Księga VIII
(1749) Musiałem uczynić pauzę z końcem poprzedniej księgi. Z tą rozpoczyna się, od pierwszego ogniwa, długi łańcuch mych nieszczęść.
Bywając na poufałej stopie w dwóch domach należących do najświetniejszych w Paryżu, nie mogłem, mimo braku talentów towarzyskich, nie uczynić tam pewnych znajomości. Poznałem między innymi u pani Dupin młodego następcę tronu Saxe-Gotha535 oraz ochmistrza jego, barona Thun. W domu pana de la Poplinière poznałem pana Séguy, przyjaciela barona Thun, znanego w świecie literackim przez swą piękną edycję Jana Baptysty Rousseau. Baron zaprosił nas obu, pana Séguy i mnie, abyśmy spędzili dzień lub dwa w Fontenai-sous-Bois, gdzie książę miał pałacyk. Przyjęliśmy. Przejeżdżając koło Vincennes, uczułem na widok turmy skurcz serca, którego oznaki baron odczytał na mej twarzy. Przy wieczerzy książę wspomniał o uwięzieniu Diderota. Baron, chcąc mnie pociągnąć za język, obwinił więźnia o nieostrożność; zacząłem bronić go z zapałem również graniczącym z nieostrożnością. Wybaczono tę zbytnią gorliwość uczuciom zbolałej przyjaźni i zwrócono rozmowę na inne tory. Było tam dwóch Niemców należących do orszaku księcia: jeden, nazwiskiem Klupffell536, człowiek światły i bystry, był jego kapelanem, później zaś został ochmistrzem wysadziwszy barona; drugim był młody człowiek nazwiskiem Grimm537, który służył księciu za lektora, w oczekiwaniu aż znajdzie się dlań jakie miejsce; skromny wygląd młodzieńca świadczył, iż pilno mu go było potrzeba. Od tego wieczoru zadzierzgnęła się między Klupffellem a mną znajomość, która niebawem przeobraziła się w przyjaźń. Znajomość z imć Grimmem nie poszła bynajmniej tak szybko; nie wysuwał się na pierwszy plan, bardzo daleki od tej pewności siebie, jaką później dało mu powodzenie. Nazajutrz, przy obiedzie, rozmowa skierowała się na muzykę; Grimm zabrał głos z wielką znajomością przedmiotu. Ucieszyłem się niezmiernie, dowiadując się, iż umie akompaniować na klawikordzie. Po obiedzie przyniesiono nuty i muzykowaliśmy przez cały dzień na klawikordzie księcia. W ten sposób zaczęła się przyjaźń, która zrazu była mi tak słodka, później tak złowroga i o której tyle będę miał w dalszym ciągu do mówienia.
Wróciwszy do Paryża, dowiedziałem się miłej nowiny, iż Diderot wyszedł z turmy i że dano mu za więzienie zamek i park w Vincennes, na słowo, z pozwoleniem widywania się z przyjaciółmi. Jakże ciężko mi było, iż nie mogłem popędzić tam w tejże samej chwili! Uwięziony na dwa lub trzy dni u pani Dupin dla jakichś nieodzownych usług, po wiekach całych niecierpliwości pomknąłem w ramiona przyjaciela. Chwila niepodobna do opisania! Nie był sam: d’Alembert i kapelan Sainte-Chapelle byli u niego. Wchodząc, widziałem tylko jego; skoczyłem, przykleiłem twarz do jego twarzy i tuliłem go do siebie, niezdolny przemówić inaczej jak tylko szlochem i płaczem; dławiłem go z rozczulenia i radości. Pierwszym gestem Diderota, skoro uwolnił się z mych ramion, było obrócić się do duchownego i rzec: „Widzisz, drogi ojcze, jak mnie kochają moi przyjaciele”. Pochłonięty mą radością, nie zastanawiałem się wówczas na tym postąpieniem; ale od tego czasu nieraz przyszło mi ono na pamięć i nieraz myślałem, iż gdybym był na miejscu Diderota, nie byłoby to pierwszym moim uczuciem.
Znalazłem Diderota bardzo przygnębionym. Turma wywarła na nim straszliwe wrażenie. Mimo że w zamku było wcale przyjemnie i że miał swobodę przechadzania się po parku nawet nie zamkniętym murami, potrzebował towarzystwa przyjaciół, aby nie popaść w melancholię. Ponieważ byłem z pewnością człowiekiem, który najbardziej współczuł jego nieszczęściu, sądziłem też, iż widok mój będzie mu największą pociechą; jakoż najmniej co dwa dni, mimo bardzo naglących zatrudnień, szedłem albo sam, albo z jego żoną spędzić popołudnie w więzieniu.
Ów rok 1749 był nadzwyczaj upalny. Z Paryża do Vincennes można liczyć dwie mile. Nie bardzo mając czym opłacać koszt dorożek, wyruszałem, kiedy szedłem sam, o drugiej po południu pieszo i dobrze wyciągałem nogi, aby zajść tym rychlej. Drzewa przydrożne, obyczajem tutejszym sadzone rzadko, nie dawały prawie żadnego cienia; często też, zmożony gorącem i znużeniem, kładłem się na ziemi, niezdolny iść dłużej. Aby miarkować krok, brałem zwykle jakąś lekturę. Jednego dnia, wziąłem Francuskiego Merkurego i, równocześnie idąc i przebiegając oczyma książkę, natrafiłem na owo zagadnienie, podane przez Akademię w Dijon jako konkurs na rok następny: „Czy rozwój sztuk i nauk przyczynił się do skażenia czy oczyszczenia obyczajów?”538
W chwili gdym czytał te słowa, ujrzałem przed oczyma inny świat, stałem się innym człowiekiem. Mimo iż została mi żywa pamięć wrażenia, jakiego doznałem, szczegóły uleciały mi z głowy od czasu gdy złożyłem je w jednym z listów do pana de Malesherbes539. Jest to osobliwość mej pamięci, godna, aby ją zaznaczyć. Kiedy mi służy, to tylko o tyle, o ile polegam na niej; skoro tylko depozyt jej zawierzę papierowi, opuszcza mnie natychmiast. Z chwilą gdy raz napisałem jakąś rzecz, nie przypominam jej już sobie zupełnie. Właściwość ta prześladuje mnie nawet w muzyce. Nim posiadłem tę sztukę, umiałem na pamięć mnóstwo piosenek; z chwilą gdy nauczyłem się śpiewać z nut, stałem się niezdolny zapamiętać najmniejszej aryjki; wątpię, abym mógł powtórzyć dzisiaj bodaj jedną w całości nawet spomiędzy najulubieńszych.
Co się tyczy okoliczności, o której mówię, to przypominam sobie bardzo wyraźnie, iż przybywając do Vincennes znajdowałem się w stanie podniecenia graniczącego z szaleństwem. Diderot zauważył to; powiedziałem mu przyczynę, i odczytałem prozopopeję540 Fabrycjusza541, skreśloną ołówkiem pod dębem. Zachęcił mnie, abym rozwinął moją myśl i stanął do konkursu. Uczyniłem to; z tą chwilą byłem zgubiony. Reszta mego życia i nieszczęść była nieuniknionym następstwem tej chwili zbłąkania.
Uczucia moje wzbiły się z niepojętą wprost chyżością do tonu moich myśli. Wszystkie małe namiętności ucichły, zdławione entuzjazmem prawdy, wolności, cnoty. Co zaś najbardziej zdumiewające, to iż owo wrzenie utrzymało się w mym sercu przez całych kilka lat w tak wysokim napięciu, jakie nigdy może nie istniało w sercu żadnego człowieka.
Pracowałem nad tą rozprawą w sposób nader osobliwy, którego trzymałem się niemal we wszystkich mych dziełach. Poświęcałem jej bezsenne noce. Zatapiałem się w myślach, leżąc w łóżku z zamkniętymi oczami, i z niesłychanym mozołem obracałem na wszystkie sposoby w głowie okresy i zdania. Skoro doszedłem do tego, iż byłem z nich zadowolony, odkładałem je w pamięci, aż do pory, w której będę mógł przenieść myśli na papier; ale przez czas potrzebny na wstanie i ubieranie się traciłem wszystko, tak iż skoro siadłem do biurka, nie mogłem pochwycić niemal nic z tego, co ułożyłem. Przyszło mi do głowy, aby wziąć za sekretarza panią Le Vasseur. Pomieściłem ją, wraz z córką i mężem, w bliskim sąsiedztwie; aby mi oszczędzić kosztu służącego, przychodziła co rano rozpalać ogień i sprzątać. Skoro tylko się zjawiła, natychmiast dyktowałem jej z łóżka rezultat nocnej pracy; system ten, którego trzymałem się długo, uchronił mnie od wielu chyb542 mej pamięci.
Ukończywszy rozprawę, pokazałem ją Diderotowi; był z niej zadowolony, wskazał jedynie kilka szczegółów do poprawienia. Mimo to dziełu temu, pełnemu ognia i siły, zbywa absolutnie logiki i porządku; ze wszystkich, które wyszły spod mego pióra, jest ono najsłabsze pod względem rozumowania i najuboższe co do miary i harmonii. Faktem jest, iż nawet przy największym wrodzonym talencie sztuka pisania nie da się posiąść od jednego zamachu.
Wysłałem tę pracę, nie wspominając o niej nikomu więcej, chyba tylko, o ile mi się zdaje, Grimmowi, z którym, od czasu jak wszedł do domu hrabiego de Frièse, wszedłem w zażyłe stosunki. Miał klawikord, który służył nam za punkt zborny i przy którym spędzałem wszystkie wolne chwile, śpiewając bez wytchnienia od rana do wieczora, lub raczej od wieczora do rana, włoskie arie i barkarole. Skoro tylko mnie ktoś nie zastał u pani Dupin, mógł być pewny, że zastanie mnie u Grimma lub przynajmniej w jego towarzystwie, bądź na przechadzce, bądź w teatrze. Przestałem wówczas chodzić do Komedii Włoskiej543, gdzie miałem wstęp wolny, ale której on nie lubił, woląc uczęszczać z nim za pieniądze do Komedii Francuskiej544, w której był rozkochany. Słowem, tak przemożna sympatia wiązała mnie do tego młodego człowieka i stałem się z nim tak nierozłączny, iż nawet biedną „ciotkę” zaniedbywałem z tego powodu; to znaczy, mniej poświęcałem jej czasu; nigdy bowiem, ani na chwilę w życiu, przywiązanie moje do niej nie osłabło.
Ta niemożność obdzielenia swoich sympatii niewielką ilością wolnego czasu, jakim rozrządzałem, żywiej jeszcze niż kiedy odnowiła dawne pragnienie zamieszkania wspólnie z Teresą; ale obawa jej licznej rodziny, a zwłaszcza brak funduszów na meble wstrzymywały mnie aż dotąd. Sposobność podjęcia tego wysiłku nastręczyła się obecnie: skorzystałem z niej. Francueil i pani Dupin, czując dobrze, że osiemset do dziewięciuset franków rocznie nie mogą mi wystarczyć, podnieśli z własnego popędu moją pensję do pięćdziesięciu ludwików; co więcej, pani Dupin, dowiedziawszy się, że chcę założyć dom i gospodarstwo, pomogła mi nieco w tej mierze. Wraz z meblami, jakie miała już Teresa, obróciliśmy wszystko na wspólne gospodarstwo i wynająwszy mieszkanko w hotelu de Languedoc, przy ulicy Grenelle-Saint-Honoré, u bardzo zacnych ludzi, urządziliśmy się jakeśmy mogli; jakoż żyliśmy tam spokojnie i przyjemnie przez siedem lat, aż do mego przeniesienia do Pustelni.
Ojciec Teresy był to stary poczciwina, bardzo łagodny, obawiający się niezmiernie żony, której z tej przyczyny dał przezwisko „sędziego śledczego”; Grimm przez żart przeniósł przydomek ten i na córkę. Pani Le Vasseur nie zbywało na rozumie, to znaczy na sprycie; miała nawet pretensje do dworności i form wielkiego świata; ale miała zwyczaj tajemniczych omawiań i domyślników, który mi był nieznośny; przy tym dawała dość nieszczególne rady córce, siliła się ją skłonić do nieszczerości ze mną; wreszcie, starała się pozyskiwać sobie oddzielnie moich przyjaciół, jednych kosztem drugich, a wszystkich moim kosztem. Poza tym była niezłą matką, ponieważ zgadzało się to z jej rachubą; pokrywała błędy córki, ponieważ czerpała z nich korzyść. Kobieta ta, którą obsypywałem względami, staraniami, drobnymi podarkami i na której przychylności niezmiernie mi zależało, była, przez niemożność osiągnięcia tego celu, jedyną przyczyną zgryzot, jakich zaznałem w moim małym gospodarstwie. Poza tym mogę powiedzieć, iż przez tych kilka lat kosztowałem najdoskonalszego szczęścia domowego, jakie danym jest stworzyć ułomnym ludziom. Teresa miała anielskie serce; przywiązanie nasze rosło w miarę zażyłości: czuliśmy z każdym dniem więcej, jak bardzo jesteśmy dla siebie stworzeni. Gdyby uciechy nasze możebne były do opisania, pobudziłyby do śmiechu swą prostotą; przechadzki sam na sam za miasto, gdzie wydawałem wielkodusznie osiem lub dziesięć su w jakiej oberży; kolacyjki przy oknie, gdzie zasiadaliśmy naprzeciw siebie na dwóch krzesełkach, ustawionych na walizie zajmującej szerokość framugi. W tym położeniu okno służyło nam za stół, oddychaliśmy powietrzem, mogliśmy widzieć okolicę, przechodniów i mimo że na czwartym piętrze, jedząc, brać udział w ruchu ulicznym. Któż opisze, któż odczuje uroki tych posiłków, złożonych, za całą paradę, z bułki prostego chleba, z kilku wisien, kawałka sera i półkwarty wina, które wypijaliśmy we dwoje? Przyjaźń, ufność, wzajemne zżycie, słodycz duszy — jakież to rozkoszne zaprawy! Niekiedy trwaliśmy tak aż do północy, nie wiedząc o tym i nie troszcząc się o godzinę, gdyby stara matka nie przypomniała nam pory spoczynku. Ale zostawmy te szczegóły, które wydadzą się mdłe lub śmieszne; zawsze mówiłem to i czułem, iż prawdziwej rozkoszy nie da się opisać.
Zaznałem też, mniej więcej w tym samym czasie, i innej, bardziej grubej, ostatniej, jaką mam sobie do wyrzucenia w tym rodzaju. Wspomniałem, iż pastor Klupffell był to miły człowiek: stosunki, jakie mnie z nim łączyły, były nie mniej bliskie niż z Grimmem i stały się równie zażyłe; obaj bywali niekiedy u mnie na obiedzie. Okrasę tych uczt, nieco więcej niż skromnych, stanowiły dowcipne i pełne werwy błazeństwa Klupffella, jak również ucieszne germanizmy Grimma, który nie stał się jeszcze wówczas purystą. Zmysłowość nie święciła tryumfów wśród tych niewinnych orgii, ale wesołość zastępowała jej miejsce; czuliśmy się tak dobrze razem, że nie mogliśmy obejść się bez siebie. Klupffell umeblował mieszkanko pewnej młodej dziewczynie, która mimo to udzielała się całemu światu, ponieważ nie mógł jej utrzymać sam jeden. Jednego wieczora, wchodząc do kawiarni, spotkaliśmy go, jak wychodził właśnie, aby się z nią udać na kolację. Zaczęliśmy zeń żartować: zemścił się nader rycersko, zapraszając nas razem na wieczerzę i następnie dworując545 sobie z nas z kolei. Ta biedna istota wydała mi się z natury wcale poczciwa, bardzo łagodna i mało stworzona do swego rzemiosła, do którego stara czarownica, mieszkająca przy niej, wkładała ją, jak mogła. Rozmowa i wino rozweseliły nas do tego stopnia, iż straciliśmy głowę. Poczciwy Klupffell nie chciał być gościnny jedynie w połowie; przeszliśmy wszyscy trzej kolejno do sąsiedniego pokoju z biedną małą, która nie wiedziała, czy się śmiać, czy płakać. Grimm twierdził zawsze, iż jej nie dotknął: jedynie tedy dla przyjemności bawienia się naszą niecierpliwością został z nią tak długo; jeśli zaś w istocie zachował tę wstrzemięźliwość, mało prawdopodobnym jest, aby to uczynił przez skrupuł delikatności, skoro przed wstąpieniem do hrabiego de Frièse mieszkał wręcz u dziewcząt, w tejże samej dzielnicy św. Rocha.
Wyszedłem z ulicy des Moineaux, gdzie mieszkała ta dziewczyna, równie zawstydzony jak Saint-Preux546, gdy wyszedł z domu, gdzie go upojono: kiedym opisywał jego historię, pamiętałem o własnej. Teresa spostrzegła po jakimś szczególe, a zwłaszcza po mojej zawstydzonej minie, że mam sobie coś do wyrzucenia; ulżyłem swemu sercu szczerym i rychłym wyznaniem. Dobrzem uczynił, zaraz bowiem nazajutrz Grimm pospieszył opowiedzieć z tryumfem mój błąd, obciążając go jeszcze, ile mógł. Od tego czasu nigdy nie omieszkał przypominać jej złośliwie tego wspomnienia; w czym postępował wobec mnie nad wyraz nieszlachetnie, ile że uczyniwszy go dobrowolnie i z ufnością swoim powiernikiem, miałem prawo spodziewać się, iż nie da mi tego żałować. Nigdy lepiej niż w tej okoliczności nie poznałem dobroci Teresy. Więcej zraziło ją postępowanie Grimma niż moja niewierność: mnie spotkały z jej strony jedynie wzruszające i tkliwe wyrzuty, w których nigdy nie dostrzegłem najmniejszego śladu urazy.
Ograniczenie umysłu tej wybornej dziewczyny równe było dobroci serca; to dość powiedzieć; ale przykład, który mi się tu nastręcza, wart jest, aby go przytoczyć. Powiedziałem jej, że Klupffell jest ministrem547 i kapelanem księcia Saxe-Gotha. „Minister” był dla niej czymś tak osobliwym, iż mieszając komicznie najodleglejsze pojęcia, wpadła na koncept, by uważać Klupffella za papieża. Myślałem, że oszalała, skoro pewnego razu, gdym wrócił do domu, oznajmiła, że papież był u mnie. Ubawiłem się, zrozumiawszy, o co chodzi, i nie miałem nic pilniejszego, jak opowiedzieć tę historię Grimmowi i Klupffellowi, któremu przydomek papieża zachował się między nami. Dziewczynie z ulicy des Moineaux daliśmy miano papieżycy Joanny548. Był to przedmiot do nieskończonych śmiechów, dusiliśmy się po prostu. Ci, którzy w liście rzekomo mojego pióra kazali mi mówić, iż śmiałem się tylko dwa razy w życiu, nie znali mnie snadź ani w tym czasie, ani w mej młodości, z pewnością bowiem ten pomysł nie przyszedłby im do głowy.
(1750–1752). W roku następnym, 1750, kiedy zapomniałem już o mej rozprawie, dowiedziałem się, iż otrzymała nagrodę Akademii w Dijon. Wiadomość ta rozbudziła wszystkie idee, które mi ją dyktowały, ożywiła je nową siłą i doprowadziła do szczytu fermentacji w mym sercu ów pierwszy zaczyn heroizmu i cnoty, które ojciec, ojczyzna moja i Plutarch wszczepili w nią w dzieciństwie. Nie widziałem nic większego i piękniejszego ponad to, aby być wolnym i cnotliwym, wyższym nad los i mniemanie ludzi, aby wystarczać samemu sobie. Mimo że fałszywy wstyd i obawa szyderstwa nie pozwoliły mi zrazu dostosować życia do tych zasad i wręcz rzucić rękawicy obyczajom epoki, miałem wszelako od tego czasu zdecydowaną chęć po temu. Zwłoka w wykonaniu trwała tylko tyle, ile było potrzeba, aby przeciwności podrażniły mą wolę i zgotowały jej tryumf nad wszystkimi innymi względami.
Podczas gdy filozofowałem nad obowiązkami człowieka, wypadki kazały mi się lepiej zastanowić nad własnym. Teresa zaszła w ciążę po raz trzeci. Zbyt szczery z samym sobą, zbyt dumny w duszy, aby chcieć przeczyć swoim zasadom uczynkami, jąłem się zastanawiać nad przeznaczeniem mych dzieci, nad stosunkami łączącymi mnie z ich matką, nad prawami natury, sprawiedliwości i rozumu, jak również nad prawidłami tej religii czystej, świętej, wiecznej jak jej twórca, którą ludzie skazili, udając, iż chcą ją oczyścić, i z której za pomocą swoich formułek zrobili jedynie religię słów, zważywszy, iż mało kosztuje zalecać niepodobieństwo, skoro się zwalnia samego siebie od jego wypełniania.
Jeżeli omyliłem się w swoich wnioskach, zdumiewający zaiste jest spokój duszy, z jakim się im poddałem. Gdybym był z rzędu owych ludzi upośledzonych od Stwórcy, głuchych na słodki głos natury, w których sercu nigdy nie zakiełkowało prawdziwe poczucie sprawiedliwości i ludzkości, zatwardziałość ta byłaby zupełnie prosta; ale ta płomienność serca, ta żywa wrażliwość, łatwość poddawania się przywiązaniu, siła, z jaką mnie ono ogarnia całego, to okrutne rozdarcie, kiedy je trzeba zrywać, ta wrodzona przychylność dla bliźnich, żarliwa miłość wszystkiego, co wielkie, prawdziwe, piękne, sprawiedliwe, ten wstręt do złego we wszelakim rodzaju, ta niemożność nienawidzenia, szkodzenia, a nawet odczucia takiej chęci; to roztkliwienie, to żywe i słodkie wzruszenie, jakiego doznaję na widok wszystkiego, co cnotliwe, szlachetne, godne kochania — czy to wszystko może się kiedy zgodzić w jednej duszy ze skażeniem, które każe deptać bez skrupułu nogami najsłodszy z obowiązków? Nie, czuję to i powiadam głośno: to nie możliwe. Nigdy, na jedną chwilę, Jan Jakub nie mógł być człowiekiem bez serca, bez uczucia, wynaturzonym ojcem. Mogłem mylić się, ale nie zakamienić się w złym. Gdybym powiedział swoje racje, powiedziałbym za wiele. Skoro mogły mnie uwieść, uwiodłyby łacno i innych: nie chcę narażać młodych ludzi, którzy by mogli czytać te karty, na to, aby się dali pociągnąć do tego samego błędu. Zadowolę się ogólnym stwierdzeniem, na czym się on zasadzał. Powierzając dzieci publicznemu wychowaniu, w niemożności wychowania ich samemu, i przeznaczając je na to, aby zostały wieśniakami i robotnikami raczej niż awanturnikami i łowcami fortuny, sądziłem, iż spełniam czyn dobrego obywatela i ojca; działałem, we własnych oczach, niby członek republiki Platona549. Niejeden raz od tego czasu żale mego serca pouczyły mnie, iż się myliłem; ale wówczas nie tylko nie doznawałem wątpliwości w tej mierze, ale często wręcz błogosławiłem niebo, ocaliłem w ten sposób swoje dzieci od losu ich ojca i od tego losu, jaki im zagrażał, w razie gdybym zmuszony był je opuścić. Gdybym je ustąpił pani d’Epinay lub księżnej Luxembourg, które bądź przez przyjaźń, bądź przez wspaniałomyślność lub z innej jakiej pobudki chciały się nimi później zająć, czy byłyby przez to szczęśliwsze, czy wyrosłyby bodaj na uczciwych ludzi? Nie wiem; ale jestem pewien, że nauczono by je nienawidzić, może zaprzeć się swych rodziców: lepiej, po stokroć lepiej, iż nie znały ich zupełnie.
Trzecie dziecko oddano tedy do podrzutków, jak i dwoje poprzednich; tak samo stało się z dwojgiem następnych; miałem ich bowiem ogółem pięcioro. Sposób ten wydawał się tak dobry, tak rozsądny, tak uprawniony, że jeśli nie chlubiłem się nim otwarcie, to jedynie przez wzgląd na matkę; ale mówiłem o tym wszystkim, których wtajemniczyłem w swoje związki; mówiłem Diderotowi, Grimmowi; powiedziałem, w następstwie, pani d’Epinay, i szczerze, bez wszelkiego przymusu, mogąc łatwo ukryć to całemu światu; pani Gouin bowiem była to uczciwa kobieta, bardzo dyskretna, na którą mogłem liczyć zupełnie. Jedyny z przyjaciół, któremu miałem niejaką rację się zwierzyć, był to lekarz Thierry; pielęgnował biedną „ciotkę” w jednej ze słabości, którą przebyła osobliwie ciężko. Jednym słowem, nie czyniłem żadnej tajemnicy ze swego postępowania, nie tylko dlatego, iż nigdy nie umiałem niczego ukrywać przed przyjaciółmi, ale ponieważ, w istocie, nie widziałem w tym nic złego. Wszystko zważywszy, wybrałem dla swoich dzieci to, co najlepsze, lub bodaj to, co uważałem za najlepsze. Byłbym pragnął, dziś jeszcze to mówię, wychować się i wzróść tak jak one.
Równocześnie i pani Le Vasseur poczyniła pewne zwierzenia, ale w widokach mniej bezinteresownych. Przeze mnie weszła ona, podobnie jak i córka, w stosunki z panią Dupin, która przez przyjaźń dla mnie odnosiła się do nich z niezmierną dobrocią. Stara Le Vasseur wtajemniczyła ją w sekret córki. Pani Dupin, osoba dobra i szlachetna, której stara Le Vasseur nie wspominała, jak skrupulatnie, mimo skromnych zasobów, starałem się opatrzyć wszystkie ich potrzeby, przyczyniała się ze swej strony do ciężarów domowych. Na rozkaz matki Teresa kryła to przede mną przez cały czas pobytu w Paryżu; wyznała rzecz całą dopiero w Pustelni, w następstwie innych wynurzeń. Nie wiedziałem, że pani Dupin, która nigdy niczym nie zdradziła się przede mną, miała tak dobre informacje; nie wiem jeszcze dotąd, czy pani de Chenonceaux, jej synowa, miała je również; ale co się tyczy pani de Francueil, pasierbicy, wiedziała na pewno o wszystkim i nie umiała zmilczeć. Dała mi to poznać następnego roku, skoro już opuściłem ich dom. To skłoniło mnie, iż napisałem do niej w tym przedmiocie list, który znajduje się w mych zbiorach. W liście tym przedstawiłem swoje pobudki, tj. te, które mogłem odsłonić, nie narażając pani Le Vasseur i jej rodziny; najważniejsze bowiem tkwiły tutaj i te zmilczałem.
Jestem pewien dyskrecji pani Dupin i przyjaźni pani de Chenonceaux, byłem pewien pani de Francueil, która zresztą umarła na długi czas przed rozgłoszeniem mej tajemnicy. Mogła ona wyjść jedynie od ludzi, którym ją powierzyłem, i w istocie wyszła na jaw dopiero po zerwaniu z nimi. Przez ten sam fakt wydali na siebie wyrok. Nie chcąc rozgrzeszać się z nagany, na którą zasługuję, wolę wszelako stać pod tym zarzutem niż pod owym, jaki oni ściągnęli na siebie swą niegodziwością. Wina moja jest wielka, ale źródłem jej był błąd; zaniedbałem swoje obowiązki, ale chęć szkodzenia komuś nie postała w mym sercu, uczucia zaś ojca nie mogły przemawiać zbyt potężnie na rzecz dzieci, których nigdy nie oglądałem na oczy. Ale zdradzić zaufanie przyjaźni, pogwałcić najświętszy ze wszystkich paktów, rozgłaszać tajemnice przelane w nasze łono, znajdować rozkosz w bezczeszczeniu przyjaciela, którego się oszukało i który, nawet rozstając się z nami, zachował względy szacunku — to już nie są błędy, to nikczemność duszy i podłość.
Przyrzekłem mą spowiedź, a nie usprawiedliwienie; toteż kończę na tym. Moją rzeczą jest być szczerym, rzeczą czytelnika być sprawiedliwym. Nie zażądam odeń nigdy niczego więcej.
Małżeństwo pana de Chenonceaux uczyniło mi dom jego matki tym milszym jeszcze, dzięki przymiotom i talentom młodej pani, osoby ze wszech miar uroczej i która zdawała się mnie wyróżniać spośród skrybów pana Dupin. Była to jedyna córka wicehrabiny de Rochechouart, wielkiej przyjaciółki hrabiego de Frièse, a tym samym i Grimma, który był jego zaufanym. Mimo to, ja to wprowadziłem go do córki; ale usposobienia ich nie zgadzały się i znajomość nie doprowadziła do zbliżenia. Grimm, który już wówczas zdradzał skłonności praktyczne, przełożył matkę, osobę wielkiego świata, nad córkę, która szukała jedynie przyjaciół pewnych i miłych jej sercu, nie mieszając się do żadnych intryg i nie starając się o wpływy u możnych. Pani Dupin, nie znajdując w pani de Chenonceaux uległości, jakiej się w niej spodziewała, była dla niej w życiu domowym dość przykra; pani zaś de Chenonceaux, świadoma swej wartości, może i dumna ze swego urodzenia, wolała raczej wyrzec się powabów towarzystwa i przebywać prawie sama w swych pokojach niż znosić jarzmo, do którego nie czuła się stworzona. To pewnego rodzaju wygnanie pomnożyło moją sympatię, przez tę wrodzoną skłonność, która pociąga mnie ku nieszczęśliwym. Znalazłem w niej umysł filozoficzny i myślący, mimo iż trochę skłonny do sofistyki. Rozmowy nasze, bynajmniej nie takie, jakich by się można spodziewać po młodej kobiecie wychodzącej wprost z klasztoru, miały dla mnie wiele powabu. Nie miała wówczas ani dwudziestu lat; cera olśniewającej białości, kibić wysmukła i zgrabna, gdyby się była lepiej trzymała; włosy popielatoblond, niezwykle piękne, przypominały mi włosy biednej mamusi w kwiecie jej wieku i poruszały żywo me serce. Ale surowe zasady, które sobie świeżo zbudowałem i których postanowiłem trzymać się za wszelką cenę, ubezpieczały mnie od młodej pani i jej uroków. Spędzałem z nią całe lato po parę godzin dziennie sam na sam, objaśniając jej poważnie arytmetykę i nudząc ją mymi wiekuistymi cyframi, bez jednego tkliwszego słowa ani spojrzenia. W kilka lat później nie byłbym tak rozsądny albo tak szalony; ale napisane było, iż miałem kochać prawdziwą miłością tylko jeden raz w życiu i że inna niż ona ma otrzymać pierwsze i ostatnie westchnienia mego serca.
Od czasu jak zadomowiłem się u pani Dupin, zadowalałem się zawsze losem, nie objawiając żadnej chęci poprawienia go. Podwyżka, jaką ta pani łącznie z panem de Francueil pomnożyła moje wynagrodzenie, pochodziła wyłącznie z ich własnego popędu. Tego roku Francueil, którego przyjaźń dla mnie wzrastała z każdym dniem, pomyślał nad tym, aby mi zapewnić byt nieco dostatniejszy i trwalszy. Jak wspomniałem, był on generalnym dzierżawcą finansów. Dudoyer, jego kasjer, był to człowiek stary, bogaty, i chciał wycofać się ze swego stanowiska. Francueil ofiarował mi to miejsce. Aby posiąść wiadomości potrzebne do tej funkcji, miałem uczęszczać przez kilka tygodni do pana Dudoyer i obeznać się z czynnością. Ale czy brakło mi talentu po temu, czy Dudoyer, który, o ile mi się zdało, życzył sobie innego następcy, nie okazywał dobrych chęci w pouczaniu, dość że nauka szła licho i pomału. Cały ten system rachunków, z umysłu powikłanych, nie mógł mi nigdy dobrze wejść do głowy. Mimo to, nie posiadłszy wszystkich arkanów rzemiosła, obznajmiłem się z ogólnym tokiem na tyle, aby je móc gładko wykonywać. Zacząłem nawet swoje funkcje. Prowadziłem rejestra i kasę; wypłacałem i odbierałem pieniądze, kwity; i mimo że mam równie mało upodobania co talentu do tego zawodu, utemperowany doświadczeniem lat, byłem skłonny zwyciężyć swą niechęć, aby w zupełności poświęcić się nowej karierze. Na nieszczęście, kiedy już zaczynałem wchodzić w tę kolej, Francueil wybrał się w małą podróż, podczas której zlecono mi opiekę nad jego kasą, zawierającą zresztą nie więcej niż dwadzieścia pięć do trzydziestu tysięcy franków. Troski, niepokoje, o jakie mnie przyprawił ten depozyt, dały mi uczuć, że nie jestem stworzony na kasjera; i nie wątpię, iż zgryzoty przebyte przez czas tej nieobecności przyczyniły się do choroby, w jaką popadłem za jego powrotem.
Powiedziałem w pierwszej części, że przyszedłem na świat umierającym. Wrodzona wada pęcherza przyprawiała mnie w pierwszych latach o ustawiczne niemal zatrzymanie moczu; ciotka Zuzia, która opiekowała się mną w tym czasie, ledwie z niesłychanym mozołem zdołała mnie utrzymać przy życiu. Powiodło się jej wszelako; silna natura wzięła wreszcie górę. W epoce młodości zdrowie moje skrzepiło się tak dalece, iż wyjąwszy zagadkową chorobę, której historię opowiedziałem, oraz przymus częstego oddawania moczu, który przy najmniejszym podnieceniu stawał się bardzo dolegliwy, doszedłem trzydziestu lat prawie bez śladu pierwotnego niedomagania. Ponowne objawy wystąpiły po raz pierwszy po przybyciu do Wenecji. Trudy podróży i straszliwe gorąca, jakie przecierpiałem, przyprawiły mnie o spiekotę moczu i bóle w nerkach, gnębiące mnie aż do zimy. Po sprawie z Padoaną uważałem się już za nieboszczyka, mimo iż, bezwarunkowo, nie doznałem najmniejszego uszczerbku. Wyekspensowawszy550 się więcej wyobraźnią niż ciałem dla pięknej Zulietty, czułem się lepiej niż kiedykolwiek. Dopiero po uwięzieniu Diderota wysiłek połączony z wędrówkami do Vincennes, podczas straszliwego ówczesnego upału, sprowadziły gwałtowny atak nerkowy, od którego nigdy już nie odzyskałem pierwotnego zdrowia.
W porze, o której mówię, zmęczywszy się może nieco uprzykrzoną pracą przy tej przeklętej kasie, zapadłem gorzej niż kiedykolwiek i przebyłem kilka tygodni w łóżku w stanie najsmutniejszym, jaki sobie można wyobrazić. Pani Dupin przysłała mi słynnego Moranda551, który mimo całej zręczności i delikatności ręki, sprawił mi niesłychane cierpienia i nie zdołał mimo to wprowadzić sondy. Poradził mi spróbować pomocy Darana552, którego sondy, bardziej giętkie, zdołały w istocie przebyć cewkę. Zdając pani Dupin sprawę z mego stanu, Morand oświadczył, iż mam przed sobą najwyżej pół roku. Wyrok ten, który doszedł mych uszu, pobudził mnie do poważnych refleksji nad moim stanem. Pomyślałem, jaką głupotą jest poświęcać spokój i przyjemność niewielu dni, które mi zostały, poddając się jarzmu rzemiosła, do którego czułem jedynie odrazę. Zresztą, jak pogodzić surowe zasady, które właśnie przyjąłem, z zawodem tak mało z nimi zgodnym? Jaką będę miał minę jako kasjer generalnego dzierżawcy, ja, który głoszę ubóstwo i bezinteresowność? Idee te tak żywo zaczęły kipieć w mej głowie podczas gorączki i kombinowały się z taką siłą, że nic mnie już nie mogło od nich oderwać. Podczas rekonwalescencji utwierdziłem się, na chłodno, w postanowieniach powziętych w stanie maligny553. Wyrzekłem się na zawsze wszelkiej myśli o majątku i karierze. Umyśliwszy spędzić w niezależności i ubóstwie resztkę dni, które mi zostały, wytężyłem wszystkie siły, aby skruszyć kajdany opinii i aby nieustraszenie czynić to, co mi się wyda dobrym, nie troszcząc się zgoła o sąd ludzi. Przeszkody, które trzeba mi było zwalczyć i wysiłki, które poniosłem, aby odnieść nad nimi tryumf, są wprost nie do wiary. Powiodło mi się o tyle, o ile to było możliwe, a więcej niż sam się spodziewałem. Gdybym równie skutecznie strząsnął jarzmo przyjaźni co jarzmo opinii, byłbym osiągnął w pełni swój cel, największy może lub przynajmniej najużyteczniejszy dla cnoty, jaki kiedykolwiek powzięto na ziemi. Ale podczas gdy deptałem nogami niedorzeczne sądy pospolitej ciżby ludzi rzekomo możnych i mądrych, dałem się opanować i prowadzić jak dziecko mniemanym przyjaciołom, którzy, zazdrośni, iż widzą mnie kroczącym samotnie po nowej drodze, niby to troszcząc się silnie o moje szczęście, zajmowali się w istocie jedynie tym, aby mnie okryć śmiesznością. Zaczęli pracę od tego, aby się starać mnie poniżyć, później zaś wytężyli wszystkie siły, aby mnie zniesławić. Nie tyle moja sława literacka, co reforma osobistego życia, której epokę tu zaznaczam, ściągnęła na mnie ich zazdrość. Byliby mi może przebaczyli, iż zabłysnąłem w sztuce pisania; ale nie mogli mi przebaczyć, iż postępowaniem swoim daję przykład, który się im zdawał niewygodny. Byłem zrodzony do przyjaźni; łatwe i pojednawcze moje usposobienie poddawało się jej bez trudu. Póki żyłem bez szerokiego rozgłosu, posiadałem miłość wszystkich, którzy mnie znali, i nie miałem ani jednego wroga; ale skoro tylko zyskałem imię, natychmiast straciłem przyjaciół. To było bardzo wielkie nieszczęście; większym jeszcze było to, iż otaczali mnie ludzie, którzy stroili się w miano przyjaciół i używali praw, jakie im ono dawało, jedynie po to, aby mnie ciągnąć do zguby. Dalszy ciąg tych pamiętników ujawni ten wstrętny spisek; wskazuję tu tylko jego pochodzenie; niebawem ujrzycie pierwszy zawiązek.
W niezależności, jaką pragnąłem zachować, trzeba było wszelako żyć. Wymyśliłem sposób bardzo prosty, mianowicie przepisywać nuty, po tyle a tyle za stronę. Gdyby jakieś poważniejsze zatrudnienie mogło osiągnąć ten sam cel, byłbym się go chwycił; ale ponieważ talent ten przypadał do mego usposobienia, a zarazem był jedynym, który bez osobistej zależności mógł mi, z dnia na dzień, dostarczyć chleba, postanowiłem się go trzymać. Mając się za skazanego na śmierć, uważałem się za wyzwolonego zarówno z przezorności na przyszłość, jak z próżności; z lekkim sercem tedy z kasjera przedzierzgnąłem się w kopistę. Przekonałem się, iż wiele zyskałem na tym wyborze, i tak dalece nie żałowałem go, iż rzuciłem swoje rzemiosło jedynie z musu, aby je podjąć z powrotem, skoro tylko będę mógł.
Rozgłos mej pierwszej rozprawy ułatwił mi wprowadzenie w życie tego zamysłu. Kiedy otrzymałem za nią nagrodę, Diderot podjął się zająć drukiem. Podczas gdy leżałem w łóżku, przesłał mi bilecik, oznajmiając o wydaniu i powodzeniu utworu. „Efekt niebotyczny, porywający — pisał — nie było przykładu podobnego tryumfu”. Ta przychylność publiczności, bynajmniej nie wypracowana, i to dla zgoła nieznanego autora, dała mi pierwszą prawdziwą pewność mego talentu, o którym mimo wewnętrznego poczucia aż dotąd zawsze wątpiłem. Zrozumiałem całą korzyść, jaką mogę stąd wyciągnąć dla swego postanowienia; spodziewałem się, iż kopiście o pewnym literackim rozgłosie nie będzie prawdopodobnie zbywało na robocie.
Skoro tylko powziąłem postanowienie i dobrze się w nim umocniłem, napisałem bilecik do pana de Francueil, zawiadamiając go o tym oraz dziękując mu, równie jak pani Dupin, za życzliwość. Równocześnie prosiłem ich, aby zechcieli w potrzebie uważać się za moich klientów. Francueil, nie rozumiejąc mego listu i sądząc, że to jeszcze paroksyzm gorączki, przybiegł do mnie; ale zastał mnie tak niewzruszonym w postanowieniu, iż nie zdołał go zachwiać. Pożegnał się ze mną i pobiegł opowiedzieć pani Dupin i całemu światu, żem oszalał. Pozwoliłem ludziom mówić i robiłem swoje. Zacząłem przeobrażenie od stroju; porzuciłem złote wyszycia i białe pończochy, wdziałem gładką perukę, odpasałem szpadę; sprzedałem zegarek, powiadając sobie z nieopisaną radością: „Dzięki Bogu, nie będę już potrzebował wiedzieć, która godzina”. Pan de Francueil był na tyle względny, iż czekał dość długo, nim rozrządził posadą kasjera. Wreszcie, widząc, iż nic ze mną nie wskóra, oddał ją panu d’Alibard, niegdyś wychowawcy młodego Chenonceaux, znanemu w świecie botaników przez swą Flora parisiensis554.
Mimo tej surowej reformy w zakresie odzieży, nie rozciągałem jej zrazu na bieliznę, którą miałem ładną i obfitą (pozostałość mojej wyprawki weneckiej) i do której bardzo byłem przywiązany. Kładąc ambicję w wyszukanej czystości, uczyniłem z bielizny przedmiot zbytku, którego koszt nie był rzeczą obojętną. Ktoś oddał mi tę przysługę, iż uwolnił mnie od tej niewoli. W wilię Bożego Narodzenia, podczas gdy moje „gosposie” były na nieszporach, ja zaś na jakimś koncercie religijnym, wyważono drzwi od strychu, gdzie wisiała cała nasza bielizna po świeżym praniu. Skradziono wszystko, między innymi czterdzieści dwie koszule z bardzo pięknego płótna, które stanowiły podstawę moich zasobów. Sąsiedzi opisali dość dokładnie człowieka, którego widziano, jak wychodził z domu, unosząc zawiniątka: z opisu tego równie Teresa, jak ja domyśliliśmy się jej brata, który znany był jako wielkie nicdobrego. Matka odparła żywo to podejrzenie; ale potwierdziło je tyle oznak, iż przetrwało w nas ono mimo wszystko. Nie śmiałem czynić ściślejszych dochodzeń, z obawy bym się nie dowiedział więcej, niżbym pragnął. Ów brat nie pokazał się już u mnie i znikł w końcu zupełnie. Ubolewałem nad losem Teresy i swoim, iż związani jesteśmy z rodziną tak wątpliwej wartości; upomniałem ją, żywiej niż kiedykolwiek, aby strząsnęła z siebie to niebezpieczne jarzmo. Przygoda ta wyleczyła mnie z namiętności do pięknej bielizny; od tego czasu noszę jedynie bardzo pospolitą, bardziej zgodną z resztą stroju.
Dopełniwszy w ten sposób przeobrażenia, myślałem już tylko o tym, aby je uczynić pewnym i trwałym, starając się wydrzeć z serca wszystko, co w nim wiązało się jeszcze z sądem ludzi, wszystko, co mogło, przez obawę ich przygany, odwrócić mnie od tego, co jest samo w sobie dobre i rozsądne. Dzięki rozgłosowi, jaki zyskało moje dzieło, postanowienie moje narobiło również hałasu i ściągnęło mi klientów, tak iż rozpocząłem rzemiosło dość pomyślnie. Wiele przyczyn nie pozwoliło mi wszelako uprawiać go z takim powodzeniem, jakby to było możliwe w innych okolicznościach. Najpierw, moje liche zdrowie. Atak, jaki przeszedłem, pociągnął następstwa, które nigdy nie dały mi wrócić do dawnego stanu; a sądzę, że lekarze, którym się oddałem w opiekę, sprawili mi tyleż złego co choroba. Odwiedzałem kolejno Moranda, Darana, Helwecjusza, Malouina, Thierry’ego: wszystko ludzie bardzo uczeni, wszystko moi przyjaciele, kurowali mnie każdy na swój sposób, czym nie pomogli mi zgoła, a osłabili mnie znacznie. Im więcej poddawałem się ich wskazówkom, tym bardziej żółkłem, chudłem, słabłem. Wyobraźnia moja, nastraszona ich aluzjami, oceniając mój stan wedle skutku ich kordiałów, ukazywała mi przed śmiercią jedynie szereg cierpień, zatrzymanie moczu, piasek, kamień. Wszystko, co pomaga innym, odwary, kąpiele, puszczanie krwi, pogarszało me cierpienia. Spostrzegłszy, że sondy Darana, które jedyne osiągały jakiś skutek i bez których nie sądziłem, abym mógł żyć, sprawiają mi ledwie chwilową ulgę, zacząłem, z wielkim kosztem, gromadzić olbrzymie zapasy tych sond, aby móc nosić je przez całe życie, nawet wówczas, gdyby mi Darana zbrakło. Przez jaki dziesiątek lat posługiwałem się nimi tak często, iż wraz z tym, co mi zostało, musiałem nakupić ich za jakie pięćdziesiąt ludwików. Można się domyślić, iż kuracja tak kosztowna, tak bolesna, tak uciążliwa nie pozwalała mi pracować z należytym wytężeniem. Trudno żądać od umierającego, aby wkładał zbyt wiele zapału w pracę na chleb.
Zatrudnienia literackie stanowiły nowe rozproszenie, nie mniej szkodliwe dla pracy codziennej. Ledwie pojawiła się moja rozprawa, kiedy obrońcy nauk rzucili się na mnie jak zmówieni. Oburzony tym, iż widzę tylu panów Josse555, którzy, nie rozumiejąc nawet kwestii, chcą o niej wyrokować i rozstrzygać, wziąłem za pióro i potraktowałem niektórych tak jak należało. Niejaki Gautier z Nancy, pierwszy, który popadł pod moje pióro, otrzymał srogie cięgi w liście do Grimma. Drugim był sam król Stanisław556, który nie pogardził skruszeniem kopii w szrankach ze mną. Zaszczyt, jakim było dla mnie jego wystąpienie, kazał mi wziąć odpowiedź z innego tonu; ująłem rzecz poważniej, ale nie mniej silnie i nie chybiając szacunku autorowi, odparłem w całej pełni jego pismo. Wiedziałem, iż jezuita nazwiskiem ojciec Menou557, przykładał do niego rękę. Zdałem się na moje czucie, aby odróżnić, co pochodzi od monarchy, a co od mnicha; i rzucając się bez żadnych oszczędzań na wszystkie jezuickie zdania, podniosłem mimochodem pewien anachronizm, który jak sądzę, mógł pochodzić tylko z ręki klechy. Pismo to, które nie wiem dlaczego zyskało mniejszy rozgłos niż inne moje utwory, jest, aż dotąd, dziełem jedynym w swoim rodzaju. Chwyciłem w nim nadarzającą się sposobność, aby pokazać publiczności, w jaki sposób skromny człowiek może bronić prawdy nawet przeciw monarsze. Trudno przybrać ton zarazem bardziej dumny a pełen uszanowania niż ten, który przybrałem w mej odpowiedzi. Szczęściem, miałem sprawę z przeciwnikiem, dla którego serce moje było przejęte szacunkiem i mogło, bez pochlebstwa, mu go objawić; co też uczyniłem, z dość szczęśliwym rezultatem, ale zawsze z godnością. Przyjaciele, przestraszeni za mnie, już niemal widzieli mnie w Bastylii. Nie żywiłem ani na chwilę tej obawy i miałem słuszność. Dobry król, przeczytawszy mą odpowiedź, rzekł: „Dostałem po palcach; już ich drugi raz nie wystawię”. Od tego czasu otrzymałem od niego wiele oznak szacunku i życzliwości, z tych niektóre będę miał sposobność przytoczyć; pismo zaś moje obiegło spokojnie Francję i Europę, bez zarzutu z niczyjej strony.
W niedługi czas później zyskałem nowego przeciwnika, którego się nie spodziewałem; tegoż samego pana Bordes z Lyonu, który dziesięć lat przedtem okazywał mi wiele przyjaźni i oddał różne usługi. Nie zapomniałem o nim, ale zaniedbałem go przez lenistwo; nie posłałem mu swoich utworów dla braku okazji. Zawiniłem tedy wobec niego; zaatakował mnie, przyzwoicie wszelako i w takim samym tonie go odparłem. Odpowiedział już nieco ostrzej. To dało przyczynę do mej ostatniej repliki, po której nie rzekł już nic, ale stał się moim zagorzałym nieprzyjacielem. Skorzystał z epoki moich nieszczęść, aby puszczać przeciw mnie ohydne broszury, i podjął podróż do Londynu umyślnie, aby mi szkodzić.
Cała ta polemika zaprzątnęła mnie bardzo, z wielką stratą czasu dla moich kopii, niewielkim postępem dla prawdy, a małą korzyścią dla sakiewki: ile że Pissot, wówczas mój wydawca, dawał mi za moje broszury bardzo mało, a często wcale nic. Tak na przykład nie dostałem ani szeląga za pierwszą rozprawę: Diderot oddał mu ją darmo. Trzeba było długo czekać i wyciągać grosz po groszu tę odrobinę, jaką mogłem od niego uzyskać. Tymczasem kopie leżały odłogiem. Uprawiałem dwa rzemiosła naraz, na czym zwyczajnie cierpi i jedno, i drugie.
Sprzeciwiały się sobie jeszcze i w inny sposób, a to przez różnorodny tryb życia, do jakiego mnie niewoliły. Powodzenie mych pierwszych pism wprowadziło mnie w modę. Sposób życia, który obrałem, obudził zaciekawienie; chciano poznać tego dziwnego człowieka, który nie zabiega się o nikogo i nie troszczy o nic, jak tylko aby żyć swobodnie i szczęśliwie, wedle swego rozumienia — to wystarczało, aby nie mógł tego osiągnąć. Pokój mój zaroił się ludźmi, którzy pod najrozmaitszymi pozorami zagarniali mój czas. Kobiety używały tysiącznych podstępów, aby mnie mieć na obiedzie. Im bardziej byłem szorstki z ludźmi, tym więcej się upierali. Nie mogłem odprawiać wszystkich. Robiąc sobie mnóstwo nieprzyjaciół tym, iż odrzucałem ich zabiegi, byłem mimo to w nieustannej niewoli; w jaki bądź sposób próbowałem brać się do rzeczy, nie miałem przez dzień ani godziny dla siebie.
Uczułem wówczas, że nie zawsze jest równie łatwo być biednym i niezależnym, jak to sobie człowiek wyobraża. Chciałem żyć ze swego rzemiosła, publiczność nie chciała mi pozwolić. Wymyślano tysiące sposobów, aby mnie odszkodować za czas, który mi rabowano. Niebawem trzeba by mi było się pokazywać jak pajac po tyle a tyle od głowy. Nie znam bardziej upadlającej i okrutnej niewoli. Nie widziałem innego lekarstwa, jak tylko odrzucać wszystkie podarki, wielkie i małe, i nie robić wyjątku bezwarunkowo dla nikogo. Wszystko to podrażniło jedynie zapał dobrodziejów, którzy chcieli mieć tę chlubę, iż zwalczyli mój opór i zmusili mnie, abym, wbrew woli, stał się im zobowiązany. Niejeden, który nie dałby mi talara, gdybym o to prosił, nie przestawał mnie nękać swymi ofiarami i aby się zemścić za to, iż je odrzucam, ogłaszał mą odmowę za arogancję i chęć popisu.
Można się domyślić, iż postanowienie, które powziąłem, i system, którego chciałem się trzymać, nie były do smaku pani Le Vasseur. Mimo całej bezinteresowności córka nie umiała się oprzeć matce; toteż moje „gosposie”, jak je nazywał Gauffecourt, nie zawsze były tak niezłomne jak ja. Mimo iż ukrywano mi wiele, widziałem dosyć, aby osądzić, że nie widzę wszystkiego. To mnie dręczyło, nie tyle przez obawę łatwego do przewidzenia zarzutu wspólnictwa, ile przez okrutną myśl, iż nigdy nie mogę być panem u siebie ani siebie. Prosiłem, zaklinałem, gniewałem się, wszystko bez skutku; matka przedstawiała mnie jako wiekuistego zrzędę, domowego tyrana; nie było końca tajemnym szeptom z mymi przyjaciółmi. Wszystko w domu było dla mnie sekretem i tajemnicą; aby się nie narażać bez ustanku na burze, nie śmiałem już w końcu pytać, co się dzieje. Aby się wydobyć z tego piekła, trzeba by stanowczości, do której nie byłem zdolny. Umiałem krzyczeć, ale nie działać: pozwalano mi gadać, a robiono swoje.
Te ustawne szarpaniny i codzienne przykrości, na które byłem wystawiony, zmierziły mi w końcu własne mieszkanie i pobyt w Paryżu. Skoro niedomaganie moje pozwoliło mi wyjść, a nie dałem się pociągnąć znajomym, szedłem na samotną przechadzkę; dumałem nad swoim wielkim systemem, rzucałem zeń to lub owo na papier przy pomocy czystego notatnika i ołówka, które zawsze miałem w kieszeni. Oto w jaki sposób nieprzewidziane utrapienia obranego przeze mnie stanu popchnęły mnie, niejako przez ucieczkę, do reszty w literaturę; i oto w jaki sposób we wszystkie moje pierwsze dzieła przelałem żółć i irytację będące źródłem ich powstania.
Inna rzecz przyczyniała się jeszcze do tego. Rzucony mimo woli w świat, nie posiadając jego form, niezdolny przyswoić ich sobie i poddać się im, postanowiłem przybrać ton własny, który by mnie od nich uwolnił. Ponieważ moja głupia i niezręczna nieśmiałość, której nie mogłem przezwyciężyć, miała za źródło obawę uchybienia formom, obrałem dla dodania sobie odwagi postanowienie deptania ich nogami. Stałem się cynikiem i zgryźliwcem przez wstyd; udawałem, że gardzę dwornością, której nie byłem zdolny posiąść. Prawda, iż szorstkość ta, zgodna z mymi nowymi zasadami, uszlachetniała się w mej duszy i nabierała w niej charakteru nieustraszonej cnoty; śmiem powiedzieć, iż dzięki tej to wzniosłej podstawie, utrzymałem się w roli lepiej i dłużej, niżby się można spodziewać po wysiłku tak sprzecznym z mą naturą. Wszelako mimo reputacji mizantropa558, jaką zewnętrzny wygląd i parę szczęśliwych odezwań stworzyły mi w świecie, faktem jest, iż w życiu prywatnym licho utrzymywałem się w swoim charakterze; że przyjaciele i znajomi prowadzili tego srogiego niedźwiedzia jak jagniątko, i że, ograniczając sarkazmy do prawd surowych, ale ogólnych, nigdy nikomu w świecie nie umiałem powiedzieć przykrego słowa.
Wróżek wiejski559 do reszty wprowadził mnie w modę; niebawem nie było w Paryżu bardziej poszukiwanego człowieka. Historia tej sztuki, stanowiącej poniekąd epokę, stoi w związku z dziejami mych ówczesnych stosunków. Trzeba mi bliżej omówić ten szczegół dla zrozumienia tego, co następuje.
Miałem wiele znajomości, ale tylko dwóch przyjaciół z wyboru, Diderota i Grimma. Mam wrodzoną potrzebę, aby skupiać tych, których kocham; nadto byłem przyjacielem ich obu, aby i oni nie mieli stać się niebawem przyjaciółmi. Zapoznałem ich, przypadli sobie do smaku i niebawem zżyli się z sobą bliżej niż ze mną. Diderot miał znajomości bez liku; ale Grimm, cudzoziemiec i świeży przybysz, potrzebował ich dopiero. Pomagałem mu z tym z całego serca. Zapoznałem go z Diderotem, z Gauffecourtem. Wprowadziłem go do pani de Chenonceaux, do pani d’Epinay, do barona d’Holbach560, z którym znalazłem się w stosunkach niemal mimo woli. Wszyscy moi bliscy stali się jego przyjaciółmi, to było całkiem proste; ale żaden z jego przyjaciół nie stał się nigdy moim; to było mniej proste. Kiedy Grimm mieszkał u hrabiego de Frièse, zapraszał nas często do siebie na obiad; ale nigdy nie otrzymałem żadnego dowodu przyjaźni ani życzliwości ze strony hrabiego de Frièse ani hrabiego de Schomberg, jego krewnego, bardzo zażyłego z Grimmem, ani od żadnej z osób, z którymi Grimm przez nich szedł w stosunki. Wyłączam jedynego księdza Raynal561, który mimo iż jego przyjaciel, okazał się i moim, i ofiarował mi w potrzebie sakiewkę z niezwykłą w istocie szlachetnością. Ale księdza Raynal znałem na długi czas, zanim Grimm go poznał i zawsze byłem doń przywiązany, od czasu jak mi okazał niezmiernie wiele delikatności i serca w okoliczności błahej, ale której nie zapomnę nigdy.
Ów ksiądz Raynal umie być niewątpliwie gorącym przyjacielem. Dał dowód tego, mniej więcej w tym właśnie czasie, wobec samego Grimma, z którym żył nader blisko. Grimm, który bywał przez jakiś czas u panny Fel na stopie prostej przyjaźni, wpadł nagle na pomysł, aby się w niej śmiertelnie zakochać i chcieć wyparować Cahusaca562. Aktorka, która uparła się zostać wierną, odprawiła z kwitkiem nowego wielbiciela. Grimm wziął rzecz tragicznie i postanowił ni mniej ni więcej jak umrzeć. Jakoż popadł z miejsca w chorobę najbardziej osobliwą, o jakiej kiedykolwiek słyszano. Spędzał dnie i noce w nieprzerwanym letargu, z otwartymi oczyma, z pulsem należycie bijącym, ale nie mówiąc, nie jedząc, nie ruszając się, zdając się niekiedy słyszeć, ale nie odpowiadając nigdy, nawet znakiem; zresztą bez niepokojów, bez bólu, gorączki, w takiej martwocie jak gdyby był umarły. Ksiądz Raynal i ja czuwaliśmy przy nim na zmianę; ksiądz, silniejszy i zdrowszy, spędzał przy chorym noce, ja dnie, tak że nigdy nie zostawialiśmy go samego; jeden nie oddalał się, nim drugi przybył. Hrabia de Frièse, zaniepokojony, sprowadził Senaca, który zbadawszy dobrze pacjenta, powiedział, że to nic, i nic też nie przepisał. Obawa o przyjaciela sprawiła, iż bacznie śledziłem zachowanie lekarza; ujrzałem, iż wychodząc, uśmiechnął się. Mimo to chory został tak szereg dni bez ruchu, nie biorąc do ust ani łyżki rosołu, ani czego bądź innego, prócz trochy563 smażonych wisien, które od czasu do czasu kładłem mu na język i które łykał bardzo dobrze. Jednego pięknego ranka wstał, ubrał się i podjął zwykły tryb życia; po czym, o ile mi wiadomo, nigdy nie wspomniał ani mnie, ani księdzu Raynal, ani nikomu o tym osobliwym letargu ani też o opiece, jakąśmy nad nim roztoczyli.
Mimo to zdarzenie narobiło hałasu; i byłoby to zaiste cudowne wydarzenie, gdyby okrucieństwo baletniczki z Opery miało przyprawić człowieka o śmierć z rozpaczy. Ta bohaterska namiętność wprowadziła Grimma w modę; ogłaszano go za cudo miłości, przyjaźni, przywiązania wszelkiego rodzaju. Opinia ta sprawiła, iż zaczęto go rozrywać i fetować w wielkim świecie, a tym samym oddaliła go ode mnie, który zawsze istniałem dlań jedynie w braku czego lepszego. Niebawem ujrzałem, iż bliski jestem postradania go zupełnie; na przekór bowiem wielkim uczuciom, którymi się popisywał, to ja raczej, z mniejszą ostentacją, żywiłem je dla niego. Byłem bardzo rad z jego powodzenia w świecie, ale żal mi było, iż dzieje się to kosztem zapomnienia o przyjacielu. Rzekłem mu jednego dnia: „Grimm, zaniedbujesz mnie; przebaczam ci. Skoro pierwsze odurzenie hałaśliwymi tryumfami przeminie i kiedy odczujesz ich pustkę, mam nadzieję, że wrócisz do mnie: odnajdziesz mnie zawsze. Co się tyczy obecnej chwili, nie krępuj się; zostawiam ci swobodę i czekam twego powrotu”. Odparł, iż mam słuszność, urządził się w tym duchu i poprowadził rzecz tak gładko, iż odtąd widywałem go już tylko razem z innymi wspólnymi przyjaciółmi.
Głównym naszym punktem zbornym (zanim Grimm związał się z panią d’Epinay tak blisko, jak to miało nastąpić w przyszłości) był dom barona d’Holbach. Ów baron był to syn dorobkiewicza; cieszył się dość ładną fortuną, której używał w szlachetny sposób, przyjmując u siebie ludzi talentu i zasług, sam, dzięki swej wiedzy i wykształceniu, zajmując godne między nimi miejsce. Od dawna zażyły z Diderotem, poszukiwał za jego pośrednictwem zbliżenia ze mną, nim jeszcze moje imię nabrało rozgłosu. Jakaś naturalna odraza długo nie pozwalała mi odpowiedzieć jego zabiegom. Jednego dnia, kiedy mnie pytał o przyczynę mego uprzedzenia, rzekłem: „Jesteś pan zbyt bogaty”. Uparł się i zwyciężył wreszcie. Moim największym nieszczęściem było to, iż nigdy nie umiałem się oprzeć serdecznym naleganiom. Nigdy nie wyszło mi na dobre, ilekroć ustąpiłem.
Wspomnę o innej jeszcze znajomości, która stała się przyjaźnią natychmiast, skoro zyskałem prawo do zabiegania się o nią: była to znajomość z Duclosem564. Minęło wówczas już kilka lat, jak spotkałem go po raz pierwszy w Chevrette, u pani d’Epinay, z którą był bardzo zażyle. Widzieliśmy się tylko przy stole; wyjechał tegoż samego dnia; ale rozmawialiśmy przez chwilę po obiedzie. Pani d’Epinay mówiła mu o mnie i o mojej operze Tkliwe muzy. Duclos, sam nadto utalentowany, aby miał nie cenić talentu, zapalił się do mnie i prosił, bym go odwiedził. Mimo dawnej już sympatii, wzmocnionej jeszcze osobistą znajomością, nieśmiałość moja, lenistwo, wstrzymywały mnie póty, póki poza jego uprzejmością nie miałem wobec niego innego tytułu. Dopiero zachęcony pierwszym powodzeniem i pochwałami Duclosa, o których mi doniesiono, poszedłem doń, on odwiedził mnie wzajem i tak zaczęły się stosunki, które mi go zawsze będą czyniły drogim i którym, poza świadectwem własnego serca, zawdzięczam to przekonanie, iż uczciwość i prostota mogą kojarzyć się niekiedy z zawodem pisarskim.
Wiele innych związków mniej trwałych, o których nie wspominam tutaj, było następstwem mych pierwszych sukcesów. Trwały one póty, póki nie nasyciła się ciekawość. Byłem osobliwością na krótką metę: skoro ktoś raz mnie widział, nie było nazajutrz nic nowego do oglądania. Jedna kobieta wszelako, która zabiegała się w tym czasie o moją znajomość, wytrwała dłużej niż inne: margrabina de Créqui565, siostrzenica posła de Froulay, ambasadora maltańskiego. Brat posła był poprzednikiem pana de Montaigu w ambasadzie weneckiej; toteż po powrocie stamtąd przedłożyłem mu swoje służby. Pani de Créqui napisała do mnie; poszedłem ją odwiedzić; powzięła dla mnie sympatię. Bywałem u niej niekiedy na obiedzie; spotykałem wielu ludzi pióra, między innymi pana Saurin566, autora Spartaka, Barnevelta etc., który później stał się mym zaciętym wrogiem. Nie znam żadnej przyczyny po temu, chyba tę, że noszę nazwisko człowieka, którego ojciec pana Saurin prześladował w sposób nader szpetny567.
Można z tego widzieć, iż jak na kopistę, który powinien być zajęty swym rzemiosłem od rana do wieczora, prowadziłem życie dość rozproszone. To wszystko sprawiało, iż dzienny mój zarobek nie bywał zbyt wydatny, jak również nie pozwalało mi dostatecznie zwracać uwagi na mą pracę; toteż więcej niż połowę czasu, który mi zostawiano, traciłem na mazaniu lub wyskrobywaniu błędów, lub zaczynaniu na nowo całego arkusza. Utrapienia te czyniły mi pobyt w Paryżu z każdym dniem bardziej nieznośnym i kazały z upragnieniem szukać schronienia na wsi. Niejednokrotnie puszczałem się, aby spędzić kilka dni w Marcoussis; pani Le Vasseur znała tam wikarego, u którego kwaterowaliśmy się wszyscy, w sposób nie przyczyniający mu zbytniego kłopotu. Grimm wybrał się tam raz z nami568. Wikary miał ładny głos, śpiewał wcale dobrze i mimo że nie czytał nut, uczył się swojej partii bardzo łatwo i wiernie. Spędzaliśmy czas śpiewając moje tercety z Chenonceaux. Ułożyłem i kilka nowych, do słów skleconych na poczekaniu przez Grimma i wikarego. Nie mogę odżałować tych tercetów, ułożonych i śpiewanych w chwilach bardzo czystej radości; zostawiłem je w Wooton wraz ze wszystkimi nutami. Panna Davenport zużyła je już może na papiloty; ale warte były, aby je zachować; zwłaszcza pod względem kontrapunktu są bardzo udatne. Po jednej z tych wycieczek, w czasie których byłem tak rad, iż widzę ciotkę zadowoloną i wesołą, i w czasie których sam czułem się tak dobrze, skreśliłem do wikarego, bardzo pospiesznie i lada jako, list wierszem, który znajdzie się w mych papierach.
Miałem w pobliżu Paryża jeszcze inne schronienie, bardzo miłe, u pana Mussard, mego krajana, krewnego i przyjaciela, który stworzył sobie w Passy rozkoszne ustronie. Spędziłem tam wiele lubych i spokojnych chwil. Mussard był to jubiler, człowiek nader do rzeczy, który zdobywszy w swym zawodzie uczciwą fortunkę i wydawszy jedyną córkę za pana de Valmalette, syna bankiera i burgrabiego królewskiego, powziął roztropne postanowienie, aby na stare lata opuścić handel oraz inne sprawy i uszczknąć parę chwil spoczynku i wywczasu pomiędzy kłopotami życia a melancholią zgonu. Poczciwy Mussard, prawdziwy filozof w praktyce, żył sobie bez troski w domku, który sam zbudował, i w bardzo ładnym ogrodzie zasadzonym własnymi rękami. Przekopując przy tej okazji ziemię, znalazł jakieś kopalne muszle, i to w takiej obfitości, iż rozgrzana jego wyobraźnia widziała odtąd w naturze jeno same muszle i że w końcu uwierzył na dobre, iż wszechświat składa się wyłącznie z muszli, szczątków muszli i że cała ziemia jest jedynie ich produktem. Wciąż zajęty tym przedmiotem i swymi osobliwymi odkryciami, zapalił się do tych idei tak, że byłyby się wreszcie zmieniły w jego głowie w system, to znaczy w szaleństwo, gdyby, bardzo szczęśliwie dla jego rozsądku, ale bardzo nieszczęśliwie dla przyjaciół, którzy go kochali, śmierć nie była go im wydarła, po bardzo osobliwej i okrutnej chorobie. Był to guz w żołądku, ciągle powiększający się, który nie pozwolił mu jeść i w końcu po paru latach cierpień doprowadził do głodowej śmierci. Nie mogę sobie, bez ściśnięcia serca, wspomnieć ostatnich chwil tego biednego i godnego człowieka. Przyjmując jeszcze z żywą przyjemnością Leniepsa569 i mnie, dwóch jedynych przyjaciół, których widok jego cierpień nie odstręczył aż do ostatniej godziny, pożerał oczyma posiłek, którym nas ugaszczał, sam ledwie mogąc połknąć kilka kropel leciutkiej herbaty, a i tę musiał zwracać za chwilę. Ale przed ową epoką cierpienia ileż spędziłem u niego przyjemnych chwil, wraz z wybranym kołem przyjaciół, których gromadził w swym domu! Na ich czele stawiam księdza Prévost570, człowieka wielkiego uroku i prostoty, który własnym sercem ożywiał swoje godne nieśmiertelności utwory i który w rozmowie ani w obcowaniu nie miał nic z owego posępnego zabarwienia, które dawał swoim dziełom; lekarza Prokopa571, małego Ezopka nie wolnego od ciekawości do kobiet; Boulangera572, słynnego pośmiertnego autora Wschodniego despotyzmu; on to, zdaje mi się, podsycał systemy Mussarda co do trwania świata. Z kobiet pani Denis, siostrzenica Woltera, która będąc wówczas jedynie poczciwą kobieciną, nie wzbijała się w górnolotne strefy; pani Vanloo, niepiękna, to pewna, ale urocza i śpiewająca jak anioł; sama pani de Valmalette wreszcie, śpiewająca również i która, mimo iż bardzo chuda, byłaby nader powabna, gdyby mniej się siliła w tym względzie. Takie było mniej więcej towarzystwo pana Mussard, które byłoby mi dosyć przypadło do smaku, gdyby sam na sam z nim, wraz z jego muszlomanią, nie było mi jeszcze milsze; mogę powiedzieć, iż przez więcej niż pół roku pracowałem nad jego zbiorem z takąż przyjemnością co on sam.
Pan Mussard utrzymywał od długiego już czasu, że wody w Passy będą bardzo zbawienne na moje cierpienia, i zachęcał mnie, abym rozgościł się na jakiś czas u niego. Aby się nieco wydrzeć z miejskiego zgiełku, poddałem się wreszcie i spędziłem w Passy tydzień czy dziesięć dni, które zrobiły mi więcej dobrego tym, że byłem na wsi, niż że piłem wody. Mussard grywał na wiolonczeli i namiętnie lubił włoską muzykę. Jednego wieczora, przed pójściem na spoczynek, mówiliśmy wiele o tym przedmiocie, a zwłaszcza o operach buffa573, które obaj widywaliśmy we Włoszech i obaj byliśmy nimi zachwyceni. W nocy, nie mogąc spać, zacząłem dumać, w jaki sposób można by się wziąć do rzeczy, aby dać publiczności francuskiej pojęcie o tego rodzaju dramacie; Miłostki Ragondy574 bowiem zgoła nie były doń podobne. Rano, przechadzając się i pijąc wody, skleciłem bardzo naprędce kilkanaście wierszy i podłożyłem pod nie melodię, która urodziła mi się w głowie w czasie ich pisania. Gryzmoliłem to wszystko w dzikiej altanie, położonej w górnej części ogrodu; przy herbacie nie mogłem się wstrzymać, aby nie pokazać tych aryjek Mussardowi i pannie Duvernois, jego gospodyni, zacnej i miłej osobie. Trzy ustępy, które naszkicowałem, to pierwszy monolog, Straciłam swego miłego; aria wróżka: Miłość wzrasta, gdy się trwoży; i ostatni duet: Colinie, błagam cię, na wieki etc. Tak dalece nie wyobrażałem sobie, aby to było warte dalszego trudu, iż gdyby nie oklaski i zachęty obojga słuchaczy, miałem już wrzucić do ognia swoje świstki i zapomnieć o nich, jak już tyle razy zrobiłem z utworami co najmniej równej wartości: ale tak gorąco zaczęli mnie zagrzewać, iż w niespełna tydzień dramacik był niemal gotowy, a cała muzyka naszkicowana, tak iż w Paryżu zostało mi jedynie dorobić trochę recytatywów i akompaniamentu. Wykończyłem wszystko tak szybko, iż w trzy tygodnie partie były przepisane na czysto i gotowe do wystawienia. Brakło jedynie baletu, który napisałem dopiero znacznie później.
(1752) Podniecony pisaniem tego utworu, pałałem wielką ochotą usłyszenia go. Byłbym dał wszystko w świecie, aby go móc oglądać wedle mojej myśli, przy zamkniętych drzwiach, jak podobno Lulli575 kazał raz odegrać Armidę dla samego siebie. Ponieważ mogłem posiąść tę przyjemność jedynie dzieląc ją z publicznością, trzeba było koniecznie, chcąc uzyskać wystawienie mej sztuki, przedstawić ją w Operze. Na nieszczęście była ona w rodzaju zupełnie nowym, do którego uszy jeszcze nie nawykły; zresztą, niepowodzenie Tkliwych Muz pozwalało mi przewidywać odrzucenie Wróżka, gdybym go przedstawił pod swoim nazwiskiem. Duclos wydobył mnie z kłopotu: podjął się uzyskać próbę bez wyjawienia autora. Aby się nie zdradzić, nie pokazałem się na próbie, tak iż nawet kierujący orkiestrą nie wiedział, kto jest autorem, póki powszechny poklask nie potwierdził wartości dzieła. Wszyscy, którzy je słyszeli, wyszli zachwyceni, tak iż nazajutrz w całym Paryżu sukces mój był na wszystkich ustach. Pan de Cury, intendent zabaw królewskich, obecny na próbie, oświadczył się z chęcią wystawienia opery na dworze. Duclos, który znał moje intencje, sądząc, iż będę jeszcze mniej panem swej sztuki na dworze niż w Paryżu, odmówił. Cury zażądał jej z urzędu, Duclos nie ustępował; spór stał się tak żywy, iż jednego dnia już mieli wyjść z Opery dla skrzyżowania broni, gdyby ich nie rozdzielono. Chciano odwołać się do mnie; odesłałem rzecz z powrotem do Duclosa. Trzeba było wrócić do niego. Książę d’Aumont wdał się w sprawę. Wreszcie Duclos uznał za właściwe ustąpić powadze władzy i oddał sztukę celem wystawienia jej w Fontainebleau576.
Częścią utworu, do której najwięcej byłem przywiązany i w której najbardziej oddaliłem się od pospolitej drogi, był recytatyw. Był on akcentowany w sposób zupełnie nowy i szedł zgodnie z tokiem słów. Nie ośmielono się zostawić tej straszliwej innowacji, lękano się, iż może obrazić owczy pęd przyjętych narowów. Zgodziłem się, aby Francueil i Jélyotte napisali inny recytatyw, ale nie chciałem mieszać się do tego.
Kiedy wszystko było gotowe i dzień przedstawienia naznaczony, namówiono mnie na podróż do Fontainebleau dla usłyszenia choć ostatniej próby. Wybrałem się z panną Fel, Grimmem, i, zdaje mi się, księdzem Raynal, w karocy dworskiej. Próba szła nieźle; bardziej byłem z niej rad, niż się spodziewałem. Orkiestra była liczna, złożona z muzykantów Opery oraz kapeli królewskiej. Jélyotte grał Colina, panna Fel Colettę, Cuvillier wróżka; chóry wzięto z Opery. Nie wtrącałem się wiele: Jélyotte kierował wszystkim, nie chciałem kontrolować tego, co uczynił; zresztą, mimo swoich rzymskich tonów czułem się nieśmiały jak student wśród tego zebrania.
Nazajutrz, w dzień przedstawienia, udałem się na śniadanie do kawiarni. Było pełno ludzi. Mówiono o wczorajszej próbie i o trudnościach uzyskania wstępu. Oficer pewien, który rzekomo był na niej, rzekł, iż dostał się bez trudu, opowiedział obszernie, co się tam działo, odmalował autora, zdał sprawę, co czynił, co mówił; ale co mnie zdumiewało w tym opowiadaniu, dość długim, wygłoszonym z równą pewnością siebie jak prostotą, to iż nie było w nim ani jednego słowa prawdy. Było mi bardzo jasne, że ten człowiek, który tak płynnie mówi o całej próbie, nie był na niej, skoro, nie wiedząc o tym, miał przed oczyma tego autora, którego jakoby widział był tak dobrze. Najosobliwsze w tej scenie było wrażenie, jakie na mnie uczyniła. Osobnik ten był już dość poważny wiekiem, nie wyglądał ani na trutnia, ani na samochwała; fizjonomia zwiastowała człowieka nie pierwszego z brzegu, Krzyż zaś św. Ludwika577 zdradzał dawnego oficera. Zainteresował mnie, mimo swej bezczelności i wbrew mej woli. Podczas gdy rozpowiadał swoje kłamstwa, czerwieniłem się, spuszczałem oczy; byłem jak na rozżarzonych węglach; to znowuż zachodziłem w głowę, czy nie byłoby sposobu uważać go za człowieka mylącego się, ale w dobrej wierze. Wreszcie, drżąc, aby mnie kto nie poznał i nie uczynił mu afrontu, dopiłem spiesznie czekolady, nie mówiąc słowa i, przechodząc koło niego ze spuszczoną głową, wyszedłem jak mogłem najszybciej, podczas gdy zgromadzenie rozprawiało na temat jego relacji. Na ulicy spostrzegłem, że jestem cały w pocie; jestem pewien, iż gdyby mnie ktoś poznał i zawołał po imieniu, nim zdążyłem wyjść, przeszedłbym wszystkie męczarnie wstydu i zakłopotania winowajcy, jedynie przez poczucie przykrości, jaką cierpiałby ten nieborak, widząc, iż kłamstwo jego wyszło na jaw.
Oto wchodzę w jeden z owych zagadkowych okresów mego życia, o których trudno mi po prostu opowiadać, ponieważ prawie niemożliwe jest, aby samo opowiadanie nie nosiło cech krytyki lub obrony. Spróbuję wszelako zdać sprawę, jak i z jakich pobudek postępowałem, nie dodając od siebie pochwał ani przygany.
Miałem tego dnia ten sam prostacki strój, jaki przybrałem za mój zwyczajny ubiór; do tego duża broda i peruka dość niedbale uczesana. Biorąc ten brak przyzwoitości za akt odwagi, wszedłem w ten sposób do sali, gdzie za chwilę mieli wejść król, królowa, rodzina królewska i cały dwór. Usadowiłem się w loży, do której wprowadził mnie pan de Cury, jak się okazało, jego własnej. Była to wielka loża wychodząca na samą scenę, naprzeciw małej lóżki położonej wyżej, gdzie umieścił się król z panią de Pompadour. Siedziałem otoczony damami, jedyny mężczyzna, na samym przedzie loży; nie mogłem wątpić, iż pomieszczono mnie tam umyślnie, abym był na widoku. Skoro zapalono światła, widząc się w tej postaci wśród ludzi wszystkich nadzwyczaj postrojonych, zacząłem się czuć nieswojo. Zapytałem sam siebie, czy jestem na swoim miejscu i czy ubrałem się odpowiednio, i po kilku minutach niepokoju odpowiedziałem: „Tak”, ze stanowczością, która więcej może pochodziła z niemożności zaparcia się siebie niż z siły argumentów. Powiedziałem sobie: „Jestem na swoim miejscu, skoro patrzę na wystawienie swojej sztuki, będąc na nie zaproszony, napisawszy ją w tym celu i skoro, ostatecznie, nikt nie ma więcej ode mnie praw cieszyć się owocem mej pracy i talentów. Ubrałem się jak zwyczajnie, ani lepiej, ani gorzej; jeśli zacznę na nowo poddawać się w czymkolwiek opinii, niebawem stanę się znowuż we wszystkim jej niewolnikiem. Jeśli chcę być zawsze samym sobą, nie powinienem, nigdzie i nigdy, rumienić się, iż ubrałem się wedle stanu, który sobie obrałem. Wygląd mój jest prosty i zaniedbany, ale nie brudny ani niechlujny: broda nie jest sama przez się czymś plugawym, skoro natura sama nam ją dała i skoro, wedle czasu i obyczaju, bywa uważana za ozdobę. Będą mnie znajdować śmiesznym, gburem? Więc co? Cóż mi o to? Trzeba umieć ścierpieć śmieszność i potępienie, byleby nie były zasłużone”. Po tym monologu umocniłem się w duchu tak skutecznie, iż umiałbym być nieustraszony, gdyby zachodziła tego potrzeba. Ale czy to wskutek obecności monarchy, czy też szczerego usposobienia serc, dość że w zaciekawieniu, którego byłem przedmiotem, spostrzegłem same jeno oznaki uznania i przychylności. Wzruszyło mnie to do tego stopnia, iż zacząłem być niespokojny o siebie i o los sztuki, lękając się zniweczyć tak przychylne uprzedzenia, zdające się czekać jeno sposobności do zachwytu. Byłem opancerzony przeciw szyderstwu; ale życzliwe przyjęcie, którego nie oczekiwałem, uczyniło na mnie tak silne wrażenie, iż kiedy zaczynano, drżałem wręcz jak dziecko.
Niebawem nabrałem otuchy. Sztuka była bardzo źle grana pod względem aktorskim, ale dobrze śpiewana i dobrze wykonana co do muzyki. Od pierwszej sceny, która w istocie jest wzruszająca swą naiwnością, usłyszałem jak w lożach podnosi się szmer zdziwienia i zachwytu, niesłyszany dotąd przy tego rodzaju utworach. Rosnące podniecenie obiegło niebawem całą widownię, i, mówiąc językiem Monteskiusza, spotęgowało swe działanie siłą samegoż działania. Przy scenie dwojga poczciwych prostaczków wrażenie doszło szczytu. Nie jest przyjęte oklaskiwać w obecności króla; dzięki temu słyszano wszystko — sztuka i autor zyskali na tym. Słyszałem dokoła szepty kobiet, które zdawały mi się piękne jak anioły, a które mówiły między sobą: „To cudowne, urocze! Nie ma jednego tonu, który by nie mówił do serca”. Rozkosz dania wzruszenia tylu powabnym osobom wzruszyła mnie samego do łez i nie mogłem też ich wstrzymać przy pierwszym duecie, spostrzegłszy, że nie ja jeden płaczę. Na chwilę cofnąłem się duchem wstecz; przypomniałem sobie koncert u pana de Treytorens. Przypomnienie to wywarło na mnie wrażenie niewolnika trzymającego wieniec nad głową tryumfatorów, ale trwało ono krótko; niebawem oddałem się, pełno i bez innych myśli, przyjemności napawania się mą chwałą. Jestem wszelako pewny, iż w tej chwili rozkosz zmysłowa odgrywała większą rolę niż próżność autorska; z pewnością, gdyby w sali byli tylko mężczyźni, nie czułbym, jak czułem bez przerwy, palącej chęci zbierania wargami rozkosznych łez, które wyciskałem z oczu. Widziałem sztuki budzące żywszy podziw, ale nigdy nie widziałem, aby w całej widowni, zwłaszcza na dworze, w dzień pierwszego przedstawienia, panowało tak pełne, słodkie, wzruszające upojenie. Ci, którzy byli obecni, muszą pamiętać ten wieczór, wrażenie bowiem było jedyne w swoim rodzaju.
Tego samego wieczora książę d’Aumont kazał mi powiedzieć, abym się zjawił w zamku nazajutrz koło jedenastej, że mnie przedstawi królowi. Pan de Cury, który udzielił mi tego zlecenia, dodał, iż sądzi, że chodzi tu o nadanie pensji i że król sam pragnie mi to oznajmić.
Czy uwierzyłby ktoś, że noc, która nastąpiła po tak świetnym dniu, była dla mnie nocą męczarni i rozterki? Pierwsza moja myśl po otrzymaniu wiadomości o zamierzonej prezentacji stawiła mi przed oczy częstą potrzebę wychodzenia na stronę, która przysporzyła mi wiele mąk już w sam wieczór widowiska i która mogła mnie przycisnąć jutro, kiedy znajdę się w galerii lub w apartamentach króla, wśród wszystkich dygnitarzy, czekając na zjawienie się majestatu. Niedomaganie to było główną przyczyną, która mnie trzymała z dala od większych zebrań i nie pozwalała bawić dłużej w towarzystwie kobiet. Sama myśl o położeniu, w które potrzeba ta mogła mnie wtrącić, zdolna była obudzić ją we mnie i przywieść mnie do omdlenia, chyba że odważyłbym się na skandal, od którego wolałbym śmierć. Jedynie ludzie, którzy znają ten stan, mogą ocenić, jaką grozą zdolna jest przejąć obawa podobnej sytuacji.
Wyobrażałem sobie potem siebie przed obliczem króla, w chwili przedstawienia J. K. Mości, która raczy może zatrzymać się i przemówić do mnie. Jakiej bystrości i przytomności umysłu trzeba, aby coś odpowiedzieć! Moja przeklęta nieśmiałość, która paraliżuje mnie wobec lada obcego, czyż opuściłaby mnie wobec króla Francji? czy pozwoliłaby mi znaleźć w tejże chwili trafne słowo odpowiedzi? Chciałem, nie porzucając zwykłego surowego wejrzenia i tonu, okazać się tkliwy na zaszczyt, który mnie spotyka ze strony tak wielkiego monarchy. Trzeba było jakąś wielką i użyteczną prawdę spowić w piękną i zasłużoną pochwałę. Aby przygotować zawczasu szczęśliwą odpowiedź, trzeba by przewidzieć dokładnie, co może mi król powiedzieć; a i tak pewien jestem, że w jego obecności nie odnalazłbym w pamięci ani słowa z obmyślonej przemowy. Co by się stało ze mną w owej chwili, na oczach całego dworu, gdyby w moim pomieszaniu wymknęło mi się jakieś zwyczajne niezgrabstwo? To niebezpieczeństwo przeraziło mnie, przejęło grozą, przyprawiło o drżenie do tego stopnia, iż postanowiłem za wszelką cenę nie narażać się na nie.
Traciłem, to prawda, pensję, którą mi poniekąd ofiarowano; ale wyzwalałem się zarazem z jarzma, które byłaby mi nałożyła. Bywaj zdrowa, prawdo, swobodo, odwago. Jak śmieć od tej chwili mówić o niezależności i bezinteresowności? Nie wolno by mi było nic innego, jak tylko pochlebiać lub milczeć, skorobym przyjął tę pensję; a któż mi do tego ręczy, że będzie wypłacana? Ile starań trzeba by podjąć, ile figur obchodzić! Więcej i o wiele przykrzejszych trudów kosztowałoby mnie zachować ją niż obejść się bez niej. Uznałem tedy, iż wyrzekając się tej pensji, uczynię bardzo zgodnie ze swymi zasadami i że poświęcę pozór dla rzeczywistości. Objawiłem mój zamiar Grimmowi, który nie rzekł nic. Wobec innych wytłumaczyłem się zdrowiem i wyjechałem tegoż samego ranka.
Wyjazd mój narobił hałasu i na ogół spotkał się z potępieniem. Nie wszyscy mogli zrozumieć moje pobudki; oskarżać mnie o głupią pychę było prostsze i lepiej zadowalało zazdrość tych, którzy czuli, że w podobnej sytuacji nie zdobyliby się na krok podobny. Nazajutrz Jélyotte przesłał mi bilecik, w którym opisał mi szczegółowo powodzenie sztuki i zachwyt, jaki obudziła w samym królu. Cały dzień, donosił mi, J. K. Mość nie przestaje śpiewać głosem najfałszywszym w całym królestwie: „Straciłam mego miłego, straciłam szczęście moje”. Dodawał, że za tydzień ma się odbyć drugie przedstawienie Wróżka, które, w oczach całej publiczności, stwierdzi pełne powodzenie.
W dwa dni później, wchodząc około dziewiątej wieczór do pani d’Epinay, gdzie miałem wieczerzać, skrzyżowałem się w bramie z dorożką. Ktoś z wewnątrz daje mi znak, abym wsiadł; wsiadam: był to Diderot. Zaczął mówić o owej pensji, z zapałem, którego nie byłbym się spodziewał po filozofie. Nie poczytywał mi za zbrodnię, że nie chciałem być przedstawiony królowi; ale miał mi w najwyższym stopniu za złe moją obojętność wobec pensji. Rzekł, iż jeżeli jestem bezinteresowny na mój rachunek, nie mam prawa nim być na rachunek pani Le Vasseur i jej córki i że im winien jestem nie pominąć żadnego możebnego i uczciwego sposobu dostarczania im chleba. Dotąd, mówił Diderot, nikt ostatecznie nie ma prawa powiedzieć, że odrzuciłem pensję; skoro zatem dwór życzy sobie mi ją przyznać, powinienem ubiegać się o nią i uzyskać za jaką bądź cenę. Mimo że rozczulony życzliwością Diderota, nie mogłem zgodzić się z jego poglądem; stoczyliśmy na ten temat nader żywą sprzeczkę, pierwszą, jaka zaszła między nami. Wszystkie nasze zwady były zawsze jedynie tego rodzaju: on narzucał mi to, co jego zdaniem powinienem uczynić, ja broniłem się, ponieważ sądziłem, że nie powinienem.
Późno było, kiedyśmy się rozstali. Chciałem go wziąć ze sobą na wieczerzę do pani d’Epinay; nie chciał. Wspomniałem, jak żywe jest we mnie pragnienie kojarzenia wszystkich, których kocham: w chęci zbliżenia z sobą tych dwojga moich przyjaciół posunąłem się tak daleko, iż swego czasu zaprowadziłem panią d’Epinay do mieszkania filozofa, który nas nie przyjął. Zawsze uchylał się od tej znajomości i wyrażał się o pani d’Epinay bardzo ujemnie. Dopiero po moim poróżnieniu z obojgiem zbliżyli się z sobą i Diderot zaczął mówić o niej w pochlebnych wyrazach.
Od tego czasu, można by mniemać, iż Diderot i Grimm jakby się zmówili, aby podburzać przeciw mnie moje „gospodynie”, dając im do zrozumienia, że jeśli nie żyją w dobrobycie, to jedynie z przyczyny mej złej woli, i że nigdy ze mną nie dojdą do niczego. Starali się skłonić je, aby mnie opuściły, przyrzekając im dystrybucję soli, trafikę578 i nie wiem, co jeszcze, wszystko za pomocą wpływów pani d’Epinay. Chcieli nawet wciągnąć Duclosa, zarówno jak Holbacha, do swej ligi; ale Duclos stale odmawiał. Już wtedy miałem niejaką świadomość tych knowań, ale poznałem je dokładnie dopiero znacznie później. Jakże często trzeba mi było biadać nad ślepą i nieopatrzną gorliwością mych przyjaciół, którzy, starając się mnie, znękanego mym niedomaganiem, doprowadzić do najsmutniejszego osamotnienia, sądzili, iż pracują dla mojego szczęścia! Środki, których imali się w tym celu, były w istocie najsposobniejsze, aby mnie uczynić najnieszczęśliwszym w świecie.
(1753) W ciągu następnego karnawału wystawiono Wróżka w Paryżu; miałem możność przez ten czas wykończyć uwerturę i balet. Balet ten, tak jak figuruje w wydaniu nutowym, miał się zasadzać cały na akcji i oparty był na jednolitym przedmiocie, który, wedle mnie, dostarczał bardzo powabnych obrazów. Ale kiedy przedstawiłem tę myśl w Operze, nie zrozumiano nawet, o czym mówię; trzeba było pozszywać śpiewy i tańce zwykłą modą: to sprawiło, że balet, mimo iż pełen ślicznych pomysłów, miał bardzo średnie powodzenie. Usunąłem recytatyw Jélyotta i przywróciłem mój, taki jak napisałem zrazu i jak figuruje w wydaniu nutowym. Ten recytatyw, mimo iż „sfrancuziony” nieco, przyznaję, to znaczy rozwleczony przez aktorów, nie tylko nie raził nikogo, ale podobał się nie mniej od arii i wydał się nawet publiczności co najmniej równie dobrze napisany. Poświęciłem swą sztukę Duclosowi, który jej patronował, i oświadczyłem, że będzie to jedyna moja dedykacja. Uczyniłem, za jego zgodą, jeden wyjątek w tej mierze, ale powinien się czuć tym wyjątkiem bardziej zaszczycony, niż gdybym nie uczynił żadnego.
Mógłbym z okazji tej sztuki przytoczyć wiele anegdotek, ale ważniejsze rzeczy, które mam do powiedzenia, nie pozwalają mi odbiegać od przedmiotu. Może wrócę jeszcze do tego w uzupełnieniu. Nie chciałbym wszelako opuścić jednego szczegółu, który może rzucić światło na dalsze opowiadanie. Oglądałem jednego dnia w gabinecie barona d’Holbach jego nuty; przerzuciwszy to i owo, odezwał się, pokazując zbiór utworów na klawikord: „Oto zbiór sztuczek ułożonych umyślnie dla mnie: są między nimi rzeczy pełne smaku, melodyjne. Nikt poza mną nie zna ich ani też nigdy nie zobaczy. Mógłbyś pan wybrać którą, aby ją wsunąć w swój balet”. Mając w głowie pomysłów do arii i symfonii o wiele więcej, niż mogłem zużytkować, nie stałem bynajmniej o cudze melodie. Baron wszelako tak nalegał, iż przez grzeczność wybrałem jakąś pastorałkę, którą, skróciwszy znacznie, zużyłem jako tercet na wejście towarzyszek Coletty. W kilka miesięcy później w czasie przedstawień Wróżka, wchodząc jednego dnia do Grimma, zastałem gości zgromadzonych koło klawikordu. Na mój widok Grimm wstał nagle. Rzuciwszy machinalnie okiem na pulpit, ujrzałem ów zbiorek barona d’Holbach, otwarty właśnie na tej właśnie sztuczce, do której przyjęcia mnie zmusił, twierdząc, iż nigdy nie wyjdzie z jego rąk. W jakiś czas potem ujrzałem jeszcze ten sam zbiorek otwarty na klawikordzie pani d’Epinay, któregoś dnia, gdy muzykowano u niej. Grimm ani nikt nie wspomniał nigdy o tej arii; mówię o niej sam jedynie dlatego, iż w jakiś czas później rozeszły się pogłoski, że ja nie jestem autorem Wiejskiego wróżka. Przekonany jestem, iż gdyby nie mój Dykcjonarz muzyczny579, powiedziano by w końcu, że nie znam nut580. Na jakiś czas przed wystawieniem Wróżka przybyli do Paryża włoscy śpiewacy buffo, którym pozwolono grać na scenie Opery, nie przewidując skutków, jakie to sprowadzi. Mimo że śpiewacy byli bardzo mierni i że orkiestra, wówczas bardzo niedouczona, kaleczyła do woli sztuki, które wystawiali, zadali wszelako operze francuskiej cios, spod którego nigdy nie zdołała się podnieść. Porównanie tych dwóch rodzajów muzyki, słyszanych tego samego dnia, w tym samym teatrze, otworzyło uszy Francuzom. Nie było jednego człowieka, który by mógł ścierpieć rozwlekłość francuskiej muzyki po żywym i energicznym akcencie włoskiej; skoro tylko buffoni skończyli, wszystko opuszczało teatr. Okazała się konieczność zmienienia porządku i dawania buffonów na koniec. Wystawiano Eglé, Pygmaliona, Sylfa581 — nic nie mogło się utrzymać. Jeden Wiejski wróżek wytrzymał porównanie, a jeszcze więcej Serva padrona582. Kiedy układałem swoje intermedium, byłem wewnątrz przesiąknięty wpływem Włochów; oni zrodzili we mnie ten pomysł: nie przewidywałem zgoła, że oni sami pojawią się na scenie tuż obok mego utworu. Gdybym był rabusiem, ileż kradzieży ujawniłoby się wówczas i jak pilnie starano by się je podnieść! Ale nie: próżno by się ktoś silił, nie znaleziono w mojej muzyce najmniejszej reminiscencji; wszystkie moje melodie w zestawieniu z rzekomym oryginałem okazały się tak samo nowe, jak charakter muzyki, którą stworzyłem. Gdyby Mondonvilla583 lub Rameau poddano podobnej próbie, wyszliby z niej w strzępach.
Buffoni zyskali muzyce włoskiej bardzo żarliwych wyznawców. Cały Paryż podzielił się na dwa stronnictwa, bardziej zagorzałe niż gdyby chodziło o sprawę państwa lub religii. Jedno, potężniejsze, liczniejsze, złożone z możnych, bogaczy i kobiet, popierało muzykę francuską; drugie, bardziej świadome siebie, dumne, pełne entuzjazmu, składało się z prawdziwych znawców, z ludzi talentu, wybitnych artystów. Ta mała garstka zbierała się w Operze, pod lożą królowej. Drugie stronnictwo wypełniało resztę parteru i sali; ale główne jego ognisko było pod lożą króla. Oto skąd pochodzą nazwy stronnictw słynne w owym czasie: „kącik króla” i „kącik królowej”. Dysputa, rozgrzewając się stopniowo, wydała szereg broszur. „Kącik króla” chciał rzecz obrócić w żart — oblały go zimną wodą drwiny Małego proroka584; próbował rozumować — zbił go na głowę List o muzyce francuskiej585. Te dwa ulotne pisemka, jedno Grimma, drugie moje, oto jedyne, które przeżyły tę kłótnię; wszystkie inne są już martwe.
Ale Mały prorok, którego mimo zaprzeczeń upierano się przypisywać mnie, uszedł jako żart i nie ściągnął żadnej przykrości na autora; podczas gdy List o muzyce, wzięty przez wszystkich poważnie, poruszył przeciw mnie cały naród, obrażony rzekomo w swej muzyce. Opis nieprawdopodobnego wrażenia tej broszury godny byłby pióra Tacyta586. Był to czas wielkiej zwady między parlamentem a klerem587. Parlament właśnie wygnano, wrzenie dochodziło do szczytu, wszystko groziło bliskim buntem. Pojawiła się moja broszura588: w jednej chwili zapomniano o wszystkich innych kłótniach, myślano jedynie o niebezpieczeństwie muzyki francuskiej i całe wrzenie obróciło się przeciw mnie. Powstałe stąd podrażnienie zostawiło ślady, które nigdy nie załagodziły się zupełnie.
Na dworze wahano się wręcz między Bastylią a wygnaniem; dekret uwięzienia już miał być wydany, gdyby pan de Voyer nie był zwrócił uwagi na śmieszność tej represji. Kiedy powiem, iż ta broszura zapobiegła może przewrotowi w państwie, może to ktoś uważać za szaleństwo. Jest to wszelako bardzo rzeczywista prawda, którą cały Paryż może jeszcze potwierdzić, wobec tego iż upłynęło nie więcej niż piętnaście lat od czasu tego osobliwego zdarzenia.
Jeżeli nie targnięto się na mą wolność, nie oszczędzono mi przynajmniej zniewag, życie moje było nawet zagrożone. Orkiestra Opery uczyniła szlachetny spisek, aby mnie zamordować, gdy będę wychodził z gmachu. Ostrzeżono mnie o tym; tym pilniej uczęszczałem do Opery. Dowiedziałem się dopiero znacznie później, że pan Ancelet, oficer muszkieterów, człowiek bardzo mi życzliwy, udaremnił zamach, każąc mnie bez mej wiedzy eskortować, gdy wychodziłem z gmachu. W tym czasie miasto objęło zarząd Opery. Pierwszym czynem prefekta było odebrać mi prawo wolnego wstępu i to w sposób możliwie najnieprzyzwoitszy, mianowicie odmawiając publicznie wpuszczenia mnie, tak iż byłem zmuszony kupić bilet na galerię, aby nie mieć wstydu wracania od drzwi. Była to niesprawiedliwość tym bardziej krzycząca, iż jedyna cena, jaką naznaczyłem, oddając Operze swoją sztukę, zasadzała się na wiekuistym prawie wstępu. Było to prawo wszystkich autorów; miałem je tedy, tym samym, z podwójnego tytułu; mimo to żądałem stwierdzenia go w obecności Duclosa. Prawda, iż posłano mi przez kasjera Opery, bez żądania z mej strony, pięćdziesiąt ludwików jako honorarium, ale poza tym, iż te pięćdziesiąt ludwików nie były nawet kwotą, która z reguły byłaby mi przypadła, zapłata ta nie miała nic wspólnego z prawem wstępu, formalnie ustalonym i zupełnie od niej niezależnym. Postępowanie to było połączeniem takiej niesprawiedliwości i brutalstwa, iż publiczność, wówczas w fazie największego podniecenia przeciw mnie, mimo to jednomyślnie była nim zgorszona; niejeden, który poprzedniego dnia miotał na mnie obelgi, krzyczał nazajutrz głośno na sali, że wstyd jest odbierać prawo wstępu autorowi, który tak dobrze na nie zasłużył i który mógł go żądać nawet w podwójnej mierze. Tak dalece trafne jest włoskie przysłowie, iż „każdy lubi sprawiedliwość w cudzej sprawie”.
W tych okolicznościach mogłem obrać tylko jedną drogę: żądać zwrotu swego dzieła, skoro odbierano mi umówioną cenę. Napisałem w tym duchu do pana d’Argenson, który miał wydział Opery; dołączyłem do listu memoriał o nieprzepartej argumentacji. Pozostał bez odpowiedzi i bez skutku, zarówno jak i list. Milczenie tego niesprawiedliwego człowieka zabolało mnie wielce i nie przyczyniło się do pomnożenia bardzo średniego sądu, jaki miałem zawsze o jego charakterze i talentach. W ten sposób zatrzymano mą sztukę w Operze, pozbawiając mnie ceny, za jaką ją ustąpiłem. Gdy słabszy postąpi tak wobec silniejszego, nazywa się to kradzieżą; jeśli silniejszy — jest to jedynie przywłaszczenie cudzego dobra.
Co się tyczy pieniężnej korzyści tego dzieła, to mimo że nie przyniosło mi ono ani czwartej części tego, co byłoby przyniosło w innych rękach, była ona mimo wszystko i tak dość znaczna, aby mi pozwolić istnieć przez kilka lat i uzupełniać dochody z kopiowania, które szło zawsze dość kulawo. Dostałem sto ludwików od króla, pięćdziesiąt od pani de Pompadour za przedstawienie w Bellevue589, gdzie ona sama odegrała rolę Colina, pięćdziesiąt z Opery, a pięćset franków od Pissota za prawo wydania; tak iż ten drobiazg, który kosztował mnie ze wszystkim najwyżej pięć lub sześć tygodni pracy, przyniósł mi, mimo mej złej gwiazdy i niezgrabstwa, prawie tyle dochodu, ile później Emil, owoc dwudziestu pięciu lat myśli i trzech lat pracy. Ale dobrobyt pieniężny, jaki mi dała ta sztuka, opłaciłem sowicie nieskończonymi przykrościami. Była ona zaczynem tajemnych zazdrości, które wybuchły aż w długi czas później. Od czasu tego tryumfu nie zauważyłem już ani w Grimmie, ani w Diderocie, ani prawie w żadnym z bliskich mi ludzi pióra tej serdeczności, szczerości, tej radości widzenia mnie, jaką zdawało mi się, że spostrzegałem w nich dotąd. Z chwilą gdy pojawiałem się u barona, ogólna rozmowa rwała się. Zbierano się grupkami, szeptano sobie do ucha, tak iż zostawałem sam, nie wiedząc, do kogo się odezwać. Długo cierpiałem to ubliżające opuszczenie; widząc, że pani d’Holbach, dobra i miła osoba, przyjmuje mnie zawsze dobrze, znosiłem grubiaństwa jej męża, póki były do zniesienia. Ale jednego dnia napadł na mnie bez powodu, i z taką brutalnością, wobec Diderota, który nie pisnął słowa, i wobec Margency’ego590, który powtarzał mi często potem, iż podziwiał łagodność i umiarkowanie moich odpowiedzi, iż wreszcie, wypędzony z jego domu tym niegodnym obchodzeniem, wyszedłem z postanowieniem niewracania nigdy. To nie przeszkodziło mi wyrażać się zawsze przyzwoicie o nim i o jego domu; podczas gdy on odzywał się o mnie jedynie w sposób obelżywy, pełen wzgardy, nie nazywając mnie inaczej jak tylko „chłystkiem”, a nie mogąc wszelako sformułować żadnej mej rzekomej winy wobec niego ani wobec kogokolwiek z jego bliskich. Oto jak sprawdziły się moje przewidywania i obawy. Co do mnie, sądzę, iż moi tak zwani przyjaciele przebaczyli mi pisanie książek, nawet doskonałych, ponieważ ten rodzaj sławy nie był im obcy; ale nie mogli mi wybaczyć napisania opery ani świetnych tryumfów, które mi przyniosło to dzieło, ponieważ żaden z nich nie był zdolny próbować się na tej drodze ani zabiegać się o te zaszczyty. Jeden Duclos pośród tych zawiści okazywał mi coraz więcej przyjaźni, i wprowadził mnie do panny Quinault591, gdzie znalazłem tyleż względów, uprzejmości, serdeczności, ile mi ich skąpiono u barona.
Podczas gdy dawano Wróżka w Operze, autor jego zabłąkał się i do Komedii Francuskiej, ale nieco mniej szczęśliwie. Od siedmiu czy ośmiu lat nie mogłem się doczekać wystawienia Narcyza u Włochów. Zresztą, zraziłem się do tego teatru i byłbym raczej wolał oglądać swą sztukę w Komedii Francuskiej. Wspomniałem o tym pragnieniu aktorowi La Noue592, którego znałem bliżej, a który, jak wiadomo, był człowiekiem wykształconym i również autorem. Narcyz spodobał mu się, podjął się wprowadzić go na scenę bezimiennie, tymczasem zaś wyrobił mi prawo wolnego wstępu, co mi sprawiło wielką przyjemność, zawsze bowiem przekładałem Komedię nad oba inne teatry. Sztukę przyjęto z aplauzem i wystawiono bez wymienienia nazwiska autora; ale mam prawo przypuszczać, iż aktorom i wielu innym osobom nie było ono tajne. Panny Gaussin i Grandval grały role amantek. Mimo iż brakło, moim zdaniem, zrozumienia całości, nie można powiedzieć, aby sztukę odegrano zupełnie źle. Mimo to zdumiony i wzruszony byłem pobłażaniem publiczności, która miała cierpliwość wysłuchać jej spokojnie, a nawet ścierpieć drugie przedstawienie, nie dając najmniejszego znaku niezadowolenia. Co do mnie, tak nudziłem się na pierwszym, iż nie mogłem wytrzymać do końca; wyszedłszy z teatru, wstąpiłem do „Prokopa”593, gdzie zastałem Boissy’ego594 i kilku innych, prawdopodobnie tak samo jak ja wypędzonych nudą. Tam wyrzekłem głośno swoje peccavi595, wyznając z pokorą i dumą, iż jestem autorem sztuki i mówiąc o niej głośno tak, jak wszyscy myśleli. To publiczne uderzenie się w piersi autora lichej sztuki, która pada, wywołało wielki podziw, a mnie kosztowało bardzo niewiele. Powiem nawet, iż moja miłość własna znalazła odszkodowanie w odwadze, z jaką uczyniłem to wyznanie, i sądzę, iż w tym wypadku więcej mieściło się w nim dumy, niż kryłoby się głupiego wstydu pod przymuszonym milczeniem. Mimo to, ponieważ było pewne, iż sztuka, martwa na scenie, wytrzymywała czytanie, dałem ją wydrukować; i w przedmowie, należącej do moich lepszych pism, dałem wyraz, nieco wyraźniej, niż to uczyniłem dotychczas, mym poglądom.
Niebawem miałem sposobność rozwinąć je zupełnie w dziele większej wagi; w tym bowiem właśnie roku 1753, o ile mi się zdaje, ogłoszono temat Akademii w Dijon o „Początku nierówności między ludźmi”. Uderzony tym wielkim zagadnieniem, zdziwiony byłem, iż Akademia ośmieliła się je przedłożyć; ale skoro miała tę odwagę, ja również mogłem mieć odwagę podjęcia go, co też uczyniłem.
Aby wmyślić się swobodnie w ten wielki przedmiot, wybrałem się na jakiś tydzień do Saint-Germain, wraz z Teresą, naszą gospodynią, dobrą w gruncie kobiecinką, i jedną z jej przyjaciółek. Liczę tę wycieczkę za jedną z najprzyjemniejszych w życiu. Pogoda była śliczna; poczciwe kobiety wzięły na siebie sprawy gospodarskie i pieniężne; Teresa miała towarzystwo; ja zaś, wolny od wszelkiej troski, przychodziłem bawić się z nimi swobodnie w godzinach posiłku. Resztę dnia, zagłębiony w lesie, szukałem w nim i znajdowałem obraz pierwszych czasów ludzkości, i kreśliłem wspaniale ich historię. Ściągałem rękę na drobne kłamstwa ludzi; ważyłem się odsłonić w całej nagości ich naturę, iść za postępem czasów i rzeczy, które ją zniekształciły, i porównując człowieka społecznego z człowiekiem natury, wskazać w jego rzekomym udoskonaleniu prawdziwe źródło jego nędzy. Dusza moja, rozgrzana tymi wzniosłymi kontemplacjami, wznosiła się ku Bóstwu; widząc stamtąd swoich bliźnich, jak wchodzą po ślepej drodze przesądów na drogę błędów, nieszczęść, zbrodni, krzyczałem im słabym głosem, którego nie mogli słyszeć: „Szaleńcy, którzy skarżycie się bez przerwy na naturę, wiedzcie, iż wszystkie wasze niedole pochodzą z was samych!”.
Z tych medytacji wynikła Rozprawa o nierówności596, dzieło, które bardziej było w smaku Diderota niż inne moje pisma i w którego tworzeniu rady jego były mi najużyteczniejsze597, ale które w całej Europie znalazło jedynie niewielu czytelników zdolnych je zrozumieć, żadnego zaś, który by zechciał o nim mówić. Napisałem to dzieło celem ubiegania się o nagrodę: posłałem je tedy, pewien zresztą z góry, że jej nie otrzymam, i wiedząc dobrze, że nie dla takich prawd jak moja ustanowiono nagrody Akademii.
Ta wycieczka i to zatrudnienie dobrze posłużyły memu humorowi i zdrowiu. Mijało już wiele lat, jak, dręczony zatrzymaniem uryny, wydałem się zupełnie w ręce lekarzy, którzy nie przynosząc ulgi cierpieniu, wyczerpali me siły i zniszczyli we mnie soki żywotne. Za powrotem z Saint-Germain uczułem przypływ sił i zacząłem się mieć o wiele lepiej. Poszedłem za tą wskazówką i, postanowiwszy uleczyć się lub umrzeć bez lekarzy i lekarstw, pożegnałem się z nimi na zawsze. Zacząłem po prostu żyć z dnia na dzień, przylegając, skoro nie mogłem chodzić, a podnosząc się, skoro tylko uczułem siły po temu. Paryski tryb życia, w gorączce świata, był mi bardzo nie do smaku; intrygi pismaków, ich wstrętne kłótnie, brak dobrej wiary w książkach, ich górne miny w świecie były mi tak wstrętne, tak antypatyczne; znajdowałem tak mało dobroci, wylania, szczerości, w towarzystwie nawet mych przyjaciół, że, zmierżony tym hałaśliwym życiem, zacząłem wzdychać gorąco do pobytu na wsi. Nie widząc możliwości osiedlenia się tam przy mym rzemiośle, spieszyłem bodaj spędzać na wsi godziny, które zostawały mi wolne. Przez wiele miesięcy, zaledwie zjadłem obiad, szedłem przechadzać się sam po Lasku Bulońskim, dumając nad przedmiotami swych prac, i wracałem aż w nocy.
(1754–1756) Gauffecourt, z którym żyłem wówczas bardzo serdecznie, zmuszony udać się do Genewy w osobistych sprawach, zaproponował mi tę podróż; zgodziłem się. Nie czułem się dość dobrze, aby się obejść bez opieki swej „gosposi”: postanowiono, że pojedzie z nami, matka zaś będzie miała pieczę o dom. Jakoż, uładziwszy wszystko, wyruszyliśmy wszyscy troje, pierwszego czerwca 1754.
Należy mi zanotować tę podróż jako epokę bolesnego doświadczenia, które po raz pierwszy aż do wieku czterdziestu dwóch lat, jakie miałem wówczas, zadało cios naturze na wskroś ufnej, z którą się urodziłem, i której oddawałem się zawsze bez ograniczeń i troski. Jechaliśmy w poczciwej mieszczańskiej landarze598, nie zmieniając koni, bardzo małymi postojami. Często wśród drogi wysiadałem i szedłem piechotą. Ledwie byliśmy w połowie drogi, Teresa zaczęła okazywać najżywszą niechęć do pozostania samej z Gauffecourtem w powozie. Ilekroć mimo jej próśb chciałem wysiąść, ona wysiadała i szła także. Łajałem ją długo za ten kaprys, a nawet sprzeciwiałem się wręcz, aż w końcu musiała mi wyjawić przyczynę. Zdawało mi się, że śnię, że spadam z obłoków, kiedy dowiedziałem się, iż mój przyjaciel, pan de Gauffecourt, liczący przeszło sześćdziesiąt lat, podagryczny, niedołężny, zużyty uciechami i miłostkami, pracował od chwili wyjazdu nad tym, aby uwieść osobę niemłodą już ani ładną i należącą do jego przyjaciela! Co więcej, uciekał się w tym celu do najbardziej niskich, haniebnych środków; aż do tego stopnia, iż ofiarował jej swą sakiewkę i starał się ją wzruszyć lekturą ohydnej książki i widokiem bezecnych obrazków! Teresa, oburzona, wyrzuciła raz wreszcie plugawą książkę przez okno landary. Dowiedziałem się też, iż pierwszego dnia, gdy gwałtowna migrena kazała mi się udać na spoczynek bez wieczerzy, Gauffecourt użył tego sam na sam z Teresą na usiłowania i zabiegi bardziej godne sprośnego satyra i kozła niż przyzwoitego człowieka, któremu zawierzyłem swą towarzyszkę i samego siebie. Cóż za niespodzianka! Cóż za ściśnienie serca zupełnie dla mnie nowe! Ja, który aż dotąd nie wyobrażałem sobie przyjaźni inaczej, jak tylko nieodłączną od wszystkich miłych i szlachetnych uczuć, z których czerpie cały swój wdzięk, pierwszy raz w życiu uczułem się zmuszony jednoczyć ją ze wzgardą i odjąć zaufanie i szacunek człowiekowi, którego kochałem i o którym sądziłem, iż kocha mnie wzajem! Nieszczęśnik ukrywał mi swą ohydę. Aby nie narażać Teresy, trzeba mi było zdławić oburzenie i taić w głębi serca uczucia, którym nie mogłem dać upustu. Słodkie i święte złudzenie przyjaźni! Gauffecourt pierwszy uchylił twej zasłony mym oczom. Ileż okrutnych rąk nie pozwoliło później opaść jej z powrotem!
W Lyonie rozstałem się z Gauffecourtem. Skierowałem się przez Sabaudię, nie mogąc zdobyć się na to, aby przejechać znów tak blisko mamusi, nie widząc jej. Ujrzałem ją... W jakim stanie, mój Boże! W jakim upodleniu! Cóż jej zostało z dawnego uroku? Czyż to była ta sama pani de Warens, niegdyś tak świetna, do której skierował mnie proboszcz z Pontverre? Jakże okrutnie widok ten zabolał me serce! Nie widziałem już dla niej innego ratunku, jak tylko w zmianie siedziby. Powtarzałem jej, żywo, lecz na próżno, nalegania, które czyniłem nieraz listownie, aby przybyła osiąść spokojnie obok mnie; pragnąłem dni swoje i Teresy poświęcić na to, aby jej życie uczynić szczęśliwym. Przywiązana do swej pensji, z której wszelako, mimo że wypłacano ją regularnie, nie otrzymywała już od dawna nic, nie chciała o tym słyszeć. Oddałem jej drobną cząstkę swych funduszów, mniejszą o wiele, niżbym powinien, mniejszą, niżbym to uczynił, gdybym nie był najzupełniej pewny, że biedna istota nie uzyska stąd ani szeląga. Podczas mego pobytu w Genewie mamusia wybrała się do Chablais i odwiedziła mnie w Grange-Canal. Brakło jej pieniędzy; nie miałem przy sobie tyle, ile było trzeba; posłałem w godzinę później przez Teresę. Biedna mamusia! Niechże opowiem jeszcze ten rys jej serca. Został jej, jako ostatni klejnot, jedynie mały pierścionek; zdjęła go, aby włożyć na palec Teresie, która oddała go jej natychmiast z powrotem, całując tę szlachetną rękę i zraszając ją łzami. Ach! to była chwila do uiszczenia mego długu. Trzeba było wszystko opuścić, aby iść za nią, towarzyszyć jej do ostatniej godziny, podzielić jej los, bez względu na to jaki. Nie uczyniłem tego. Pochłonięty innym uczuciem, czułem, iż przywiązanie moje do mamusi osłabło, zmrożone brakiem nadziei, abym mógł jej być użyteczny. Płakałem nad jej losem, ale nie poszedłem za nią. Ze wszystkich wyrzutów, jakich doznałem w życiu, oto najbardziej bolesny i uporczywy. Zasłużyłem przez ten postępek, na straszliwe kary, które odtąd ścigały mnie bez przerwy. Oby mogły okupić mą niewdzięczność! Byłem niewdzięczny w czynie; ale czyn ten nadto rozdarł me serce, aby można je było nazwać sercem niewdzięcznika.
Przed wyjazdem z Paryża naszkicowałem był dedykację Rozprawy o nierówności. Dokończyłem jej w Chambéry i opatrzyłem datą tego miejsca, sądząc, że dla uniknięcia zaczepek lepiej będzie nie datować ani z Francji, ani z Genewy. Przybywszy do ojczystego miasta, oddałem się entuzjazmowi republikańskiemu, który mnie tu sprowadził. Entuzjazm ten wzmógł się przez przyjęcie, którego doznałem. Podejmowany, witany we wszystkich kołach, poddałem się cały memu uniesieniu patriotycznemu. Wstydząc się, że jestem wyzuty z praw obywatela tym, iż wyznaję inny obrządek niż ten, który przekazali mi ojcowie, postanowiłem wrócić otwarcie na łono mej pierwotnej wiary. Sądziłem, iż, skoro Ewangelia jest ta sama u wszystkich chrześcijan, dogmat zaś w gruncie różny jest jedynie dzięki temu, iż ludzie silą się wytłumaczyć to, czego nie mogą zrozumieć, jedynie rzeczą panującego jest ustalić w każdym kraju i obrządek, i ten dogmat niepodobny do pojęcia; a tym samym obowiązkiem obywatela jest przyjąć i dogmat, i obrządek przepisany prawem. Obcowanie z encyklopedystami nie tylko nie osłabiło mej wiary, ale umocniło ją, dzięki wrodzonej niechęci do dysput i stronnictw. Zastanawianie się nad człowiekiem i wszechświatem ukazało mi wszędzie ostateczne przyczyny i inteligencję, która nimi kieruje. Wgłębianie się w Biblię, a zwłaszcza w Ewangelię, któremu poświęcałem się od szeregu lat, zrodziło we mnie wzgardę dla niskich i głupich sposobów interpretacji, pod które chcieli podciągnąć Chrystusa ludzie najmniej powołani, aby go zrozumieć. Słowem, filozofia, wiążąc mnie do zasadniczych stron religii, odstręczała mnie od całego kramu formułek, jakimi ludzie ją nastroszyli. Uważając, iż nie ma dla rozsądnego człowieka dwóch sposobów stania się chrześcijaninem, uważałem zarazem, iż wszystko, co jest formą i dyscypliną, należy w każdym kraju do zakresu praw. Z tej tak rozsądnej, społecznej, pojednawczej zasady, która wszelako ściągnęła na mnie tak okrutne prześladowania, wynikało, iż chcąc być obywatelem, winienem być protestantem i wrócić do obrządku obowiązującego w moim kraju. Zdecydowałem się na to; poddałem się nawet naukom pastora parafii, w której mieszkałem, leżącej poza miastem. Pragnąłem jedynie, aby mnie nie zmuszano do stawiennictwa w konsystorzu599. Rozkaz kościelny w tej mierze był obowiązujący; zgodzono się jednak odstąpić od niego przez wzgląd na mnie i naznaczono komisję złożoną z kilku członków, iżby przyjęła oddzielnie moje wyznanie wiary. Nieszczęściem pastor Perdriau, zacny i miły człowiek, z którym żyłem w przyjaznych stosunkach, zwierzył mi, iż członkowie komisji cieszą się, że usłyszą mnie przemawiającego w tym małym zgromadzeniu. Oczekiwanie to przeraziło mnie; trzy tygodnie uczyłem się, dniem i nocą, krótkiego przemówienia; kiedy zaś trzeba było je wygłosić, zmieszałem się tak dalece, iż nie mogłem nic wyjąkać; słowem, odegrałem na tej konferencji rolę najgłupszego uczniaka. Komisarze mówili za mnie; ja odpowiadałem niezdarnie „tak” i „nie”; w końcu dopuszczono mnie do komunii i wrócono do praw obywatela. Wpisano mnie, w tym charakterze, na listę podatków, jakie uiszczają jedynie obywatele i mieszczanie; wziąłem również udział w nadzwyczajnej radzie generalnej zwołanej dla przyjęcia ślubów syndyka600 Mussard. Byłem tak wzruszony względami, jakie mi okazała w tej okoliczności Rada, konsystorz, oraz uprzejmym i życzliwym postępowaniem wszystkich urzędników, duchownych i obywateli, iż, naglony przez poczciwego Deluc601, który oblegał mnie bez ustanku, a jeszcze bardziej własną skłonnością, myślałem jeno o tym, aby wróciwszy do Paryża, zwinąć gospodarstwo, uregulować sprawy, umieścić gdzie panią La Vasseur i jej męża, ubezpieczywszy ich przyszłość, a następnie wrócić z Teresą, aby się osiedlić w Genewie na resztę życia.
Powziąwszy to postanowienie, uczyniłem pauzę w poważnych sprawach, aby się zabawiać z przyjaciółmi aż do odjazdu. Ze wszystkich tych zabaw najbardziej przypadła mi do smaku przejażdżka dokoła jeziora, jaką odbyłem statkiem wraz ze starym Deluc, jego synową, dwoma synami i Teresą. Tydzień zajęła nam ta wyprawa, wśród najpiękniejszej pogody pod słońcem. Zachowałem żywe wspomnienie widoków, które uderzyły mnie na przeciwległym krańcu jeziora; opisałem je w kilka lat później w Nowej Heloizie.
Główne stosunki, jakie zawiązałem w Genewie, poza Delucami, o których mówiłem, to młody pastor Verne, którego znałem już z Paryża i o którym sądziłem lepiej, niż się okazało w przyszłości; Perdriau, wówczas pastor wiejski, dziś profesor literatury, którego towarzystwa pełnego uroku i słodyczy zawsze będę żałował, mimo że on uważał za przystojniejsze dla siebie odstrychnąć się ode mnie; Jalabert, wówczas profesor fizyki, później radca i syndyk, któremu odczytałem mą Rozprawę o nierówności (bez dedykacji wszelako) i który wydał się nią zachwycony; profesor Lullin, z którym aż do jego śmierci pozostawałem w korespondencji i który nawet obarczył mnie zakupnem książek dla biblioteki; profesor Vernet, który odwrócił się do mnie plecami jak wszyscy, mimo iż otrzymał z mej strony dowody przywiązania i ufności, które powinny go były wzruszyć, gdyby teolog mógł się wzruszyć czymkolwiek w świecie; Chappuis, pomocnik i następca Gauffecourta, którego silił się wysadzić, a sam niebawem doznał tegoż losu. Marcet de Mezières był to dawny przyjaciel mego ojca i okazał się też moim; człowiek dobrze niegdyś zasłużony ojczyźnie, ale później, stawszy się autorem dramatycznym i pretendentem do Rady Dwustu602, zmienił zasady i ośmieszył się po śmierci. Ale człowiekiem, po którym spodziewałem się najwięcej, był Moultou, młodzieniec o talentach rokujących największe nadzieje i z umysłem pełnym ognia; kochałem go zawsze, mimo że postępowanie jego w stosunku do mnie było często dwuznaczne i mimo że utrzymywał związki z mymi najokrutniejszymi wrogami. Mimo to wszystko, dziś jeszcze uważam go za powołanego, aby kiedyś stał się obrońcą mej pamięci i mścicielem swego przyjaciela.
Pośród tych rozrywek nie straciłem ani zamiłowania, ani zwyczaju samotnych przechadzek. Odbywałem często nad brzegiem jeziora dość duże spacery, w czasie których głowa moja, nawykła do pracy, nie zostawała bezczynna. Przetrawiałem już ukształtowany plan Instytucji politycznych, o których niebawem pomówię; obmyślałem Historię Valais, pomysł tragedii prozą. Jakkolwiek tematem jej była ni mniej ni więcej jak tylko historia Lukrecji603, nie wyrzekałem się nadziei, iż zdołam pognębić żartownisiów, mimo że ośmielę się pokazać jeszcze tę nieszczęśliwą, która nie może się już pojawić na żadnej scenie francuskiej. Próbowałem się w tym samym czasie na Tacycie; przełożyłem pierwszą księgę jego Historii: można ją będzie znaleźć w mych papierach.
Po czterech miesiącach pobytu w Genewie wróciłem w październiku do Paryża, przy czym unikałem powrotu przez Lyon, aby się nie spotkać w drodze z Gauffecourtem. Planem moim było wrócić do Genewy dopiero z przyszłą wiosną, podjąłem tedy w ciągu zimy dawne zwyczaje i zatrudnienia; głównym z nich było przeglądanie korekt Rozprawy o nierówności, którą oddałem do druku w Holandii za pośrednictwem księgarza Reya, zawarłszy z nim znajomość w Genewie. Ponieważ dzieło było poświęcone republice, dedykacja zaś mogła nie spodobać się Radzie, wolałem zaczekać na wrażenie, jakie zrobi w Genewie. Nie było przychylne; dedykacja ta, którą podyktował mi jedynie najczystszy patriotyzm, narobiła mi wyłącznie nieprzyjaciół w Radzie, a zawistnych w mieszczaństwie. Chouet, wówczas pierwszy syndyk, napisał do mnie list uprzejmy, lecz chłodny, który znajdzie się w moich zbiorach, plik A, nr 3. Otrzymałem od postronnych osób, między innymi od Deluca i Jalaberta, nieco komplementów; to wszystko; nie widziałem, aby którykolwiek z Genewczyków ocenił wedle jego wartości zapał serca, jaki czuć było w tym dziele. Obojętność ta oburzyła wszystkich, którzy ją spostrzegli. Przypominam sobie, iż pewnego dnia w Clichy, gdy byłem na obiedzie u pani Dupin z Crommelinem, prezydentem republiki, oraz panem de Mairan, ten rzekł w głos przy stole, iż Rada winna mi jest dary i zaszczyty publiczne za to dzieło i że ubliża sobie, jeśli chybia temu obowiązkowi. Crommelin, mały, czarniawy człowieczek, zły i zawistny, nie śmiał nic odpowiedzieć w mojej obecności, ale zrobił straszliwą minę, która pobudziła do uśmiechu panią Dupin. Jedyną korzyścią, jaką przyniosło mi to dzieło, poza tym, iż dało zadowolenie memu sercu, był tytuł „obywatela”, który mi dali moi przyjaciele, później i ogół za ich przykładem, a który w następstwie straciłem przez to, iż za dobrze nań zasłużyłem.
Niepowodzenie to nie byłoby mnie wszelako odstręczyło od osiedlenia się w Genewie, gdyby nie zbiegły się tu okoliczności mające silny wpływ na moje serce. Pan d’Epinay, pragnąc zbudować skrzydło brakujące w zamku w Chevrette, poczynił olbrzymie wydatki dla wykonania tego planu. Wybrawszy się jednego dnia z panią d’Epinay dla obejrzenia robót, przedłużyliśmy przechadzkę o ćwierć mili dalej, aż do rezerwuaru wód parkowych, który przylegał do lasu Montmorency. Był tam bardzo ładny warzywny ogród, z małym nader zrujnowanym budynkiem, który nazywano Pustelnią. To ustronne i bardzo powabne miejsce uderzyło mnie już wówczas kiedy widziałem je pierwszy raz, przed podróżą do Genewy. W zachwycie, wyrwało mi się z ust: „Ach, pani! Cóż za rozkoszne mieszkanie! Oto schronienie jakby stworzone dla mnie”. Pani d’Epinay nie podniosła mego wykrzyknika; ale za drugą wycieczką zdumiałem się, ujrzawszy w miejsce starej rudery mały domek, prawie zupełnie nowy, bardzo składnie pomyślany i doskonale nadający się dla małego gospodarstwa z trojga osób. Pani d’Epinay kazała dokonać tego dzieła po cichu i bardzo małym kosztem, biorąc nieco materiału i kilku robotników z robót prowadzonych w zamku. Za drugą podróżą, widząc moje zdumienie, rzekła: „Mój odludku, oto twoje asylum604; ty sam je wybrałeś, przyjaźń ci je ofiaruje; mam nadzieję, że wypędzi ci z głowy okrutny zamiar oddalania się ode mnie”. Nie sądzę, abym w życiu był żywiej i rozkoszniej wzruszony; zwilżyłem łzami dobroczynną rękę przyjaciółki; jeśli nie czułem się zwyciężony w tej chwili, zachwiało mnie to silnie w mych planach. Pani d’Epinay, która nie chciała dopuścić niepowodzenia swego pomysłu, nalegała tak bardzo, użyła tylu sposobów, tylu ludzi, by mnie urobić, pozyskawszy nawet współdziałanie starej Le Vasseur i jej córki, iż wreszcie zwyciężyła. Wyrzekając się pobytu w ojczyźnie, postanowiłem, przyrzekłem zamieszkać w Pustelni. W oczekiwaniu, aż budowla będzie sucha, pani d’Epinay zajęła się przygotowywaniem mebli, tak aby wszystko było gotowe na wiosnę.
Okolicznością, która znacznie pomogła do skłonienia mnie, było osiedlenie się Woltera w pobliżu Genewy605. Odgadłem, iż ten człowiek sprawi tam rewolucję, iż odnajdę w mojej ojczyźnie ton, polor, obyczaje, które wypędzały mnie z Paryża; że trzeba mi będzie wojować bez ustanku i że nie będę miał innego wyboru, jak tylko być albo nieznośnym pedantem, albo mdłym i lichym obywatelem. List, który Wolter napisał do mnie po mym ostatnim dziele606, dał mi możność zaznaczenia mych obaw w odpowiedzi; skutek, jaki odpowiedź ta wywarła, potwierdził je. Z tą chwilą uważałem Genewę za straconą i nie myliłem się. Byłbym może winien stawić czoło burzy, gdybym czuł w sobie talent po temu. Ale i cóż bym zdziałał, sam, nieśmiały, bez wymowy, przeciw człowiekowi zuchwałemu, bogatemu, otoczonemu poparciem możnych, pełnemu swady i już będącemu bożyszczem kobiet i młodzieży? Lękałem się, iż bezużytecznie wystawię męstwo swoje na niebezpieczeństwo; słuchałem jedynie swego pojednawczego usposobienia, miłości spokoju, która jeśli mnie złudziła, i dziś jeszcze łudzi mnie w tej mierze. Osiedlając się w Genewie, mogłem oszczędzić wielkich nieszczęść samemu sobie; ale wątpię, czy przy całym mym żarliwym i patriotycznym zapale byłbym zdziałał coś wielkiego i użytecznego dla kraju.
Tronchin607, który mniej więcej w tej samej epoce osiedlił się w Genewie, przybył w jakiś czas potem do Paryża wyczyniać swoje kuglarstwa i wywiózł stamtąd istne skarby. Za przybyciem odwiedził mnie, wraz z kawalerem de Jaucourt608. Pani d’Epinay bardzo pragnęła poradzić się go oddzielnie, ale niełatwo było dostać się przez ciżbę. Uciekła się do mnie. Nakłoniłem Tronchina, aby ją odwiedził. Weszli w ten sposób, za mym pośrednictwem, w stosunki, które zacieśnili później moim kosztem. Taki był zawsze mój los; skoro tylko zbliżyłem z sobą dwóch ludzi, z którymi żyłem, z każdym oddzielnie, w przyjaźni, nie omieszkali rychło zjednoczyć się przeciw mnie. Mimo iż wobec spisku, jaki od owego czasu uknuła rodzina Tronchinów dla opanowania ojczyzny, musieli mnie wszyscy oni nienawidzić śmiertelnie, doktor przez długi czas nie przestawał mi okazywać życzliwości. Za powrotem do Genewy napisał do mnie, ofiarując miejsce honorowego bibliotekarza. Ale powziąłem już postanowienie i ta propozycja nie zachwiała go.
W tym czasie zacząłem na nowo uczęszczać do Holbacha. Okazją do tego stała się śmierć jego żony, która, zarówno jak śmierć pani de Francueil, wypadła w czasie mego pobytu w Genewie. Diderot, uwiadamiając mnie o tym zgonie, wspomniał o głębokim strapieniu męża. Boleść ta wzruszyła moje serce. Ja sam żałowałem nader żywo tej miłej osoby. Napisałem do pana d’Holbach. Smutny ów wypadek sprawił, iż zapomniałem wszystkich jego uchybień i wróciwszy z Genewy, skoro on sam wrócił z wycieczki po Francji, jaką dla rozerwania się podjął z Grimmem i innymi przyjaciółmi, poszedłem go odwiedzić; bywałem tam aż do wyjazdu do Pustelni. Kiedy rozeszło się w koterii „filozofów”, że pani d’Epinay, której baron nie znał jeszcze bliżej, gotuje mi mieszkanie, sarkazmy posypały się na mnie jak grad. Oparte były na tym, iż, potrzebując nieodzownie miejskich kadzideł i rozrywek, nie zniosę samotności ani przez dwa tygodnie. Czując w duchu, jak jest naprawdę, pozwoliłem gadać i robiłem swoje. Pan d’Holbach pomógł mi609 wszelako umieścić starego nieboraka Le Vasseur, który miał przeszło osiemdziesiąt lat i którego żona, nie mogąc udźwignąć tego ciężaru, błagała mnie bez przerwy, abym ją odeń zwolnił. Umieszczono go w przytułku, gdzie wiek i tęsknota za rodziną wpędziły go rychło do grobu. Żona i reszta dzieci niezbyt go opłakiwały; ale Teresa, która kochała go tkliwie, nie mogła się nigdy pocieszyć po stracie ojca, wyrzucając sobie, iż ścierpiała, aby, tak blisko kresu, z dala od niej dokończył swych dni.
Niemal w tym samym czasie spadły na mnie odwiedziny, których nie spodziewałem się wcale, mimo że była to co się zowie dawna znajomość. Mówię o przyjacielu Venture, który zaskoczył mnie pewnego ranka, w chwili gdy najmniej o nim myślałem. Przyszedł z jakąś drugą figurą. Jakże mi się wydał zmieniony! W miejsce dawnych powabów widziałem w nim jedynie niechlujną i podejrzaną postać, tak iż niepodobna mi było zdobyć się na wylewy przyjaźni. Albo moje oczy się zmieniły, albo rozpusta stępiła jego lotność, albo też tajemnica pierwotnego uroku tkwiła całkowicie w młodości, której mu już nie stało. Przywitałem go niemal obojętnie i rozstaliśmy się dość chłodno. Ale kiedy odszedł, wspomnienie dawnych związków przywiodło mi tak żywo na pamięć moje młode lata, tak lubo, tak statecznie poświęcone tej anielskiej kobiecie, która obecnie zmieniła się nie mniej od niego, drobne wydarzenia tego szczęśliwego czasu, romantyczny dzień w Toune, spędzony tak niewinnie a rozkosznie między dwoma uroczymi dziewczętami, gdzie pocałunek w rękę był jedynym uzyskanym faworem, a który mimo to zostawił mi żal tak żywy, tak wzruszający, tak trwały! Stanęły mi przed oczyma wszystkie te urocze szaleństwa młodego serca, których czas, jak sądziłem, minął na zawsze; tkliwe te wspomnienia wycisnęły mi łzy żalu nad minioną młodością i nad jej straconymi już dla mnie wzruszeniami. Ach, ileż byłbym wylał łez nad ich spóźnionym i nieszczęśliwym powrotem, gdybym przewidywał niedole, jakie mnie miał kosztować!
Nim opuściłem Paryż, doznałem w ciągu zimy, która poprzedziła wyjazd, przyjemności bardzo lubej memu sercu: jakoż, kosztowałem jej w całej czystości. Palissot610, akademik z Nancy, znany z kilku dramatów, wystawił właśnie jeden z nich w Lunéville przed królem polskim. Sądził prawdopodobnie, iż przymili się królowi, wyszydzając w tym dramacie człowieka, który ośmiela się z piórem w ręku mierzyć z monarchą. Stanisław, który miał szlachetny charakter i nie lubił satyry, uczuł się oburzony, iż ktoś pozwala sobie w jego obecności na takie osobiste wycieczki. Hrabia de Tressan611 napisał z rozkazu tego monarchy do d’Alemberta i do mnie, powiadamiając nas, że zamiarem J. K. Mości jest, aby imć Palissota wygnano z jego Akademii. Odpowiedź moja zawierała żywą prośbę do pana de Tressan, aby wstawił się u króla polskiego celem uzyskania łaski dla imć Palissot. Tak się też stało; zaś hrabia de Tressan, zawiadamiając mnie o tym w imieniu króla, dodał, iż fakt ten będzie wpisany w regestra612 Akademii. Odparłem, iż byłoby to nie tyle użyczeniem łaski, ile utrwaleniem kary. Wreszcie na me usilne prośby przyrzeczono mi nie wspominać o niczym w rejestrach i nie utrwalać żadnym publicznym śladem tego zajścia. Tej wymianie zdań towarzyszyły, tak ze strony króla, jak pana de Tressan, oznaki szacunku i poważania, niezmiernie dla mnie pochlebne. Uczułem w tej okazji, iż szacunek ludzi, którzy sami nań tak bardzo zasługują, rodzi w duszy uczucie o wiele słodsze i szlachetniejsze od uczuć próżności. Przepisałem do swego zbioru listy pana de Tressan wraz z mymi odpowiedziami: oryginały można będzie znaleźć w pliku A, nr 9, 10 i 11.
Czuję dobrze, iż, jeśli kiedy pamiętniki te ujrzą światło dzienne, ja sam uwieczniam tu wspomnienie faktu, którego ślad chciałem wymazać; ale tak samo przekazuję tu i wiele innych, mimo chęci. Wielki cel tego przedsięwzięcia, zawsze obecny mym oczom, nieodzowny obowiązek wypełnienia go w całej rozciągłości, nie pozwalają mi zboczyć z drogi dla mniej ważnych względów, które by mnie odeń oddaliły. W osobliwym, jedynym położeniu, w jakim się znajduję, nadto winien jestem siebie prawdzie, aby być winien cokolwiek jeszcze drugim. Aby mnie znać dobrze, trzeba mnie znać we wszystkich mych postępkach, dobrych i złych. Wyznania moje z konieczności związane są z wyznaniami innych osób: czynię jedne i drugie, we wszystkim, co się odnosi do mnie, z równą szczerością. Nie sądzę, abym komukolwiek w świecie był winien więcej względów niż samemu sobie: pragnę wszelako zachować ich o wiele więcej. Chcę być zawsze sprawiedliwym i prawdomównym; mówić o drugich tyle dobrego, ile mi będzie możebne, mówić tylko to złe, które mnie dotyczy, i o tyle, o ile jestem zmuszony. W stanie, do którego mnie doprowadzono, któż ma prawo żądać ode mnie więcej? Nie piszę swoich wyznań po to, aby ukazały się za mego życia, ani też za życia interesowanych osób. Gdybym był panem swego losu i losu tego pisma, ujrzałoby ono światło dopiero w długi czas po mojej i ich śmierci. Ale wysiłki, jakie strach przed prawdą każe czynić mym potężnym ciemiężycielom dla wymazania jej śladów, zmuszają mnie, abym dla zachowania ich uczynił znów wszystko, na co mi pozwala najściślejsze prawo i najsurowsza sprawiedliwość. Gdyby pamięć moja miała zagasnąć wraz ze mną, wówczas, raczej niżbym miał narazić kogo, ścierpiałbym bez szemrania niesprawiedliwą, lecz przemijającą hańbę; ale ponieważ, ostatecznie, imię moje ma żyć, trzeba mi dołożyć starań, aby przekazać wraz z nim wspomnienie nieszczęsnego człowieka, który je nosił, takiego, jakim był w istocie, a nie jakim niesprawiedliwi wrogowie starają się go bez ustanku malować.
Przypisy:
1. Huron — członek plemienia Indian z Ameryki Płn.; w satyrycznej powieści Woltera prostolinijny Huron, tytułowy Prostaczek, przybywa do Francji, gdzie jego bezpośredni sposób interpretacji rzeczy i nieznajomość społeczeństwa europejskiego prowadzi do wielu nieporozumień i kłopotów, ukazujących negatywne strony instytucjonalnego Kościoła, nietolerancję religijną, hipokryzję, nadużycia władzy, dziwactwa i niesprawiedliwości społeczne. [przypis edytorski]
2. kabalistyczne słowo — kabała: żydowska mistyczna filozofia religii w średniowieczu. Kabaliści stosowali w swych dociekaniach kombinacje liczb i liter, którym przypisywali głębsze znaczenie. [przypis edytorski]
3. butelka lejdejska — urządzenie do gromadzenia ładunku elektrycznego w formie cylindrycznego szklanego naczynia pokrytego obustronnie folią metalową; pierwowzór kondensatora. [przypis edytorski]
4. pewna (daw.) — skrócone: rzecz pewna; dziś: pewne. [przypis edytorski]
5. ekshibicja (z łac.) — obnażanie, wystawianie na pokaz. [przypis edytorski]
6. urwisz (daw.) — urwis, łobuziak. [przypis edytorski]
7. bania Herona — pierwowzór turbiny parowej wynaleziony przez Herona z Aleksandrii (ok. 10–ok. 70): urządzenie w postaci kuli z dwiema przeciwbieżnymi dyszami, zamocowanej na osi i podgrzewanej ogniem ze znajdującego się poniżej kotła. Rousseau wyruszył na wędrówkę z fontanną Herona, inną ciekawostką techniczną tego samego wynalazcy. [przypis edytorski]
8. etc. (łac.) — skrót od et caetera odpowiadający polskiemu: „itd.” lub „i in.”. [przypis edytorski]
9. wylany (daw.) — dziś: wylewny. [przypis edytorski]
10. moral insanity (ang.) — obłęd moralny, hist. termin medyczny oznaczający patologiczny brak naturalnych odczuć, uczuć, skłonności i instynktów moralnych. [przypis edytorski]
11. somnambulik — naukowe określenie lunatyka. [przypis edytorski]
12. gruby — tu: pospolity, prostacki. [przypis edytorski]
13. arrangement (fr.) — urządzenie czegoś, kompozycja, układ. [przypis edytorski]
14. progenitura (z łac.) — potomstwo. [przypis edytorski]
15. konfrontacja Wyznań z tym, co nam obiektywnie wiadomo o życiu pisarza... — najświetniejszą taką konfrontacją są studia Fagueta: Vie de Rousseau i Les amies de Rousseau. Oprócz tych dwóch książek, ogłosił Faguet równocześnie w „roku jubileuszowym” (1912) jeszcze trzy inne: Rousseau artiste, Rousseau penseur i Rousseau contre Molière. [przypis tłumacza]
16. apologia — obrona (a zazwyczaj jednocześnie pochwała) jakiejś osoby lub poglądu. [przypis edytorski]
17. życie prywatne tej wybornej osoby z punktu widzenia oficjalnej moralności przedstawia się więcej niż dwuznacznie — osoba i życie pani de Warens pozostały do dziś dnia w wielu szczegółach zagadkowe. Co się tyczy pozycji jej w stosunku do dworu Sardynii, być może, iż owa pensja wypłacana jej całe życie była rekompensatą jakichś usług oddawanych w pośledniejszych misjach politycznych. Stawiano także wprost hipotezę szpiegostwa. Być może jednak obowiązki te ograniczały się do propagandy religijnej i do „nawróceń” w rodzaju Russa. Nieubłagany skalpel wiedzy próbował również i na życiu wewnętrznym pani de Warens swego ostrza. Temperament jej, „lodowaty”, jak zapewnia Rousseau, stał się przedmiotem dociekań historyczno-literackich, nastrojonych na tym punkcie raczej sceptycznie. Poważna nauka skłania się do przypuszczenia, iż była to, przeciwnie, osoba o zmysłach nader wymagających, a skazana z powodu swej drażliwej, na wpół „duchownej” sytuacji, na ścisłe przestrzeganie pozorów, ograniczyła swoje życie uczuciowe do gromadki zaufanych domowników. Bądź co bądź, kwestia jest jeszcze otwarta i pani de Warens z ostatecznym zwierzeniem tej delikatnej tajemnicy czeka stęskniona na swego Hösicka. [przypis tłumacza]
18. idylliczny — pogodny, spokojny, upływający w atmosferze szczęścia. [przypis edytorski]
19. zresztą (daw.) — co do reszty, poza tym. [przypis edytorski]
20. którego pierwszych trzydzieści lat było wpółsenną [...] wegetacją [...] I to zostanie mu na całe życie — za negatywny, ale wymowny dowód, jak bezwzględnie szczerym jest Rousseau w swoich wrażeniach, może posłużyć fakt, iż opisując kilkunastumiesięczny pobyt w Wenecji, ani jednego słowa nie poświęca pięknościom tej „królowej mórz”. Któryż z nowoczesnych literatów pozwoliłby sobie na to zaniedbanie! [przypis tłumacza]
21. sub dio (łac.) — pod gołym niebem. [przypis edytorski]
22. blanc-manger (fr.) — blamanż: danie deserowe, rodzaj galaretki ze słodzonego mleka zagęszczonego żelatyną i przyprawionego migdałami. [przypis edytorski]
23. opuszcza ostatecznie wpółmacierzyńskie objęcia pani de Warens — omawiając pierwszą część Wyznań, wyraziłem przekonanie, iż pani de Warens oczekuje jeszcze swego biografa. Istotnie, niemal równocześnie pojawiła się obszerna jej monografia (Benedetto: Madame de Warens, Paris 1914), oparta na nowych dokumentach i przynosząca wiele światła w kwestii tej dość zagadkowej egzystencji, której — jak można już na pewno orzec — podstawą był rodzaj agentury mającej na celu połów dusz protestanckich i nawracanie ich, przeważnie za pomocą materialnych usług i nadziei, na katolicyzm. [przypis tłumacza]
24. stadło (daw.) — małżeństwo, związek małżeński; para małżeńska. [przypis edytorski]
25. żabot — ozdoba z marszczonej tkaniny umieszczana pod szyją na przodzie bluzki lub koszuli. [przypis edytorski]
26. Diogenes z Synopy (413–323 p.n.e.) — filozof gr.; głosił, że dla osiągnięcia szczęścia należy maksymalnie ograniczyć własne potrzeby i uniezależnić się od dóbr materialnych; według legendy sam prowadził ascetyczne życie, mieszkając w beczce. [przypis edytorski]
27. helwecki — szwajcarski; od nazwy staroż. celtyckiego plemienia Helwetów, którzy zamieszkiwali tereny dzisiejszej Szwajcarii. [przypis edytorski]
28. sceptyzm — dziś popr.: sceptycyzm. [przypis edytorski]
29. esprit (fr.) — myśl, dowcip, zdolność, duch. [przypis edytorski]
30. niepodobna (daw.) — nie można, nie da się, jest niemożliwe. [przypis edytorski]
31. stoiczny — dziś: stoicki; zalecany przez staroż. filoz. szkołę stoików: charakteryzujący się umiarem, opanowaniem i spokojem wewnętrznym niezależnie od sytuacji życiowych. [przypis edytorski]
32. arkadyjski — mający cechy sentymentalnej Arkadii, pasterskiej krainy beztroskiej szczęśliwości. [przypis edytorski]
33. panegirysta — osoba przesadnie wychwalająca kogoś; twórca panegiryków, tj. utworów pochwalnych. [przypis edytorski]
34. Pamiętniki pani d’Épinay [...] przez długi czas brane w rachubę przez wybitnych nawet krytyków — nowsza krytyka coraz bardziej podkopywała autentyczność i znaczenie tych „pamiętników”; w ostatnich zaś latach cenne rewelacje panny Macdonald (La legende de Jean-Jacqnes Rousseau, Paris 1909, przekład z angielskiego) obaliły doszczętnie wszelką ich wartość jako dokumentu. Panna M. znalazła rękopis tych rzekomych pamiętników, z którego niezbicie wynika, iż jest to po prostu swobodnie przez panią d’Épinay pisany romans w formie pamiętnika, i że, co więcej, po zerwaniu stosunków z Russem pani d’Épinay, po części pod dyktandem Diderota i Grimma, przerobiła go całkowicie, obciążając w tej nowej redakcji Russa mnóstwem tendencyjnych rysów, sprzecznych z pierwotnym tekstem. Pamiętniki te, zanim dostały się do druku, uległy jeszcze nowym przeróbkom. Pamiętniki pani d’Épinay miały być w tej wersji niewątpliwie odpowiedzią na Wyznania, które Rousseau od dawna zapowiadał, za życia jeszcze odczytywał w paryskich kołach, a które po śmierci jego obiegały w odpisach, zanim je wreszcie ogłoszono drukiem. [przypis tłumacza]
35. możebne — dziś: możliwe. [przypis edytorski]
36. nie wiedzą, w którym kierunku się obróci — istotnie, obróciła się przeciwko nim: Chateaubriand, wcielający w siebie reakcję romantyczno-chrześcijańską przeciw racjonalizmowi XVIII w., jest synem duchowym Russa. [przypis tłumacza]
37. amfitrion (daw.) — gościnny pan domu, gospodarz wydający ucztę a. fundator przyjęcia; od imienia króla Tyrynsu i Teb w mit. gr. [przypis edytorski]
38. robiąc zresztą na tym, odnośnie do swoich światowych i literackich aspiracji, znakomity interes — zabawnym zbiegiem okoliczności, w tym samym czasie kiedy Rousseau, na wpół wypędzony przez nią, opuszczał Pustelnię, pani d’Epinay przyjmowała w Genewie deputację obywateli, składających jej hołd za opiekę i przyjaźń okazane ich wielkiemu ziomkowi. Pani d’Houdetot też doczekała się apoteozy: rewolucja otoczyła ją nimbem, jako uwielbianą Muzę Jana Jakuba, i ten nimb pozostał jej do końca życia. [przypis tłumacza]
39. mondaine (fr.) — kobieta światowa. [przypis edytorski]
40. epistoła — daw.: list; przen. długi, nudny list. [przypis edytorski]
41. polor — dobre maniery, ogłada towarzyska. [przypis edytorski]
42. ergo (łac.) — więc, zatem. [przypis edytorski]
43. stać czymś (daw.) — istnieć dzięki czemuś; opierać się na czymś. [przypis edytorski]
44. każdy go mógł pozbawić czci, mienia i wolności — jeden przykład wśród tysiąca: młody literat Clément za krytykę literacką arcynudnego poematu Saint-Lamberta (tego samego, który odgrywa taką rolę w Wyznaniach) Pory roku, został dzięki osobistym stosunkom autora osadzony w więzieniu Fort-l’Evéque, a broszura jego wstrzymana w obiegu. Clément wprawdzie rychło wydostał się z więzienia, jednakże z pewnością nie siłą swej niewinności, ale znowuż dzięki zabiegom przyjaciół. Bezpośrednia przyczyna uwięzienia Diderota była niemal jeszcze błahsza. [przypis tłumacza]
45. polica (daw.) — polisa (lm: polisy), dokument potwierdzający zawarcie umowy ubezpieczeniowej. [przypis edytorski]
46. ad hoc (łac.) — doraźnie, bez wcześniejszego przygotowania. [przypis edytorski]
47. sofistyka — rozmyślne używanie nieuczciwej argumentacji w celu udowodnienia fałszywej tezy. [przypis edytorski]
48. Ciekawy to przyczynek do problemu, do jakiego stopnia u Russa linia talentu pociągnęła za sobą linię życia — nie mniej ciekawym jest ustęp w Wyznaniach, opowiadający (Część druga), jak jego niedomaganie pęcherza stało się główną przyczyną, iż uchylił się od audiencji u króla i przyjęcia pensji królewskiej, a w następstwie pchnęło go w objęcia ideologii republikańskiej. Zważywszy olbrzymi wpływ Russa na kształtowanie się umysłowości współczesnej, a zwłaszcza jej dynamikę, można sobie bez cienia żartu zadać pytanie, czy gdyby pęcherz jego był zdrowszy, czy rewolucja francuska byłaby przyszła do skutku, a w każdym razie, czy w tej samej formie? [przypis tłumacza]
49. koteria, której Rousseau się naraził, składała się z najbardziej wybitnych, ruchliwych i solidarnie trzymających się ludzi, których wpływy sięgały daleko poza granice Francji — niemałą siłą w ręku Grimma i jego koterii była „Correspondance littéraire”, rękopiśmienny dwutygodnik, który tenże, z współpracownictwem Diderota, pani d’Épinay, a w ostatnich latach Meistera, wydawał przez 40 lat blisko na użytek większości koronowanych głów i co najznamienitszych dostojników Europy. W piśmie tym, doskonale redagowanym, otrzymywali wysoko położeni abonenci przegląd najświeższych wiadomości paryskich, wolnych tu od knebla cenzury, ile że „Correspondance” była tajna, abonowana i przesyłana pod ścisłą dyskrecją. Było tam i sprawozdanie z ostatniej premiery, i plotka towarzyska, nieraz bardzo drastyczna, i wyciąg wszystkich, nawet najbłahszych nowości literackich, i wreszcie swobodne omówienie wypadków dnia. Łatwo zrozumieć, iż odnośnie do kształtowania opinii dziennik taki stanowił siłę, z którą dzisiejsza prasa, jawna, dająca możność dyskusji i polemiki i zresztą neutralizująca się wzajem, ani w przybliżeniu równać się nie może. Nie potrzeba dodawać, że „Correspondance” była oficjalnym organem koterii „filozofów” i że wszystkie hymny pochwalne — z wielką wszelako miarą i smakiem — są w niej na cześć świeczników Encyklopedii. Panna Macdonald, partyzantka teorii „spisku”, zestawia ustępy „Correspondance” dotyczące Russa i dopatruje się w nich konsekwentnego działania celem zgubienia pisarza w opinii Europy, oraz denuncjowania go niejako, właśnie w epoce, kiedy uchodząc z Francji, w tejże Europie musi szukać gościny. Faguet nie godzi się z tym zapatrywaniem i raczej skłonny jest dziwić się umiarkowanemu tonowi Grimma odnośnie do Jana Jakuba. Dla własnej ciekawości przewertowałem w kilkunastu tomach „Correspondance” wszystko, co w niej dotyczy osoby i pism Russa; oczywiście, życzliwym stanowisko Grimma nie jest, ale jakież mogło być inne w stosunku do pisarza, który mu był antypatyczny ideowo, a wrogi osobiście? Jakiegoś planowo wytyczonego działania wręcz na zgubę pisarza trudno mi się było dopatrzyć w tych ustępach, które zresztą rozproszone są na przestrzeni szeregu lat. [przypis tłumacza]
50. w znacznej części były naturalnym następstwem jego śmiałych i nowatorskich wystąpień — trzeba mieć na uwadze, że Rousseau był w swojej epoce jedynym pisarzem poruszającym doniosłe kwestie filozoficzne i społeczne, który podpisywał swoje utwory. Było utartym zwyczajem, iż autor ogłaszał w takim razie swe pisma bezimiennie, a nawet w razie potrzeby wręcz ich się wypierał, na co władze patrzały chętnym okiem, ponieważ ta cicha umowa uwalniała je od niepopularnych represji. Mimo takich ostrożności tak Wolter, jak i Diderot i tylu innych zapoznali się w swoim czasie z więzieniem. Zagadkową jedynie w całej sprawie wydania Emila jest nieopatrzność pana de Malesherbes, człowieka, którego charakter stoi tak wysoko, iż nawet Rousseau, mimo tak fatalnego obrotu sprawy, nigdy ani na chwilę nie obrzucił go najlżejszym podejrzeniem. Zdaje się, trafnym jest tu wyrażone przez Russa przypuszczenie związku odnośnego stanowiska parlamentu w sprawie Emila z przypadającym na tę chwilę wygnaniem zakonu jezuitów. [przypis tłumacza]
51. Panna Levasseur była nieokrzesana, głupia, zazdrosna... — Faguet, Vie de Rousseau. [przypis tłumacza]
52. pamflet — utwór będący ostrą demaskatorską krytyką osoby, grupy lub instytucji, zwykle złośliwy, często anonimowy. [przypis edytorski]
53. co stanowiło największą pasję jego życia, tj. teatr — Wolter, mieszkający wówczas w Délices pod Genewą, marzył o tym, aby w tym mieście stworzyć teatr, którego brak czynił mu pobyt z dala od Paryża dolegliwym. Za jego inspiracją, a może i z jego współpracownictwem, d’Alembert, opracowując dla Encyklopedii artykuł pt. Genewa, wyraził w dłuższym ustępie żal, iż miasto tak oświecone nie posiada teatru. W odpowiedzi Rousseau wystosował słynny List do d’Alemberta o widowiskach, w którym broni „czystości obyczajów” swego rodzinnego miasta przed niepowołanymi nowatorami. List ten, będący równocześnie pamfletem przeciw teatrowi i wytaczający proces tej instytucji w osobie najświetniejszego jej przedstawiciela, Moliera, zyskał olbrzymi rozgłos i wywołał polemikę liczącą blisko 400 pism i broszur. [przypis tłumacza]
54. sfingowany list, jakoby Fryderyka II do Russa — autorem listu, ukutego w salonie pani du Deffant, był Horacy Walpole; podobno jednak i Hume współpracował w tym żarcie. [przypis tłumacza]
55. modus vivendi (łac.) — sposób życia; tu: zasady współżycia. [przypis edytorski]
56. herboryzować — zajmować się zbieraniem roślin w celach naukowych. [przypis edytorski]
57. z umysłu (daw.) — umyślnie, celowo. [przypis edytorski]
58. Konstytuanta — właśc. Zgromadzenie Narodowe Konstytucyjne, nazwa przyjęta przez Stany Generalne we Francji w 1789 w związku z podjęciem prac ustawodawczych nad ustrojem państwa. [przypis edytorski]
59. Panteon — budowla w Paryżu, w Dzielnicy Łacińskiej, miejsce pochówku osób szczególnie zasłużonych dla Francji. [przypis edytorski]
60. arcydzieło poezji Villona — Wielki Testament (1461) François Villona. [przypis edytorski]
61. biorą oni swe kreacje w całej pełni z siebie — pytano raz Flauberta, skąd zaczerpnął postać pani Bovary; odpowiedział: „Pani Bovary — to ja”. [przypis tłumacza]
62. (1712–1719) — daty przed akapitami zostały wprowadzone przez wydawców. [przypis edytorski]
63. imać się czegoś (daw.) — zabierać się do czegoś, brać się za coś. [przypis edytorski]
64. jeśli będzie miał czoło (książk.) — mieć odwagę, czelność. [przypis edytorski]
65. Izaak i Zuzanna — w protestanckich rodzinach zwyczajne są te imiona, czerpane ze Starego Testamentu. [przypis tłumacza]
66. Izaaka Rousseau, obywatela, i Zuzanny Bernard, obywatelki — w Genewie status obywateli (fr. citoyens), posiadających pełnię praw politycznych, przysługiwał tylko osobom urodzonym w mieście i pochodzącym ze stanu mieszczańskiego; było to ok. 1500 osób na 20 tysięcy ludności. Pozostali należeli do urodzonych w mieście natifs, nieposiadających czynnych praw politycznych, oraz do habitants (mieszkańców), bez żadnych praw politycznych. [przypis edytorski]
67. Treille — najstarsza promenada Genewy. [przypis edytorski]
68. bogdanka (daw.) — ukochana. [przypis edytorski]
69. Eugeniusz Sabaudzki, właśc. Eugène-François de Savoie (1663–1736) — książę Sabaudii, krainy hist. w płd.-wsch. Francji, przy granicy ze Szwajcarią i Włochami, dowódca cesarskiej armii austriackiej, jeden z najwybitniejszych wodzów nowożytnych. [przypis edytorski]
70. seraj — pałac władcy w krajach muzułmańskich. [przypis edytorski]
71. przenieść (daw.) — znieść. [przypis edytorski]
72. zaród dolegliwości, która wzmogła się z latami — wrodzona wada pęcherza, utrudniająca oddawanie moczu. [przypis tłumacza]
73. folga (daw.) — ulga, odpoczynek. [przypis edytorski]
74. Agesilaus, Brutus i Arystydes — postacie historii starożytnej, bohaterowie biograficznych Żywotów Plutarcha, przedstawieni w nich jako wzory cnót obywatelskich. [przypis edytorski]
75. Orondat, Artamen, Juba — postacie z XVII-wiecznych poczytnych, ckliwych romansów rycerskich: Orondat i Juba z powieści Gauthiera La Calprenède’a Cassanddre (1642) i Cleopatre (1647), Artamen z powieści Madeleine de Scudéry Artamène, ou le grand Cyrus (1649–1653). [przypis edytorski]
76. obywatel rzeczypospolitej — Genewa w czasach autora była republiką; dołączyła do Konfederacji Szwajcarskiej w 1815 roku. [przypis edytorski]
77. Scewola — właśc. Gaius Mucius Cordus; legendarny bohater rzymski, który został wysłany, by zamordować króla etruskiego Porsennę oblegającego ze swą armią Rzym w 508 p.n.e.; gdy został jednak schwytany w obozie wroga, włożył rękę w ogień, by dowieść, że nie straszne mu tortury ani śmierć; takie męstwo przekonało Porsennę, by puścić wolno zamachowca; nosił on odtąd z chlubą przydomek Scaevola, tzn. Mańkut. [przypis edytorski]
78. swywola (daw.) — swawola. [przypis edytorski]
79. wisus (daw.) — urwis. [przypis edytorski]
80. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]
81. zresztą (daw.) — co do reszty, poza tym. [przypis edytorski]
82. fizjonomia (daw.) — twarz. [przypis edytorski]
83. mantyka — zrzęda. [przypis edytorski]
84. niepodobna (daw.) — nie można, nie da się, jest niemożliwe. [przypis edytorski]
85. Bossey — wioska ok 5 km na płd. od Genewy. [przypis edytorski]
86. możebne — dziś: możliwe. [przypis edytorski]
87. cierpiałem, ale się nie buntowałem... — w. 21 i nast. Cały ten zawiły opis wyraża, iż Rousseau podlegał znanemu w medycynie zboczeniu płciowemu, które kazało mu najwyższą rozkosz fizyczną pokładać w tym, aby być oćwiczonym przez kobietę. [przypis tłumacza]
88. substytucja — zastępowanie, wymiana czegoś. [przypis edytorski]
89. Chimera (mit. gr.) — ziejący ogniem potwór z głową lwa, ciałem kozy i ogonem węża; przenośnie: urojenie, mrzonka. [przypis edytorski]
90. miast (daw.) — zamiast. [przypis edytorski]
91. zawód (daw.) — tu: zmaganie się, staranie, próba dokonania czegoś. [przypis edytorski]
92. carnifex (łac.) — oprawca, kat. [przypis edytorski]
93. opona (daw.) — tkanina ochronna a. ozdobna. [przypis edytorski]
94. wydawać lekcje — recytować przed kimś zadany materiał lekcyjny. [przypis edytorski]
95. terasa (daw.) — taras. [przypis edytorski]
96. spektator (z łac.) — widz. [przypis edytorski]
97. Labor omnia vincit improbus (łac.) — ustawiczna praca zwycięża wszystko; cytat z Georgik (I, 145–146) Wergiliusza. [przypis edytorski]
98. W dziesiątym roku życia miałem o tym lepszy sąd niż Cezar w trzydziestym — żartobliwe nawiązanie do militarnych dokonań i planów rzymskiego wodza i polityka Gajusza Juliusza Cezara (100–44 p.n.e.), który mając 26 lat objął dowództwo nad oddziałami rzymskimi w zaatakowanej przez króla Pontu Mitrydatesa VI Bitynii i odparł agresję; mając 32 lata jako kwestor prowincji planował zbrojne wystąpienie przeciw Rzymowi, jednak brakowało mu odpowiedniej armii. [przypis edytorski]
99. Euklid a. Euklides (ok. 300 p.n.e.) — czołowy matematyk grecki; „ojciec geometrii”, autor dzieła Elementy, do XIX w. będącego podstawowym podręcznikiem geometrii i wzorem ścisłości wykładu, w którym usystematyzował wiedzę matematyczną i jako pierwszy przedstawił ją w formie systemu wniosków z zaproponowanego przez siebie zestawu aksjomatów. [przypis edytorski]
100. Poliszynel — jedna z charakterystycznych postaci włoskiej komedii dell’arte, zwykle występująca z kogucim piórem, charakteryzująca się złośliwością, nieuprzejmością i egoizmem. [przypis edytorski]
101. niestosunek (daw.) — brak odpowiedniości, należytej proporcji. [przypis edytorski]
102. wzięcie (daw.) — postać i sposób poruszania się. [przypis edytorski]
103. kauzyperda (pot.) — prawnik (zwykle: nieudolny, od łac. causam perdere, tj. przegrać sprawę). [przypis edytorski]
104. dependent — praktykant u adwokata lub notariusza. [przypis edytorski]
105. pryncypał (daw.) — zwierzchnik, przełożony. [przypis edytorski]
106. Larydon — aluzja do bajki La Fontaine’a Wychowanie (VIII, 24), w której dwa psy z jednego miotu, Cezar i Larydon, zostają odmiennie wychowane: pierwszy do polowań w lesie, drugi do łatwego życia i wygód w kuchni; Cezar wydaje gromadkę dzielnego potomstwa, Larydon ginie pod płotem. [przypis edytorski]
107. zatrudnienie (daw.) — zajęcie, czynność. [przypis edytorski]
108. as — tu: drobna moneta rzymska. [przypis edytorski]
109. pewna (daw.) — skrócone: rzecz pewna; dziś: pewne. [przypis edytorski]
110. Hesperyd ogród (mit. gr.) — ogród pilnowany przez siostry Hesperydy, nimfy zachodzącego słońca, w którym rosła jabłoń rodząca złote jabłka; jej owoce miał zdobyć Herakles. [przypis edytorski]
111. więcej zmysłowcem — dziś popr.: bardziej zmysłowcem. [przypis edytorski]
112. traktiernia (daw.) — podrzędna restauracja; jadłodajnia. [przypis edytorski]
113. funt — tu jako pieniądz francuski: liwr (fr. livre), jednostka obrachunkowa i moneta używana w XVII i XVIII w. [przypis edytorski]
114. su, właśc. sous (fr.) — daw. drobna moneta francuska, o wartości 1/20 liwra (funta). [przypis edytorski]
115. Palais-Royal (fr.: Pałac Królewski) — pałac położony w centrum Paryża, 150 m od Luwru, w latach 1643–1661 siedziba Ludwika XIV, następnie własność książąt orleańskich, którzy w latach 1780–1784 wokół udostępnionych publicznie ogrodów pałacowych zbudowali galerie mieszczące sklepy i kawiarnie, tworząc najważniejsze miejsce handlowe w mieście. [przypis edytorski]
116. stracić się — zgubić się. [przypis edytorski]
117. kontramarka (daw.) — znaczek, numerek otrzymywany przy oddawaniu ubrania na przechowanie personelowi w teatrze, sali koncertowej itp. [przypis edytorski]
118. mizantropia (z gr.) — niechęć do ludzi. [przypis edytorski]
119. szyldwach (daw., z niem.) — żołnierz pełniący wartę, strażnik. [przypis edytorski]
120. owszem — tu: przeciwnie. [przypis edytorski]
121. Dzieckiem jeszcze — będąc jeszcze dzieckiem. [przypis edytorski]
122. pustota — lekkomyślność i skłonność do figlów. [przypis edytorski]
123. Pontverre, Benoìt Quimier de (1656–1733) — ksiądz katolicki, był proboszczem Confignon od 1691. [przypis edytorski]
124. Rycerze Łyżki — katoliccy szlachcice sabaudzcy, którzy w 1528 pod przewodnictwem Francois de Ternier, pana na Pontverre, ślubowali podbić kalwińską Genewę: na szyjach wieszali sobie drewniane łyżki, chełpiąc się, że zjedzą nimi genewczyków. [przypis edytorski]
125. bigot — dewot; człowiek przywiązujący przesadną wagę do zewnętrznych form pobożności, zaniedbujący przy tym duchowość wewnętrzną i moralność. [przypis edytorski]
126. Warens, Françoise-Louise de a. Louise Éléonore de la Tour du Pil (1699–1762) — wydana za mąż w wieku 14 lat, w 1726 porzuciła męża, przeszła na katolicyzm i została agentką Wiktora Amadeusza II, otrzymując roczną pensję za opiekę nad protestantami pragnącymi przejść na katolicyzm. [przypis edytorski]
127. prozelita — neofita, nowo pozyskany wyznawca jakiejś wiary. [przypis edytorski]
128. Vevai, Vevay — ob. Vevey, niewielkie miasto w pobliżu Lozanny. [przypis edytorski]
129. Wiktor Amadeusz II (1666–1732) — władca z dynastii sabaudzkiej, od 1675 książę Sabaudii, od 1720 król Sardynii; abdykował w 1730. [przypis edytorski]
130. tyglów — dziś popr. D lm: tygli. [przypis edytorski]
131. pani de Longuevilie — księżna [Anna Genowefa Burbon] de Longueville (1619–1679) odgrywała wybitną rolę polityczną w czasie Frondy. [przypis tłumacza]
132. parlatorium — rozmównica, pomieszczenie w klasztorze przeznaczone do rozmów z gośćmi. [przypis edytorski]
133. katechumen — osoba przygotowująca się do przyjęcia chrztu. [przypis edytorski]
134. snadź (daw.) — widocznie, zapewne. [przypis edytorski]
135. La Motte, Antoine Houdar de (1672–1731) — fr. poeta i dramaturg, należący do grona tzw. „nowożytników”, wiodących spór ze zwolennikami form antycznych. [przypis edytorski]
136. milord marszałek — patrz księga XII. [George Keith (1686–1778), ostatni lord marszałek Szkocji; red. WL]. [przypis tłumacza]
137. Emil — powieść Russa, mająca za przedmiot wychowanie dzieci. [przypis tłumacza]
138. grenadier — od XVIII w.: żołnierz doborowego oddziału przeznaczonego do ataków na bagnety; na grenadierów wybierano rosłych i silnych mężczyzn. [przypis edytorski]
139. zelant (z łac.) — gorliwy wyznawca. [przypis edytorski]
140. Piotr z Amiens a. Piotr Pustelnik (ok. 1050–1115) — pustelnik i kaznodzieja, organizator i przywódca nieudanej krucjaty ludowej (1096). [przypis edytorski]
141. fertyczny — ruchliwy, ożywiony, żwawy. [przypis edytorski]
142. Hannibal Barkas (246–183 p.n.e.) — wybitny kartagiński wódz; przez wiele lat prowadził walki z Rzymianami; wsławił się umiejętnościami taktycznymi oraz przeprowadzeniem 60-tysięcznej armii, łącznie ze słoniami bojowymi, z Hiszpanii przez Pireneje i Alpy do Italii, czym zaskoczył Rzymian. [przypis edytorski]
143. ludwik a. luidor (fr. Louis d’or: złoty Ludwik) — złota moneta francuska z podobizną króla, bita w latach 1640–1791. [przypis edytorski]
144. Diderot, [Denis (1713–1784)] — słynny pisarz i filozof XVIII w., zrazu przyjaciel Russa, później z nim poróżniony (patrz księga IX). [przypis tłumacza]
145. Grimm, [Friedrich Melchior von (1723–1807] — Niemiec z urodzenia, wydający w Paryżu dziennik „Correspondance litteraire”, był zrazu przyjacielem Russa, który go później uważał za swego najcięższego wroga. [przypis tłumacza]
146. konwikt — szkoła z internatem, zwykle przyklasztorna; też: sam internat. [przypis edytorski]
147. lejbgwardzista (z niem.) — członek straży przybocznej monarchy. [przypis edytorski]
148. Sklawończyk, wł. Schiavoni (hist.) — zapożyczone z włoskiego określenie Słowianina z terenów nad płn. Adriatykiem, używane w okresie Republiki Weneckiej; słowo stosowane w muzułmańskiej Hiszpanii jako odpowiednik arabskiego określenia Słowianina lub europejskiego niewolnika. [przypis edytorski]
149. plucha (daw.) — flejtuch, brudas. [przypis edytorski]
150. więcej — tu dziś popr.: bardziej. [przypis edytorski]
151. papizm — tu: używane dawniej przez protestantów określenie katolicyzmu. [przypis edytorski]
152. Historia Kościoła i cesarstwa — wspomniane w księdze I dzieło Histoirie de l’Église et de l’Empire pastora protestanckiego Jeana Le Sueura (1603–1681), wydane w Genewie w latach 1672–1677. [przypis edytorski]
153. Augustyn z Hippony (354–430) — filozof i teolog chrześcijański, autor licznych traktatów, m.in. Państwo Boże, oraz autobiograficznych Wyznań; jeden z tzw. ojców Kościoła. [przypis edytorski]
154. Grzegorz I zw. Wielkim (ok. 540–604) — papież (od 590), reformator organizacji kościelnej; autor kazań i licznych listów; jeden z tzw. ojców Kościoła. [przypis edytorski]
155. Maurowie — od średniowiecza do pocz. XIX w.: europejska nazwa na określenie muzułmańskich mieszkańców Płw. Iberyjskiego i płn.-zach. Afryki, z pochodzenia w większości Berberów (rdzennych mieszkańców Afryki Płn.). [przypis edytorski]
156. wielka choroba (daw.) — epilepsja, padaczka. [przypis edytorski]
157. Can maledet! brutta bestia! (dialekt piemoncki) — Pies przeklęty, dzika bestia. [przypis edytorski]
158. Henryk IV (1553–1610) — król Nawarry (od 1572), następnie król Francji (od 1589), pierwszy z dynastii Burbonów; protestant, przez państwa katolickiej Świętej Ligi uznany za uzurpatora, w 1593 oficjalnie przeszedł na katolicyzm; ogłosił edykt nantejski (1598) gwarantujący wolność wyznania i kończący wojny religijne w kraju. [przypis edytorski]
159. mocen (daw.) — zdolny; mający moc, zdolność czynienia czegoś. [przypis edytorski]
160. sold — daw. drobna moneta włoska. [przypis edytorski]
161. nieznacznie — niezauważalnie, niepostrzeżenie. [przypis edytorski]
162. trocha (daw.) — odrobina, niewielka ilość czegoś. [przypis edytorski]
163. giunca — rodzaj słonego włoskiego sera. [przypis edytorski]
164. Cerber (mit. gr.) — trzygłowy pies, pilnujący wejścia do krainy zmarłych; tu przen.: groźny strażnik. [przypis edytorski]
165. niepodobieństwo (daw.) — coś niemożliwego a. nieprawdopodobnego. [przypis edytorski]
166. subiekt (daw.) — sprzedawca w sklepie. [przypis edytorski]
167. jakobin — tu: francuski dominikanin; od nazwy paryskiej siedziby zakonu: klasztoru św. Jakuba, założonego przy głównej osi miejskiej, gdzie rozpoczynał się szlak pielgrzymkowy z Paryża do grobu św. Jakuba w Santiago de Compostela. [przypis edytorski]
168. pani de Sevigné — margrabina [Maria de Rabutin-Chantal] de Sevigné (1626–1696), dama za Ludwika XIV, która dzięki swym listom pisanym do córki znalazła się w gronie wielkich klasyków francuskich. [przypis tłumacza]
169. uważają każdy legat jako zrabowany — dziś popr.: uważają każdy legat za zrabowany. [przypis edytorski]
170. afektacja — przesada w okazywaniu uczuć, egzaltacja. [przypis edytorski]
171. larum (łac.) — alarm. [przypis edytorski]
172. dudek (daw., pot.) — głupiec. [przypis edytorski]
173. Achilles i Tersyt (mit. gr.) — bohaterowie Iliady, wojownicy achajscy biorący udział w oblężeniu Troi: Achilles był mężny, zaś Tersytes kłótliwy i tchórzliwy. [przypis edytorski]
174. Wyznanie wiary wikarego sabaudzkiego — głośny ustęp z Emila [traktatu pedagogicznego autorstwa Rousseau; red. WL]. [przypis tłumacza]
175. wartogłów (daw.) — narwaniec. [przypis edytorski]
176. baczność — uwaga. [przypis edytorski]
177. dystrakcja — czynnik rozpraszający, utrudniający skupienie się. [przypis edytorski]
178. atrybucje — uprawnienia komuś przysługujące. [przypis edytorski]
179. infuła — wysokie, ceremonialne nakrycie głowy dostojników kościelnych; przen.: wysoka godność kościelna. [przypis edytorski]
180. kruskantyzm — kruskantyzm jest synonimem puryzmu językowego, uprawianego przez Akademię della Crusca [założoną we Florencji w 1582 w celu dbałości o poprawność języka włoskiego; red. WL]. [przypis tłumacza]
181. Dangeau, abbé de, właśc. Louis de Courcillon (1643–1723) — francuski duchowny i gramatyk, członek Akademii Francuskiej. [przypis edytorski]
182. pastorał — długa laska, symbol władzy biskupiej. [przypis edytorski]
183. Fedr a. Fedrus, właśc. Phaedrus (ok. 15–ok. 50 n.e.) — rzym. poeta pochodzenia greckiego, autor poczytnych łacińskich adaptacji bajek Ezopa. [przypis edytorski]
184. Wergiliusz, właśc. Publius Vergilius Maro (70–19 p.n.e.) — rzymski poeta, autor m.in. Eneidy, poematu epickiego o wędrówkach Eneasza i założeniu Rzymu. [przypis edytorski]
185. ministerium (daw.) — ministerstwo. [przypis edytorski]
186. Heron z Aleksandrii (ok. 10–ok. 70) — gr. matematyk, fizyk i wynalazca; konstruktor m.in. fontanny Herona: urządzenia hydraulicznego złożonego z trzech zbiorników umieszczonych na różnych wysokościach oraz łączących je rurek, w którym dzięki wypieraniu wody i powietrza z dwu niższych zbiorników na najwyższym przez rurkę wytryskuje woda. [przypis edytorski]
187. zresztą (daw.) — co do reszty, poza tym. [przypis edytorski]
188. Saint-Preux i pani de Wolmar — bohaterowie Nowej Heloizy, słynnej powieści Russa. [przypis tłumacza]
189. gospodarstwo — tu: gospodarowanie, zarządzanie. [przypis edytorski]
190. alembik — dawne naczynie służące do destylacji płynów. [przypis edytorski]
191. Spektator, [The Spectator] — tytuł angielskiego pisma periodycznego z początku XVIII w., za którego wzorem Marivaux zaczął wydawać „Spektatora francuskiego” (1725). [„The Spectator”, pierwsza nowoczesna gazeta, promował wartości oświeceniowe i poruszał głównie tematy społeczne; ukazywał się w latach 1711–1712, wznowiony na krótko w 1714; wszystkie numery opublikowano w postaci kilkutomowej książki, przetłumaczonej m.in. na francuski (1714); red. WL]. [przypis tłumacza]
192. Passendorf, Samuel von (1632–1694) — publicysta i historyk niemiecki, którego dzieła przekładano wielokrotnie na francuski. [prekursor niemieckiego oświecenia; jako prawnik i filozof zajmował się teorią prawa naturalnego, wywierając znaczny wpływ na poglądy Rousseau; red. WL]. [przypis tłumacza]
193. Saint-Evremond, [Charles de Marguetel de Saint-Denis de] (1616–1703) — fr. pisarz, filozof, dworzanin. [przypis tłumacza]
194. Henriada — poemat Woltera opiewający Henryka IV. [przypis tłumacza]
195. Bayle, [Pierre] (1647–1706) — słynny filozof francuski. [przypis tłumacza]
196. La Bruyère, [Jean de (1645–1696)] — jeden z wielkich klasyków francuskich XVII w., moralista i psycholog. [przypis tłumacza]
197. Książę de la Rochefoucauld, [François de (1613–1680)] — słynny pisarz z XVII w., który ujął swoje „refleksje moralne” w mały tomik aforystycznych uwag. [przypis tłumacza]
198. Fleury, André Hercule de (1653–1743) — fr. polityk, kardynał; jako pierwszy minister (1726–1743) króla Francji Ludwika XV uporządkował i ustabilizował finanse państwa. [przypis edytorski]
199. plan loterii... — w XVIII w. roiło się od takich planów, z których wszelacy awanturnicy ofiarowali się rządom w ich powszechnych wówczas kłopotach. [przypis tłumacza]
200. niemożebne (daw.) — niemożliwe. [przypis edytorski]
201. impromptu — improwizacja. [przypis edytorski]
202. pani domu — damą tą była księżna de Luxembourg (patrz księga X). [przypis tłumacza]
203. specyfik doktora Tronchin — był używany w leczeniu chorób wenerycznych. [przypis edytorski]
204. wokacja (z łac.) — powołanie. [przypis edytorski]
205. lazarysta — członek Zgromadzenia Misjonarzy, założonego w Paryżu w 1625 przez Wincentego à Paulo, powołanego do pracy misyjnej, szkolnictwa i opieki nad chorymi w małych miejscowościach. [przypis edytorski]
206. superior (łac.: wyższy) — przełożony w zakonie, np. opat, przeor. [przypis edytorski]
207. solfedżio, częściej: solfeż (z wł. solfeggio) — czytanie nut głosem, podstawowe ćwiczenie w nauce śpiewu. [przypis edytorski]
208. Clérambault, Nicolas Luis (1676–1749) — fr. kompozytor i organista, pozostawił m.in. 25 świeckich kantat o tematyce inspirowanej mitologią antyczną. [przypis edytorski]
209. labuś (daw., z fr. l’abbé: ksiądz) — księżulek. [przypis edytorski]
210. objęcie (daw.) — pojętność, zdolność pojmowania, uczenia się; objęcie mam dość łatwe: pojmuję dość łatwo. [przypis edytorski]
211. osławiać (daw.) — zniesławiać, oczerniać. [przypis edytorski]
212. pies ogrodnika (fraz.) — ktoś, kto nie pozwala innym z czegoś korzystać, mimo że sam tego nie używa. [przypis edytorski]
213. południowe upodobania — homoseksualizm. [przypis edytorski]
214. antonianie a. antonici — członkowie Zakonu szpitalnego św. Antoniego, założonego w 1095, zlikwidowanego w 1803. [przypis edytorski]
215. Listy z gór — głośne polemiczne pismo Russa. [przypis tłumacza]
216. Fréron, [Élie (1718–1776)] — dziennikarz i pisarz XVIII w., głośny zwłaszcza nienawiścią Woltera. [przypis tłumacza]
217. paryżanin, tytułowany przez wszystkich Mistrzem — w oryginale: un Parisien nommé M. le Maître, „paryżanin nazwiskiem p. Le Maître” (fr. maître oznacza „mistrz”); muzyk ten nazywał się Jacques-Louis-Nicolas Le Maître (ur. ok. 1701), był głównym organistą kapituły w katedrze św. Piotra w Genewie; tam, gdzie w tłumaczeniu występuje „Mistrz”, należy czytać „Le Maître”. [przypis edytorski]
218. Conditor alme siderum — łaciński hymn gregoriański z VII w., śpiewany w liturgii wieczornej podczas adwentu. [przypis edytorski]
219. jamb — w metryce iloczasowej: stopa (sekwencja sylab) złożona z dwóch sylab: krótkiej i długiej (w wierszach polskich odpowiednikiem sylaby długiej jest sylaba akcentowana, zaś krótkiej nieakcentowana). [przypis edytorski]
220. motet (muz.) — rodzaj kompozycji wokalnej na wiele głosów, przeważnie z tekstem o tematyce religijnej, zwykle śpiewanej bez akompaniamentu. [przypis edytorski]
221. gaskonada (z fr.) — przechwałki, bufonada, chełpliwość (mieszkańcy Gaskonii, krainy w płd.-zach. Francji, mieli w kraju opinię chełpliwych). [przypis edytorski]
222. Dawna kapituła genewska (...) na wygnaniu — rezydencję biskupa i kapituły katolickiej w 1535 przeniesiono z Genewy, zdominowanej przez zwolenników Kalwina, do pobliskiego Annecy. [przypis edytorski]
223. Bellay — chodzi o Belley we wsch. Francji, ok. 50 km od Annecy, będące siedzibą biskupią od V w.; nazwę Bellay nosi zamek na zachodzie Francji. [przypis edytorski]
224. diapazon (z gr.) — rozpiętość, skala (zwykle: instrumentu lub głosu). [przypis edytorski]
225. aby w zamęcie rewolucji spowodowanej w Turynie abdykacją króla, nie zapomniano o niej — pamięć zawodzi autora: Wiktor Amadeusz II abdykował 3 września 1730, zaś pani de Warens wyjechała do Paryża w kwietniu 1730, w towarzystwie Klaudiusza Anet i pułkownika d’Aubonne. Zapewne celem było uzyskanie poparcia Francji dla planowanego przez d’Aubonne powstania we francuskojęzycznym kantonie Vaud przeciw władzy niemieckojęzycznego patrycjatu Berna i przywrócenia władzy Sabaudii nad Vaud. W sierpniu propozycje d’Aubonne’a zostały przez sabaudzkiego dyplomatę w Paryżu przekazane Wiktorowi Amadeuszowi II. [przypis edytorski]
226. nie godzę się bynajmniej z Horacym — w Satyrach (I, 2, w. 80–85) Horacy stwierdza, że zamożna mężatka mimo przepychu pereł i szmaragdów nie ma smuklejszych nóg ani lepszych bioder niż kurtyzana, więc woli dziewczęta bez ozdób, odsłaniające swoje zalety i wady. [przypis edytorski]
227. polor — dobre maniery, ogłada towarzyska. [przypis edytorski]
228. nieznacznie — niezauważalnie, niepostrzeżenie. [przypis edytorski]
229. sztuka amazonek — jazda konna. [przypis edytorski]
230. Toune — ob. Thônes, gdzie siedzibą rodu Gallay był niewielki dworek La Tour. [przypis edytorski]
231. fawor (daw., z łac.) — przychylność; wyróżnienie, łaska; względy. [przypis edytorski]
232. owszem — tu: przeciwnie. [przypis edytorski]
233. kuplet — żartobliwa, satyryczna piosenka o budowie zwrotkowej z wyrazistym refrenem. [przypis edytorski]
234. Mouret, Jean-Joseph (1682–1738) — fr. kompozytor, autor operowych tragedii lirycznych i oper baletowych, czołowy przedstawiciel muzyki barokowej we Francji. [przypis edytorski]
235. stopa — daw. miara długości, ok. 30 cm. [przypis edytorski]
236. galant (daw.) — mężczyzna odznaczający się wyszukaną uprzejmością. [przypis edytorski]
237. puścić się na coś (daw.) — zdecydować się na coś, odważyć się na coś, zaryzykować. [przypis edytorski]
238. moje zamiłowanie do muzyki pozwoliłoby mi polubić ten zawód — Rousseau nie mówi jaki: może organisty? [przypis tłumacza]
239. widokiem tego pięknego jeziora — Lozanna leży na stoku opadającym ku Jezioru Genewskiemu. [przypis edytorski]
240. Quel caprice!... (fr.) — Co za kaprys! Co za niesprawiedliwość! Jak to! Twoja Klarysa zdradziłaby twą miłość? [przypis edytorski]
241. etc. (łac.) — skrót od et caetera: i tak dalej. [przypis edytorski]
242. partycja (daw.) — partytura, szczegółowy zapis nutowy utworu muzycznego. [przypis edytorski]
243. a vista a. a prima vista (wł.: pierwszy raz widząc) — od razu, bez wcześniejszego przygotowania; w muzyce: o odegraniu lub odśpiewaniu utworu, którego nuty wykonawca widzi po raz pierwszy. [przypis edytorski]
244. postępek — tu: postępowanie. [przypis edytorski]
245. Vevay — ob. Vevey, niewielkie miasto w pobliżu Lozanny. [przypis edytorski]
246. tam (...) umieścić bohaterów mego romansu — Nowa Heloiza [pierwsze wydanie tego romansu (1761) nosiło tytuł: Listy dwojga kochanków, mieszkańców małego miasteczka u stóp Alp; red. WL]. [przypis tłumacza]
247. archimandryta — przełożony klasztoru prawosławnego. [przypis edytorski]
248. patent — tu daw.: dokument poświadczający upoważnienie do pewnych czynności, z łac. panens, patentis: otwarty, jawny. [przypis edytorski]
249. lingua franca (wł.: język Franków) — uproszczony gramatycznie język używany od średniowiecza w basenie M. Śródziemnego w kontaktach handlowych i dyplomatycznych między Arabami a Europejczykami, będący mieszanką francuskiego, włoskiego, greckiego, hiszpańskiego i arabskiego. [przypis edytorski]
250. wety (daw.) — deser. [przypis edytorski]
251. Mirate, signori, questo e sangue Pelasgo (wł.) — patrzcie, panowie, oto krew Pelazgów. Pelazgowie: lud zamieszkujący Grecję i wyspy na Morzu Egejskim przed przybyciem Greków. [przypis edytorski]
252. emulacja (daw., z łac.) — rywalizacja. [przypis edytorski]
253. deputacja (z łac.) — przedstawicielstwo, poselstwo. [przypis edytorski]
254. Porta Ottomańska a. Wysoka Porta (hist.) — rząd, dwór lub ogólnie państwo tureckie za panowania sułtanów; określenie stosowane szczególnie w kontekście dyplomatycznym. [przypis edytorski]
255. wylanie (przestarz.) — wylewność, żywiołowa szczerość, serdeczność. [przypis edytorski]
256. Rousseau pierwszy — był to Jean-Baptiste Rousseau (1670–1741), francuski dramaturg i poeta; przypisywano mu oszczercze wiersze, z powodu których został w 1712 dożywotnio wygnany z Francji. [przypis edytorski]
257. marsowy (daw.) — związany z wojną, z rzemiosłem wojennym. [przypis edytorski]
258. Schomberg, Friedrich Hermann (1615–1690) — marszałek Francji, generał armii portugalskiej i brytyjskiej. [przypis edytorski]
259. Mars (mit. rzym.) — bóg wojny. [przypis edytorski]
260. limonada (daw.) — lemoniada. [przypis edytorski]
261. Więceś ty (...) myślał — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; znaczenie: więc ty myślałeś. [przypis edytorski]
262. kutwa — skąpiec. [przypis edytorski]
263. w Genewie albo Szwajcarii — Genewa była niezależnym miastem, dołączyła do Konfederacji Szwajcarskiej dopiero po wojnach napoleońskich, w roku 1815. [przypis edytorski]
264. Oświadczywszy tedy, iż widzi, że jestem porządny chłopak — widocznie nie miałem wówczas jeszcze fizjonomii, jaką mi dawano później w moich portretach. [przypis autorski]
265. publikaninie (hist.) — w państwie rzymskim dzierżawcy dochodów państwowych w prowincjach, pobierający podatki i opłaty i przekazujący skarbowi państwa zakontraktowaną sumę; różnica pomiędzy zebranymi pieniędzmi a kwotą umówioną ze skarbem stanowiła dochód publikanów, toteż często narzekano na ich chciwość i wyzysk. [przypis edytorski]
266. Astrea — obszerna powieść sielankowa Honoriusza d’Urfé, publikowana w częściach między 1607 a 1627, niezmiernie popularna w Europie; jej akcja rozgrywa się w V w. w lasach w okolicach Forez. [przypis edytorski]
267. gotowizna (daw., pot.) — pieniądze w gotówce. [przypis edytorski]
268. terasa (daw.) — taras. [przypis edytorski]
269. Batistini, właśc. Jean-Baptiste Stuck (1680–1755) — francuski kompozytor i wiolonczelista pochodzenia włosko-niemieckiego, autor wielu oper i kantat. [przypis edytorski]
270. ordynaria — część wynagrodzenia służby dworskiej wypłacana w naturze. [przypis edytorski]
271. kolacjonować — porównywać odpis lub tłumaczenie z oryginałem. [przypis edytorski]
272. Le Sage [a. Lesage, Alain-René (1668–1747)] — słynny pisarz francuski na przełomie XVII i XVIII w., autor Gil Blasa i Diabła kulawego. [przypis tłumacza]
273. Gil Blas — powieść łotrzykowska Lesage’a, przedstawiająca przygody młodego łazika poznającego różne środowiska społeczne; jej polski tytuł to Przypadki Idziego Blasa. [przypis edytorski]
274. empirejskie niebo — w dawnej kosmologii: znajdująca się za sferą gwiazd najdalsza, najbardziej zewnętrzna sfera wszechświata, będąca siedzibą Boga, miejscem pobytu aniołów i świętych. [przypis edytorski]
275. kataster — urzędowy spis gruntów i budynków z informacją o ich właścicielach, służący m.in. do ustalania wielkości podatków. [przypis edytorski]
276. kontrybucja — daw.: danina na rzecz władcy lub państwa; dziś: okup wojenny, który pokonane państwo musi zapłacić państwu zwycięskiemu. [przypis edytorski]
277. herborysta (z łac. herba: trawa, ziele) — znawca ziół. [przypis edytorski]
278. laudanum — nalewka z opium, w XVIII–XIX w. używana w niewielkich dawkach jako specyfik na różne dolegliwości. [przypis edytorski]
279. zresztą (daw.) — co do reszty, poza tym. [przypis edytorski]
280. w czasie wycieczki do Davenport — podczas pobytu w Anglii w 1766 Rousseau na zaproszenie majętnego dżentelmena Richarda Davenporta zamieszkał w posiadłości Wootton Hall, w hrabstwie Staffordshire, oddalonej o ok. 30 km od rodzinnej rezydencji gospodarza w Davenport Park. [przypis edytorski]
281. w innej bezużytecznej nauce, o której nie mam żadnego pojęcia — botanika. [przypis tłumacza]
282. kordiał (daw.) — lek wzmacniający (szczególnie serce; łac. cor, cordis: serce, cordialis: serdeczny); szlachetny trunek. [przypis edytorski]
283. nieznacznie — niezauważalnie, niepostrzeżenie. [przypis edytorski]
284. Francja i cesarz wypowiedzieli sobie wojnę... — wojna o sukcesję polską (1733–1735): w sprawie następstwa tronu polskiego Francja opowiedziała się po stronie wybranego przez większość szlachty Stanisława Leszczyńskiego i wypowiedziała wojną Austrii, wspierającej zbrojną interwencję sasko-rosyjską na rzecz Augusta III Wettina. Korzystając z sytuacji Karol Emanuel III, książę Sabaudii i król Sardynii, 26 września 1733 zawarł z Francją i Hiszpanią sojusz w celu wyparcia Austrii z Mediolanu i południa Italii. W wyniku wojny Francja zyskała Lotaryngię, którą przekazała w dożywotnie władanie Leszczyńskiemu, zięciowi Ludwika XV, Sabaudia przejęła zachodnią część księstwa Mediolanu, zaś Hiszpania Królestwo Neapolu i Sycylię. [przypis edytorski]
285. predylekcja — skłonność do kogoś lub czegoś. [przypis edytorski]
286. Brantôme, własc. Pierre de Bourdeille (1535–1614) — pisarz francuski, autor opublikowanych jego po śmierci obszernych Pamiętników (fr. Memoirs), dających obraz obyczajów epoki; pierwsze tomy, opublikowane w latach 1665–1666, zawierały głównie Żywoty znakomitych ludzi i wielkich rycerzy francuskich (4 t.) oraz Żywoty znakomitych ludzi i wielkich rycerzy obcych krajów (2 t.). [przypis edytorski]
287. „czarne bandy”, które niegdyś tyle dokonały w Piemoncie — tzw. bandes noires, 10 kompanii piechoty francuskiej, pozostawionych w 1559 w płn.-zach. Italii, w garnizonach w Turynie i kilku okolicznych miastach, walczących pod czarnym sztandarem z białym krzyżem; w 1569 utworzono z nich niezależny Regiment Piemoncki. [przypis edytorski]
288. osioł w bajce — mowa o bajce La Fontaine’a Starzec i osioł. [przypis edytorski]
289. mimo niespodzianki ze strony pana de Broglie... — we wrześniu 1734 obóz francuskiego dowódcy François-Marie de Broglie został zaskoczony nocnym wypadem oddziałów austriackich, które pochwyciły licznych jeńców i zdobyły skarbiec wojenny; sam dowódca zdążył uratować się ucieczką; kilka dni później podczas ataku austriackiego w bitwie pod Guastallą przybycie króla Sardynii z dodatkowymi siłami odmieniło losy bitwy. [przypis edytorski]
290. Rameau, [Jean-Philippe (1683–1764)] — słynny muzyk francuski w XVIII w. [teoretyk muzyki i kompozytor, jego pierwsza opera, Hippolyte et Aricie, wystawiona 1 października 1733, odniosła wielki sukces, a swoim nowatorstwem formy zapoczątkowała ożywiony spór krytyków; red. WL]. [przypis tłumacza]
291. Wykład harmonii — Traité de l’harmonie réduite à ses principes naturels (Traktat o harmonii zredukowanej do jej naturalnych zasad, 1722). [przypis edytorski]
292. Bernier, Nicolas (1664–1734) — kompozytor francuski. [przypis edytorski]
293. Val d’Aoste (fr.) — Dolina Aosty, kraina hist. w płn.-zach. Włoszech. [przypis edytorski]
294. definitor — urzędowy doradca przełożonego zakonu. [przypis edytorski]
295. zwydrzyć się (daw.) — rozwydrzyć się, znarowić się. [przypis edytorski]
296. W królestwie ślepych jednooki jest królem — Erazm z Rotterdamu, Adagia, III, IV, 96. [przypis edytorski]
297. Cyneasz (III w. p.n.e.) — główny doradca króla Epiru Pyrrusa. Próbował odwieść tego władcę od wojny przeciwko Rzymowi, zadając mu kolejne pytania, co będzie robił po podboju Italii, a skoro ma zamiar potem podbić Sycylię, to co zrobi następnie. Pyrrus wymieniał kolejne krainy jako cele podbojów, a kiedy na koniec odpowiedział, że po pokonaniu wszystkich będzie się cieszył jadłem, napojem i przyjemnościami życia, Cyneasz wskazał mu, że to samo może robić już teraz, bez trudów, ryzyka i przelewu krwi (Plutarch, Żywoty równoległe. Pyrrus, 14, 2–7). [przypis edytorski]
298. facecjonista (daw.) — dowcipniś. [przypis edytorski]
299. statek (daw.) — stateczność, stałość, niezmienność (uczuć itp.). [przypis edytorski]
300. odwłoka (daw.) — zwłoka, odłożenie sprawy. [przypis edytorski]
301. sofizmat — pozornie poprawne rozumowanie rozmyślnie dowodzące nieprawdziwej tezy, w rzeczywistości opierające się na zatajonym błędzie. [przypis edytorski]
302. Aspazja z Miletu (ok. 470–ok. 400 p.n.e.) — wpływowa kochanka (później zapewne żona) ateńskiego przywódcy Peryklesa; słynęła z urody, wykształcenia i inteligencji; wg Plutarcha była heterą, czyli kurtyzaną, zaś jej dom stanowił intelektualne centrum Aten, gdzie spotykali się najznakomitsi pisarze i myśliciele, m.in. znany filozof Sokrates. [przypis edytorski]
303. fechtunek (z niem.) — szermierka, sztuka władania bronią białą. [przypis edytorski]
304. menuet — dawny taniec francuski z figurami, wprowadzony w połowie XVII w. na dwór Ludwika XVI, nadal modny w w. XVIII. [przypis edytorski]
305. floret — broń szermiercza. [przypis edytorski]
306. tercja i kwarta w fechtunku — nazwy pozycji obronnych w szermierce. [przypis edytorski]
307. finta — w szermierce: zwód, ruch wykonany dla zmylenia przeciwnika. [przypis edytorski]
308. plastron — tu: skórzany napierśnik używany podczas ćwiczeń szermierki. [przypis edytorski]
309. podobać sobie (daw.) — upodobać sobie; mieć upodobanie; lubić. [przypis edytorski]
310. ustawny (daw.) — ustawiczny, nieustanny, stały. [przypis edytorski]
311. bilbokiet (z fr. bilboquet) — zabawka powstała z XVI w., składająca się z kijka z uchwytem połączonego sznurkiem z kulką; podstawą zabawy bilbokietem jest podrzucenie kulki ruchem uchwytu i złapanie jej na kijek. [przypis edytorski]
312. przedsiębiorstwo — tu: przedsięwzięcie. [przypis edytorski]
313. protomedyk (daw.) — pierwszy lekarz, główny lekarz monarchy a. miasta. [przypis edytorski]
314. pistol — francuska nazwa dublona, złotej monety hiszpańskiej, lub wzorowanego na nim francuskiego luidora (ludwika). [przypis edytorski]
315. pleurezja (daw.) — zapalenie opłucnej. [przypis edytorski]
316. ekshortacje (z łac. exhortatio: napomnienie) — tu: egzorty, modlitwy za konających a. za zmarłych. [przypis edytorski]
317. nierząd (daw.) — brak rządu, sprawnego zarządzania; anarchia, zamęt. [przypis edytorski]
318. Orfeusz (mit. gr.) — niezrównany poeta i pieśniarz, jego muzyka miała wzruszać nawet zwierzęta i uspokajać wzburzone morze. [przypis edytorski]
319. komora — tu: komora celna, graniczny urząd celny. [przypis edytorski]
320. za Regencji — w latach 1715–1723, kiedy władzę we Francji w imieniu małoletniego króla Ludwika XV sprawował książę Filip Orleański. [przypis edytorski]
321. ramota — pisanina bez większej wartości literackiej. [przypis edytorski]
322. nowego ubrania, które włożyłem na siebie parę razy, aby być w porządku z celnikami — zupełnie nowe, nienoszone ubranie celnicy mogliby uznać za wwożone w celu sprzedaży. [przypis edytorski]
323. jansenistyczny — przym. od rzecz. jansenizm: katolicki ruch teologiczny funkcjonujący we Francji w XVII–XVIII w., inspirowany pesymistyczną koncepcją natury ludzkiej i koncentrujący się na znaczeniu Bożej łaski, potępiony przez Kościół katolicki. [przypis edytorski]
324. Racine, Jean Baptiste (1639–1699) — fr. poeta i dramaturg, autor m.in. Andromachy i Fedry. [przypis edytorski]
325. August II Mocny (1670–1733) — elektor Saksonii (jako Fryderyk August I) z dynastii Wettynów, elekcyjny król Polski. [przypis edytorski]
326. Jephté — opera fr. kompozytora Michela Pignolet de Montéclaira z librettem Simon-Josepha Pellegrina, opartym na biblijnej historii wodza Jeftego i jego córki, wystawiona po raz pierwszy 28 lutego 1732. [przypis edytorski]
327. Niebawem zaprzyjaźniliśmy się — spotkałem go później i znalazłem zupełnie przeobrażonym. O, jakim wielkim czarodziejem jest pan de Choiseul! Żadna z moich dawnych znajomości nie umknęła się jego metamorfozom. [przypis autorski]
328. Wolter a. Voltaire, właśc. François-Marie Arouet (1694–1778) — czołowy francuski pisarz, filozof i publicysta epoki oświecenia, znany z walki o wolność słowa i wyznania. [przypis edytorski]
329. Korespondencja Woltera z księciem pruskim — późniejszym królem Prus, Fryderykiem II Wielkim (1712–1786); korespondencja ta, zapoczątkowana listem Fryderyka do Woltera w sierpniu 1736, trwała z przerwami ponad 40 lat. [przypis edytorski]
330. Listy filozoficzne a. Listy o Anglikach — zbiór tekstów Woltera wydany we Francji w 1734, przedstawiający różne aspekty angielskiej filozofii, literatury, społeczeństwa i systemu rządów, często w korzystnym dla nich porównaniu z odpowiednikami francuskimi. [przypis edytorski]
331. Wuj Bernard wyjechał przed kilku laty do Karoliny, aby tam budować miasto Charlestown — Charlestown, najstarsze miasto kolonii Karolina Południowa w Ameryce Płn. zostało założone w 1670; w 1736 Gabrielowi Bernardowi Rousseau powierzono zaplanowanie i nadzór nad budową fortyfikacji miejskich. [przypis edytorski]
332. Rohault, Jacques (1618–1672) — francuski filozof, fizyk i matematyk. [przypis edytorski]
333. in 4° — skrót od: in quarto, określenie formatu książki wielkości 1/4 arkusza, odpowiadającego mniej więcej rozmiarom dzisiejszego A4. [przypis edytorski]
334. Micheli Ducret — popr.: du Crest, Jacques-Barthélemy Micheli (1690-1766), genewski inżynier wojskowy, fizyk i kartograf. [przypis edytorski]
335. memoriał — oficjalne pismo do władz zawierające uzasadnienie projektu lub prośby albo wyjaśnienie sprawy. [przypis edytorski]
336. koniunktura — splot okoliczności, szczególnie tych istotnych. [przypis edytorski]
337. jakobin — tu: francuski dominikanin. [przypis edytorski]
338. atrament sympatyczny — substancja używana do ukrywania napisanej wiadomości: bezbarwna po zaschnięciu, widoczna po podgrzaniu lub użyciu odpowiedniego środka chemicznego. [przypis edytorski]
339. aurypigment — żółty lub złocisty minerał, siarczek arsenu. [przypis edytorski]
340. kompleksja (daw.) — budowa ciała. [przypis edytorski]
341. Cleveland — tytułowy bohater powieści A. Prévosta Le Philosophe anglais ou Histoire de M. Cleveland, fils naturel de Cromwell (Filozof angielski, czyli historia Clevelanda, naturalnego syna Cromwella, t.1–4: 1731–1732, t.5-7: 1738–1739). [przypis edytorski]
342. fory — ułatwienie dla słabszego gracza; dawać wieżę for: rozpoczynać grę w szachy bez jednej wieży, aby wyrównać słabszemu przeciwnikowi swoją przewagę. [przypis edytorski]
343. Philidor, François-André Danican (1726–1795) — francuski szachista; jako praktyk znany z pokonania mistrzów angielskich i brawurowego meczu przeciwko Philippowi Stammie; jego przełomowa książka Analyse du jeu des Échecs (Analiza gry w szachy) ukazała się w r. 1749 i przez ponad sto lat była podstawowym podręcznikiem szachowym. Rousseau nie mógł jej studiować w opisywanym okresie. [przypis edytorski]
344. Stamma, Philipp (ok. 1705–ok. 1755) — syryjski szachista mieszkający we Francji i Anglii; autor książki Essai sur le jeu des echecs (Szkic o grze w szachy, 1737). [przypis edytorski]
345. Hoc erat in votis... (łac.) — Oto wszystko czego pragnąłem: niewielki kawał ziemi, ogród, źródło koło domu, a opodal mały lasek. [Horacy, Satyry, ks. II, VI, w. 1–3]. [przypis tłumacza]
346. Auctius atque Di melius fecere (łac.) — Bogowie przewyższyli moje życzenia! [następne słowa z zacytowanej satyry Horacego; red. WL]. [przypis tłumacza]
347. Belle Vue (fr.) — piękny widok. [przypis edytorski]
348. in anima vili (łac.: na duszy lichej) — na lichej istocie; tradycyjne określenie doświadczeń wykonywanych na zwierzętach. [przypis edytorski]
349. Fénelon, [François, właśc. François de Salignac de la Mothe (1651–1715)] — biskup i słynny pisarz francuski, autor pedagogicznego romansu Przygody Telemaka [1699]. [przypis tłumacza]
350. bigot — dewot; człowiek przywiązujący przesadną wagę do zewnętrznych form pobożności, zaniedbujący przy tym duchowość wewnętrzną i moralność. [przypis edytorski]
351. Oratorium — tu: francuski zakon oratorian, Kongregacja Oratorium Naszego Pana Jezusa Chrystusa, założona w 1611 przez kardynała Pierre’a de Bérulle, inicjatora tzw. francuskiej szkoły duchowości, katolickiego ruchu duchowego, misyjnego i reformatorskiego. [przypis edytorski]
352. Port-Royal — żeński klasztor założony w XII w., koło którego w XVII w. skupili się janseniści, rozsławiając imię klasztoru zaciętymi walkami religijnymi. [przypis tłumacza]
353. Lamy, Bernard (1640–1715) — francuski zakonnik (oratorianin), teolog i matematyk, kartezjanin, przyjaciel Malebranche’a; autor licznych pism, m.in. Entretiens sur les Sciences (Rozmowy o umiejętnościach, 1684). [przypis edytorski]
354. Logika Port-Royal — zwyczajowa nazwa podręcznika La logique, ou l’art de penser (Logika, czyli sztuka myślenia), będącego wykładem dedukcji, teorii poznania i metodologii nauk, napisanego przez głównych przedstawicieli jansenizmu: Antoine’a Arnaulda i Pierre’a Nicole’a, wydanego anonimowo w 1662, popularnego aż do XX w. [przypis edytorski]
355. Locke, [John] (1632–1704) — słynny filozof angielski, który miał duży wpływ na encyklopedystów, zwłaszcza na Woltera. [przypis tłumacza]
356. Malebranche, [Nicolas] (1638–1715) — filozof francuski, ksiądz z kongregacji oratorianów. [przypis tłumacza]
357. Leibniz, [Gottfried Wilhelm] (1646–1716) — słynny filozof i matematyk niemiecki. [przypis tłumacza]
358. Kartezjusz, właśc. René Descartes [(1596–1650)] — filozof francuski z XVII w., twórca nowoczesnej filozofii, autor głośnej Rozprawy o metodzie. [przypis tłumacza]
359. in verba magistri (łac.: na słowa nauczyciela) przysięgać — ślepo powtarzać za kimś (Horacy, Listy, ks. I, I, 14). [przypis edytorski]
360. Reynaud, Charles-René (1656–1728) — francuski matematyk, duchowny z zakonu oratorianów, autor m.in. pełnego kursu algebry i analizy matematycznej: Analyse démontrée (2 t., 1708), oraz podstawowego podręcznika matematyki: Science du calcul (t. 1: 1714, t.2: 1735). [przypis edytorski]
361. problemat (daw.) — problem, zagadnienie do rozwiązania. [przypis edytorski]
362. zrównanie (daw.) — równanie (matematyczne). [przypis edytorski]
363. metoda łacińska z Port-Royal — według podręcznika dla dzieci Nouvelle méthode pour apprendre la langue latine (Nowa metoda nauki łaciny, 1644), napisanego przez związanego z Port-Royal gramatyka Claude’a Lancelota (ok. 1615–1695); zasady gramatyczne autor podawał w postaci rymowanek, niezbyt udanych i trudno zrozumiałych. [przypis edytorski]
364. ostrogocki — przym. od rzecz. Ostrogoci, nazwy barbarzyńskiego plemienia germańskiego, którego władcy po upadku zach. części Imperium Rzymskiego władali Italią od V do VI wieku. [przypis edytorski]
365. prozodia — nauka o brzmieniowych właściwościach mowy lub wiersza: akcencie, iloczasie, intonacji. [przypis edytorski]
366. heksametr — kanoniczna miara wierszowa antycznych eposów, którą napisano Iliadę, Odyseję i Eneidę. [przypis edytorski]
367. stopa — najmniejsza jednostka miary rytmicznej wiersza, w wersyfikacji antycznej: określony układ sylab długich i krótkich. [przypis edytorski]
368. iloczas — różnicowanie czasu wymowy głosek i wyróżnianie w języku samogłosek długich i krótkich; iloczas występował w staroż. grece i łacinie, stanowił postawę poezji antycznej. [przypis edytorski]
369. Pétau, [Denis] (1583–1652) — jezuita, słynny chronologista francuski [płodny autor, erudyta, zajmujący się patrystyką, historią, filozofią, historią dogmatyki, stworzył m.in. cenione Tabulae chronologicae (Tablice chronologiczne, 1628), których skrócona wersja Rationarium temporum, została przetłumaczona na francuski; red. WL]. [przypis tłumacza]
370. planisfera (astr.) — mapa nieba, pomocniczy przyrząd do rozpoznawania gwiazd i konstelacji, złożony z dwu ruchomych elementów osadzonych na wspólnej osi: koła z obrazem całej półkuli nieba oraz nakrywającej go tarczy z owalnym otworem, służącej do pokazywania części nieba widocznej dla obserwatora. [przypis edytorski]
371. za czym (daw.) — po czym; więc, zatem, wobec tego. [przypis edytorski]
372. ta twarda teologia przerażała mnie niekiedy — teologia jansenistów była oparta na doktrynie zepsucia natury ludzkiej oraz niezbędności łaski Bożej do przezwyciężenia pokus i osiągnięcia zbawiania, przy czym łaską Bóg obdarowuje tylko wybranych przez siebie, pozostałych potępia. Zwalczający jansenizm jezuici posługiwali się odmienną doktryną o łasce (molinizm): Bóg oferuje swoją łaskę każdemu, zaś aktem wolnej woli można ją przyjąć lub odrzucić. [przypis edytorski]
373. Mimo iż jezuita, miał on prostotę dziecka — jezuitom, których głównym celem miało być zwalczanie reformacji, przypisywano zakłamanie, przewrotność i bezwzględność, stosowanie zasady, że cel uświęca środki. [przypis edytorski]
374. dzieciństwo (daw.) — dziecinada. [przypis edytorski]
375. prognostyk — znak, zapowiedź; przepowiednia. [przypis edytorski]
376. dzień świętego Ludwika — 25 sierpnia. [przypis edytorski]
377. plenipotent — osoba upoważniona do działania w czyimś imieniu; pełnomocnik. [przypis edytorski]
378. Bontempi, [Giovanni Andrea (1624–1705)] — włoski teoretyk muzyki. [przypis tłumacza]
379. Banchieri, Tommaso Adriano (1568–1634) — włoski kompozytor, organista i teoretyk muzyki, benedyktyn. [przypis edytorski]
380. wapory (daw.) — ataki histerii, spazmy. [przypis edytorski]
381. Fizes, Antoine (1690–1765) — ceniony lekarz i profesor na wydziale medycyny w Montpellier. [przypis edytorski]
382. świeżo zamężnej damy nazwiskiem du Colombier — była to Justine de Chabrière de la Roche, która w lutym 1736 wyszła za mąż za André du Colombier, radcę królewskiego w parlamencie Grenoble; spotkanie z Rousseau miało miejsce we wrześniu 1737. [przypis edytorski]
383. niejaka pani de Larnage — Suzanne-Francoise du Larnage (1693–ok. 1755); w chwili spotkania z Rousseau miała 44 lata. [przypis edytorski]
384. udawać Anglika, nazwiskiem Dudding — tj. jednego z przebywających na wygnaniu angielskich jakobitów, zwolenników przywrócenia władzy obalonej dynastii Stuartów. [przypis edytorski]
385. Zagaił o królu Jakubie, o pretendencie, o dawnym dworze w Saint-Germain — Jakub II (1633–1701), ostatni katolicki król Anglii (oraz Szkocji, jako Jakub VII), został w 1688 zdetronizowany przez parlament i uciekł do Francji; na wygnaniu przebywał w podarowanym mu przez Ludwika XIV pałacu w Saint-Germain-en-Laye pod Paryżem; po jego śmierci pretendentem do tronu został jego jedyny syn. [przypis edytorski]
386. Hamilton, Antoine a. Anthony (1646–1720) — szkocki autor piszący po francusku, wychowany we Francji, później zwolennik zdetronizowanych Stuartów, towarzyszący im na wygnaniu. [przypis edytorski]
387. Zapis — komedia Marivaux. [przypis tłumacza]
388. Celadon — bohater popularnej sielankowej powieści d’Urfégo Astrea, wiernie wielbiący tytułową ukochaną. [przypis edytorski]
389. beniaminek — ulubione, najmłodsze dziecko; ulubieniec. [przypis edytorski]
390. most gardyjski — Pont du Gard, zachowany w dolinie rzeki Gard odcinek zbudowanego przez Rzymian akweduktu. [przypis edytorski]
391. Irlandczyk nazwiskiem Fitz-Moris — prawdopodobnie Thomas Fitzmaurice (ur. ok. 1699), Irlandczyk, który w 1734 ukończył studia medyczne w Montpellier, rok później został doktorem i pozostał tam na stałe. [przypis edytorski]
392. ergo (łac.) — więc, a zatem. [przypis edytorski]
393. zresztą (daw.) — co do reszty, poza tym. [przypis edytorski]
394. poza tym najlepszy chłopak w świecie! (fr.: au demeurant le meilleur fils du monde) — cytat z wiersza List do króla o kradzieży (1538), francuskiego poety Clémenta Marota (ok. 1496–1544), który pisze o swym słudze, który go okradł: „Miałem kiedyś pachołka z Gaskonii: / łakomiec, pijak i wierutny kłamca, / oszust, złodziej, przeklętnik, bluźnierca [...] poza tym najlepszy chłopak w świecie”. [przypis edytorski]
395. admirator (łac.) — wielbiciel, entuzjasta. [przypis edytorski]
396. poziomy (daw.) — przyziemny, pospolity. [przypis edytorski]
397. profos — dowódca żandarmerii. [przypis edytorski]
398. preceptor (z łac.) — nauczyciel, wychowawca. [przypis edytorski]
399. wychowaniem dzieci pana de Mably (...) Uczniów miałem dwóch (...) Jeden (...) nazwiskiem Sainte-Marie (...) Młodszy, Condillac — w czasach autora członkowie szlachty przybierali często nazwiska od posiadłości ziemskich, dlatego członkowie rodziny mają różne nazwiska. [przypis edytorski]
400. przypomniałem sobie sposób pewnej księżniczki, która usłyszawszy skargi, iż chłopi nie mają chleba, odpowiedziała: „Czemuż nie jedzą biszkoptów?” — w oryg. „Qu’ils mangent de la brioche” (Niech jedzą ciastka), odpowiedź często przypisywana Marii Antoninie (1755–1793), żonie Ludwika XVI, ostatniej królowej Francji przed Wielką Rewolucją Francuską. Rousseau przytacza je, gdy Maria Antonina miała zaledwie 10 lat i będąc arcyksiężniczką austriacką, nie przebywała jeszcze nawet we Francji. [przypis edytorski]
401. nierządny (daw.) — nie potrafiący się rządzić, niegospodarny. [przypis edytorski]
402. Akademia — tu: Królewska Akademia Nauk, założona w roku 1666 przez Ludwika XIV w celu wspierania rozwoju badań naukowych; ob. Francuska Akademia Nauk. [przypis edytorski]
403. ustawny (daw.) — ustawiczny, nieustanny, stały. [przypis edytorski]
404. Du Peyrou, [Pierre-Alexandre (1729–1794)] — przyjaciel Russa z epoki pobytu pisarza na wygnaniu w Szwajcarii. Będzie o nim mowa w ks. XII. [przypis tłumacza]
405. Argus (mit. gr.) — stuoki, zawsze czuwający olbrzym. [przypis edytorski]
406. apologia — obrona (a zazwyczaj jednocześnie pochwała) jakiejś osoby lub poglądu. [przypis edytorski]
407. Wooton — zameczek hr. Davenport, przyjaciela Hume’a, gdzie Rousseau znalazł schronienie w czasie pobytu w Anglii. Trye: zamek ks. Conti, który również służył pisarzowi za schronienie. [przypis tłumacza]
408. de Mably, Gabriel Bonnot (1709–1785) — pisarz polityczny i socjolog, autor Prawa publicznego w Europie i Uwag nad historią Francji. Podobnie jak Rousseau uważa on nauki i sztuki jako czynniki upadku i skażenia obyczajów. [przypis tłumacza]
409. de Condillac, Étienne Bonnot (1715–1780) — młodszy brat księdza de Mably, jeden z najwybitniejszych filozofów XVIII w., głowa „szkoły sensualistycznej”. [przypis tłumacza]
410. przybyli odwiedzić brata — tj. pana domu, profosa Jeana Bonnot de Mably (1696–1729), którego synów uczył Rousseau (ks. VI). [przypis edytorski]
411. Fontenelle, [Bernard le Bovier de] (1657–1757) — wówczas nestor piśmiennictwa francuskiego, sekretarz Akademii, opierający swą wziętość głównie na dziełach z zakresu popularyzacji naukowej (Rozmowy o mnogości światów, etc.). [przypis tłumacza]
412. de Caylus, Anne Claude de (1692–1765) — francuski historyk sztuki, archeolog i literat. [przypis edytorski]
413. Bordes, Charles (1711–1781) — o którym w dalszym ciągu Rousseau wyraża się dość lekko, był to pisarz o błyskotliwych zaletach pióra, które sprawiały, iż niejednokrotnie utwory jego przypisywano Wolterowi. [przypis tłumacza]
414. książę de Richelieu, marszałek Francji, [właśc. Louis François Armand du Plessis] (1696–1788) — jedna z najświetniejszych postaci dawnego dworu, głośny zarówno z tryumfów wojennych, jak z intryg dworskich i miłosnych podbojów. [przypis tłumacza]
415. Nic tak nie objawia prawdziwych skłonności człowieka, jak rodzaj jego przywiązań — Chyba że zrazu omyli się w wyborze lub też ta, do której się przywiązał, odmieni później charakter wskutek zbiegu osobliwych przyczyn; co nie jest bezwarunkowo niemożliwe. Gdyby się chciało przyjąć bez zastrzeżeń ten wniosek, trzeba by sądzić Sokratesa z żony Ksantypy, Diona zaś z przyjaciela jego Kalippa, co byłoby sądem najniesprawiedliwszym i najfałszywszym w świecie. Zresztą, niech czytelnik uchyli tu wszelkie zelżywe zastosowanie do mojej żony. Jest ona, to prawda, bardziej ograniczona i łatwiejsza do oszukania, niż mniemałem; ale charakter jej, czysty, wyborny, bez złości, godzien jest mego pełnego szacunku i będzie go miał póki życia. [przypis autorski]
416. przepomnieć (daw.) — zapomnieć, pominąć. [przypis edytorski]
417. Gresset, [Jean-Baptiste-Louis] (1709–1777) — wybitny komediopisarz, autor doskonałej sztuki pt. Złośliwy (le Méchant). [przypis tłumacza]
418. szlagon — prowincjonalny, zasiedziały na wsi, niewykształcony szlachcic. [przypis edytorski]
419. Diderot, [Denis] (1713–1784) — jeden z najwybitniejszych pisarzy XVIII w., filozof, twórca Encyklopedii, dramaturg, zażywający ogromnego wpływu i rozgłosu w całej współczesnej Europie. [przypis tłumacza]
420. Castel, [Louis Bertrand] (1688–1757) — głośny matematyk i fizyk, pełen śmiałych i oryginalnych myśli. Spędził część życia na próbach skonstruowania tzw. „ocznego klawikordu”, tj. instrumentu, który za pomocą harmonijnego następstwa kolorów mógłby działać na oko tak, jak klawikord działa na słuch. [przypis tłumacza]
421. Réaumur, [René Antoine Ferchault de] (1683–1757) — słynny fizyk i naturalista. [przypis tłumacza]
422. Souhaitti a. Souhaitty, Jean-Jacques (1632–1697) — autor eseju Nouveaux élémens de chant ou l’essay d’une nouvelle découverte qu’on a faite dans l’art de chanter (1677), w którym proponował notowanie śpiewu cyframi arabskimi. [przypis edytorski]
423. transpozycja (muz.) — opracowanie utworu muzycznego w innej tonacji niż ta, w której został pierwotnie napisany. [przypis edytorski]
424. dławiduda (żart.) — organista. [przypis edytorski]
425. Rameau, [Jean-Philippe] (1683–1768) — najwybitniejszy muzyk francuski XVIII wieku. [przypis tłumacza]
426. przywilej — tu: królewski przywilej, będący zezwoleniem na publikację książki oraz gwarantujący wydawcy monopol na jej drukowanie przez określony okres. [przypis edytorski]
427. Desfontaines [Pierre] (1685–1745), krytyk francuski, głośny przez swoje spory z Wolterem. [przypis tłumacza]
428. Marivaux, [Pierre de] (1688–1763) — wybitny komediopisarz, którego styl, oparty na wyszukanym wysłowieniu i subtelnej obserwacji, utrwalił się w słownictwie francuskim pod mianem marivaudage’u. [przypis tłumacza]
429. Luxemburg — tu: Ogród Luksemburski w Paryżu, park miejski przy pałacu księcia de Luxemburg. [przypis edytorski]
430. Rousseau, Jan Baptysta (1671–1741) — poeta francuski, cieszący się w owym czasie znacznym rozgłosem. [przypis tłumacza]
431. Nikiasz (ok. 470–413 p.n.e.) — polityk i wódz ateński, podczas wojny peloponeskiej był jednym z trzech dowódców nieudanej wyprawy na Sycylię w celu opanowania Syrakuz; armię ateńską okrążono i rozbito (413 p.n.e.), a tych, którzy przeżyli, sprzedano w niewolę. [przypis edytorski]
432. dzieciństwo (daw.) — dziecinada. [przypis edytorski]
433. indolencja — nieudolność, niezdarność, bezradność; bezczynność. [przypis edytorski]
434. zresztą (daw.) — co do reszty, poza tym. [przypis edytorski]
435. unisono (muz., z wł.) — jednym głosem. [przypis edytorski]
436. pani de Beuzenval, właśc. Besenval, z domu Katarzyna Bielińska (1684–1761) — córka marszałka wielkiego koronnego Rzeczpospolitej, żona pochodzącego ze Szwajcarii Jeana Victora de Besenval (1671–1736), oficera i dyplomaty w służbie Francji. [przypis edytorski]
437. pani de Broglie — Théodore Elisabeth Catherine de Besenval (1718–1777), żona markiza Charlesa Guillaume’a Louisa de Broglie. [przypis edytorski]
438. kredens (daw.) — pomieszczenie przeznaczone do przechowywania zastawy stołowej oraz dla służby podającej do stołu. [przypis edytorski]
439. Wyznania Hrabiego de *** — utwór dość lekkiej treści, pióra Duclosa, późniejszego akademika i „historiografa Francji”. [przypis tłumacza]
440. to jedyny prawdziwy przyjaciel, jakiego miałem pośród ludzi pióra — wierzyłem w to tak długo i tak zupełnie, iż jemu to po powrocie do Paryża powierzyłem rękopis Wyznań. „Nieufny” Jan Jakub nigdy nie mógł uwierzyć w przewrotność i fałsz, aż dopiero stawszy się ich ofiarą. [przypis autorski]
441. gotowalnia (daw.) — pokój do ubierania się, stolik z lustrem i przyborami do robienia toalety (toaletka), bądź sama czynność ubierania się, strojenia. [przypis edytorski]
442. ksiądz de Saint-Pierre, [właśc. Charles-Irénée Castel] (1658–1743) — pisarz z zakresu ekonomii politycznej i filozofii. [przypis tłumacza]
443. Bernis, [François-Joachim de Pierre de] (1715–1794) — zawdzięczał swoją karierę kościelną, w której doszedł do najwyższych godności, głównie lekkim wierszykom i poparciu pani de Pompadour. [przypis tłumacza]
444. Buffon, [Georges-Louis Leclerc de] (1707–1788) — słynny naturalista i jeden z najświetniejszych pisarzy francuskich. [przypis tłumacza]
445. Rouelle, Guillaume François (1703–1770) — francuski chemik i aptekarz; w 1738 rozpoczął nauczanie publiczne w swoim laboratorium, jego uczniami byli m.in. Diderot i Lavoisier. [przypis edytorski]
446. wilia (daw.) a. wigilia — dzień poprzedzający jakieś wydarzenie; w wilię: w przeddzień. [przypis edytorski]
447. Royer, Joseph-Nicolas-Pancrace (1705–1755) — francuski kompozytor i klawesynista. [przypis edytorski]
448. di prima intenzione (wł.) — od razu, na gorąco (zrobione). [przypis edytorski]
449. Buononcini, popr. Bononcini, Giovanni Battista (1670–1747) — włoski kompozytor epoki baroku; kapelmistrz w Bolonii, następnie Mediolanie, Rzymie, Wiedniu, Berlinie i Londynie, gdzie konkurował z Händlem. [przypis edytorski]
450. Tkliwe Muzy — fr. Les Muses galantes, co przypomina tytuł opery baletowej Ramenau Les Indes galantes (1735), opowiadającej o Amorze, bogu miłości, który z Europy, gdzie młodych wzywa pod swe sztandary bogini wojny Bellona, udaje się na inne lądy, odwiedzając m.in. Amerykę (tj. Indie Zachodnie). [przypis edytorski]
451. Tasso, Torquato (1544–1595) — włoski poeta renesansowy, autor sławnego eposu rycerskiego Jerozolima wyzwolona. [przypis edytorski]
452. Owidiusz, właśc. Publius Ovidius Naso (43 p.n.e. – 17 lub 18 n.e.) — jeden z największych poetów rzymskich, znany głownie z utworów o tematyce miłosnej, np. Ars amatoria (Sztuka kochania) i poematu epickiego Metamorfozy (Przemiany). [przypis edytorski]
453. Anakreon — Anakreont z Teos (ok. 570 – ok. 485 p.n.e.), grecki poeta, autor sławiących uroki życia pieśni biesiadnych i miłosnych. [przypis edytorski]
454. dytyramb (lit.) — w staroż. Grecji pieśń pochwalna ku czci boga wina Dionizosa, śpiewana przez chór przy akompaniamencie fletu, w połączeniu z tańcami; współcześnie: podniosły, patetyczny utwór pochwalny. [przypis edytorski]
455. księżna Ferrary — Eleonora a. Leonora d’Este (1537–1581), znana jako ukochana poety Torquata Tassa. [przypis edytorski]
456. Barjac — lokaj kardynała de Fleury, ministra. [przypis tłumacza]
457. Alary, Pierre-Joseph (1689–1770) — francuski duchowny i pisarz, członek Akademii Francuskiej (1723), jeden z nauczycieli małoletniego Ludwika XV. [przypis edytorski]
458. z powodu wojny — toczonej wówczas wojny o sukcesję austriacką (1740–1748), wywołanej objęciem tronu Austrii po śmierci Karola VI przez kobietę, Marię Teresę, i nieuznawaniem tego następstwa przez Prusy; w konflikt zaangażowała się większość mocarstw; Francja i Hiszpania walczyły po stronie Prus, zaś Wielka Brytania i królestwo Sardynii, obejmujące Sabaudię, po stronie Austrii. [przypis edytorski]
459. lazaret (daw.) — miejsce kwarantanny lub odosobnienia chorych zakaźnie, zwłaszcza dla trędowatych; później także: szpital polowy. [przypis edytorski]
460. ansa — uraza. [przypis edytorski]
461. cekin — tu: dawna złota moneta włoska, bita od XIII w. w Wenecji, nazywana później dukatem. [przypis edytorski]
462. inkaust (daw.) — atrament. [przypis edytorski]
463. znaleźć coś jakimś (daw.) — uznać coś za jakieś; ocenić jako. [przypis edytorski]
464. z umysłu (daw.) — rozmyślnie, specjalnie. [przypis edytorski]
465. łaski Republiki — chodzi o Republikę Wenecką. [przypis edytorski]
466. przeważny — dziś: przeważający; stanowiący większość. [przypis edytorski]
467. narów (tu daw.) — zły nawyk. [przypis edytorski]
468. Amelot de Chaillon (1689–1749) — wówczas minister spraw zagranicznych. [przypis tłumacza]
469. de Maurepas hrabia, [właśc. Jean-Frédéric Phélypeaux] (1701–1781) — minister za Ludwika XV i XVI. [przypis tłumacza]
470. Koralina i siostra jej Kamilla (Veronese) — Maria Anna oraz Giacoma Antonia Veronese, córki włoskiego aktora Carlo Veronese, które zdobyły rozgłos w Paryżu (od 1744), doskonale grając sprytne pokojówki w wystawianych przez teatr Comédie-Italienne komediach dell’arte; od swych typowych ról znane jako Koralina i Kamilla. [przypis edytorski]
471. domino — płaszcz maskaradowy z kapturem. [przypis edytorski]
472. Obecni, widząc zajeżdżającą gondolę o barwach ambasadora, zdumieli się — obywatelom weneckim nie wolno było utrzymywać żadnych stosunków z cudzoziemskimi ambasadorami i ich dworem. [przypis tłumacza]
473. una siora maschera (wł.) — zamaskowana pani (siora to skrócenie od signora); formułą „buongiorno, siora maschera” (dzień dobry, pani w masce) podczas karnawału tradycyjnie witano zamaskowaną osobę: przebranie z maską ukrywało tożsamość, płeć i klasę społeczną. [przypis edytorski]
474. stanu (daw.) — państwo. [przypis edytorski]
475. Sklawończyk, wł. Schiavoni (hist.) — zapożyczone z włoskiego określenie Słowianina z terenów nad płn. Adriatykiem, używane w okresie Republiki Weneckiej. [przypis edytorski]
476. oblig — pisemne uznanie długu. [przypis edytorski]
477. ważnym ostrzeżeniem, jakie otrzymaliśmy świeżo od pana Vincent (...) Było to w czasie, kiedy książę Lobkowitz ciągnął na Neapol, hrabia zaś de Gages dokonał owego pamiętnego odwrotu — w zachowanej korespondencji dyplomatycznej list z Wenecji do Neapolu powołujący się na informacje od Vincenta z 26 października 1743 nosi datę 2 listopada 1743, natomiast ofensywa austriacka i strategiczny odwrót armii hiszpańsko-neapolitańskiej pod Velletri miały miejsce dopiero wiosną 1744. [przypis edytorski]
478. rufian (daw.) — stręczyciel. [przypis edytorski]
479. bielizna — tu daw.: nakrycie stołu, obrus. [przypis edytorski]
480. friulski — pochodzący z Friuli, regionu w płn.-wsch. Włoszech, na wsch. od Wenecji. [przypis edytorski]
481. barkarola — tradycyjna pieśń weneckich gondolierów. [przypis edytorski]
482. Conservami la bella... (wł.) — Zachowaj mnie, piękna, do której me serce tak płonie. [przypis edytorski]
483. motet (muz.) — rodzaj kompozycji wokalnej na wiele głosów, przeważnie z tekstem o tematyce religijnej. [przypis edytorski]
484. chybić — tu przen.: zawieść, nie dopisać; pominąć. [przypis edytorski]
485. Mendicanti, właśc. San Lazzaro dei Mendicanti — barokowy kościół w Wenecji. [przypis edytorski]
486. per non parer troppo coglione (wł.) — drastyczne wyrażenie, którego sens jest: „aby nie uchodzić za dudka”. [przypis tłumacza]
487. Padoana — najpewniej Giustina Padoana (dosł.: padewska, z miasta Padwa), kurtyzana zamieszana w skandal w Wenecji w 1742. [przypis edytorski]
488. cinda (jęz. wenecki) — pas, pasek. [przypis edytorski]
489. in vestito di confidenza (wł.) — w intymnym odzieniu. [przypis edytorski]
490. seraj — pałac władcy muzułmańskiego, mieszczący harem, czyli mieszkanie żon i nałożnic władcy. [przypis edytorski]
491. hurysy — w islamie: wiecznie piękne i młode dziewice, czekające wiernych w raju muzułmańskim. [przypis edytorski]
492. Zanetto, lascia le donne, e studia la matematica (wł.) — Jasiu, zostaw kobiety, a weź się do matematyki. [przypis tłumacza]
493. na współkę — dziś popr. wspólnie bądź na spółkę. [przypis edytorski]
494. szpinet — dawny instrument muzyczny, odmiana klawesynu. [przypis edytorski]
495. kwintal — tu: quintal, daw. francuska jednostka wagi, równa 100 funtów (livres), tj. ok. 49 kg. [przypis edytorski]
496. funt — daw. jednostka wagi, tu funt paryski równy ok. 0,49 kg. [przypis edytorski]
497. Wyspy Boromejskie — grupa trzech niewielkich wysp i dwóch malutkich wysepek położonych na polodowcowym jeziorze Maggiore w Alpach, na granicy Włoch i Szwajcarii. [przypis edytorski]
498. ...lub też sporządzenie bodaj uzupełnienia, którego pono bardzo potrzebuje — poniechałem tego zamiaru. [przypis autorski]
499. Montesquieu (1689–1755) — znakomity pisarz polityczno-filozoficzny, autor Listów perskich i Ducha Praw. [przypis tłumacza]
500. dependent (daw., z łac. dependens, dependentis: zależny) — praktykant lub pomocnik pracujący u adwokata, notariusza itp. [przypis edytorski]
501. objęcie (daw.) — pojętność. [przypis edytorski]
502. Locke, [John] (1632–1704) — filozof angielski, bardzo popularny we Francji w XVIII w., patron Woltera i encyklopedystów. Filozofia jego, odrzucając tzw. „idee wrodzone”, przyjmowała wrażenia zmysłowe jako podstawę poznania ludzkiego; skłaniała się przy tym do liberalizmu i tolerancji. [przypis tłumacza]
503. epigram a. epigramat (z gr. epigramma: inskrypcja) — bardzo krótki utwór poetycki, zwykle dowcipny, z wyrazistą puentą. [przypis edytorski]
504. Ascoytia — ob. Azkoitia, miasto i gmina w płn. Hiszpanii, w Kraju Basków. [przypis edytorski]
505. fruktyfikować (daw., z łac. fructificare: owocować) — tu: czerpać korzyści. [przypis edytorski]
506. qui pro quo (łac.) — nieporozumienie, pomyłka; dosł.: kto zamiast którego. [przypis edytorski]
507. La Poplinière, Alexandre Jean Joseph Le Riche de (1693–1762) — bogaty poborca podatkowy, mecenas muzyki i literatury. [przypis edytorski]
508. contralto (wł., muz.) — kontralt, najniższy głos żeński. [przypis edytorski]
509. Hezjod (VIII–VII p.n.e.) — epik grecki porównywany z Homerem, autor m.in. dydaktycznego poematu o rolnictwie pt. Prace i dni. [przypis edytorski]
510. bitwa pod Fontenoi — wspaniałe zwycięstwo Maurycego Saskiego nad Anglikami i Austriakami (1745). [przypis tłumacza]
511. dramat Woltera — Wolter liczył wówczas lat 51 i znajdował się od dawna na szczycie chwały. [przypis tłumacza]
512. nieudały (daw.) — nieudany. [przypis edytorski]
513. recytatyw — melodeklamacja na tle muzycznym, element opery. [przypis edytorski]
514. do Dunkierki, gdzie miał kierować odjazdem floty przeznaczonej do Szkocji — pod koniec 1745, w celu wsparcia powstania jakobitów na mocy układu Ludwika XV z pretendentem do tronu Anglii i Szkocji Karolem Edwardem Stuartem; ekspedycję odwołano w grudniu. [przypis edytorski]
515. być za poczmistrzem (daw.) — być żoną poczmistrza. [przypis edytorski]
516. Jélyotte, Pierre (1713–1797) — śpiewak opery paryskiej (tenor), uważany za najświetniejszego w swoich czasach. [przypis edytorski]
517. tercet (muz.) — tu: utwór muzyczny dla trójki wykonawców. [przypis edytorski]
518. Lekkomyślne zobowiązanie — wszystkie te sceniczne utwory Russa są bardzo słabe. [przypis tłumacza]
519. traktiernia (daw.) — jadłodajnia. [przypis edytorski]
520. zamtuz (daw.) — dom publiczny. [przypis edytorski]
521. Ancelet — temu to panu Ancelet ofiarowałem komedyjkę mego pióra, pt. Jeńcy wojenni, napisaną po klęskach Francuzów w Bawarii i w Czechach, której nigdy nie odważyłem się pokazać ani przyznać się do niej, a to dla tej osobliwej przyczyny, iż nigdy król ani Francja, ani Francuzi nie spotkali się z gorętszą i szczerszą pochwałą niż w tej sztuce i że ja, republikanin i opozycjonista, nie śmiałem się pokazać chwalcą narodu, którego wszystkie zasady były przeciwne moim. Bardziej zgnębiony nieszczęściami Francji niż sami Francuzi, lękałem się, aby nie uznano za pochlebstwo i tchórzliwość tych oznak szczerego przywiązania, którego epokę i przyczyny podałem w pierwszej części Wyznań, a którego wstydziłem się okazywać. [przypis autorski]
522. pani d’Epinay, [właśc. Louise Florence Pétronille Tardieu d’Esclavelles d’Épinay] (1726–1783) — była to żona generalnego dzierżawcy, poza tym płaskiego utracjusza i hulaki. Od r. 1749 była z przyczyny wybryków męża separowana majątkowo. Po rozstaniu się z panem de Francueil zawiązała stosunek miłosny z Grimmem; związek ten trwał od r. 1755 do końca jej życia. Obdarzona wybitnym talentem literackim, współpracowała często w Correspondance littéraire Grimma; pedagogiczny jej romans Rozmowy między matką a córką odznaczyła Akademia „nagrodą cnoty” Monthyona. Głośne są Pamiętniki pani d’Epinay, długo uważane za wiarogodny dokument (por. Od tłumacza); ukazały się w r. 1818. [przypis tłumacza]
523. osobliwe zwierzenia — tyczyły, zdaje się, choroby, której udzielił pani d’Epinay jej mąż, a którą ona znowuż obdarzyła pana de Francueil. [przypis tłumacza]
524. de Bellegarde, Élisabeth Sophie Françoise Lalive (1730–1813) została 28 lutego 1748 żoną Claude’a Constanta Césara, hrabiego d’Houdetot. [przypis edytorski]
525. wabny (daw.) — dziś: powabny, pociągający. [przypis edytorski]
526. chybiać — tu: zaniedbywać, pomijać, zawodzić. [przypis edytorski]
527. d’Alembert, [Jean Le Rond] (1717–1783) — znakomity geometra i filozof, współtwórca Encyklopedii i obok Diderota najwybitniejsza osobistość grupy tzw. encyklopedystów. [przypis tłumacza]
528. Encyklopedia — pomnikowe wydawnictwo dokonane pod redakcją Diderota i d’Alemberta, które miało olbrzymi wpływ na rozwój myśli w XVIII w., skupiając pod swoim sztandarem całą szkołę filozoficzną szermierzy światła i postępu. Prześladowane przez rząd i przez jezuitów, drukowane przeważnie ukradkiem, walcząc z lękliwością księgarzy i olbrzymimi trudnościami technicznymi, dzieło to ukończone wreszcie zostało w r. 1772. Grupująca się koło niego szkoła tzw. encyklopedystów stanowiła niby zwarty kościółek, niezmiernie solidarny i zazdrośnie strzegący swych wpływów; to — obok innych przyczyn — stanowi tło nieporozumień między grupą „filozofów” a Russem, który nigdy nie dał się podciągnąć pod posłuch dla sztandaru, a później wręcz wystąpił przeciw niemu. [przypis tłumacza]
529. rodzajem przekładu z Chambersa — angielskiej encyklopedii Ephraima Chambersa pt. Cyclopaedia: or, An Universal Dictionary of Arts and Sciences wydanej w Londynie w 1728. [przypis edytorski]
530. podobnego mniej więcej do „Słownika medycznego” Jamesa, który Diderot właśnie ukończył — trzytomowy Medical Dictionary (1743–1745) Roberta Jamesa został przetłumaczony wspólnie przez Diderota, Toussainta i Eidousa z angielskiego na francuski i wydany w latach 1746–1748. Diderot początkowo zajmował się tłumaczeniami z jęz. angielskiego. [przypis edytorski]
531. „Myśli filozoficzne” ściągnęły nań nieco przykrości — były pierwszym tekstem Diderota, wydanym anonimowo w 1746; opowiadał się w nich przeciw religii zinstytucjonalizowanej, dogmatom i Biblii, stając po stronie deizmu; w lipcu zostały potępione przez parlament Paryża i na jego rozkaz publicznie spalone. [przypis edytorski]
532. Inaczej stało się z jego „Listem o ślepcach”, który nie zawierał nic nagannego... — wydany przez Diderota anonimowo w czerwcu 1747 List o ślepcach zawierał jawną deklarację materializmu i ateizmu. W lipcu Diderot, od 1747 obserwowany przez policję, został zidentyfikowany jako autor, aresztowany i uwięziony pod zarzutem publikowania treści antyreligijnych. [przypis edytorski]
533. turma (daw.) — więzienie. [przypis edytorski]
534. Margrabina de Pompadour (1721–1764) — wszechwładna faworyta Ludwika XV, która wywierając przemożny a opłakany wpływ na politykę Francji, starała się wzmocnić swoje stanowisko kokietując z nauką i literaturą. [przypis tłumacza]
535. następcę tronu Saxe-Gotha — księcia Saksonii-Gotha-Altenburg Fryderyka Ludwika (1735–1756), syna Fryderyka III. [przypis edytorski]
536. Klupffell — popr. Klüpfel, Emanuel Christoph (1712–1776), teolog niemiecki. [przypis edytorski]
537. Grimm, Fryderyk Melchior (1723–1807) — syn pastora luterańskiego, zaaklimatyzował się w Paryżu, gdzie zabłysnąwszy ciętym piórem w Małym proroku, objął po księdzu Raynal wydawnictwo czasopisma „Correspondance littéraire” (por. Od tłumacza), które prowadził blisko 30 lat. Umysł krytyczny, wytrawny, lecz chłodny. Grimm załatwiał też różnorodne sprawy dyplomatyczne powierzane mu przez dwory Europy. Był fanatycznym wielbicielem i chwalcą Katarzyny II. [przypis tłumacza]
538. Czy rozwój sztuk i nauk przyczynił się do skażenia czy oczyszczenia obyczajów? — w rozprawie tej występuje Rousseau przeciw cywilizacji, jako źródłu skażenia obyczajów i szczęścia ludzkości. [przypis tłumacza]
539. Malesherbes, [Guillaume-Chrétien de Lamoignon de] (1721–1794) — jedna z najczystszych i najpiękniejszych postaci XVIII w. Nieskazitelny urzędnik, na stanowisku cenzora sprzyjający wolnej myśli i światłu, później w czasie procesu Ludwika XVI, zakończonego straceniem króla, nieustraszony jego obrońca; sam w czasie terroru znalazł w końcu śmierć na szafocie. [przypis tłumacza]
540. prozopopeja — zabieg retoryczny polegający na wprowadzeniu w obręb wypowiedzi pozornych cytatów słów tych, którzy nie mogą rzeczywiście wypowiedzieć się, np. zmarłych, nieobecnych, a nawet (poprzez personifikację) przedmiotów, zwierząt, zjawisk i pojęć. [przypis edytorski]
541. Fabrycjusz, Caius Fabricius Luscinus (IV/III w. p.n.e.) — wódz rzymski przez autorów staroż. uważany za wzór prawości i surowości obyczajów; wzmiankowany także w Boskiej komedii Dantego (Czyściec, XX). [przypis edytorski]
542. chyba (daw.) — uchybienie, niedoskonałość. [przypis edytorski]
543. Komedia Włoska (fr. Comédie-Italienne) — paryski teatr, gdzie grywano sztuki i opery włoskie. [przypis edytorski]
544. Komedia Francuska (fr. Comédie-Française) — francuski teatr narodowy znajdujący się w Paryżu. [przypis edytorski]
545. dworować (daw.) — żartować. [przypis edytorski]
546. Saint-Preux — bohater najgłośniejszego romansu Russa, Nowej Heloizy. [przypis tłumacza]
547. minister — pastor protestancki. [przypis tłumacza]
548. papieżyca Joanna — legendarna kobieta, żyjąca rzekomo w IX w., która ukrywając swoją płeć, zdobyła wysoką pozycję kościelną i ostatecznie została papieżem. [przypis edytorski]
549. republika Platona — idealne państwo przedstawione przez gr. filozofa Platona w dialogu Państwo, znanym też jako Republika; dzieci klas wyższych, rządzących państwem filozofów i strażników, miały być przekazywane na wychowanie instytucjom państwowym. [przypis edytorski]
550. ekspensować się (daw., z łac.) — robić znaczne wydatki. [przypis edytorski]
551. Morand, Sauveur François (1697–1773) — wybitny chirurg francuski, członek Królewskiej Akademii Nauk (1725). [przypis edytorski]
552. Daran, Jacques (1701–1784) — francuski chirurg znany z leczenia chorób dróg moczowych, później lekarz nadworny Ludwika XV. [przypis edytorski]
553. maligna — wysoka gorączka połączona z majaczeniami. [przypis edytorski]
554. Wreszcie, widząc, iż nic ze mną nie wskóra, oddał ją panu d’Alibard, niegdyś wychowawcy młodego Chenonceaux, znanemu w świecie botaników przez swą Flora parisiensis — Nie wątpię, iż fakta te przedstawiają się obecnie bardzo odmiennie w ustach pana de Francueil i towarzyszy; ale odwołuję się do tego, co wówczas, i długo później jeszcze, mówił wobec całego świata o tym zajściu, aż do czasu utworzenia spisku. Ludzie rozsądni i uczciwi zechcą to sobie niewątpliwie przypomnieć. [przypis autorski]
555. pan Josse — przysłowiowa figura niepowołanego doradcy z komedii Miłość lekarzem Moliera. [przypis tłumacza]
556. Stanisław Leszczyński (1677–1766) — teść Ludwika XV, od którego po utracie korony polskiej otrzymał dożywotnio księstwo Lotaryngii i Baru. Był to człowiek miękkiego charakteru, ale światły i dobroczynny, który zjednał sobie miłość i szacunek poddanych. Liczne pisma jego, zebrane w 4 tomach, wydano w r. 1765 pt. Dzieła dobroczynnego filozofa. [przypis tłumacza]
557. ojciec Menou — popr.: Menoux, Joseph de (1695–1766), francuski jezuita, kapelan Stanisława Leszczyńskiego. [przypis edytorski]
558. mizantrop — osoba czująca niechęć do ludzi, unikająca towarzystwa innych. [przypis edytorski]
559. Wróżek wiejski (fr. Le devindu village) — jednoaktowa opera komiczna autorstwa Rousseau, wystawiona w 1742. [przypis edytorski]
560. d’Holbach, [Paul Henri Thiry] (1723–1789) — z pochodzenia Niemiec, zrazu zawdzięczał swój mir w paryskim świecie obiadom, jakimi ugaszczał encyklopedystów; stopniowo przejął się ich filozofią, doprowadzając ją do krańcowego i ciężkiego ateizmu. Ogłosił liczne pisma. [przypis tłumacza]
561. Raynal, [Guillaume] (1713–1796) — historyk i filozof; umysł nie pierwszorzędny, ale zręczny i cieszący się wziętością. [przypis tłumacza]
562. Cahusac, [Louis de] (1706–1756) — wzięty głównie jako librecista oper. [przypis tłumacza]
563. trocha (daw.) — odrobina, niewielka ilość czegoś. [przypis edytorski]
564. Duclos, [Charles Pinot] (1704–1772) — zrazu autor utworów dość lekkich i drastycznych, później „historiograf Francji”, członek Akademii, znany z charakteru prawego, ale szorstkiego i weredycznego. [przypis tłumacza]
565. de Créqui, margrabina — Renée Caroline de Froullay, markiza (margrabina) de Créqui (1714–1803). [przypis edytorski]
566. Saurin, Bernard-Joseph (1706–1781) — francuski prawnik, dramatopisarz i poeta; był autorem m.in. tragedii Béverlei (1768), zbliżonej do angielskiej sztuki The Gamester Edwarda Moore’a, kilkakrotnie adaptowanej w tym samym czasie przez autorów francuskich z użyciem nazwiska głównego bohatera w formie „Barnevelt”. [przypis edytorski]
567. noszę nazwisko człowieka, którego ojciec pana Saurin prześladował w sposób nader szpetny — Jan Baptysta Rousseau, oskarżony o autorstwo bezecnych epigramów krążących w Paryżu, zrzucił z siebie podejrzenie na wroga swego Saurina; jednakże dzięki zabiegom tegoż został w r. 1712 skazany wyrokiem parlamentu na dożywotnie wygnanie. [przypis tłumacza]
568. Grimm wybrał się tam raz z nami — Skoro poniechałem opowiedzenia tutaj drobnej, ale pamiętnej przygody, jaką miałem z tymże panem Grimmem jednego ranka, kiedy wybraliśmy się na obiad do Saint-Vandrille, nie będę do niej wracał; ale kiedy później zastanawiałem się nad tym, doszedłem, iż wówczas już planował w głębi serca spisek, urzeczywistniony później z tak przedziwnym skutkiem. [przypis autorski]
569. Lenieps, Toussaint-Pierre (1697–1774) — radykalny oponent rządów patrycjatu genewskiego; wygnany z Genewy (1731) za popieranie Micheliego du Crest, zamieszkał w Paryżu, gdzie prosperował jako bankier. [przypis edytorski]
570. Prévost, [Antoine (1697–1763)] — autor Manon Lescaut i licznych powieści. [przypis tłumacza]
571. Procope-Couteaux, właśc. Michel Coltelli (1684–1753) — francuski lekarz, pisarz, dramaturg; był brzydki i garbaty, podobnie jak starożytny bajkopisarz Ezop, ale z powodu dowcipu i pogodnego usposobienia cieszył się powodzeniem u kobiet. [przypis edytorski]
572. Boulanger, Nicolas Antoine (1722–1759) — francuski inżynier i filozof, autor rozpraw na temat naturalnego pochodzenia wierzeń i praktyk religijnych, opublikowanych po jego śmierci, głównie Recherches sur l’origine du despotisme oriental (Badania nad pochodzeniem wschodniego despotyzmu, 1761) oraz L’Antiquité dévoilée par ses usages, ou Examen critique des principales opinions, cérémonies et institutions religieuses et politiques des différents peuples de la terre (Starożytność odkryta przez swe zwyczaje, czyli badanie krytyczne głównych poglądów, obrządków i instytucji religijnych i politycznych różnych ludów ziemi, 1766). [przypis edytorski]
573. opera buffa (z wł. buffo: komiczny, śmieszny) — włoska opera komiczna; gatunek opery powstały w XVIII w. we Włoszech. [przypis edytorski]
574. Miłostki Ragondy — Les amours de Ragonde, trójaktowa opera Jean-Josepha Moureta z librettem Philippe’a Néricault Destouchesa, wystawiona w Paryżu 1714, jedna z pierwszych francuskich oper komediowych. [przypis edytorski]
575. Lulli, [Giovanni Battista a. Lully, Jean-Baptiste] (1633–1687) — słynny nadworny muzyk Ludwika XIV, stały współpracownik Moliera [urodzony we Włoszech wielki kompozytor fr. epoki baroku; stworzył francuską operę narodową, nadając jej swoisty, odmienny od włoskiego styl; red. WL]. [przypis tłumacza]
576. Fontainebleau — miejscowość ok. 60 km na płd-wsch. od Paryża, znana z rezydencji królów Francji: reprezentacyjnego pałacu z rozległym ogrodem i parkiem. [przypis edytorski]
577. Krzyż św. Ludwika — Królewski Order Wojskowy Świętego Ludwika, francuski order za zasługi wojenne, nazwany na cześć króla Ludwika IX Świętego, funkcjonujący w latach 1693–1792 oraz 1814–1830. [przypis edytorski]
578. trafika — sklep z wyrobami tytoniowymi; przyrzekając im dystrybucję soli, trafikę: handel solą i tytoniem wymagał uzyskania koncesji. [przypis edytorski]
579. Dykcjonarz muzyczny — co do tego szczegółu, podejrzliwość pisarza niezupełnie była urojeniem; istnieją dokumenta, świadczące, iż autorstwo muzyczne R. podawane było złośliwie w wątpliwość. (J. J. Rousseau raconté par les gazettes de ton temps). [przypis tłumacza]
580. Przekonany jestem, iż, gdyby nie mój Dykcjonarz muzyczny, powiedziano by w końcu, że nie znam nut — Nie przewidywałem wówczas, iż powiedzą to w końcu mimo Dykcjonarza. [przypis autorski]
581. Eglé, Pygmalion, Sylf — opery francuskie: Aeglé (1748) Pierre’a de La Garde, Pygmalion (1748) Rameau; „Sylf” to zapewne Zelindor Roi des Sylphes (Zelindor król Sylfów, 1745) Rebela i Francoeura. [przypis edytorski]
582. Serva padrona — opera buffa Giovanniego Battisty Pergolesi, pierwotnie wstawka komediowa w operze poważnej Il prigionier superbo, z premierą w Neapolu w 1733, później wystawiana w Europie jako samodzielny utwór; jej wystawienie 1 sierpnia 1752 w Paryżu w Królewskiej Akademii Muzycznej (późniejszej Operze Paryskiej) stało się przyczyną „sporu o buffonów”. [przypis edytorski]
583. Mondonville, Jean-Joseph Cassanéa de (1711–1772) — francuski skrzypek i kompozytor, autor oper i motetów. [przypis edytorski]
584. Mały prorok — Le petit prophète de Boehmischbroda (styczeń 1753), satyra Friedricha Melchiora Grimma na tradycyjną operę francuską, stylizowana na proroctwo biblijne, opublikowana anonimowo. [przypis edytorski]
585. List o muzyce francuskiej — Lettre sur la musique française (listopad 1753), w którym Rousseau głosi wyższość muzyki włoskiej, twierdząc, że muzyka francuska nie ma racji bytu, gdyż nie ma w niej miary ani melodyjności, pod względem brzmienia i ekspresywności język francuski nie nadaje się do śpiewania, zaś śpiew po francusku jest „ciągłym ujadaniem”, nieznośnym dla nieuprzedzonego ucha. [przypis edytorski]
586. Tacyt, właśc. Publius Cornelius Tacitus (ok. 55–120) — wybitny historyk rzymski. [przypis edytorski]
587. Był to czas wielkiej zwady między parlamentem a klerem. Parlament właśnie wygnano... — nowy arcybiskup Paryża w celu wyplenienia jansenizmu wprowadził świadectwa spowiedzi, które miały być wystawiane przez księży uznających papieską bullę Unigenitus i niezbędne do otrzymania ostatniego namaszczenia, bez którego zmarły nie mógł być pochowany na cmentarzu. Parlament był temu przeciwny i nakładał grzywny na proboszczów stosujących się do tego zarządzenia. W zaostrzającym się sporze król wziął stronę arcybiskupa, ignorując przedkładane mu przez parlament uzasadnienia. Ostatecznie w maju 1753 nakazał aresztowania członków dwóch izb, a następnie zesłanie solidaryzującego się z nimi parlamentu do Pontoise. Na wiadomość o tym parlamenty prowincjonalne ogłosiły strajk. [przypis edytorski]
588. Pojawiła się moja broszura... — polemika około tej broszury wydała przeszło 60 rozmaitych pism ulotnych i artykułów. [przypis tłumacza]
589. Bellevue — ob. część Meudon, ok. 10 km na płd.-zach. od centrum Paryża; pani de Pompadour mieszkała w pałacyku Bellevue zbudowanym dla niej w 1750 przez Ludwika XV. [przypis edytorski]
590. Margency, Adrien Quiret (Cuyret) de (1727 – ok.1802) — francuski oficer dworu królewskiego, poeta. [przypis edytorski]
591. Quinault, [Jeanne (1699–1783)] — głośna aktorka, która w salonie swoim gromadziła kółko wybitnych ludzi pióra. Zebrania te odznaczały się wielką swobodą myśli i języka. [przypis tłumacza]
592. La Noue, Jean-Baptiste Sauvé de (1701–1760) — aktor i dramaturg francuski, autor ok. 10 komedii. [przypis edytorski]
593. Prokop — głośna współczesna kawiarnia literacka. [przypis tłumacza]
594. Boissy, Louis (1694–1758) — poeta i dramaturg francuski, członek Akademii Francuskiej (1754), redaktor gazety „Mercure de France”. [przypis edytorski]
595. peccavi (łac.) — zgrzeszyłem. [przypis edytorski]
596. Rozprawa o nierówności — jest jeszcze dalej posuniętą diatrybą przeciw wszelkiej w ogóle cywilizacji. Dzisiejsza krytyka skłonna jest uważać niekiedy tę rozprawę za stek niedorzeczności, ale w owym czasie, jako wyraz reakcji przeciw wynaturzeniu społecznemu i towarzyskiemu panującej klasy, zrobiła ona potężne wrażenie i zyskała pełny oddźwięk. Podkopując w niej uświęcony dogmat „własności”, R. pozyskał dla swej nauki masy wydziedziczonych i stał się prekursorem socjalizmu. [przypis tłumacza]
597. Z tych medytacji wynikła Rozprawa o nierówności, dzieło, które bardziej było w smaku Diderota niż inne moje pisma i w którego tworzeniu rady jego były mi najużyteczniejsze — W czasie kiedy pisałem te słowa, nie miałem jeszcze najmniejszego pojęcia o wielkim spisku Diderota i Grimma; inaczej byłbym z łatwością poznał, jak bardzo pierwszy z nich nadużywał mej ufności, aby nadać pismom moim ów twardy ton i to posępne wejrzenie, którego pozbyły się później, skoro przestał mną kierować. Ustęp o filozofie, który argumentując, zatyka sobie uszy, aby nie dać się wzruszyć skargom nieszczęśliwego, jest jego pomysłu; dostarczył mi jeszcze innych w tym rodzaju, bardziej jeszcze jaskrawych, ale nie zdobyłem się na to, aby zrobić z nich użytek. Przypisywałem to czarne usposobienie wrażeniu, jakie wywarła nań turma w Vincennes i nigdy nie przyszło mi na myśl podejrzewać najlżejszej złośliwości. [przypis autorski]
598. landara — ciężka kareta podróżna bądź ogólnie: niezgrabny pojazd. [przypis edytorski]
599. konsystorz (z łac. consistorium: zgromadzenie) — w Kościołach protestanckich: rada diecezji lub Kościoła, stanowiąca najwyższą władzę administracyjno-sądową. [przypis edytorski]
600. syndyk — tu: jeden z czterech urzędników zarządzających Republiką Genewską. [przypis edytorski]
601. Deluc a. De Luc, Jacques-François (1698–1708) — zegarmistrz genewski, członek Rady Dwustu. [przypis edytorski]
602. Rada Dwustu — jeden z organów rządzących Republiką Genewską. [przypis edytorski]
603. Lukrecja (VI w. p.n.e.) — legendarna córka rzym. patrycjusza, zgwałcona przez syna etruskiego króla popełniła samobójstwo, co doprowadziło do wybuchu powstania, obalenia monarchii i powołania republiki rzymskiej. [przypis edytorski]
604. asylum (łac.) — azyl, schronienie. [przypis edytorski]
605. osiedlenie się Woltera w pobliżu Genewy — Wolter, opuściwszy dwór Fryderyka II, z którym rozstał się bardzo źle, zakupił posiadłość pod Genewą i nadał jej miano Délices. [przypis tłumacza]
606. List, który Wolter napisał do mnie po mym ostatnim dziele — list Woltera z 30 sierpnia 1755 na temat Rozprawy o nierówności. [przypis edytorski]
607. Tronchin, [Théodore (1709–1781)] — słynny lekarz, później osiadły w Paryżu, gdzie się cieszył niezmiernym wzięciem, był jednym z pierwszych pionierów szczepienia ospy oraz wielu zasad nowożytnej higieny, ruchu, powietrza etc. [przypis tłumacza]
608. de Jaucourt, Louis, zwany kawalerem (chevalier) de Jaucourt (1704–1779) — francuski erudyta, najpłodniejszy ze współautorów Encyklopedii: napisał do niej ok. 18.000 artykułów, tj. 25% wszystkich haseł. [przypis edytorski]
609. Pan d’Holbach pomógł mi wszelako umieścić starego nieboraka Le Vasseur... — Oto przykład figlów, jakie płata mi pamięć. W długi czas po nakreśleniu tego ustępu dowiedziałem się, rozmawiając raz z żoną o jej starym poczciwinie ojcu, że to nie d’Holbach, ale pan de Chenonceaus, wówczas jeden z dyrektorów Szpitala Bożego, ulokował go tam. Tak zupełnie uleciało mi to z pamięci, tak byłem przeświadczony, że to d’Holbach, że byłbym na to przysiągł. [przypis autorski]
610. Palissot, [Charles Palissot de Montenoy] (1730–1814) — pisarz drugorzędny, głośny głównie swymi atakami na grupę Encyklopedystów. Najwięcej hałasu uczyniła komedia pt. Filozof (1760), o której Rousseau mówi w dalszym ciągu. [przypis tłumacza]
611. hrabia de Tressan, [Louis-Élisabeth de la Vergne, comte de Tressan] (1705–1783) — wielki marszałek miniaturowego dworu króla Stanisława Leszczyńskiego w Luneville, sam po trochu pisarz, organizator akademii w Nancy. [przypis tłumacza]
612. regestra (daw.) — dziś: rejestry. [przypis edytorski]