KLASYCZNA NOC SABATOWA

Faust, Mefistofeles, Homunkulus, Anaksagoras, Tales, Erychto, Penejos, Chiron, Manto, Seismos, Empuza, Oreas, Nereusz, Proteusz, Galatea, Forkiady: Dino, Pofredo, Empo; Gryfy, Arymaspy, Sfinksy, Syreny, Nimfy, Pigmejczycy, Starszyzna Pigmejczyków, Wódz naczelny Pigmejczyków, Imzowie, Tomciopaluchy, Żurawie Ibikusa, Lamie, Nereidy, Trytony, Telchinowie Rodyjscy, Psylle, Marsowie, Dorydy, Chór mrówek. Farsalskie Pola. Mrok.

ERYCHTO216

Bitwy farsalskiej217 rocznicę przybywam święcić okrutną,

ja, Erychto posępna, lecz nie w tej mierze obrzydła,

jak nieoględni poeci zwykli mnie smagać w utworach;

zalety nadmiernie wynoszą, wady nadmiernie spiętrzają.

Pole bitwy zarasta wielkimi grzybami namiotów —

tej nocy od nowa wskrzeszonej, od wieków w pamięci wciąż żywej.

I tak już na wieczność zostanie! Ludzie zazdrością zmęczeni

Swym bliźnim wydrzeć chcą władzę żelazem, krwią i pożogą —!

Trudno jest siebie znać dobrze, trudniej panować nad sobą,

lecz łatwo drugim przewodzić dumą i woli kaprysem.

Lecz na tych polach inaczej — tu gwałt się gwałtem odciskał,

a wzniosły wieniec wolności rozdarty leżał wśród trupów,

a głowę władcy otoczył wieniec posępnych wawrzynów.

Tu Magnus218 marzył o sławie i o wielkości rozkwicie —

tam Cezar w ciszy północnej łowił swych wrogów naszepty.

Biorą się z sobą za bary; lecz znamy już wynik tej bitwy.

Żarzą się watry219 w obozach — czerwony płomień zakwita,

ziemia krew pije, a oto — wołane cudem tej nocy —

powietrzem — podania helleńskie stadami lecą jak ptaki.

Przy każdym ogniu się grzeje ten zwid przeszłości dalekiej

a z niebios ponowek miesiąca srebrzystą poświatą się srebrzy,

po polach dalekich — czar znika! — Namioty toną w modrości.

Lecz cóż to za gwiazda nade mną — meteor niespodziewany,

rozbłyska koliście nad głową?! przeczuwam — widzę w nim życie;

więc idę, odchodzę, bo żywym zjawą nieszczęścia się staję,

więc idę, odchodzę, a oto kula świetlista opada —

Oddala się.

Z góry spływają Żeglarze powietrzni.

HOMUNKULUS

Niech nas płaszcza twego poły

ponad ogniem, wodą wiozą;

spójrz: pod nami te wądoły220

zioną ku nam wielką grozą.

MEFISTOFELES

Słowa twoje są prawdziwe,

patrzę w dół ku tej zgniliźnie —

duchy, skrzaty obrzydliwe —

czuję się jak w mej ojczyźnie.

HOMUNKULUS

Spójrz! — tam jakaś baba kroczy,

jak dragon221 rozstawia nogi.

MEFISTOFELES

Lęk ją snadź222 pogania srogi,

boi się nam spojrzeć w oczy.

HOMUNKULUS

Fausta złożyć naszą rzeczą,

jego brzegi te uleczą;

zaraz wskrześnie, wzrok rozjaśni —

on, co życia szuka w baśni.

FAUST

dotknąwszy ziemi

Heleno!

HOMUNKULUS

Któż tam wie, gdzie ona!

lecz tu zasięgniesz waść języka.

Myśl twoja głodna i stęskniona

z płomyka pomknie do płomyka,

a kto z Matkami się zadawał,

tego nie strwoży dziwów nawał.

MEFISTOFELES

I mnie się to i owo roi;

myślę, że będzie najdogodniej,

by każdy sam pośród tych ogni

szukał przygody własnej, swojej.

Światłem zjarzonym wśród łoskotu

dasz, mały, hasło do powrotu.

HOMUNKULUS

Tak błyśnie, tak zadźwięczy szkliwo.

Szkło dźwięczy i błyszczy silnie.

A teraz w czary! Naprzód! Żywo!

Oddalają się.

FAUST

sam

Gdzież jesteś?! Próżno pytam — daleka czy bliska?

czy ten brzeg cię kołysał? czy lustra tych fali

widziały ciebie? nie wiem! — lecz echem nazwiska

twego drży tu powietrze. Więc jestem w Tesalii!

Kochana Grecjo święta! — ledwom stąpił nogą

na twą ziemię, a w sercu radośnie i błogo;

jak Anteusz223 dotknięciem ziemi krzepię siły.

A terazże mnie prowadź, wytęskniona drogo,

w labirynt żywych ogni tajny i zawiły.

Błonia u źródeł penejskich.

MEFISTOFELES

myszkując

Z chwilą gdym vale224 rzekł wyszklonej kuli,

wszystko mi obce zda się i nieznane;

nikt tu nagości nie skrywa w koszuli:

Gryfy bezwstydne, Sfinksy nieodziane;

od tej sprośności aże cierpnie skóra —

tu z tyłu włosy, tam znów z przodu pióra...

Przyzwoitością i my nie grzeszymy,

lecz zbyt dosadne te greckie olbrzymy.

Tu ingerencji naszej trzeba niezawodnie,

uwspółcześnić starzyznę, przystroić ją modnie...

Wstrętna banda! Lecz wreszcie cóż mnie to obchodzi —

— gościem jestem — gościowi grzecznym być się godzi...

Witajcie, piękne panie, rozważne gryfony!

GRYF

chrapliwie

Gryfony? — Gryfy225! — Człeku w nazwach pomylony

— przekręcasz je — to mierzi! to zwyczaj prostaczy!

Gra, gryka, grymas ma „gry” — cóż źródłosłów znaczy?

etymologia226 często w bezdroża prowadzi.

MEFISTOFELES

Ale przypomnieć może nie zawadzi,

że w słowach: gryf, grabienie227 — jest niejakie bractwo.

GRYF

w dalszym ciągu

Tak! niby tak! no, owszem! — jest powinowactwo —

kto gryf złodziejski ma, ten łacno228 cudze bierze,

mienie, złoto, dziewczynki, dom i miękkie leże;

Fortuna chętnie złodziejaszkom służy,

więc kto grabieżcą jest, ten zysk ma duży.

MRÓWKI229

olbrzymiego wzrostu

Mowa o złocie! — to bolączka sroga!

zbieraliśmy je, nazbierali setnie,

moc Arymaspów zgrabiła je wroga,

my nic nie mamy — im wiedzie się świetnie!

GRYFY

Już my cię weźmiem do nich nie pomału!

ARYMASPY

Jeno nie dziś! w tej nocy szału!

Jutro zaświeci dno w kalecie230

tym razem się nam uda przecie.

MEFISTOFELES

usiadł pośród Sfinksów

Tutaj mi dobrze bardzo, Sfinksy, w waszym tłumie;

mógłbym pomiędzy wami żyć, bo was rozumiem.

SFINKS

Szeptem zwierzamy wam zagadki ducha,

ten ucieleśnia szept, kto szeptu słucha;

lecz powiedz, kto ty jesteś?

MEFISTOFELES

Ja? — Mam nazwisk wiele —

przecież wszystkich wyliczać tu się nie ośmielę!

są tu Anglicy? — oni z Bedekierem231 zawsze

zwiedzają wodospady, ruiny, najkrwawsze

pobojowiska sławne, w pamięci zgubione —

tutaj jest dla nich, tuszę, miejsce wymarzone;

dlatego o nich mówię, że oni już dawno

w komediach swych mi nazwę dawali zabawną —

Old iniquity232 — co się „stara złośliwość” tłumaczy.

SFINKS

Dlaczego?

MEFISTOFELES

Nie wiem! można było też inaczej.

SFINKS

Pewno! No, a na gwiazdach znasz się waść co nieco?

jakąż godzinę wieszczą, jakąż wróżbą świecą?

MEFISTOFELES

patrzy w niebo

Ponowek233 srebrem kosi gwiazd drżącą plejadę,

a mnie przy was spokojnie i bardzo szczęśliwie —

przytulam się i ciepło przy waszej lwiej grzywie —

a żądze wyższych wzlotów między bajki kładę;

powiedz jakąś zagadkę, logogryf234, szaradę235.

SFINKS

O sobie mów, a to już za zagadkę stanie236.

Próbuj siebie rozwiązać, przenikliwy panie —:

„Pobożnemu jak złemu zarówno przydatny237;

pierwszemu cel ascezy i zbożnego gniewu,

drugiemu do pokrycia zła i szaleństw zdatny —

jedno i drugie warte bożego wyśmiewu”.

GRYF I

chrapliwie

Precz z nim stąd!

GRYF II

bardziej chrapliwie

Niech się w te pędy oddala.

OBA

Nie tutaj miejsce dla tego brzydala!

MEFISTOFELES

brutalnie

Mniemasz — paznokcie gościa miększej są natury?

chętnie pójdą w paragon238 z twoimi pazury.

Spróbujcie! — proszę!

SFINKS239

łagodnie

Ostań z nami dłużej —

sam się wreszcie przekonasz, że ci tu nie płuży240.

Tam w twej ojczyźnie, w sławie czas schodzi ci mile,

tu czujesz się nieswojo, jeśli się nie mylę.

MEFISTOFELES

Do pasa jesteś przystojna aż miło,

lecz od pasa — zbyt groźna! przerażasz mnie siłą.

SFINKS

Fałszerzu! — karę weźmiesz srogą —

zdrowe są nasze łapy lwie —

tobie — obleśny kuternogo241,

pomiędzy mami będzie źle.

W dali śpiew Syren.

MEFISTOFELES

Cóż to tam śpiewa wśród gałęzi

wysokich topolowych drzew?

SFINKS

Ostrożnie! — ciebie też uwięzi242

ułudnych ptaków wabny śpiew.

SYRENY

Porzućcie pokraczne dziwy,

posępne, jałowe treny —

u nas sens życia prawdziwy

i z nami każdy szczęśliwy —

Syreny śpiewają, Syreny!

SFINKS

na tę samą melodię; przedrzeźniając

Zlećcie tu do nas, a blisko,

rodzie podstępny, ponury!

Wejdźcie tu jawno w kolisko

na hańbę i pośmiewisko —

rozprężcie sępie pazury.

SYRENY

Po cóż się parać243 zazdrością!

zgaście nieszczęsne zawiści!

Syreny lecą z radością

i obiecują swym gościom,

że śpiewem — tęsknota się ziści.

MEFISTOFELES

Ot — nowa nowość! Dźwięk za dźwiękiem

ugania się, uderza z brzękiem,

to z gardła, to ze strun się rodzi.

Oj dana! dana — wrzeszczy z gąszczy

i koło uszu się chrabąszczy,

ale do serca nie dochodzi.

SFINKS

Nie mów o sercu! — Pan dobrodziej

chwal raczej duży wór skórzany;

zaopatrzony trzos, wypchany —

dobrodziejowi to uchodzi.

FAUST

zbliża się

Rzecz dziwna, z każdą chwilą podziw we mnie rośnie,

patrzę na te postacie olbrzymie — radośnie;

bije już dla mnie, bije szczęśliwa godzina!

Cóż mi ten wzrok poważny z nagła przypomina?

ku Sfinksom zwrócony

Z wami rozmawiał Edyp244 u Tebańskich wrót —

do Syren

Was się bał Odys chytry na bezdrożach wód —

do Mrówek

Skarby zgromadził wielkie, hart, wysiłek wasz —

do Gryfów

A oto skarbów wierna i odważna straż!

Nowy duch wstąpił we mnie, czar mnie opromienia —

wielkie mitu postacie, o wielkie wspomnienia!

MEFISTOFELES

Dawniej do chwalb nie byłbyś skory,

dzisiaj je w sercu swym obraniasz

i chwalisz w czambuł245 wszystkie stwory,

bo za kochanką się uganiasz.

FAUST

do Sfinksów

Wy, sfinksy stróżujące u wiecznych otchłani —

powiedzcie, gdzie Helena? gdzie jest cudna pani?

SFINKSY

Ostatnie z nas poległy z Heraklesa ręki,

więc dziejów jej nie znamy, lecz służymy radą:

jedynie Chiron246 może skrócić twe udręki,

zawołaj nań! — Przetętni tutaj nocą bladą.

SYRENY

Do nas, do nas, chodź po radę!...

Odys, co się wiele włóczył,

od nas właśnie się nauczył

dziwnych opowieści —

więcże i ty nie gardź nami,

popłyniemy mórz falami —

śpiew nasz cię upieści.

SFINKS

Nie daj się zwieść namowom.

Miast krępować jak Odys ramiona,

zawierz naszym krzepkim, prostym słowom —

idź i szukaj zacnego Chirona,

on cię jeden objaśni, gdzie ona!

Faust odchodzi.

MEFISTOFELES

zgryźliwie

Cóż to za rechot wietrznych fal?

klaskanie skrzydeł, tam wysoko!

Zjawy nieznane lecą w dal,

ani ich Strzelca złowi oko.

SFINKS

Jak lutowa zawierucha

stymfalijskie lecą ptaki247;

mowa ich chrapliwa, głucha,

sępie dzioby, kacze nogi.

Napowietrzne pruje szlaki

ród potworny, twardy, srogi;

pokrewieństwa z nami szuka.

MEFISTOFELES

jakby strwożony

A tam cóż znów syczy, stuka?

SFINKS

Głowy lernejskiego węża248

błoniem snują się samopas,

odcięte ostrzem oręża,

błyskają ślepiami jak topaz.

Nie trwóż się! — puszą się srogo,

lecz nic już szkodzić nie mogą.

Lecz cóż to? — jakożeś inny,

w ruchach nieskładny i zwinny,

zerkasz wokoło oczami

— Odejdź! — nie krępuj się nami!

Ach — tam cię ciągnie, w to grono?!

To Lamie249 — krasne i chutne —

w krzach łyska prężne ich łono —

miłośnice bałamutne;

w koźlonogich satyrach kochają się bardzo,

więc i kopytem końskim, wierę, nie pogardzą.

MEFISTOFELES

Lecz zostaniecie tutaj? zobaczę się z wami?

SFINKSY

Tak! — Idź się bawić, poigrać z Lamiami!

Na strażach wiernych trwamy wieki, lat tysiące,

egipskich pustyń duchy mądre i milczące.

Nas się słońce i gwiazdy w swych wędrówkach radzą,

a zrównanie dnia z nocą pod naszą jest władzą;

u stóp wielkich piramid w postawie niezmiennej

śnimy, w spraw ludzkich chyżość topiąc wzrok kamienny.