Zapis

Wtedy jeśli mnie pamięć nie myli

do oślepiającej nagości powietrze było obnażone

lecz niebo ciemne

sczerniałe słońce

z gęstych zlepione popiołów

nie tylko w dzień konało

lecz i w noce

gdy białe gwiazdy wyprowadzało na teatr

i chwiejny smug księżyca budził ptaki na płonących wierzbach

wtedy wzdłuż horyzontu

tak mi powtarzano

pochody szły kamienne

i suchy wiatr

starczymi zmarszczkami

fałdował twarze dziewcząt i chłopców

pomruki głuchoniemych szarpały niezoraną ziemię

wśród salw egzekucyjnych plutonów

przy kioskach z piwem

i w nieruchomych cieniach karuzel

mimowie w białych maskach i cielistych trykotach

wygłaszali kazania

o życiu i śmierci

a potem

tak donosili kolejni posłańcy

zawsze pod słońca ciemną spiekotą

opustoszałymi wąwozami ulic

wśród dwuszeregu drzew

krzyżujących zwęglone konary jak szpady

galopowali srebrzyści husarze

furgocząc blaszanymi skrzydłami

a na ogromnym stadionie

wypełnionym aż po zgliszcza nieba

ciężkim oddechem ludzi

w więziennych i szpitalnych pasiakach

ktoś krzyczał

rozbijając powietrze, jak szklany posąg bohatera —

w tych głębokich warstwach czasu

zanikających jak dźwięk i jak dźwięk wibrujących niezniszczalnie

w kamiennej i czarnej przepaści

gdy w zastygłych warstwach lawy

sztywny pod ciężką liturgiczną szatą

zdobywałem kamienną ścianę

i przy oklaskach płaczących kurewek i trąbkach wojskowych straży

w uścisku niemiłosno-miłosnym

przenikałem białym strumieniem

poza czarną ścianę

i w wielkim mieście

wśród tanich neonów

w kręgu chłopców tańczących oberka

myślałem

że jestem natchnionym ognikiem pełznącym wzdłuż czarnej ściany

wtedy byłem ślepy

z wyrokiem bezterminowej ciemności

więc nie mogłem zobaczyć fałszywego końca świata.