśliwymi przez nadużywanie swych za wielkich zdolności jak naczelnik ograniczony przez brak zdolności, na których mu zbywa. Trzeba, żeby się tak wyrazić, by królestwo rozszerzało się lub zwężało z każdym panowaniem, stosownie do znaczenia księcia; gdy tymczasem przy senacie, posiadającym bardziej stałą miarę zdolności, państwo może mieć trwałe granice, a zarząd nie być gorzej sprawowany.

Najbardziej dotkliwą złą stroną rządu jednostki jest brak ciągłości w następstwie, tworzącej w obu pozostałych rządach nieprzerwaną łączność. Gdy król umrze, trzeba innego; elekcje wytwarzają niebezpieczny czas przejściowy, są burzliwe, a o ile obywatele nie mają bezinteresowności, prawości, jakich rząd ten wcale za sobą nie pociąga, wdają się w nie intryga i przekupstwo. Trudną jest rzeczą, by ten, komu państwo się sprzedało, z kolei go nie sprzedawał i na słabych nie odbijał sobie pieniędzy, które mu silni wydarli. Prędzej czy później wszystko staje się przekupne pod takim zarządem, a pokój, jakim się cieszy wówczas pod panowaniem królów, jest gorszy od bezładu bezkrólewia.

Cóż zrobiono, by temu złu zaradzić? Wprowadzono dziedziczność tronu w pewnych rodzinach i ustanowiono porządek następstwa, zapobiegający wszelkim sporom po śmierci królów; to znaczy, że wprowadzając wady regencji w miejsce wad elekcji, przeniesiono pozorny spokój nad mądry zarząd i że wolano zaryzykować, by naczelnikami były dzieci, potwory, idioci, niżby miano się spierać co do wyboru dobrych królów; nie zważano, że narażając się w ten sposób na ryzyko alternatywy246, prawie wszystkie szanse stawia się przeciwko sobie. Bardzo rozsądne były słowa Dionizjusza Młodszego247, kiedy ojciec, wyrzucając mu jakiś hańbiący uczynek, mówił: „Taki dałem ci przykład?”. „Ach! — odpowiedział syn — twój ojciec nie był królem!”248

Wszystko pracuje na to, by pozbawić sprawiedliwości i rozumu człowieka wychowanego do rozkazywania innym. Podobno wiele zadają sobie trudu, by nauczyć młodych książąt sztuki rządzenia; nie wygląda na to, by korzystali z tego wychowania. Lepiej byłoby zacząć od nauczenia ich sztuki słuchania. Najwięksi królowie, jakich sławiła historia, nie byli wychowani do rządzenia; jest to wiedza, której się tym mniej posiada, im więcej się jej uczyło, a którą lepiej nabywa się słuchając, niż rozkazując: Nam utilissimus idem ac brevissimus bonarum malarumque rerum delectus, cogitare quid aut nolueris sub alio principe, aut volueris249.

Następstwem tego braku związku jest niestałość rządu królewskiego, który kierując się raz tym, raz innym planem, zależnie od charakteru panującego księcia albo też ludzi, którzy za niego rządzą, nie może mieć długo jakiegoś stałego celu ani konsekwentnego postępowania: zmienność sprawiająca, że państwo ustawicznie waha się między jedną a drugą zasadą, między takim a innym projektem, co nie zachodzi przy innych rządach, gdzie książę jest zawsze ten sam. Toteż widzimy, że na ogół, o ile więcej jest chytrości na dworach, o tyle jest więcej mądrości w senatach, i że republiki zmierzają do swych celów, wyznając stalsze poglądy i wierniej idąc za nimi; gdy tymczasem każdy przewrót w ministerium250 wywołuje rewolucję w państwie, ponieważ wspólną zasadą wszystkich ministrów i prawie wszystkich królów jest, by wszystko robić odwrotnie niż poprzednik.

Ten sam brak spoistości pozwala nadto rozwiązać sofizmat dobrze znany królewskim politykom: oto nie tylko porównuje się rząd państwowy do rządu domowego, księcia zaś do ojca rodziny — błąd już przez nas odparty251 — lecz nadto przyznaje się hojnie temu urzędnikowi wszystkie cnoty, jakich może potrzebować, i przyjmuje się, że książę jest zawsze tym, czym być powinien; przypuszczenie, przy którym rząd królewski trzeba oczywiście przenosić nad wszystkie inne rządy, ponieważ jest niezaprzeczenie najsilniejszy, i by był także najlepszy, brakuje mu tylko woli grupy bardziej zgodnej z wolą powszechną.

Lecz jeśli, według Platona252, król z powołania jest tak rzadkim zjawiskiem, ileż to razy natura i fortuna zechcą razem współdziałać, by on właśnie otrzymał koronę? A jeżeli królewskie wychowanie z konieczności psuje tych, co je otrzymują, czegóż można spodziewać się od szeregu ludzi wychowanych dla panowania? Znaczy więc dobrowolnie się oszukiwać, jeżeli rząd królewski miesza się z rządem dobrego króla. By zobaczyć, czym jest ten rząd sam w sobie, trzeba nań patrzeć, gdy panują ograniczeni lub źli książęta; takimi bowiem na tron wstąpią lub tron ich takimi zrobi.

Te trudności nie uszły uwagi naszych autorów; nie zakłopotali się jednak nimi. Mówią oni: lekarstwo polega na tym, by słuchać bez szemrania; Bóg daje w gniewie swym złych królów i trzeba ich cierpieć jako karę niebios. Bez wątpienia, mowa taka jest budująca; nie wiem jednak, czy nie lepiej nadawałaby się na kazalnicę niż do książki o polityce253. Cóż powiedzieć o lekarzu, który obiecuje cuda, a którego cała sztuka zasadza się na wzywaniu chorego do cierpliwości? Dobrze wiadomo, że trzeba cierpieć zły rząd, kiedy go się ma: chodziłoby właśnie o znalezienie dobrego254.

Rozdział VII. O rządach mieszanych

Ściśle mówiąc nie ma nigdzie rządu prostego. Trzeba, by jedyny naczelnik miał podległych sobie urzędników; trzeba, by rząd ludowy miał naczelnika. W podziale przeto władzy wykonawczej występuje zawsze stopniowanie od wielkiej do mniejszej liczby, a różnica polega na tym, że teraz wielka liczba zależy od małej, to znów mała od wielkiej.

Czasem podział jest równy, bądź gdy części składowe pozostają we wzajemnej od siebie zależności, jak w rządzie angielskim255, bądź gdy władza każdej części jest niezawisła, lecz niepełna, jak w Polsce. Ta ostatnia forma jest zła, nie ma przy niej bowiem jedności w rządzie, a państwu brak związania256.

Który z tych rządów ma większą wartość, prosty czy mieszany? Zagadnienie, którym bardzo zajmują się politycy, a na które trzeba dać taką samą odpowiedź, jaką dałem co do wszelkich form rządu257.

Rząd prosty jest sam w sobie najlepszy, przez to samo, że jest prosty. Gdy jednak władza wykonawcza nie jest dostatecznie uzależniona od prawodawczej, to znaczy, gdy stosunek księcia do zwierzchnika jest większy niż stosunek narodu do księcia, trzeba zaradzić temu brakowi proporcji przez podzielenie rządu; wówczas bowiem wszystkie jego części razem nie mają mniejszej władzy wobec poddanych, a podzielenie ich sprawia, że wszystkie razem mają mniej siły wobec zwierzchnika258.

Zaradza się jeszcze tej samej wadzie przez ustanawianie urzędników pośredniczących, którzy, pozostawiając rząd w jego całości, służą jedynie do zrównoważenia obydwu władz i do podtrzymania ich odnośnych praw. Wówczas rząd nie jest mieszany, jest miarkowany259.

Za pomocą podobnych środków można zaradzić odwrotnej wadzie i gdy rząd jest zanadto luźny, ustanowić urzędy w celu ześrodkowania go260. Praktykuje się to we wszystkich demokracjach. W pierwszym wypadku dzieli się rząd, by go osłabić, w drugim zaś, by go wzmocnić; rządy proste posiadają bowiem maksimum zarówno siły, jak słabości, podczas gdy formy mieszane stwarzają siłę przeciętną261.