ZAPUSTY
Faust — Pluton64, Mefistofeles — Zoilotersytes65 — Skąpiec, Cesarz — Pan, Herold, Kwieciarki, Gałąź oliwna z owocami, Wieniec dożynkowy. Wian fantastyczny, Równianka fantastyczna, Przekora, Pąki różane, Ogrodnicy, Matka i córka, Drwale, Poliszynele66, Pasożyty, Pijanica, Gracje: Aglaja, Hegemona, Eufrozyna, Parki: Atropos, Kloto, Lachezis, Furie: Alekto, Megera, Tyzyfona, Bojaźń, Nadzieja, Rozwaga, Efeb — Woźnica, Plotkarki, Głodomór, Herod — Baba, Faunowie, Satyr, Podziomki, Olbrzymy, Rusałki, Rybacy, Ptasznicy, Satyryk, Poeci, Tłum.
Olbrzymia sala z komnatami pobok, strojnie, zdobno, maskaradowo.
HEROLD
Nie na groźne śmierci pląsy,
diable igry rybałtowe67
wołam was, ale na pąsy,
na zabawy jasne, nowe,
abyście tak spąsowieli,
jak krzew róż pod słońca tchnieniem
tej mięsopustnej niedzieli
bezpamiętnym rozbawieniem.
Cesarz w swej rzymskiej podróży
spoza Alpów stromej ściany
gościniec68 nam bardzo duży
przywiózł: wigor roześmiany.
W tej stolicy nadtybrowej
sam koronę — w równej parze
zyskał dla nas — stroik nowy:
czapeczkę błazeńską w darze.
Tym przybraniem odrodzony
każdy z nas się dumnie puszy,
rad69 z dzwonkowej czapki onej,
z śmiechem wciąga ją na uszy;
i choć w tej mycce70 do błazna podobny,
udaje rozum, w rozum niezasobny.
Już się kupią71 i gromadzą.
w pary łączą i kołują —
tu pod pachy się prowadzą,
tam z osobna krążą, snują.
Dalej bracia, dalej żywo,
z sercem szczerym i przyjaznym,
byle chwilkę mieć szczęśliwą —
tak czy owak świat jest błaznem.
KWIACIARKI
śpiew, mandoliny
Poklask dajcie nam niezwłocznie!
Wymuskane w tańcu szranki
juz ruszają śpiewnie, skocznie
urodziwe florencjanki.
wonne kwiatów i ziół wonią,
krasne wstążki rozpuszczona
owijają nas i gonią.
O, nie więdną nasze kwiaty,
kwitną cały rok i dłużej —
kunszt ten, czar i aromaty
niechaj wam, panowie, służy.
A przyznajcie, pomysłowo
każdy na nas strzęp swawoli —
wyszydzicie to czy owo,
jednak całość was zniewoli.
Prawda — bierze was ochota
zbadać, co ukrywa szata? —
czar niewieści i prostota
dziwnie się ze sztuką splata.
HEROLD
Dziew korowód lśni, pomyka;
wielki wybór — herold wita —
dajcie zajrzeć do koszyka,
co na głowach waszych skwita.
Prędzej, prędzej, niechaj sala
ogrodowym wionie czarem,
a z was każdy niech zachwala
ogrodniczki wraz z towarem.
KWIACIARKI
Targ to targ, lecz bez kramarki,
niechaj się gromada skupi —
wśród krotochwilnej74 poswarki75
za żart każdy towar kupi.
GAŁĄŹ OLIWNA Z OWOCAMI
Nie zajrzę76 kwiatom urody,
wszelkiej unikam niezgody;
pośród wojennego znoju
jestem rękojmią77 pokoju;
dzisiaj radość we mnie płonie,
że wśród zacnych dworzan roju
najgodniejsze zwieńczę skronie
gałązką oliwną pokoju.
WIENIEC DOŻYNKOWY
Ja, syn pługa, zrumieniony
czerwonym słońca rumieńcem,
dar wam niosę, dar niepłony78 —
z dożynkowym idę wieńcem.
WIAN FANTASTYCZNY
Barwne kwiaty, niby malwy
przybrane w mchy i nietoty79,
to mody kapryśnej salwy,
nie szukaj we mnie prostoty.
RÓWNIANKA80 FANTASTYCZNA
Nikt nie zna mojego wiana
i nic mnie to nie obchodzi —
za tobą tęsknię nieznana,
co z dziew kwiecistej powodzi
wyciągniesz ku mnie swe dłonie
i w warkocz wpleciesz bezładnie,
a kwiat mój zadrży i spłonie
i na pierś twoją opadnie.
PRZEKORA
Niechaj wyobraźnia licha
służy dnia znikomej modzie,
z przyrody pijąc kielicha
wiecznej hołdujesz pogodzie;
niezabudki i kaczeńce,
splatajcie się w wdzięczne wieńce! —
Lecz my —
PĄKI RÓŻANE
— skrywamy się, niczyje —
szczęśliwy ten, co nas odkryje.
Gdy się dnie lipcowe dłużą,
róża wonią gwarzy z różą —
pełny, szczęsny dzień, uroczy;
bo przyrody panowanie,
obiecanie i oddanie
poi serce, myśl i oczy.
W zielonych wirydarzykach kwieciarki rozkładają nadobnie swój towar.
OGRODNICY
śpiew: akompaniament teorbanów81
Z tym już musicie się zgodzić —;
kwiat można pieścić, całować,
owoce nie chcą uwodzić,
owoce chcą jeno82 smakować.
Wiśnia się pyszni, zrumienia
brzoskwinia — wonna patoka83!
Kupujcie — sąd podniebienia
stokroć prawdziwszy niż oka.
Powab owoców najszczerszy
niech was na próżno nie kusi,
róża to temat do wierszy,
lecz jabłko ugryźć się musi.
Więc zezwólcie, byśmy w dani
wnieśli owoc ku osłodzie —
niech się towar nasz stragani
w tej sąsiedzkiej, dobrej zgodzie.
Pod girlandą smereczaną
oświetlone tak rzęsiście —
pełnię tworzą niesłychaną:
pąki, kwiaty, owoc, liście.
Przy śpiewie przeplatanym, przy wtórze gitar i teorbanów — piętrzą oba chóry swój towar, przystrajają go i zachwalają.
Matka i córka.
MATKA
Ledwieś odrosła od ziemi
córko ma, rusałko —
stroikami rozmaitemi
zdobiłam twe ciałko;
chodźcie, chodźcie, cni rycerze,
najbogatszy niech ją bierze —
szczęście sprzyja śmiałkom.
Ach! minęły długie lata,
wzrósł twój czar kobiecy,
nikt nie posłał do cię swata
z całej okolicy;
z tym zatańczysz, tego zmanisz,
a tamtego — otumanisz —
wszystko po próżnicy.
Na nic ciuciubabka, fanty —
alkierzyk84 twój pusty;
męskie plemię — o! to franty!
Lecz dziś mięsopusty —
nastaw sidła, oczkuj ładnie,
może przecie w potrzask wpadnie
jaki kąsek tłusty.
INTERMEZZO85 PANTOMIMICZNE
Zbliżają się rówieśniczki młode, hoże86. Zaczyna się pogwar szczebiotliwy. Wchodzą Rybacy i Ptasznicy ze sprzętem przynależnym: z sieciami, wędkami, potrzaskami. Wabienia, łowy, ucieczki. Strzępy rozmów uciesznych.
DRWALE
nawalnie; gromko
Z drogi, bracia, czynić rum87,
idzie z nami borów szum,
borów granie, zgrzyty piły,
stuk toporów, jęki drzew,
trzask gałęzi, chorał siły,
twardy tupot — drwali śpiew.
Dłonie grube, spracowane,
naprężone sznury żył —
wasze ręce wymuskane
boją się, cofają w tył
Z mąki marymonckiej88 panki,
zwarzyłby was mróz i chłód —
i was, panny z morskiej pianki,
gdyby nie nasz, drwali, trud.
POLISZYNELE89
papląco, pustaczo
A niechże was las ogarnie,
żywot tak przetrudzić marnie!
My inaczej! — zwiewnie, cicho,
mozół odsuwamy wszelki —
po co z lasu wołać licho?!
Robdeszany90, pantofelki,
oto stroik jak się patrzy!
Wy się trudźcie — my inaczej. —
Zbiegowiska, karuzele,
jarmark, ścisk, bujne gamratki91,
uciech, festów92 wiele, wiele —
żywot aksamitny, gładki.
Po tym życia śliskim torze
kręcimy się jak węgorze —
wschodzim, chociaż nieposiani —
zwinni, żwawi, sprytni, szczwani;
choć tam bieda w kamienicy
my sobie hoc93 na ulicy.
Śmiejcie się lub gańcie nas,
przetrzymamy — mamy czas!
PASOŻYTY
pochlebnie, łakomie
Drwal i węglarz to nasz brat;
przygarbienie, przytaknięcie,
półsłóweczka — to nasz świat —
tego przestrzegamy święcie;
lecz jeśli kto w walce padł,
odwracamy się na pięcie,
pal go kat!
Gdyby węgli, drzew nie było,
— że to ogień skrzesz i dmuchnij —
czym by w piecach się paliło?
czym by się paliło w kuchni?
Musiałby spaść ogień z nieba —
wszak nam zawsze ognia trzeba;
na ogniu się wszystko smaży,
praży, tęsi, mięsi, warzy,
wrze i pryska, skipi, piecze,
aż do gęby ślinka ciecze.
Pieczeń, pasztet, ryby, zrazy,
imbir, czosnki i wawrzyny —
jakież wizje i obrazy,
jakież prace, jakie czyny!
PIJANICA
zawiany mocno
Zacząć ze mną nie przelewki,
mnie dziś wszyscy, panu, służą;
wigor w kościach, we łbie śpiewki,
aż za dużo, aż za dużo!
Pije Kuba do Jakuba —
wasze zdrowie, moje zdrowie —
moja luba — daj no dzioba —
kto się dowie? — nikt nie dowie.
Baba na mnie z gębą — huzia,
coś ty, dziadu, wdział za łachy!
plask — plask — spuchła nieco buzia
— co tam strachy — strach na Lachy!
Hulaj dusza bez kontusza!
w górę szklanki — dobra nasza!
wino wigor w nas porusza,
wino diabła z nas wystrasza.
Więc na szczęście —! I na biedę —!
Socjeta94 tu, widzę, krewka —
gospodarzu, daj na kredę95,
na kredę mi daje dziewka.
Przypij do mnie — ja do ciebie!
Panna — wdowa — każda łasa —
zdrowie twoje tu i — w niebie,
jedz, pij i popuszczaj pasa!
Ululałem się wspaniale —
czas już w drogę! — w jaką drogę?
Ostawcie mnie, gdzie się zwalę —
ustać — jakoś — tak — nie mogę.
CHÓR
Pije Kuba do Jakuba! —
co? nie pije? — bęc, po ziobrze!
tęgo się już kurzy z czuba —
kto pod ławą, temu dobrze.