3

Piękna jest żona bliźniego mego,

gdy wypatrzona przez kaprawe oko

ukrytej pod sufitem kopułkowej kamery

przegląda pismo w rozpisanym

na wieczorne głosy salonie Empiku.

Nie chcę zapisywać tej zwyczajnej chwili,

bo niezapisane pozostanie dla nas

niczym obietnica dalekiego miasta,

bez monitoringu i bez straży miejskiej,

z burmistrzem na wiecznym urlopie,

i z inną kamienną tablicą,

na którą sami naniesiemy prawa

ręcznym, rozkołysanym do woli pismem —

nie do czytania, a do złożenia jak podpis.

Dzień pracy się kończy, choć system pracuje,

zadziwia nas spóźniona hojność

obrotnego jak kamera sprzedawcy,

który dorzuca gratis do dzisiejszej gazety

tabliczkę czekolady

z kryształkami soli. Skąd wiedział?

Że słony jest pępek jej, i słony spód stopy,

i słony jak łza osad

we wgłębieniu łokcia?