SCENA I

Mądrzy ludzie, jeden miejscowy i dwóch zagranicznych, w czarnych togach i w beretach na głowie, wchodzą z lewej strony. Prowadzi ich Dozorca z pękiem kluczy i małą latarką w ręku.

I MĄDRY CZŁOWIEK ZAGRANICZNY

Czy daleko jeszcze?

DOZORCA

stawia latarkę na ziemi

To tutaj. Jest to najgłębszy loch w całym gmachu.

MĄDRY CZŁOWIEK MIEJSCOWY

Dziękuję ci, dobry człowiecze. A czy można mówić z uwięzioną?

DOZORCA

wyjmuje z kieszeni jakieś kartki i przegląda

Macie panowie formalne pozwolenie zwiedzenia tych kazamat — ale o tym, byście mogli rozmawiać z więzioną, ani słowa! — Nie wolno mi dopuścić niczego więcej nad to, co tu jest napisane.

MĄDRY CZŁOWIEK MIEJSCOWY

Powinieneś mieć dla nas osobne względy; wiesz, że jesteśmy Mądrymi Ludźmi...

DOZORCA

Poznaję to po waszym stroju, ale ja znów jestem człowiekiem, co słucha tych, których jedynie słuchać powinien.

II MĄDRY CZŁOWIEK ZAGRANICZNY

Przyjacielu! Wszakże w twoich papierach nie ma wyrażonego zakazu, że mówić nam z uwięzioną nie wolno?

DOZORCA

patrzy znów w papiery

To prawda...

MĄDRY CZŁOWIEK MIEJSCOWY

A co nie jest zakazane, to wolno.

DOZORCA

Mnie się zdaje, owszem, że co nie jest dozwolone wyraźnie, tego nie wolno. Ale jeśli wy, Mądrzy Ludzie, tak mówicie...

MĄDRY CZŁOWIEK MIEJSCOWY

Niewątpliwie. Przynajmniej w odniesieniu do patentowanych królewskim dekretem Mądrych Ludzi. Wobec innych — twoje zdanie jest słuszne.

DOZORCA

Ha, próbujcie z nią rozmawiać tedy, jeśli wam odpowie. Bo odpowiadać nie chce nikomu. Patrzcie, ma wyraz dumy, zgoła niewłaściwej w jej położeniu. Przykuta jest, a nie chce się ukorzyć. Gdyby to nie było obrazą dla królewskości, powiedziałbym wprost, że jest w niej coś królewskiego. Ale ja tego nie mówię — powiadam raczej, że oszalała w samotności...

MĄDRY CZŁOWIEK MIEJSCOWY

Być może. Zwłaszcza, że szalona była zawsze.

DOZORCA

Tak. Kto jest szalony, temu bardzo łatwo oszaleć. Mówcie z nią. Ja jednak muszę odejść na swoje stanowisko. Pamiętajcie jeno77, panowie, abyście nie przedsiębrali niczego, co by nie było zgodne z porządkiem, którego ja tu jestem przedstawicielem i stróżem. Będę stał zewnątrz tej bramy, na załomie schodów wiodących do górnych korytarzy, obok najbliższego posterunku żandarmów. Innego wyjścia stąd nie masz... ostrzegam!

MĄDRY CZŁOWIEK MIEJSCOWY

Bądź spokojny.

Dozorca wychodzi na lewo.

MĄDRY CZŁOWIEK MIEJSCOWY

Przemówię do niej.

I MĄDRY CZŁOWIEK ZAGRANICZNY

Owszem, mówcie, panie.

MĄDRY CZŁOWIEK MIEJSCOWY

zwracając się do Psychy:

Słuchaj, dziewczyno, zaszczyt cię spotyka.

Dwóch Mądrych Ludzi przyszło z zagranicy,

ażeby widzieć lichą twą osobę —

i za łaskawym króla pozwoleniem

ciekawi ciebie...

II MĄDRY CZŁOWIEK ZAGRANICZNY

przerywa:

Nie tak, nie tak, panie!

Wszak Mądrzy Ludzie nigdy nie ciekawi,

to wada tłumu! Myśmy przyszli oto,

aby się wielkiej głupocie podziwić...

I MĄDRY CZŁOWIEK ZAGRANICZNY

przerywa:

Źle mówisz, panie... My się nie dziwimy!

Ludzi niemądrych cechą jest zdziwienie.

To rzecz nie nasza.

MĄDRY CZŁOWIEK MIEJSCOWY

W każdym razie chcemy

zobaczyć ciebie i jasno ci dowieść,

że choć wzburzony tłum w szaleństwie dzikim

chce cię uwolnić, sądząc, żeś jest zdolna

świat obumarły ożywić na nowo:

my — mądrzy — króla Blaksa wierne sługi,

twierdzim stanowczo, żeś jest niepotrzebna

i że bez ciebie wszystko da się zrobić...

Czy zechcesz, ceniąc zaszczyt nader wielki,

wdać się w dysputę z nami?

I MĄDRY CZŁOWIEK ZAGRANICZNY

Tym się nie martw,

iż pokonaną musisz być. Jesteśmy

Mądrymi Ludźmi, a ty tylko — Duszą,

wyrazem, który z dawna nic nie znaczy.

II MĄDRY CZŁOWIEK ZAGRANICZNY

Mógłbym ci nawet udowodnić łatwo,

iż nie istniejesz wcale...

MĄDRY CZŁOWIEK MIEJSCOWY

po chwili:

Nie chce mówić...

I MĄDRY CZŁOWIEK ZAGRANICZNY

Ozwij się przecie! Jesteśmy łaskawi

i niekoniecznie z słów twych śmiać się będziem!

Psyche, wciąż milcząca i nieporuszona, jakby obecności ich zgoła nie spostrzegała.

Z zewnątrz dochodzi odgłos jakby wzburzonego morza.

II MĄDRY CZŁOWIEK ZAGRANICZNY

Próżnośmy tutaj przyszli78...

MĄDRY CZŁOWIEK MIEJSCOWY

Owszem; zawszeć

rzecz to ciekawa, widzieć kazamaty,

gdzie jest więziona ta, co pono światy

ma od zagłady zratować. A zresztą

wkrótce tu zejdzie król. W jego orszaku

może by dla nas miejsca już nie było —

a więc przyszedłszy wcześniej, to zyskamy,

że obaczymy ową rzecz niezwykłą...

I MĄDRY CZŁOWIEK ZAGRANICZNY

Ja nie rozumiem onej całej sprawy,

mimo że jestem mądry.

MĄDRY CZŁOWIEK MIEJSCOWY

Snadź79 jest głupia.

I MĄDRY CZŁOWIEK ZAGRANICZNY

Któż jest właściwie ta cudotwórczyni

i za co tutaj zamknięta?

MĄDRY CZŁOWIEK MIEJSCOWY

Kto ona?

Nie wiem i pono nie wie nikt z tych czasów.

Z jakichś się dawnych przybłąkała wieków,

rzec by się chciało, z zapomnianych światów,

ażeby w państwa wszechwładnego króla

wnosić niepokój! To jej główna zbrodnia!

I MĄDRY CZŁOWIEK ZAGRANICZNY

Dlaczegóż król więc ściąć jej nie rozkaże?

MĄDRY CZŁOWIEK MIEJSCOWY

To nie pomaga. Stracona — na nowo

kędyś się rodzi, wieczna wichrzycielka,

i znowu mąci ład, przez króla Blaksa

tu ustanowion. Stąd też jest podanie

pomiędzy ludem, głupim jako zwykle,

że nieśmiertelna jest i moc ma przeto

odrodzić światy już zamierające,

póki pokłonu nie odda królowi

dobrowolnego i tym moc swą zniszczy.

Słyszycie, panie? Jako fale morza

tłum o więzienne grube ściany bije,

jej uwolnienia wołając!

I MĄDRY CZŁOWIEK ZAGRANICZNY

Zaiste!

Tłum należało od dawna wytracić.

Jużem to w książce mojej był napisał.

Słychać coraz silniej głosy szturmującego ludu.

Psyche wciąż nieporuszona.

MĄDRY CZŁOWIEK MIEJSCOWY

Zgoda. Robotnik nie jest nam już dzisiaj

potrzebny — wszystko zań sztuczne maszyny

robią. A jednak łatwiejszym się zdało

(nie wiem, czy słusznie?) zmusić oną wiedźmę,

by dobrowolnie pokłon dać zechciała

królowi. Wtedy byłby spokój. Ale

dotąd daremnie król tu co dnia schodzi

i przez sług swoich usta ją namawia

do uległości... Dziś jest źle — prawdziwie!

Więzienne mury, lubo80 nader grube,

mogą naporu ludu nie wstrzymywać...

II MĄDRY CZŁOWIEK ZAGRANICZNY

Ja nie rozumiem, czemu tłum się burzy?

Czego mu trzeba? Wszakże jest dobrobyt

i jest porządek...

DOZORCA

wbiega

Idzie król! — Już idzie...

Pada na środku korytarza na kolana i twarzą zwrócony ku wejściu zaczyna czołem wybijać na ziemi pokłony, mimo że nie widno81 jeszcze nikogo.

I MĄDRY CZŁOWIEK ZAGRANICZNY

Majestat króla schodzi w te piwnice!

II MĄDRY CZŁOWIEK ZAGRANICZNY

Serce drży we mnie...

MĄDRY CZŁOWIEK MIEJSCOWY

Ustąpmy na boki...

Cofają się, tymczasem przez roztwarte drzwi wchodzi Orszak królewski. Na przodzie postępuje Dwóch ludzi niosących pochodnie, za nimi niesiony jest na tronie Król Blaks, ubrany w ciemnopurpurową szatę, od której odcina się długa, czarna broda. Na ramionach ma narzucony czarny płaszcz. Na głowie wysoka złota tiara asyryjskiej formy, na piersiach złote łańcuchy, u pasa głownia sztyletu. Siedzi bez ruchu, jak posąg, z głową nieco ku przodowi pochyloną, jakby pod ciężarem ogromnej tiary; ręce z mnóstwem pierścieni na palcach wsparł o poręcze tronu. — Niosący stawiają tron tuż przy wejściu, zwracając króla twarzą ku miejscu, gdzie Psyche jest przykuta. Po lewej ręce króla obok tronu staje Przemówiciel, w tyle gromadzi się reszta Orszaku, wszyscy ciemno ubrani.

Blaks, po chwili grobowego milczenia, daje ręką znak Przemówicielowi, po czym wraca do poprzedniej nieruchomości.

PRZEMÓWICIEL

skłoniwszy się nisko przed królem, zwraca się do klęczącego wciąż z czołem przy ziemi dozorcy:

Jego Wszechmożność, ziemi król i władca,

Pan samowładny, Mocarz ostateczny —

raczy rozkazać, aby sprowadzono

tutaj więzioną przed jego oblicze.

Dozorca, wybiwszy jeszcze jeden pokłon, zrywa się, biegnie w głąb — i odpiąwszy żelaza, którymi Psyche jest do ściany przykuta, prowadzi ją przed króla, ciągnąc jak zwierza za koniec łańcucha. Na dany znak Przemówiciela usuwa się, rzucając z brzękiem na kamienną posadzkę łańcuch, od kajdan na rękach Psychy zwisający.

PRZEMÓWICIEL

do Psychy:

Na twarz upadnij!

Psyche stoi bez ruchu.

PRZEMÓWICIEL

Na twarz padnij, mówię!

Psyche wciąż nieporuszona, wśród obecnych przytłumiony szmer zgrozy.

Blaks porusza z lekka głową i daje znów ręką krótki znak Przemówicielowi.

PRZEMÓWICIEL

Łaska królewska, iście niepojęta,

raczy cię wezwać jeszcze po raz trzeci,

byś dobrowolnie pokłon jej oddała...

po chwili:

Wiesz, że więziona jesteś gwoli82 temu,

iżeś83 rozruchów wiecznych była żagwią

i ustawiczne niepokoje siała!

Uwodzicielką jesteś i kłamczynią,

praw gwałcicielką, buntowniczką zgoła

i morderczynią, podżegaczką ludu

i gorszycielką oraz podpalaczką!

To są twe winy — ale król łaskawy

gotów ci wszystko przebaczyć... gdy padniesz

na twarz przed jego świętym majestatem.

po chwili ciągnie dalej:

Wieść doszła króla, że przez jakieś czary,

które w zasadzie są zgubne lub śmieszne,

jednak w ostatniej potrzebie godziwe

być gwoli dobru swego celu mogą:

zdolnaś ginący świat ożywić z nowa...

Król w to nie wierzy (wszakże to jest śmieszne)

i nie uznaje, by było potrzeba

wskrzeszać znów słońce gasnące na niebie

lub zieleń z ziemi wywodzić na powrót

gusłami dziewki jakiejś, kiedy mamy

ciepło i światło sztucznie wytworzone

przez elektryczne maszyny i dosyć

środków żywności, chemicznie dobytych.

Lecz król jest łaskaw, łaskaw jest nad miarę

i jeśli pokłon dasz mu dobrowolny,

on ci pozwoli dla uciechy tłumu

tak się zabawić próbowaniem cudu...

Psyche milczy.

PRZEMÓWICIEL

odzywa się znowu:

Na twarz upadnij! — Masz królewskie słowo,

że będziesz wolna i we czci na nowo!

Znowu zmieszane, głuche odgłosy szturmujących. Psyche wzniosła głowę, nadsłuchuje.

PRZEMÓWICIEL

Próżno tam słuchasz! Mocne są więzienia

twojego mury i bez woli króla

nikt tu nie wejdzie, ani ty wyjść możesz...

Raczej weź łaskę króla, na oblicze

padłszy...

po chwili milczenia:

Co znaczy twoja niewzruszoność?

PSYCHE

Niech sam król mówi, jeżeli chce czego...

Jemu odpowiem.

GŁOSY

Król?! — Co ona rzekła?

Szalona! Crimen laesae maiestatis84!...

PRZEMÓWICIEL

do Króla:

Iście szalona! — Lecz... o świat tu idzie...

BLAKS

odzywa się po długim milczeniu:

Mów, czego żądasz?

PSYCHE

Ty mów, o co prosisz?

Szmer grozy i przerażenia wśród obecnych.

BLAKS

po chwili:

Pokłon mi oddaj... przynależny panu.

PSYCHE

Ha, ha! Więc tyle jeno żądasz, królu,

od tej nędzarki w więzach, która stoi

przed tobą, z twardych wywleczona żelaz!

Ty, król potężny, świata pan wszechwładny,

jedyny dziedzic starej ziemskiej kuli —

a ja? Wszak nie ma w świecie takiej krzywdy,

której od ciebie znieść bym nie musiała!

Tyś sen mój spłoszył dziecinny, wyszydził

tęsknoty moje, zdławił lot ku niebu,

tyś moją świetność zdeptał, moc mą złamał,

tyś mnie pohańbił i do zbrodni pchnąwszy,

zamknął, jak zwierza, a teraz przychodzisz,

abym ci pokłon oddała, mocarzu

ginący świata, który trupieszeje

pod twoją władzą! — Jakże ja ci pokłon

dam dobrowolny, kiedym jest zakuta?

Gdym jest w łańcuchach?

Potrząsa kajdanami. — Na znak Blaksa kilku ludzi, między nimi Dozorca więzienny, przystępują do Psychy i usiłują zdjąć krępujące jej ręce żelaza.

DOZORCA

Darmo się silimy!

stal wrosła w ciało; zamki zardzewiałe

nie chcą się poddać...

PSYCHE

Precz mi więc od dłoni!

Zwolnić się mogę snadź85 ja sama tylko!

Jednym szarpnięciem rąk rozrywa żelaza i rzuca z brzękiem na obie strony.

I MĄDRY CZŁOWIEK ZAGRANICZNY

Jak nić zerwała stalowe ogniwa!

MĄDRY CZŁOWIEK MIEJSCOWY

To czarodziejstwo! — Ona będzie zdolna

świat z martwych wskrzesić!

GŁOSY

Zbaw nas! Zbaw nas! Pani!

Błagamy ciebie!

PSYCHE

Was — czyż zbawić można?

wznosi rękę

Lecz tamtych, tamtych, którzy tam — wołają...!

BLAKS

Bacz, bym cię w grubsze nie dał zakuć pęta!

Na twarz!

PSYCHE

Moc twoja już się przesiliła,

cesarzu trupów! Zakuj mnie — i czekaj

swojej godziny! Słuchaj wycia głodnych,

których już złoto twoje nie nasyci!

Ciesz się mądrością, która nie jest zdolna

jednego listka wywieść z chłodnej ziemi!

Ciesz się spokojem, który wnet się stanie

już ostateczną i śmiertelną głuszą!

Ciesz się przewagą swoją, lecz pamiętaj,

że we mnie jednej jest pierwiastek życia,

iże mnie można zgnieść, lecz nigdy — zabić!

Każ mi na nowo okuć ręce, królu —

lecz to ci mówię: słabe twe żelaza

w wyrocznej chwili rąk mych nie wstrzymają!

GLOSY

po chwili głuchego milczenia, wybuchają nagle:

Zmiłuj się, panie! Przemów do niej, przemów!

Niech nas ratuje! Dobrze pod twą władzą,

lecz chcemy słońca, chcemy życia, kwiatów!

zmiłuj się, panie!

Słychać coraz gwałtowniejszą walkę za murami.

PRZEMÓWICIEL

nachyla się do królewskiego ucha:

Boję się rozruchów...

Gdyby ci jeszcze w tym okropnym czasie

wierności stałej nie chcieli dochować,

wtedy...

PSYCHE

Grzmi fala! Słyszycie? Grzmi fala!

Pójdźcie wy, którzy wołacie mnie, Duszy!

Sercem w te mury biję i toruję

drogę przez kamień dla was! Pójdźcie do mnie!

Oto nadeszła godzina dosytu!

Otom ostatnią kaźnią odkupiona

zebrała moce: wołacie mnie wszyscy,

wszyscy mnie znacie, kiedy mnie zabrakło

wśród was! — O, pójdźcie! Dam wam wyzwolenie!

I wam, i sobie! Pójdźcie! Pójdźcie! Pójdźcie!

Nagle jakoby morze wdarło się do kazamat. Słychać łoskot na schodach i grzmot wyłamywanych żelaznych drzwi — jeszcze chwila i wpada do kaźni Lud. — Wpadli z okrzykiem gromkim, z młotami i oskardami w dłoniach, walką utrudzeni. Zoczyli króla — mimo woli głucha i nagła wśród nich zalega cisza; stoją i patrzą.

BLAKS

po chwili milczenia daje znak: dwóch ludzi z orszaku biorą go pod ręce i podnoszą. Powstawszy, postępuje kilka kroków, wlokąc długi płaszcz czarny za sobą, i staje przed Psychą. Naraz grzmiącym głosem woła:

Na twarz upadnij! —

PSYCHE

groźnie:

Ty upadaj, sługo!

GŁOSY Z ORSZAKU

pełne przestrachu i zgrozy:

Co to? Nieszczęsna! —

GŁOSY Z LUDU

O, Psyche! O, Psyche!

PSYCHE

rzuca się ku Blaksowi

Na twarz! — Mówiłam...

Szybkim ruchem wyrywa mu sztylet zza pasa i wzniósłszy, zatrzymuje na mgnienie oka nad głową.

GŁOSY

O zgrozo!

PSYCHE

uderza

Giń zwierzu!

Blaks, rażony w serce, wali się w tył, martwy.

Lud wybucha szerokim, radosnym okrzykiem i naraz milknie...