NAD UJŚCIEM PENEJU

Penejos250 w gronie dopływów i Nimf.

PENEJOS

Grajcie, szumiące w wietrze trzciny,

jękiem załkajcie, wikliny;

cichym szmerem olcha drżąca

niechaj w struny topól trąca —

— na sen — na miękki sen —

Niebo z nagła się przychmurza,

drży —: powietrze? ziemia? burza?

kto mnie wola z wodnych den?

FAUST

przystaje na brzegu

Głos słyszę, głos żywy słyszę,

spoza splątanych gałęzi;

trzcina się sennie kołysze,

czar wielki kusi mnie, więzi —

wsłuchany w szemrzącą ciszę,

rozróżniam szczebioty i słowa:

to trzcin z odbiciem rozmowa.

NIMFY

do Fausta

Złóż swoje znużenie

w wód chłody, w wód cienie,

w przygasłe zielenie —

tu spokój oplecie cię wiotki;

wodnistym przelewem,

szumieniem i śpiewem

sen modry ci damy, sen słodki.

FAUST

Czuwam, a przemoc niezgadła,

czarowne snuje widziadła —;

I kędy zwrócę swe oczy,

cudność się we mnie wpromienia

Z tych prześwietlonych pomroczy.

Sen to? czy jawa? wspomnienia?

Jak wtedy!:... przeszklone wody

w chłodzie nadbrzeżnych zieleni,

lśnią psalmem słodkiej pogody,

w tym chórze mżących promieni.

Z rozpadlin, ze wzgórzy i skał

wodospad kaskadą się toczy,

a zdrowych dziewiczych ciał

piękno uwodzi me oczy.

W rzeźwej, przeźroczej topieli

biodra i piersi nurzają —

w rozweselonej kąpieli

dłoniami w wodę pluskają

i tak się stroją perłami

pod światłem księżyca bladem,

że każdej lśni nad włosami

srebrny, ruchliwy diadem.

Już dziewic gwiaździsty wian

rąk lilie splata i łączy —

i płynie w srebrzysty tan

wśród fal, wśród cieni i pnączy.

Przecudna baśń księżycowa! —

Lecz gdzież w tej czarów godzinie

ona — mych marzeń królowa?

z którejże fali wypłynie?

Lecą widziane łabędzie

majestatyczne i czyste,

jak w zapomnianej kolędzie

snują się — wiją — bieliste.

Lecz jeden z radości wezbranej

wymija szereg półsenny —

ku jakiejś wyspie nieznanej

płynie zuchwały, promienny —

— to tam — to tam — kędy ona

w ciszy uroczysk251 panuje! —

— tam — kędy kwietna zasłona

namiot nad łożem jej snuje!

Popłynął — a reszta dziew

pilnuje w chyżym oblocie,

by każda w przycieniu drzew

o własnej myślała cnocie.

NIMFY

Słuchajcie siostry! — Do brzegu

ucho przyłóżcie — cyt! cyt!

tętent się niesie, rytm biegu,

dreszcz błoni i żwiru zgrzyt! —

Jakiegoż niesie nam posła

noc duchem żywa, wyniosła?

FAUST

Słyszę! brzmi, tętni głos ziemi

i serca mego dzwon słyszę —

dźwięk kopyt twardych! — Przed niemi

wiew wichru zamąca ciszę.

Szczęsna godzina! już ku mnie

jeździec marzony się zbliża,

pierś jego niesie się szumnie,

głowa się w pędzie naniża

— koń biały — grzywa świetlana

— męstwo w źrenicach mu płonie —

to on! to postać z snów znana!

Bieg wstrzymaj! Stań! Stań! — Chironie!

CHIRON

Kto jesteś? Czego chcesz?

FAUST

Mówić chcę z tobą!

CHIRON

Biegu nie wstrzymam.

FAUST

Zabierz mnie z sobą.

CHIRON

Siadaj! — Ktoś zacz i dokąd? — Jestem na usługi;

pragniesz, bym cię przez rzekę przeniósł na brzeg drugi?

FAUST

wsiada

Gdzie zechcesz, Mistrzu wielki — podzięka ma wieczna!

nauczycielu sławy —! tobie brać waleczna

bohaterów zawdzięcza zaszczyty i sławę!

Ty złotą argonautów252 wyśniłeś wyprawę

i większą niźli oni miałeś ducha dzielność

wwiodłeś ich w wieczną gwiezdnej pieśni nieśmiertelność.

CHIRON

Wszystko złudzenie! — Nawet Pallas sowiooka253

chociaż mentorka boska, rozumna, głęboka —

nic nie zdziała — bo uczeń swe tęsknoty ziszcza

na własnej jeno drodze i — pomimo mistrza!

FAUST

Przyjmij mój uścisk, Mistrzu, i serdeczną miłość —

ty, co znając roślinę znasz i jej korzenie —

lekarzu dusz, wzniesiony nad życia zawiłość —

leczysz i ciał udrękę, i ducha cierpienie!

CHIRON

Szedłem-ci ja z pomocą, tam gdzie bohatera

rannego sen już morzył śmiertelnością cichy;

dziś zaniechałem, niech się kunszt nie poniewiera,

dziś — konowały254 leczą, babiny i mnichy.

FAUST

Wielkiś prawdziwie, pochwał nic lubisz, pokorny,

pragniesz być równy innym — cichy, niepozorny.

CHIRON

Obawiam się, że chwalba drży w tych słów pojęciu,

jakobyś schlebiał tłumom zarówno jak księciu.

FAUST

Lecz przyznaj —: z największymi żyłeś wzgodzie bratniej,

orężem i fortelem ratowałeś z matni

tych, co z nagła stanęli u przegranej progu,

ty mężny jak i oni, lecz mędrszy, półbogu!

Proszę, powiedz, Chironie, jeśli cię nie trudzi,

kogo rad byś okrzyknąć największym wśród ludzi.

CHIRON

Wśród argonautów grona każdy dawał szczerze

moc, którą rozporządzał — wszyscy w równej mierze.

Dioskurowie255 pięknem i szałem młodości

zwyciężali. Roztropni, pełni junaczości

Boreadowie256 byli. Mądry, w radzie sprawny,

panował mężny Jazon, pieszczoch kobiet sławny.

Orfeusz wątły, cichy, poeta wspaniały,

Linceusz257 bystry, żeglarz odważny i śmiały; —

społem258 jeno ocenić można się w potrzebie —

czyń i działaj! — koledzy już poznają ciebie.

FAUST

A Herakles? ów mąż wielkiej cnoty?

CHIRON

Zamilcz! zamilcz i nie budź tęsknoty;

obcy mi Febus259, Hermes260 i Ares261 wspaniały,

ale męża nad męże oczy me widziały;

król w każdym calu, młodzian znamienity,

w posłuszeństwie wyrosły wśród cnych niewiast świty262

o, już drugiego ziemia nie wyda nam w darze,

ani się w wiekach zrodzą tej cnocie rówieśni,

nie utrwalą go w spiżu najtężsi rzeźbiarze,

ani go piewcy wskrzeszą w równej jemu pieśni!

FAUST

Chociaż się zamysł twórczy skupia i natęża,

ręce tę pracę ducha zniweczą lub zmniejszą —;

otoś mi skreślił postać największego męża,

wyczaruj teraz słowem z kobiet najpiękniejszą!

CHIRON

Cóż tam niewieścia piękność! ... Złuda i martwota;

czczę jeno to, w czym życie i radość jest złota —;

piękność ułudą sobków! — Jeden wdzięk na świecie

zwycięża; — Helena...

FAUST

... kto!?

CHIRON

— niosłem ją na grzbiecie.

FAUST

Jakobym zbudził się ze snu,

więc ona tu siedziała? tu?!

CHIRON

I ręką mi głaskała grzywę,

jak ty —

FAUST

— jak ja: zwidzenia żywe!

O, szczęsna ziemia! Szczęsny ląd!

ona tęsknotą, mym marzeniem!

przyszedłem tutaj za jej cieniem —

— dokąd ją niosłeś? gdzie? i skąd?

CHIRON

Opowiem; — było to w tych czasach,

gdy bracia ją z zbójeckich rąk

odbili; alić w wielkich lasach

zbóje ich otoczyli w krąg

powtórnie; no cóż było robić?

teraz do ucieczki się sposobić —

więc uciekamy, bracia, ja

i ona; wtedy na mym grzbiecie

niosłem to urodziwe dziecię;

nad bagnem nas dognała mgła,

już w nas omdlewać począł duch,

bracia brodzili, to płynęli,

jam się zapadał po sam brzuch —

z trzęsawisk ledwośmy wybrnęli.

A ona, dziewczę hoże, żywe —

zskoczyla i przemokłą grzywę

poczęła głaskać z przymilnością,

dziękować za przebyty lęk —

tak jakoś mądrze i z godnością —

przedziwny był w niej wtedy wdzięk!

FAUST

Miała lat dziesięć...

CHIRON

... Ach, filologowie,

tobie i sobie przewrócili w głowie!

Mitologiczna dama to rzecz osobliwa;

poeci sobie radzą dość dowolnie z niemi:

nigdy się nie starzeje, zawsze urodziwa

i na świat patrzy tęsknie oczami sowiemi;

wcześnie uprowadzana, wiecznie miłowana —

poetów nie krępuje czas — to rzecz zbyt znana.

FAUST

Wszak ci i ona czasem niezwiązana!

Achilles spotkał ją, jak wieści niosą,

choć zda się niemożliwe! Radość niesłychana —

kochać i miłość wzbudzać wbrew czasom i losom.

Dlaczegóż ja bym nie miał przywołać z oddali

ją, jedyną i równą w majestacie bogom!

Niechaj więc spłynie ku mnie na odnownej fali

tą powrotną, nieznaną, ugwieżdżoną drogą!

Widziałeś ją przed wieki263, jam ją widział ongi —

uroczą, wiecznie piękną jak białe posągi!

odtąd serce i myśli żyją w wichrze, w burzy,

mamli264 jej nie posiadać — wolę nie żyć dłużej.

CHIRON

Jesteś pełny ekstazy, przybyszu nieznany,

u nas stan twego ducha zwie się obłąkany.

Lecz szczęśliwie się składa, bo oto rokrocznie,

gdy się wielka klasyczna noc sabatu pocznie,

zwykłem czas krótki spędzać u Eskulapowej265

córki, Manto266, co ojca błaga na rok nowy,

aby raczył swą łaską medyków nie mijać,

by i leczyć umieli, nie tylko zabijać —

rozsądna; — ją najbardziej lubię z Sybilli cechu267;

więc pobieżajmy do niej w należnym pośpiechu,

ona natychmiast pojmie niedomóg człowieczy,

ma zioła przerozmaite, raz — dwa cię uleczy.

FAUST

Nie chcę być uleczony! potęga wre we mnie —

radzisz mi gluchość ciszy? Chironie — daremnie!

CHIRON

Nie gardź zdrowiem, bo spłoniesz od wnętrznej pożogi;

— A oto zeskocz teraz — tutaj cel twej drogi!

FAUST

Wiozłeś mnie przez bezdroża, przez czarny manowiec,

wody grające żwirem — gdzież ja jestem, powiedz?

CHIRON

Tutaj się Grecja z Rzymem chwytała za bary —

oto nurty Peneju, oto Olimp stary —;

państwo duże — kruszy się i w piach rozsypuje —

król ucieka — na gruzach motłoch triumfuje.

Spójrz — świątynia ostała na przeszłości czacie268,

milcząca, wieczna, srebrna w miesięcznej poświacie.

MANTO

nawiedzona

Kopyt końskich tętenty

budzą, budzą chram269 święty,

Półbóg księżycem kroczy —

CHIRON

Rozewrzej znużone oczy!

MANTO

budzi się

Witaj u świętych przedproży!

CHIRON

Jak widzę, wiecznie żyje dom boży!

MANTO

Co roku słuch mój krok twój słyszy —

CHIRON

Żyjesz w spokoju, niemej ciszy —;

mnie bezruch mierzi270, jam nie głaz.

MANTO

Ja trwam, a mnie okrąża czas;

lecz ten — kto zacz? —

CHIRON

Jego noc gwiezdna,

jak przypływ wyrzuciła z bezdna —;

Heleny szuka oszalały —

rękę wyciąga po nią śmiały,

lecz nie wie, jak, lecz nie wie, gdzie;

lek mu wyszukaj w świętym śnie,

w nocy obłędnej, żądzą głuchej —

i ulecz jątrzącą ranę.

MANTO

Chironie! kocham wszystkie duchy

niemożliwością opętane.

Już w oddali słychać tętent cwałującego Chirona.

Wejdź do świątyni mężu śmiały;

to przejście wprost do Persefony271,

co śni w otchłani ociemniałej,

wiosenny łan, łan ukwiecony.

Tędy szedł Orfej z pieśnią wdałą272

darz Bóg! W otchłanie! Naprzód! Śmiało!

Zstępują w podziemia.