2
Piękna jest żona bliźniego mego,
piękna ławicą ryb wokół kostek,
kiedy brodzi w strumieniach, a one
płyną rynnami do włazów
i ściekowych studzienek śródmieścia.
Na wytracenie ciało, ale nie martw się,
nie utoniemy. Przychylne nam wody
Morza Martwego podtrzymają nas bez wysiłku
na powierzchni gładkiej jak witryna
rybnego, w której skrycie zmieniamy się
miejscami i nakładamy figlarnie na siebie
w bezprawnych konfiguracjach, pośród
refleksów lamp i sygnalizatorów
o rozmytych barwach. Gwiżdżę
na deszcz, na sens tej ulewy i na mafię
pruszkowską, gdziekolwiek dziś jest. Deszcz,
jeśli mnie nozdrza nie zwodzą,
zapachniał nagle tobą, jestem tobą mokry.
Nadamy mu imię królewskie.