poniedziałek, 27 lipca

Zet, któremu przed kilkoma dniami dałem do przeczytania opowiadanie Iksa, przysłał mi list. W zakończeniu pisze:

„Rosjanie, gdy piszą o świństwach, to z tych świństw ro­bią się duże świństwa, sięgają w głąb istoty ludzkiej (skala), a u nas, gdy się pisze o małych świństwach, pozostają to małe świństwa, sięgają, dotykają tylko powierzchni człowieka, jego małych strachów (skala)”.

Myślę, że ocena Zeta jest trafna. Ale: doceniam stan nie­woli, w jakiej naród rosyjski istniał i istnieje, jest to chy­ba jedyny naród europejski, który wolności (pozornej) nigdy nie zaznał. Cokolwiek się jednak powie o wielowiekowym nie­szczęściu narodu rosyjskiego, niepodobna nie pamiętać, iż Rosja była i nadal jest potężnym imperium, więc tylko sprzecznoś­cią pozorną będzie, jeśli się powie, iż stan niewoli, pozosta­jąc dla Rosjan stanem niewoli, może być dla nich równocześnie stanem niewoli suwerennej. Wydaje mi się, iż z tej przede wszystkim świadomości mogła powstać wielka rosyjska literatu­ra dziewiętnastowieczna. Suwerenność nieszczęścia i zła pozwoli udźwignąć ich ciężar, a nawet udzielić im wymiarów wielkości, nie wydaje się to natomiast możliwe w warunkach niewoli narzu­conej z zewnątrz. Grzesznik, świadomy własnego zła, zawsze by­wa w sytuacji moralnie lepszej (więc twórczej) aniżeli człowiek usprawiedliwiający swoje „drobne świństwa” okolicznościami. Brak poczucia suwerenności degraduje zarówno jednostkę, jak spo­łeczeństwo, bowiem tylko w kondycji świadomie suwerennej może istnieć i działać świadoma ludzka odpowiedzialność, z jej roz­padem i zanikaniem rozpada się i zanika wszelki moralny porzą­dek, występek może być zasługą — osiągnięcie — przestępstwem, wśród winowajców nie ma winnych, głupota chodzi w koronie mą­drości, cynizm — w masce żarliwości, uczciwość i mądrość docze­kają się publicznego napiętnowania. Z tej moralnej miazgi ma powstać wielka sztuka?