Dla S. (Pod dobrą jesienną datą)

i nic nie zostaje pewnego z nas

może właśnie jedna niepewność

E. Tkaczyszyn-Dycki

ironia nie wynika

ona się roni ze zranień

ku którym prowadzimy

niedoradcze ciała (to nie jest

biblia pauperum, to jest

peregrymarz)

wypić ją przyjdzie do dna z kubków

smakowych języka i pola ze znaczeń

ustąpić pod popis jałowych

nieupraw (jeśli mowa odmówi,

cóż przemówi nami?)

tak się człowiek na zapas

zamartwia żeby z zimy nie ujść

w co martwe tak w rozprawach

zaprawia w pojęczynach na

strychach żeby sobą słowom

wystarczyć (a kto domu

wciąż nie ma, daj mu Panie

poezji swobodne darowanie)

(ironia, jesień — a one?) wnet nas

w rany usprawnią wnet nas w ramy

oprawią zanim wynik się zbierze

z tych wypraw (to pisanie

mi ciepła nie daje)

zanim zmieni się w jedno

z tych trzech odliczanych

(nietaktem pieśni wybitych,

z rzeczy mglistości wysnutych)

słów (cnót?)

Narrenschiff3 czyli muza zaumna4

Nie dlatego istnieje język, że ma jakiś sens.

M. Foucault

agonia nas dogoni płynących ku

narragonii między płótnem a

pędzlem hieronima boscha

i tak:

czółno w swej nieczułości

stanie się wiekiem

trumny przemilczą nasz

idiotlekt wschodzące babilony

lecz teraz:

na łaskę zdania zdani

w osobność zasobni

godzimy się poleźć w boleść

na dzianie nadziać się

już:

placek zbożowy się skruszył choć

nie był to zbożny pobyt już

czerwie pożarły czerwień

czereśni i ciała blade jak drób

lecz wciąż:

świat się składa z pomyleń my

błędnie złożeni do świata drżący

nieśpiewni niepewni

na jaki przylądek dotrzemy

niestatkiem słów

Jeden, czytany nocą5

wrażam lęk w siebie, tak w ból

głęboko, by móc wyrażać

wrażliwiej, siadam

i patrzę, kiedy niezdarnie

idą się zmagać wierszem

o czułość, gdy podlizują się

językowi, zebrali się tu

na odwagę zawracania ku

sobie uwagi, przemieszczają

toposy jak pionki, by wspólnym

stało się puste, a mania

urosła w rytuał, wydali

z siebie, a to ich teraz na

światło wydaje, więc

wychodzą do przodu plecami, już

ich nie ma wśród tych, co

zostają, słyszę śmiech, wiem

lub przeczuwam: pointa

znów okaże się bolcem, który

bardziej kole niż boli, boję

się, dopijam piwo i wywołana

wstaję

w Wy wchodzę

[Motto występne]

Motto występne:

Ślepe? Głuche? Nieme

Niepojęte?

Jest. Boli.

R. Krynicki

Przypisy:

1. wersja intro — wiersz ma trzy tytuły, w spisie treści książki pojawiają się wszystkie. Czytać go można na trzy sposoby: od pierwszego wersu do ostatniego, od ostatniego wersu do pierwszego, a także od środka (po kolei coraz bardziej zewnętrzne wersy z górnej i dolnej całostki): soliloquium colloqium/ tu słowa ścielą się/ komunikanty słów/ tu głód się kładzie pomiędzy wargami/ językiem do cna zjadłam siebie itd. [przypis edytorski]

2. wersja ekstra — tytuł dolny; zaczynając od niego, wiersz czyta się od dołu do góry. [przypis edytorski]

3. Narrenschiff (niem.) — statek głupców. [przypis edytorski]

4. zaum — technika „pisania pozarozumowego” rosyjskiego poety awangardowego Wielimira Chlebnikowa, oparta o symbolizm dźwiękowy. [przypis edytorski]

5. czytany nocą — nawiązanie do Nocy Poetów, cyklicznej imprezy poetyckiej organizowanej przez Staromiejski Dom Kultury w Warszawie, prowadzonej przez Beatę Gulę i Tomka Świtalskiego. [przypis edytorski]