I

Rzym, dnia... stycznia 1907.

Mój kochany — nie bardzo prosty miałem powrót do Rzymu; zaspy śnieżne wstrzymały pociąg w Karpatach, a potem i na Węgrzech, tak że do Rijeki przyjechałem o całe dwadzieścia cztery godziny później. Statek tymczasem naturalnie odszedł do Ankony i ja musiałem trzy dni czekać na następny... List Twój natomiast obrał sobie przezornie drogę lądową, szedł przez Wiedeń i Pontebbę i pierwej też przybył na miejsce niż ja. Zastałem go już w domu na stole, wśród całej paczki korespondencji, która się nazbierała przez te trzy tygodnie mojej nieobecności. — Wielką mi to przyjemność sprawiło, było mi tak, jakby mnie tutaj już ktoś znajomy oczekiwał, aby w złotawym zmierzchu ciepłego, prawie wiosennego dnia, wieść dalej rozmowę, przerwaną przed chwilą — w innym kraju, w innym klimacie, kiedy śnieg ogromnymi białymi tumanami kłębił się za oknem...

I rzeczywiście, list Twój czytając, miałem to wrażenie, że rozmawiamy dalej.

Napadasz na mnie, podobnie jak na parę godzin przed moim wyjazdem, kiedym leżał na sofie w Twoim pokoju, paląc papierosa (radzę Ci kupić dla swych gości pudełko dobrych cygar, inaczej przestanę Cię odwiedzać, mimo że miewasz pyszną czarną kawę!), jeno że wówczas nie miałem już czasu opowiedzieć Ci dokładnie, co myślę, a teraz — mam czas i ochotę, a więc Ci napiszę.

Przede wszystkim źle mnie zrozumiałeś. Nie twierdziłem bynajmniej, jakoby ten lub ów aktor w danej roli, w danym momencie nie mógł być artystą, twórcą nawet, jeśli chcesz. Owszem, godzę się na to chętnie, zwłaszcza co do pani X., o której mówiliśmy właśnie, a którą sam, jak wiesz, cenię niezmiernie wysoko. Ja utrzymywałem jeno, że aktorstwo nie jest sztuką, lecz kunsztem tylko — i utrzymuję to i nadal, wbrew temu wszystkiemu, co sam dawniej mówiłem i pisałem nawet przyznając „sztuce scenicznej” równorzędne miejsce wśród innych twórczych sztuk. — Cóż robić! Sądy ludzkie się zmieniają, zwłaszcza gdy się odrzuci szczodrobliwą lokowaniem na Parnasie241 rycerskość wobec kolegów i... koleżanek w „duchu bożym”, a natomiast głębiej się trochę nad rzeczą zastanowi!

Już widzę, jak się uśmiechasz tryumfalnie; zdaje Ci się, że mnie chwyciłeś na sprzeczności: powiedziałem, że aktor może być artystą, a aktorstwo sztuką nie jest. Nie tryumfuj przedwcześnie, to sprzeczność tylko pozorna. Malarstwo jest sztuką, ale z tego nie wynika, aby każdy malarz był artystą. Owszem, wielu jest takich, którzy w dziełach swoich warunków sztuki nie spełniają i pozostają tylko rzemieślnikami, choć czasem bardzo nawet zręcznymi. I na odwrót. Historia jest nauką, a nie sztuką, lecz mimo to historyk może wznieść się w swym dziele na wyżyny wielkiego twórczego artysty; fizyka nie jest filozofią, a przecież fizyk może być w swoich ścisłych dociekaniach głębokim filozofem. Tylko że historyk i fizyk w tym wypadku w inną sięgają dziedzinę, różną w istocie od ich zawodu. Zdaje mi się, że i z wielkimi aktorami dzieje się coś podobnego, że jeśli są twórcami, to już przez coś, co poza zakres aktorskiego kunsztu sięga... Gdy się kiedyś znów zobaczymy i ja położę się znowu na sofie w Twoim pokoju (pamiętaj o cygarach!), wtedy może wytłumaczę Ci jaśniej i szczegółowiej, co myślę; na razie boję się, żeby mnie to za daleko zawiodło i list by urósł w nieskończoność, a Ty wiesz, że ja jestem, za pozwoleniem, literat i nie lubię rozpisywać się długo, gdy nie wiem z góry, że po tyle a tyle kopiejek, halerzy lub fenigów242 od wiersza dostanę.

Tylko jedno jeszcze. Rozstrzygnięcie, czy aktorstwo jest sztuką, czy nie, nie jest rzeczą tak błahą i małoznaczną, jak Ci się wydaje. To nie jest sprawa li tylko gołosłownego nazwania, które może mieć co najwyżej wartość akademicką. To pociąga za sobą ważne praktyczne konsekwencje. Jeśliby się bowiem pokazało, że aktorstwo jest sztuką samoistną, to znaczy posiada pierwiastki samodzielne i twórcze i dramatem posługuje się jedynie jako materiałem surowym, wtedy z zupełnie innego stanowiska wypadłoby je oceniać, inne stawiać mu zadania, aniżeli w tym wypadku, gdyby prawdą było raczej to, co ja dziś utrzymuję, mianowicie, że jest tylko kunsztem, mającym dzieło sztuki, dramat, niejako ucieleśniać i temu dramatowi najzupełniej oddanym. W takim razie istota dramatu, jego intencje i cele artystyczne określać będą z góry, czym ma być aktorstwo i jak środków swych winno używać, pozostawiając mu jeszcze wydoskonalenie tych środków i zupełne ich owładnięcie. Słowem, jest to także sprawa reguł, mających dla sceny doniosłe znaczenie praktyczne.

A to, że reguły są tylko dla „szarej”, a choćby nawet i „kolorowej” masy i zawsze znaleźć się może indywidualność potężna, która ponad nie wychodzi — to nie uszczupla bynajmniej ich wartości. Historykowi, że znowu użyję tego dalekiego zresztą porównania, który dzięki swemu geniuszowi wzniesie się do wyżyn artysty lub filozofa, nie przeszkodzą w tym bynajmniej ścisłe zasady badania źródeł dziejowych ani krytyczna metoda, tak nieodzowna dla postępu nauki. Ale jakżeby historia wyglądała, gdybyśmy ją za poezję lub filozofię chcieli uważać, znosząc obowiązujące badacza reguły!

Dosyć na dzisiaj! — Przeglądam napisany list i widzę, że to i owo należałoby szerzej rozwinąć i ująć ściślej i uzasadnić... Może to zrobię kiedy indziej, jeśli nie zadowolisz się tym, co powiedziałem, i będziesz miał ochotę dalej ze mną gawędzić. — Na razie — vale!243 Późno już jest.