XVI

W głębi jednej z dwóch nisz, na wysokości balkonu się znajdujących, plecami o gładzoną murmurową kolumnę oparty, przed okiem zgromadzonych na dole gości fałdami ciężkiej portiery zakryty siedział Turski, bledszy nieco niż zwykle — i spod przymknionych powiek patrzył na rozsuwającą się z wolna przed sceną zasłonę.

Mrok zupełny, scenę zalegający, nie pozwolił na niej rozróżnić żadnych dekoracji, jeśli jakie były165. Otwarła się jeno ciemna czeluść, gdzieś w najdalszej głębi jakby obrzaskiem gwiazd od skalnych kolosów przebłyskująca i powiał z niej rzeźwy, wonny chłód na duszną od natłoczonych ludzi widownię.

W kutych miedzianych trójnogach na kamiennych stopniach sceny, pryskając, płonęła dymnym ogniem żywica; słaby, czerwony blask płomienia z poza kolumn igrał niespokojnie na pierwszym planie, niezdolny w mroczną głąb dotrzeć. I oto z fałdów rozsuniętej kotary wolnym krokiem, ze spuszczoną głową, wysunął się człowiek «o przedziwnej masce hrabiego de l’Isle-Adam, dawno zmarłego poety, który żyjąc w drugiej połowie dziewiętnastego wieku, zdawał się ongi sztuką swoją, z jednej strony być współczesnym Bajronowi, z drugiej — wylatywać gdzieś naprzód, ponad pokolenia przyjść dopiero mające, aby go pojąć, odczuć i zrozumieć.

Szedł w czarny, szeroki płaszcz owinięty — na tle ciemności, w czerwonych błyskach z trójnogów bijących — milcząc jak cień. W pośrodku sceny przystanął, a potem zeszedłszy dwa stopnie niżej, usiadł na kamiennym schodzie, ramieniem o grecki ołtarz oparty.

Wzniósł po chwili głowę i począł mówić — wolno — głosem znużonym, jakby z trudem dalekie przypomnienie w słowa przybierając:

„Wyszedłszy z tego balu, szliśmy wzdłuż wybrzeża —

jako droga nas wiodła — w wygnańcze namioty,

a w jej dłoni kwiat jakiś wiądł i skrzył się złoty:

była północ, gdy gwiazda gwieździe sny swe zwierza.

„Tuż przed nami — w ciemnościach — po przez morza tonie

w opalową i bladą dal gdzieś czarne fale

gnały; brzaskiem mistycznym lśniły wód oddalę

i wskroś chłodnych przestworów alg szły ostre wonie.

„Odwieczne echa łkały hen po całym stoku,

a bałwany spienione zwichrzonemi głowy

ciężko tłukły o skalisk brzeżnych mur spiżowy;

na wydmie cmentarz krzyżów pojawiał się oku... ”

Turski słuchał. Jakaś wizja północna majaczyła mu w pamięci: czarne, lodowymi soplami pokryte skały, wśród których, jak złe psy na uwięzi, miotają się szczekające i warczące morskie bałwany. Zapomniał na moment, że jest w swoim własnym teatrze, gdzie za minut kilkanaście zjawi się w aktorskim stroju ta kobieta, której pamięć włóczyła się za nim po tylu morzach i lądach przez tak długie lata. Pod powiekami przymkniętych oczu paliła mu się blada i ruchliwa zorza północna, zdało mu się, że słyszy w wietrze skrzypienie lin w małych czarnych statkach rybackich, co nocną porą na łów wyruszyły... Tęsknił w tej chwili tak, jak ongi, niegdyś, dawno, za marą swoją, za snem, ułudą, czując jeno, że dalsza ona jest odeń obecnie, niż wówczas była na tamtej, drugiej półkuli...

Aktor w stroju poety opowiadał tymczasem o nadmorskim cmentarzu z krzyżami, z których wieńce i napisy wicher pozrywał a uniosły bałwany. A potem zaczął mówić o swej towarzyszce. Powstał teraz i jedną dłonią o ołtarz wsparty, drugą wyciągnął szeroko przed siebie, ku widzom, jakimś ruchem lęku czy obrony:

„W jej spojrzeniu mrą dzieci. Przechodzi do fali

podobna i pamiętna jest długo — zniszczeniem; tę kobietę się kocha

przeto, że jest cieniem — i szeptem mówią o niej ci, którzy ją znali.

„Odblask grozy wieczyście skronie jej otacza

i w objęciu jej słodkiem aż do zapomnienia

zbrodnia drzemie, że — zda się, słychać uderzenia

kolby na bruk rzucanej rękami siepacza.

„Jednak pod dumną wzgardą, co ją opancerza

żałobą, z której duszy mur więzienny czyni;

śpi, jak lilja zamknięta w hebanowej skrzyni —

czystość jeszcze dziewicza dotychczas i świeża... ”

Lekki ale przejmujący zimny dreszcz przeszedł Turskiego. Uśmiechnął się wzgardliwie na przekór własnej duszy.

— Śmieszne, przesadne słowa spóźnionego romantyka, który nadto czytał Baudelaire’a! Źle zrobiłem, żem ustąpił i zgodziłem się na wystawienie tej sztuki, niemającej właściwie zgoła sensu. Jeszcze głupiej, żem ją sam tłumaczył...

Mówił tak do siebie, ale myśli jego innym szły torem. Przypomniał sobie dawną rozmowę z Wierzbicem, kiedy go to przekonywał, że w księżnej Helenie nie ma zgoła nic demonicznego, lecz że tylko umie się ona stosować przedziwnie do okoliczności, jakie wokoło niej stworzono. Ale skąd właściwie powstała ta cała atmosfera i dlaczego kolo niej właśnie? Znalazł był wówczas jakąś formułę.... ach, tak! Prawda: geniusz płci! Głupie słowo, ale — może — naprawdę tak jest? Na czymże jednak w takim razie ów „geniusz płci” polega? Wszakże ona nie uwodzi, lecz jest raczej wciąż uwodzona, nie zakuwa w kajdany, a ludzie sami okute ręce pod nogi jej kładą — wtedy nawet, gdy im się zdaje, że nad nią panują... Gdyby tak ten wyraz „geniusz płci” na odwrót przeczytać, czy nie wynikłoby z tego: „męskie niedołęstwo”?

A może nawet zgoła co innego? Jak to profesor Butrym powiedział?

„Kobieta może być naszą nałożnicą, albo matką naszych dzieci...”

Ha, ha! Śmieszny jest ten Butrym ze swoją mądrością, zapożyczoną od dwudziestokilkoletniego samobójcy-mizogina166! Udaje sceptyka i filozofa, a przecież sam patrzy w oczy swej żony, szukając w nich duszy, bliskiej sobie, przyjaznej, duszę jego dopełniającej.

Gdyby on — Turski — przed laty więcej był miał167 energii i zamiast dokonywać „bohaterskiego” czynu ucieczki tam, gdzie pieprz rośnie, zerwał był ten łańcuszek, ukochaną kobietę krępujący, rozwiał kłamstwo, otaczające ją jak mgła?... Gdyby był umiał stać się nie tylko jej kochankiem, lecz przyjacielem, opiekunem, mężem? Nie! On umiał tylko u nóg jej leżeć i żebrać u niej miłosnej rozkoszy, albo w brutalnych wybuchach zazdrości czysto zwierzęcej ranić w niej to wszystko, co jest człowiecze... A może przecież i w niej „śpi jak lilia zamknięta w hebanowej skrzyni czystość jeszcze dziewicza dotychczas i świeża?”.

Tkliwość niewypowiedzialna i tęskna owładnęła nim naraz, a z nią razem jakieś wewnętrzne kajanie się, jakaś żądza ekspiacji i pokuty, jeśli już nie naprawienia tego wszystkiego zła, co się stało.

— Czyż nie ja jeden jestem winien temu wszystkiemu kłamstwu i poniżeniu? — szeptał do siebie. — Śmiałem się, gdy niegdyś w oczy mi to zarzuciła, a przecież tak jest, tak jest! Nie wiem, co trzeba było zrobić, nie umiem dokładnie powiedzieć, w którym punkcie wina moja leży, ale wiem, żem winny. Duszę trzeba było w niej znaleźć, tę lilię śpiącą w hebanowej skrzyni...

Przelotnie błysnęła mu w myśli postać Poleskiego, ze starą inkrustowaną krucicą u skroni, który zginął przez to jedno, że wierzył w duszę tej kobiety — ale rychło natrętny i niepożądany obraz od siebie odegnał.

— Dziś już za późno — myślał — aby przeszłość odwracać, ale pozostał syn. Jej syn i mój. Temu dziecku muszę wynagrodzić krzywdę, matce wyrządzoną. Wszystkie siły moje, całe życie i to, co mam... Nie cofnę się przed niczym, wszystko zniosę, choćby śmieszność i upokorzenie, aby się opiekować, aby czuwać nad nim... i nad nią...

— Jak Rogocki — szepnął mu jakiś zły głos do ucha.

Szmer przeszedł po widowni. Na scenę wchodziła księżna.

Turski, w myślach zatopiony, nie zauważył był nawet, jak po skończonym prologu scena się rozjaśniła blaskiem wieczornych latarni, przed studencką gospodą drezdeńską zapalonych — nie słyszał gwaru-zebranych burszów, powitań przybywającego Samuela, ani rozmowy smutnego do śmierci, wieczystego miłośnika księżniczki Elen, kawalera de Rosenthal z zazdrosną oń aż do zbrodni panią de Wahlburg.

Teraz dopiero, więcej przeczuciem zbliżenia się księżnej niż powstającym na sali szmerem tknięty, podniósł głowę i spojrzał na scenę...

Malowany nocny krajobraz łączył się przedziwnie z perspektywą rzeczywistego, widną przez rozsuniętą w głębi ścianę. Drezno, przed którego rogatkami autor francuski akcję dramatu swego umieścił, stało się jakimś dziwnym grodem z bajki, u stóp śnieżnych gór leżącym. Długa, prosto wyciągnięta aleja smrekowa szła w dal, hen poza mury teatru, w stronę błyszczącego rozświetlonymi oknami pałacu księżniczki Eleny, który wzniesiono na jeden wieczór na przeciwległym teatrowi wzgórzu.

Na pierwszym planie sceny czysty jak łza Samuel spał na ławce darniowej...

W długiej alei wionął czarny cień...

Turskiemu żywiej serce zabiło.

Oto zbliża się ona. Księżniczka Elen — księżna Helena... Miał wrażenie, że teraz, w teatralnym złudzeniu, spośród udanych, za autorem powtórzonych słów, objawi mu się jakaś prawda, jeszcze mu nieznana a duszy tej kobiety dotycząca...

„Duszę się!”

Czy to jej głos? Czy to jej ruch, którym nagle białymi rękoma rozdarła płaszcz z czarnych koronek pod szyją i maskę z twarzy odrzuciła, rozsypując jednocześnie lśniącą, kruczą falę włosów po barkach strzelistych?

„Och! Jakież to wszystko nudne i poniżające! Jeden wir walca i już mnie kochają, to obrzydliwe. Żal mi ubogiego domku mych rodziców... To było zaiste nieszczęście, żem się urodziła...”

Zwykłe, pospolite w romansach i dramatach słowa. Turski szeroko rozwarł oczy, w słowach tych drżał przedziwny, z głębi duszy dobyty ton, jakaś szczerość ogromna, w teatrze po prostu niesłychana.

„To było zaiste nieszczęście, żem się urodziła...”

Kto się tak skarży? Księżniczka Elen? Księżna Helena?

Oto ujrzała śpiącego na ławce Samuela. Spojrzenie obojętne, trochę wzgardliwe słowa, szeptane do siebie z roztargnionym rzutem oczu w stronę oświetlonych okien pałacu, z którego była uciekła168. A jednak śpiący człowiek ją zajmuje, nie może się oderwać od niego.

„Chciałabym go obudzić — i nie śmiem. Ach! Zapewne zechce mnie pocałować, gdy go obudzę!”

Zniecierpliwienie. Tupie nogą. Ten cudowny młodzieniec, śpiący tak spokojnie w jej obecności, gniewa ją. Chwila milczenia, a potem nagły ruch tygrysicy. Nachyla się nad uśpionym. Oczy jej, te oczy qui font mouris les enfants169, szeroko rozwarte patrzą na młodą, spokojną we śnie twarz... Usta jej zadrgały kurczowo, niby stygnącym uśmiechem, niby spazmem przeczuwanej zbrodniczej rozkoszy.

„Tak, to myśl cudowna! Właśnie to! Kochać go będę przez trzy dni tak, aby nie znał mego imienia, będę go kochać po prostu, tego cudownego młodzianka, a potem odejdę sobie i on zostanie sam z moim wspomnieniem. W ten sposób pozostanę na zawsze czysta i uczczona w jednej przynajmniej duszy na ziemi...”

Usta jej palące przywarły się do ust śpiącego.

Samuel — czysty jak łza — rozwiera oczy.

— „Och! Jakaś ty piękna!”

— „Czy chcesz, panie mój, iść ze mną?”

— „Jaka ty piękna jesteś! Cud...”

— „Pójdź, pójdź...”

Zasłona się zwinęła, zabłysły światła w widowni. Turski mechanicznie powstał i wąskim, specjalnie dla jego loży urobionym przejściem poszedł na scenę. Bezmyślnym okiem patrzył na gwałtowny ruch antraktowy, składano dekoracje, rozstawiano nowe, wśród robotników kręcił się, krótkie wydając rozkazy, Wierzbic, wedle którego planów to wszystko malowano. Turski zauważył, że ma ceglaste rumieńce na twarzy i co chwila językiem spiekłe wargi odwilża. Zeszedł mu z drogi, nie chcąc przeszkadzać. Zresztą nie był usposobiony do rozmowy. Mignęła mu jeszcze w oczach pyzata gęba Płażyńskiego w stroju Goetza, zdawało mu się, że aktor zdąża w stronę ubieralni księżnej Heleny.

Zawahał się na chwilę, czy nie iść tam i nie powinszować jej tego pierwszego, krótkiego zjawienia się na scenie, które nadspodziewanie wielkie wrażenie wywarło, ale ogarnął go strach, że może w garderobie zastać Płażyńskiego albo Rogockiego, któremu na prośbę księżnej, jako nieodzownie potrzebnemu adlatusowi170, udzielił osobnego pozwolenia znajdowania się za kulisami. Gdy tak stał, niepewny co począć, dostrzegł go Zaremba i powitał.

— Szukam pana za kulisami — zaczął — aby panu powinszować. Pierwszy akt poszedł oczywiście nadzwyczajnie. Jeśli i drugi tak pójdzie...

— Drugi pójdzie bez porównania lepiej — rzekł Turski i zmieszał się, posłyszawszy treść własnych słów, niespodziewanie rzuconych.

Stary pan zrozumiał. Spojrzał nań z uśmiechem w kącikach zwiędłych ust.

— A tak, liczy pan na księżną. Tutaj się dopiero pojawiła. Tak, tak. Zdaje mi się, że to będzie z czasem niepospolita artystka. Jeśli jej tylko teatr, rozumie pan? Teatr nie uwiedzie i nie zrobi z niej komediantki...

Rozstali się jakoś chłodno, chłodniej niż zazwyczaj. Turski wrócił do swojej loży, gdyż właśnie drugi akt miał się rozpoczynać.

Gdy siadł na swym miejscu, światła na sali były już pogaszone, na scenie rozmawiała właśnie księżniczka Elen z panią de Wahlburg, co przyszła, aby jej przynieść śmierć. Patrzył na wszystko i słuchał jak we śnie. Chwilami miał wrażenie, jak gdyby nie dramat kłamany i romantyczny przed nim na teatralnych deskach się rozgrywał, lecz dziwna jakaś rzeczywistość mu się objawiała w formach, niby to skądś już znanych, prawie że banalnych, a przecież wyrazistych i jedynie właściwych.

— Skrót całego życia — myślał — symbol każdej miłości, znak duszy kobiecej...

Nie próbował nawet zastanawiać się, czy dobrze grają tam na scenie; nie pamiętał w ogóle, że grają. W scenie z Samuelem widział okropną, rozpaczliwą, z pustej duszy wychodzącą nudę księżniczki, udającej jeszcze miłość, z litości, nawet nie nad tym, już nie kochanym, lecz raczej nad sobą samą, wiecznie i zawsze przez każdą chwilę życia oszukiwaną, które, na pozór pełne, obiecywało wiele, a niczego dać nie umiało. Ogarnęło go głębokie, aż bolesne, smutku pełne współczucie. I nie wiedział, kogo właściwie żałuje: wymyślonej przez poetę postaci, czy tej żywej kobiety, która ją oto przed oczyma jego wcielała. Jak czasem w przykrym śnie gdzieś na dnie świadomości budzi się mysi, że to przecież wkrótce i dobrze się skończy, tak on teraz z przedziwną ulgą przypomniał sobie, że księżniczka Elen umrze za chwilę, zdradzieckimi kwiatami pani de Wahlburg otruta.

I naraz zbudziło się w nim uporczywe, całą istotę jego pochłaniające oczekiwanie. Czekał tej chwili ostatecznego wyzwolenia w dramacie, zupełnie jak jakiś młody czeladnik, co raz na miesiąc w niedzielę przyszedł na straszliwą tragedię do teatru i drży z niecierpliwości, gdy się przybliża chwila rozwiązania. Krytyczna myśl nasunęła mu na jeden moment to porównanie, ale uśmiechnął się jeno pobłażliwie i odepchnął je szybko.

Oto uczta ostatnia tych dwojga ludzi — na balkonie pod gwiazdami. Zdradziecki paź nalewa wino w kryształowe kielichy. Na rozkaz Eleny sypie opium do pucharu Samuela...

— Już, już za chwilę umrze i ona, za chwilę będzie wolna — myśli Turski uporczywie...

Pożegnała go chłodnym, smutnym jak śmierć pocałunkiem w czoło i uśpionego każe wynieść tam na ową ławkę darniową, gdzie go zbudziła pocałunkiem na trzy dni miłości...

Turski widzi, jak księżna wznosi do ust zatruty bukiet nieśmiertelników171. Odrzuciła w tył głowę, spojrzała naokół z błyskiem dziwnego przerażenia w szeroko rozwartych oczach...

„Och! Cóż za kwiaty straszliwe! Ich zapach mnie mdli”...

Nie czas myśleć o tym! Otwierają się podwoje dalszych sal — po trzydniowej przerwie zwykła conocna zabawa: goście, maski, damy i panowie...

Księżniczka Elen uśmiecha się pobladłymi, martwiejącemi ustami.

„Piękni panowie i piękne panie”...

Zachwiała się. Turskiemu zamarł oddech w piersi. Miał wrażenie, że księżna Helena pobladła rzeczywiście i jeno nadludzkim wysiłkiem woli utrzymuje się na drętwiejących nogach.

„Witam was i dziękuję”...

Siła woli już nie wystarcza — uginają się pod nią kolana; na ziemię się osuwa... z tłumu masek ktoś wybiegł, rękoma padającą podtrzymuje... Zrozumiała.

„Och! Czarna dama”...

Spojrzała na bukiet zdradzieckich kwiatów, na uśmiechniętego, pięknego jak sen pazia...

„Padam jak królowa w pośrodku swego dworu! Dla dzisiejszej pięknej nocy przebaczam wszystkim, co mnie zdradzili. Szczęśliwi, którzy się kochają!”

Dźwignęła się jeszcze, uśmiech ostatni po ustach jej przemknął:

„Bawcie się, państwo!”

Kawaler de Rosenthal, miłośnik zapamiętały i wierny choć odepchnięty, tulił dłonią jej już ścichające serce.

Szarpnęła się raz jeszcze i uderzyła bezwładnie piękną głową o kamienną posadzkę.

Turskiemu zdało się, że na widowni usłyszał krótki, prawie radosny krzyk, który mu przypomniał panią Irenę...

I coś jakby gwałtowne, stłumione łkanie Rogockiego.

Nie miał czasu myśleć o tym. Rozległa się burza oklasków — zwykła owacja: wieńce, kwiaty, szarfy, okrzyki, wywoływania...

Wyszedł z teatru. Nie miał ochoty patrzeć już na akt trzeci i być świadkiem potwornej sceny, jak Samuel leżącej w trumnie księżniczce rzuca kiesę złota na zapłatę trzech dni miłości i upojenia... Ścieżką wzdłuż łąki wiodącą zeszedł ze stoku wzgórza, a osiągnąwszy dolinę, począł bez myśli na następne wzgórze wstępować. Był bez kapelusza; nocny, zrywający się od gór wiatr chłodził mu czoło. Nad szczytami zbierały się chmury skłębione i nieruchome...

— Będzie halny — pomyślał.

Jakoż gdy tylko wszedł nieco wyżej, poczuł gwałtowne, gorące, krótkie uderzenie wichru, zapowiadające zbliżanie się burzy. Rzadkie smreki zajęczały dokoła niego — jakaś sucha gałąź wiatrem odłamana padła na jesienną twardą ziemię.

— Stary idzie! — posłyszał stłumiony głos w pobliżu.

Obejrzał się raźno — zdziwiony. Tuż nieopodal robotnicy przy świetle pochodni rozbierali dekoracyjną budowlę, przedstawiającą pałac księżniczki Eleny, na którą jeszcze niedawno, wszystkimi oknami rozjarzoną, patrzyli widzowie teatralni po przez otwartą tylną ścianę sceny. Teraz usuwano właśnie podpory, podtrzymujące wyniosłą ścianę z desek, ściągano sznury i odpinano żelazne spięcia.

Starszy maszynista podszedł ku niemu.

— Spieszymy się, proszę pana dyrektora — rzekł, zdejmując czapkę — bo za pół godzinki to wiatr by to już sam za nas sprzątnął!

Jakoż w tymże momencie — nie czekając nawet zapowiedzianej „półgodzinki” — nowe gwałtowne uderzenie wiatru wyręczyło robotników. Osłabiona przez zdjęcie podpór ściana znikła nagle z przed oczu Turskiego, posłyszał tylko łomot drzewa, rzuconego gdzieś w dół, aż do wąskiego potoczku, co oba wzgórza rozdzielał.

Turski doznał wrażenia jak gdyby ulgi. Zdawało mu się, że tak właśnie powinno się było stać: wiatr, prawdziwy wiatr musiał rozwiać i zniszczyć ten śmieszny gmach z malowanych desek, co przez godzinę pałac księżniczki udawał.

Nie spojrzawszy nawet na zakłopotanych i — ze względu na jego obecność — po cichu klnących robotników, zawrócił w stronę teatru.

Gdy się znalazł z powrotem przed greckim portykiem wejścia, ludzie tłumnie już wychodzili. Ustąpił przed nimi w cień limb i patrzył jak przechodzą, rozmawiając żywo i gestykulując, gdy naraz przypomniał sobie, że powinien właściwie odwiedzić księżną w garderobie i podziękować jej za występ.

Zastał ją już ubraną w towarzystwie jakichś dwóch nieznajomych mu dam, które jej przyszły po przedstawieniu winszować, i naturalnie — Rogockiego. Zwróciła się ku niemu zaraz jasną, uśmiechniętą twarzą.

— Czekam na pana.

— Nie chciałem wcześniej przeszkadzać — rzekł z ukłonem.

Wstała pospiesznie i poczęła się żegnać z damami, mimo że te, zdaje się, wcale nie miały jeszcze ochoty wychodzić.

— Bardzo, bardzo było mi miło, że panie raczyły... Przepraszam, żem panie tak długo w tej ciasnocie zatrzymała, ale było mi naprawdę tak przyjemnie.

Turski patrzył, oparty plecami o drzwi. Widział garderobianą, składającą rozrzucone części kostiumów, naprzeciw na gotowalni duże potrójne zwierciadło i zapalone przed niem światło elektryczne, pudełko ze szminką, łabędziki od pudru, walające się na marmurowej tafli. Był ciągle jeszcze jak nieprzytomny. Nie umiał sobie zdać jasno sprawy z punktu swego życia, w którym się znajduje. Co chwilę wzbierało w nim uczucie, że czas się wrócił wstecz — i on jest jak dawniej w jakimś teatrze, w którym może właśnie jego sztukę grano przed chwilą. Przyszedł oto po skończonym przedstawieniu podziękować wykonawczyni głównej roli... Widział, że to jest księżna Helena i nie dziwił się temu. Zdawało mu się, że w ogóle nie znal jej nigdy w innym charakterze, że owszem, odkąd zapamięta, była aktorką i on ją widywał zawsze na tle tych porozrzucanych kostiumów, w tej duszącej atmosferze perfum, zapachu szminki i pudru...

Uczuł, że ktoś z lekka dotyka jego ramienia.

— Czy pan zadowolony ze mnie, panie Romanie?

Ocknął się.

— Wie pani, myślałem właśnie w tej chwili, że pani jest urodzoną artystką, i aż mi dziwno, że znałem panią podobno i wtenczas, kiedy pani na deskach teatralnych nie występowała.

Zaśmiała się.

— Przecież ja dzisiaj gram po raz pierwszy!

Zwróciła się do Rogockiego.

— Panie Janie, wszak pan zamówił dla nas gabinet w restauracji?

Turski uderzył się w czoło.

— Przecież to ja powinienem był o tym pomyśleć!

— Drobnostka! Tymczasem dzisiaj będzie pan moim gościem.

Zawiązywała sobie głowę — w miejsce kapelusza — szerokim czarnym szalem koronkowym. Zwróciła się znów do Rogockiego.

— Ach, nie śmiem pana prosić...

Były adwokat, w odświeżone ubranie na dzisiejszą uroczystość ustrojony, powstał usłużnie.

— Czy pani co przynieść?

— Nie, ale gdyby pan był tak nadzwyczajnie dobry... Nie chciałabym czekać w restauracji... Może by pan mógł zajrzeć, czy tam wszystko jest już gotowe?

— Owszem, za kwadrans będę z powrotem.

— Niech pan weźmie mój automobil. Czeka przed teatrem.

Gdy drzwi za Rogockim się zamknęły, księżna usiadła na fotelu, nie patrząc na Turskiego. Zapanowało głuche milczenie. Po chwili Turski rzucił głową.

— Pani umyślnie wysłała Rogockiego?

— Tak, wysłałam go naumyślnie. Chciałam panu powiedzieć... chciałam...

Rozpłakała się nagle bez żadnego widocznego powodu.

— Pani jest strasznie zdenerwowana! — rzekł, kładąc dłoń na jej głowie ruchem jakby mimowolnym.

Spojrzała mu w oczy załzawionymi źrenicami.

— Tak, tak... jestem bardzo wyczerpana, ale szczęśliwa... Weszłam na drogę właściwą; to jest życie moje — odtąd — już — na zawsze...

Nim spostrzegł, co robi, uchwyciła dłoń jego i pocałowała.

— Co pani...? — krzyknął.

— Dziękuję. Wszystko się dobrze stało, tak jak się stało; widocznie musiało tak być.

— Och, pani! Pani Heleno!...

— Cicho. Musiało być. Teraz już ci nie wolno opuścić mnie. Pokazałeś mi drogę do nowych światów, na wyżyny sztuki... Teraz musisz się opiekować mną i dzieckiem, i twoim dzieckiem, Romek!

Nie wiedząc prawie, co czyni, pod wrażeniem całego dziwnego wieczoru, ukląkł przed nią i przycisnął usta do jej ręki. Nie broniła mu jej, owszem drugą cicho i delikatnie poczęła gładzić jego włosy.


W pół godziny w najlepszym gabinecie hotelowej restauracji towarzystwo znajdowało się w komplecie. Stół był okrągły. Po prawej ręce księżnej siedziała pani Irena, uśmiechnięta i wymalowana, ze śladami wypieków, przebijającymi spod warstwy pudru, po lewej stało próżne krzesło, a dalej usadowili się kolejno: Rohityn, Golimski, Wierzbic i wreszcie Rogocki. Turskiego jeszcze nie było — zatrzymano go na wychodnym w jakiejś pilnej sprawie w teatrze, Płażyński kręcił się po gabinecie, wydając w imieniu księżnej polecenia słuchającemu go nabożnie lokajowi. Śmiano się i żartowano, niecierpliwiąc się nieco przeciągającą się nieobecnością Turskiego, bez którego księżna nie chciała rozpocząć kolacji.

Zjawił się nareszcie. Powitano go gromkim okrzykiem. Wszedł przybladły trochę, ale uśmiechnięty i swobodny, i powitawszy jeszcze raz księżną, rzucił przed nią na stół ogromny pęk białych róż.

— Czy nie zatrute? — zaśmiała się, nawiązując do roli, którą dziś grała.

— Niech się pani przekona, dając je naprzód powąchać komuś z obecnych — odparł wesoło i ujął w rękę poręcz wolnego obok księżnej krzesła, aby usiąść.

Wierzbic zerwał się z miejsca.

— O, nie! Nie tu, panie Romanie! Porządek musi być zachowany. To miejsce Płażyńskiego, który tam właśnie ostrygi ogląda...

Mówiąc to, wsunął dla Turskiego krzesło między Rogockiego a panią Irenę.

— O tak! Teraz łańcuszek jest zamkniętymi może­my wypić zdrowie naszej boskiej artystki.

Powstał z pełną szklanką szampana w ręku:

Laus tibi, femina!172

Przypisy:

1. Tuum fac nes respicias finem (łac.) — Rób swoje i nie patrz końca. [przypis edytorski]

2. kakemono — japoński obraz przedstawiający np. ozdobną kaligrafię, tradycyjny element pomieszczenia, w którym odbywają się ceremonie picia herbaty. [przypis edytorski]

3. snadź (daw.) — widocznie, zapewne. [przypis edytorski]

4. palace (ang.) — pałac. [przypis edytorski]

5. łyskliwy — dziś raczej: połyskliwy. [przypis edytorski]

6. winograd — winorośl. [przypis edytorski]

7. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

8. śreżoga — blask promieni słonecznych wyzierających zza mgły. [przypis edytorski]

9. Dziesięć a dwa — dziś raczej „dziesięć i dwa”. [przypis edytorski]

10. które wygłosić zobowiązał się był — daw. forma czasu zaprzeszłego, używanego dla wyrażenia czynności (zdarzenia, stanu itp.) poprzedzającej inną czynność (zdarzenie, stan itp.) wyrażoną w czasie przeszłym zwykłym; znaczenie: wcześniej się zobowiązał. [przypis edytorski]

11. nieznaczna rodzina — dziś raczej: nieznacząca, mało znacząca rodzina. [przypis edytorski]

12. W którym hotelu pan staje? — W którym hotelu pan się zatrzymał? [przypis edytorski]

13. mimo swą „poprawność” — dawna konstrukcja „mimo + rzeczownik w B.”, dziś poprawnie: „mimo + rzeczownik w D.”, w tym wypadku ”mimo (swej) poprawności”. [przypis edytorski]

14. wyjąknął — dziś poprawnie: wyjąkał. [przypis edytorski]

15. szpicruta — krótki bat stosowany w jeździectwie. [przypis edytorski]

16. anglizować — nadawać cechy angielskie, zgodne z angielską modą, zwyczajami. [przypis edytorski]

17. tantiema — udział autora w dochodzie z tytułu upublicznienia jego dzieła. [przypis edytorski]

18. jak gdyby on był Stanleyem, który z narażeniem życia odszukał Livingstone’a — Henry Morton Stanley był walijskim dziennikarzem i korespondentem, który w 1871 roku został wysłany do Afryki w celu odnalezienia zaginionego szkockiego misjonarza protestanckiego, Davida Livingstone’a. Misja Stanleya zakończyła się sukcesem. [przypis edytorski]

19. sub auspiciis imperatoris (łac.) — pod patronatem cesarza. [przypis edytorski]

20. tetralogia — cykl składający się z czterech dzieł. [przypis edytorski]

21. Trinità del Monte — (Trinità dei Monti) kościół renesansowy w Rzymie, jeden z najsłynniejszych zabytków religijnych miasta, prowadzą do niego piękne, rokokowe scenograficzne schody. [przypis edytorski]

22. Mógł ją był spotkać — daw. forma czasu zaprzeszłego, używanego dla wyrażenia czynności (zdarzenia, stanu itp.) poprzedzającej inną czynność (zdarzenie, stan itp.) wyrażoną w czasie przeszłym zwykłym; znaczenie: mógł ją wcześniej spotkać. [przypis edytorski]

23. snadź (daw.) — widocznie, zapewne. [przypis edytorski]

24. karabela — cienka, zakrzywiona szabla z rękojeścią stylizowaną na głowę ptaka; element ozdobny stroju szlachcica polskiego. [przypis edytorski]

25. pałasz — broń biała używana przez jazdę i piechotę. [przypis edytorski]

26. kordelas — nóż myśliwski, służący do dobijania i patroszenia upolowanej zwierzyny. [przypis edytorski]

27. lichtarz — świecznik na jedną świecę. [przypis edytorski]

28. empire — późna odmiana klasycyzmu francuskiego, która rozwinęła się za panowania Napoleona I. Ornamenty charakterystyczne dla tego stylu nawiązywały do motywów pochodzących ze starożytnego Egiptu, pojawiała się także zdobiona litera „N”, gwiazdy, wieńce laurowe. [przypis edytorski]

29. ongi (daw.) — kiedyś. [przypis edytorski]

30. cylezować — obrabiać, wygładzać, wykańczać. [przypis edytorski]

31. brzeszczot — ostra część szabli. [przypis edytorski]

32. perłowa macica — masa perłowa. [przypis edytorski]

33. inkrustowany — zdobiony. [przypis edytorski]

34. Schody Hiszpańskie — schody w Rzymie, prowadzące do kościoła Trinità dei Monti. [przypis edytorski]

35. australski — dziś raczej: australijski. [przypis edytorski]

36. surogat — namiastka, substytut. [przypis edytorski]

37. był już z miasta powrócił — daw. forma czasu zaprzeszłego, używanego dla wyrażenia czynności (zdarzenia, stanu itp.) poprzedzającej inną czynność (zdarzenie, stan itp.) wyrażoną w czasie przeszłym zwykłym; znaczenie: powrócił wcześniej z miasta. [przypis edytorski]

38. perkal — gładka, przyjemna w dotyku tkanina bawełniana wysokiej jakości sprowadzana z Indii Wschodnich. [przypis edytorski]

39. jęła się — zaczęła się. [przypis edytorski]

40. pargaminowy — daw. pergaminowy. [przypis edytorski]

41. ongi (daw.) — kiedyś. [przypis edytorski]

42. by się było przydało — daw. forma czasu zaprzeszłego, używanego dla wyrażenia czynności (zdarzenia, stanu itp.) poprzedzającej inną czynność (zdarzenie, stan itp.) wyrażoną w czasie przeszłym zwykłym; znaczenie: kiedy by się przydało (wcześniej). [przypis edytorski]

43. Crimen laesae maiestatis (łac.) — zbrodnia obrazy majestatu. [przypis edytorski]

44. Koźmian — Stanisław Koźmian, dyrektor Teatru Krakowskiego w latach 1866–1885. [przypis edytorski]

45. Pawlikowski — Tadeusz Pawlikowski, dyrektor Teatru Miejskiego w Krakowie w latach 1893–1899 i 1913–1915 oraz Teatru Miejskiego we Lwowie (1900–1906). Był również wybitnym reżyserem teatralnym. [przypis edytorski]

46. ongi (daw.) — kiedyś. [przypis edytorski]

47. Cyrce — Cyrce lub Kirke, boginka grecka, wróżka, która w Odysei zamieniła załogę Odyseusza w świnie. [przypis edytorski]

48. Mumm — extra dry — Mumm: elegancki, wytworny szampan; extra dry: w odniesieniu do wina musującego: z nutą słodyczy. [przypis edytorski]

49. Dajmy pokój — dziś raczej „dajmy spokój”. [przypis edytorski]

50. wydaje mi się teraz dziwnie... Przewrotnym — dziś raczej: „wydaje mi się dziwnie... przewrotne”. [przypis edytorski]

51. nigdy nie był przypuszczał — daw. forma czasu zaprzeszłego, używanego dla wyrażenia czynności (zdarzenia, stanu itp.) poprzedzającej inną czynność (zdarzenie, stan itp.) wyrażoną w czasie przeszłym zwykłym; znaczenie: nigdy nie przypuszczał (wcześniej). [przypis edytorski]

52. Je l’aime, je l’aime! (fr.) — Ja ją kocham, kocham! [przypis edytorski]

53. buduar — wytwornie umeblowany pokój pani domu. [przypis edytorski]

54. arabeska — ornament roślinny wywodzący się ze sztuki starożytnego Rzymu i starożytnej Grecji. [przypis edytorski]

55. bucharski — pochodzący z Buchary, miasta w Uzbekistanie. [przypis edytorski]

56. basza — tytuł dostojnika osmańskiego. [przypis edytorski]

57. bej (tur. bey) — wódz. [przypis edytorski]

58. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

59. Camera horroris (łac.) — komnata horroru, sala tortur. [przypis edytorski]

60. Tomás de Torquemada — hiszpański dominikanin, inkwizytor, dopuszczający stosowanie tortur na heretykach. [przypis edytorski]

61. Ainsi soit-il! (fr.) — Niech tak będzie; Amen. [przypis edytorski]

62. sit venia verbo (łac.) — za pozwoleniem. [przypis edytorski]

63. Trzechletni — dziś raczej: trzyletni. [przypis edytorski]

64. prerafaelicki — charakterystyczny dla prerafaelityzmu, kierunku w sztuce powstałego w XIX w. w Anglii, wzorującego się na sztuce włoskiego renesansu. [przypis edytorski]

65. krup — błonica, dyfteryt, choroba zakaźna atakująca gardło lub krtań, występująca kiedyś często u dzieci (obecnie rzadsza ze względu na obowiązkowe szczepienia). Towarzyszą jej problemy z oddychaniem i „szczekający” kaszel; może wystąpić zablokowanie dróg oddechowych. [przypis edytorski]

66. Zaczęła się była — daw. forma czasu zaprzeszłego, używanego dla wyrażenia czynności (zdarzenia, stanu itp.) poprzedzającej inną czynność (zdarzenie, stan itp.) wyrażoną w czasie przeszłym zwykłym; znaczenie: zaczęła się... (w przeszłości). [przypis edytorski]

67. batystowy — wykonany z batystu, cienkiej tkaniny lnianej lub bawełnianej. [przypis edytorski]

68. Pseudodiphterithis (łac.) — pseudo dyfteryt, czyli rzekoma błonica, choroba podobna do błonicy. [przypis edytorski]

69. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

70. lege artis (łac.) — wedle reguł sztuki. [przypis edytorski]

71. to be or not to be... (ang.) — być albo nie być, słynny cytat z Hamleta Szekspira. [przypis edytorski]

72. Hegesias (Hegezjasz), zwany Peisithanatosem — filozof hellenistyczny żyjący ok. IV–III w. p.n.e, reprezentujący skrajny pesymizm. Uważał, że prawdziwe szczęście (będące jednocześnie celem życia) jest nieosiągalne, bowiem przyjemność jest chwilowa, rzadko doświadczana i subiektywna. Z tego powodu uznawał śmierć, samobójstwo za możliwość uwolnienia od cierpień. [przypis edytorski]

73. był domyślił, czy dowiedział — daw. forma czasu zaprzeszłego, używanego dla wyrażenia czynności (zdarzenia, stanu itp.) poprzedzającej inną czynność (zdarzenie, stan itp.) wyrażoną w czasie przeszłym zwykłym; znaczenie: domyślił czy dowiedział (wcześniej). [przypis edytorski]

74. żeś tu dzisiaj bił — że się tu dzisiaj biłeś. [przypis edytorski]

75. rozkwitniona — rozkwitnięta. [przypis edytorski]

76. wertheimowski zatrzask — produkt słynnego austriackiego przedsiębiorstwa Wertheim. [przypis edytorski]

77. poste-restante (fr.) — poczta pozostająca, wysyłka na adres dowolnego urzędu pocztowego, a nie na adres zamieszkania. [przypis edytorski]

78. in corpore (łac.) — w komplecie. [przypis edytorski]

79. Schronisko nad Morskim Okiem — jedno z najpopularniejszych schronisk w Tatrach polskich, funkcjonujące prawdopodobnie już lat dwudziestych XIX w. [przypis edytorski]

80. pono — daw. ponoć. [przypis edytorski]

81. krócica — krótka broń palna. [przypis edytorski]

82. browning — krótka broń palna, której nazwa pochodzi od nazwiska Johna Browninga, amerykańskiego konstruktora broni. [przypis edytorski]

83. Rysy — najwyższy szczyt polskich Tatr i najwyższy szczyt w Polsce (2499 m n.p.m.). [przypis edytorski]

84. Mięguszowiecki Szczyt — drugi co do wysokości szczyt w Polsce, mierzący 2438 m n.p.m. [przypis edytorski]

85. Czarny Staw — a. Czarny Staw pod Rysami, tatrzańskie jezioro znajdujące się na poziomie 1583 m n.p.m. [przypis edytorski]

86. Miedziane — szczyt w polskich Tatrach o wysokości 2233 m n.p.m. [przypis edytorski]

87. Mięguszowieckie Szczyty, — grupa trzech szczytów (Mięguszowiecki Szczyt o wys. 2438 m n.p.m., Mięguszowiecki Szczyt Pośredni o wys. 2393 m n.p.m. i Mięguszowiecki Szczyt Czarny o wys. 2410 m n.p.m.) w głównej grani Tatr. [przypis edytorski]

88. ku Czarnemu Stawu — dziś raczej: ku Czarnemu Stawowi. [przypis edytorski]

89. pustać — pustkowie. [przypis edytorski]

90. Żabia Przełęcz — przełęcz w głównej grani Tatr pomiędzy dwoma szczytami: Rysami i Żabim Koniem. [przypis edytorski]

91. Czubryna — a. Cubryna, szczyt na granicy polsko-słowackiej o wys. 2376 m n.p.m. [przypis edytorski]

92. Wyźnia (Wyżnia) Żabia Przełęcz — przełęcz w głównej grani Tatr pomiędzy Żabim Koniem a Żabią Turnią Mięguszowiecką. [przypis edytorski]

93. sirokko — a. sirocco, suchy i gorący wiatr, pojawiający się w basenie Morza Śródziemnego. [przypis edytorski]

94. jękło — dziś raczej: jęknęło. [przypis edytorski]

95. czerstwy — daw. świeży. [przypis edytorski]

96. Żabi Koń — szczyt w głównej grani Tatr o wys. 2291 m n.p.m. [przypis edytorski]

97. lege artis (łac.) — wedle reguł sztuki. [przypis edytorski]

98. ceper — określenie używane przez górali do nazwania osób pochodzących z terenów nizinnych. Również obraźliwe określenie niewprawnych (zdaniem mówiącego) turystów. [przypis edytorski]

99. był urwał — daw. forma czasu zaprzeszłego, używanego dla wyrażenia czynności (zdarzenia, stanu itp.) poprzedzającej inną czynność (zdarzenie, stan itp.) wyrażoną w czasie przeszłym zwykłym; znaczenie: urwał się (wcześniej). [przypis edytorski]

100. ochmistrzyni — tu: opiekunka, nauczycielka i wychowawczyni dziecka. [przypis edytorski]

101. węgieł — narożnik. [przypis edytorski]

102. primo voto — z pierwszego małżeństwa. [przypis edytorski]

103. Poroniec — wł. Wierchporoniec a. Wierch Poroniec, grzbiet górski w Tatrach o wys. 1105 m n.p.m. [przypis edytorski]

104. Widno było — widać było. [przypis edytorski]

105. miesiąc — tu: księżyc. [przypis edytorski]

106. Gdybyś był miał cierpliwość, gdybyś mnie nie był naglił — daw. formy czasu zaprzeszłego, używanego dla wyrażenia czynności (zdarzenia, stanu itp.) poprzedzającej inną czynność (zdarzenie, stan itp.) wyrażoną w czasie przeszłym zwykłym; znaczenie: Gdybyś miał (wcześniej) cierpliwość, gdybyś mnie (wcześniej) nie naglił... [przypis edytorski]

107. smrek — w gwarze góralskiej: świerk. [przypis edytorski]

108. Cyrhli — prawdopodobnie chodzi o Toporową Cyrhlę, najwyżej położoną część Zakopanego. [przypis edytorski]

109. Jaszczurówka — obecnie obszar we wschodniej części Zakopanego. [przypis edytorski]

110. skłonił lekko głową — dziś: „skłonił lekko głowę” lub „skinął lekko głową”. [przypis edytorski]

111. Deux inseparables (fr.) — nierozłączna dwójka. [przypis edytorski]

112. W lubelskiem — zakładając, że świat przedstawiony w powieści ma odbicie w rzeczywistości, zatem mniej więcej w czasach współczesnych autorowi (początek XX wieku) w Polsce będącej pod zaborami, należy uściślić, że pani Irena ma na myśli zapewne gubernię lubelską, funkcjonującą od 1837 do 1918 roku (ze zmianami terytorialnymi w tym czasie). [przypis edytorski]

113. Giewont — masyw górski w Tatrach Zachodnich o wys. 1894 m n.p.m. [przypis edytorski]

114. Ruszyła — dziś raczej: wzruszyła. [przypis edytorski]

115. słonić — dziś raczej: zasłaniać. [przypis edytorski]

116. był upadł — daw. formy czasu zaprzeszłego, używanego dla wyrażenia czynności (zdarzenia, stanu itp.) poprzedzającej inną czynność (zdarzenie, stan itp.) wyrażoną w czasie przeszłym zwykłym; znaczenie: (wcześniej) upadł. [przypis edytorski]

117. eunuch — kastrat. [przypis edytorski]

118. resumé (fr.) — streszczenie. [przypis edytorski]

119. Brutus is an honourable man! (ang.) — Brutus to człowiek honoru! (przemówienie Marka Antoniusza, patrz Juliusz Cezar Shakespeare’a). [przypis edytorski]

120. elukubracje — utwory o niskiej wartości, napisane przez człowieka bez talentu poetyckiego. [przypis edytorski]

121. intratniejszego — przynoszącego większy zysk. [przypis edytorski]

122. człowiekiem, jak sam twierdzi, majętnym — dziś raczej: jako człowiek majętny. [przypis edytorski]

123. pargaminowe policzki (przest.) — pergaminowe. [przypis edytorski]

124. następnych dwóch dni — dziś raczej: w następnych dwóch dniach. [przypis edytorski]

125. jak najlepszą — dziś raczej: jak największą. [przypis edytorski]

126. otomana — kanapa, sofa. [przypis edytorski]

127. Je vous ai aime de toute mon ame... (fr.) — Kochałem cię całą moją duszą... [przypis edytorski]

128. Tu es belle, oh! Comme tu es belle, Helene... (fr.) — Och, jesteś piękna! Jaka ty jesteś piękna, Heleno! [przypis edytorski]

129. nie zwłócząc — nie zwlekając. [przypis edytorski]

130. Reliefbühne (niem.) — scena reliefowa, o uproszczonych dekoracjach, jej celem miało być zbliżenie aktora do publiczności, umożliwić jej doznanie oczyszczenia przez sztukę. [przypis edytorski]

131. osobliwie — tu: osobiście. [przypis edytorski]

132. gamelanu — styl muzyczny z Indonezji, tu jako złożony instrument złożony z wiszących bębnów i gongów. [przypis edytorski]

133. ergo (łac.) — więc. [przypis edytorski]

134. et cetera (łac.) — i tak dalej. [przypis edytorski]

135. — Snadź wszystkie są w życiu poniekąd aktorkami (...) i może dlatego właśnie tak trudno znaleźć taką, która by była zdolną wyłącznie do czystego, świętego kłamstwa sztuki. — w poglądzie Turskiego widoczna jest myśl Fryderyka Nietzschego, jednego z filozofów, który najbardziej wpłynął na światopogląd Żuławskiego. O tym, że kobieta jest aktorką sama z siebie, pisał Nietzsche m.in. w swoim dziele Wiedza radosna. [przypis edytorski]

136. Jak? — tu w znaczeniu: słucham?! [przypis edytorski]

137. Veuve Cliquot, Moet et Chandon, Perier Jouet, Pol Roger — marki wytwornych szampanów. [przypis edytorski]

138. snadź (daw.) — widocznie, zapewne. [przypis edytorski]

139. był wyszedł — daw. formy czasu zaprzeszłego, używanego dla wyrażenia czynności (zdarzenia, stanu itp.) poprzedzającej inną czynność (zdarzenie, stan itp.) wyrażoną w czasie przeszłym zwykłym; znaczenie: wyszedł (wcześniej). [przypis edytorski]

140. bruśnica — borówka brusznica, borówka czerwona. [przypis edytorski]

141. Talmud — jedna z najważniejszych ksiąg judaizmu. [przypis edytorski]

142. chianti — włoskie wino wytrawne. [przypis edytorski]

143. Fiesole — miasteczko niedaleko Florencji, w którym znajdują się m.in. pozostałości murów etruskich z IV w. p.n.e. oraz teatru rzymskiego z I w. p.n.e. [przypis edytorski]

144. śreżoga — blask promieni słonecznych wyzierających zza mgły. [przypis edytorski]

145. Podczas pewnej bytności Turskiego w Krakowie — dziś raczej: Pewnego razu, gdy Turski był w Krakowie (...). [przypis edytorski]

146. postawił był — daw. formy czasu zaprzeszłego, używanego dla wyrażenia czynności (zdarzenia, stanu itp.) poprzedzającej inną czynność (zdarzenie, stan itp.) wyrażoną w czasie przeszłym zwykłym; znaczenie: postawił (w przeszłości). [przypis edytorski]

147. Kupił ją był — daw. formy czasu zaprzeszłego, używanego dla wyrażenia czynności (zdarzenia, stanu itp.) poprzedzającej inną czynność (zdarzenie, stan itp.) wyrażoną w czasie przeszłym zwykłym; znaczenie: kupił ją (w przeszłości). [przypis edytorski]

148. nie dostrzegł był — daw. formy czasu zaprzeszłego, używanego dla wyrażenia czynności (zdarzenia, stanu itp.) poprzedzającej inną czynność (zdarzenie, stan itp.) wyrażoną w czasie przeszłym zwykłym; znaczenie: nie dostrzegł (wcześniej). [przypis edytorski]

149. Na Anioł Pański biją dzwony — wiersz Kazimierza Przerwy-Tetmajera. [przypis edytorski]

150. snadź (daw.) — widocznie, zapewne. [przypis edytorski]

151. kędyś — gdzieś. [przypis edytorski]

152. Pani Helo — dziś raczej: Pani Helu, odmiana właściwa czasom powstania książki. [przypis edytorski]

153. Gdybym się była domyśliła — daw. formy czasu zaprzeszłego, używanego dla wyrażenia czynności (zdarzenia, stanu itp.) poprzedzającej inną czynność (zdarzenie, stan itp.) wyrażoną w czasie przeszłym zwykłym; znaczenie: Gdybym się domyśliła (w przeszłości). [przypis edytorski]

154. Voila! (fr.) — Proszę, oto jest! [przypis edytorski]

155. Naszą nałożnicą lub matką naszych dzieci — podsumowanie teorii Ottona Weiningera wyłożonej w dziele tegoż zatytułowanym Płeć i charakter. [przypis edytorski]

156. weiningierowski — Otto Weininger (1880–1903) był austriackim filozofem, w wieku 23 lat napisał rozprawę Płeć i charakter, w której wyłożył swoje przekonania dotyczące kobiecości. Miały one wybitnie mizoginiczny wymiar. Weininger kilka miesięcy po publikacji popełnił samobójstwo. Zarówno książka, jak i postać Weiningera zyskały ogromną popularność w epoce. Teoriami samobójcy inspirował się m.in. Zygmunt Freud i Stanisław Przybyszewski. [przypis edytorski]

157. p. t. — skrót od pleno titulo, z łac.: z zachowaniem wszystkich należnych tytułów. [przypis edytorski]

158. Staś W puszczy i na pustyni — powinno być „(...) jak Staś we W pustyni i w puszczy”. [przypis edytorski]

159. kabotyn — pozer, tu: pogardliwie o aktorze, komediant. [przypis edytorski]

160. hrabia Villiers de Isle Adam — pisarz i poeta francuski. Pisał powieści kryminalne, zajmował się poezją symboliczną. [przypis edytorski]

161. Autrefois, autrefois, quand je faisais partie... (fr.) —

Dawno, dawno to było, gdym wśród nich chodziła

żywych, pełnych miłosnych uniesień, w mdłym blasku

nocnych pochodni — jak morze u stóp grobowców

żalili się, ze wstydem, na nieczułość moją!

Patrząc, jak na mych dłoniach długie pożegnania

kruszą się, śmiertelna, bez chuci i niechęci

zbierałam błagalne wyznania zbolałych dusz:

mogiła falom morza nie odda pocałunku...

162. D’autres l’ont possédé, je le sais... (fr.) — Wiem, że inni ją posiedli... Tak, pierwszy zaznał tej winorośli o owocach złoconych promieniami słońca Orientu! Drugi kąpał się w jej spokojnym nurcie! Trzeci upił się kroplą nocy pełnej smutnych gwiazd!… Cóż mnie oni obchodzą! Ja jeden naprawdę wiem, co mi dała... (tłum. Szymon Kowalski) [przypis edytorski]

163. otomana — kanapa, sofa. [przypis edytorski]

164. cesarzowa rzymska — chodzi prawdopodobnie o cesarzową Teodorę, żonę Justyniana I, żyjącą w latach 500–548. [przypis edytorski]

165. jeśli jakie były — dziś raczej: jeśli jakieś były. [przypis edytorski]

166. dwudziestokilkoletni samobójca-mizogin — Otto Weininger (1880–1903) był austriackim filozofem, w wieku 23 lat napisał rozprawę Płeć i charakter, w której wyłożył swoje przekonania dotyczące kobiecości. Miały one wybitnie mizoginiczny wymiar. Weininger kilka miesięcy po publikacji popełnił samobójstwo. Zarówno książka, jak i postać Weiningera zyskały ogromną popularność w epoce. Teoriami samobójcy inspirował się m.in. Zygmunt Freud i Stanisław Przybyszewski. [przypis edytorski]

167. był miał — daw. formy czasu zaprzeszłego, używanego dla wyrażenia czynności (zdarzenia, stanu itp.) poprzedzającej inną czynność (zdarzenie, stan itp.) wyrażoną w czasie przeszłym zwykłym; znaczenie: miał (w przeszłości). [przypis edytorski]

168. była uciekła — daw. formy czasu zaprzeszłego, używanego dla wyrażenia czynności (zdarzenia, stanu itp.) poprzedzającej inną czynność (zdarzenie, stan itp.) wyrażoną w czasie przeszłym zwykłym; znaczenie: uciekła (wcześniej). [przypis edytorski]

169. qui font mouris les enfants (fr.) — które uśmiercają dzieci. [przypis edytorski]

170. adlatus (daw.) — przyboczny, zaufany; z połączenia łac. ad (przy) i latus (bok). [przypis edytorski]

171. nieśmiertelnik — kwiat z rodziny astrowatych o barwie białej, żółtej, pomarańczowej lub czerwonej, inaczej kocanka ogrodowa. [przypis edytorski]

172. Laus tibi, femina! (łac.) — Chwała Tobie, kobieto! [przypis edytorski]