KOMNATKA MAŁGORZATY

Małgorzata.

MAŁGORZATA

sama; przy kołowrotku

Spokój mój przeminął,

w sercu płomień burz,

nie zaznam spokoju

nigdy, nigdy już.

Gdzież mój ukochany?

cóż z szukania prób?

cały świat bez niego

czarny, zimny grób.

Płonie moja głowa,

w myślach wir i szał,

szczęście i pogodę

ranny wicher zwiał.

Patrzę przez okienko,

szkoda moich ócz:

serce, moje serce,

pustki ty się ucz.

Puste moje życie,

pusty jest mój dom;

przejechał wodami

z ukochanym prom.

Jego chód wyniosły

i postaci czar,

uśmiech ust prześliczny,

oczu jego war,

mowa jego — pienia

wenecjańskich bark,

uścisk jego dłoni,

słodycz jego warg!

Spokój mój przeminął,

w sercu płomień burz,

nie zaznam spokoju

nigdy, nigdy już!

Piersi moje tęsknią,

moje piersi drżą,

bez jego pieszczoty

usychają, mrą.

Przy nim mego życia

ostateczny schron;

przecałować życie!

Przecałować zgon!