Pieśń I

Świątki urocze nadeszły... odżyły pola i lasy;

Rzesza ptaków wesoło świergoce po krzakach i drzewach;

Niwy runią pokryte; wonieją rozkoszne doliny;

Niebo pogodą jaśnieje, a ziemia barwi się kwieciem.

Nobilis-lew, król zwierząt, gromadzi dwór i wasali;

Wszyscy śpieszą doń tłumnie, z przepychem i sumptem5 niemałym:

Czujko-żuraw, i sójka, i inni lennicy dostojni;

Bo zamierza dziś król, z orszakiem swoich baronów,

Radę złożyć u dworu; tam wszystkich zwołać rozkazał,

Wielkich i małych zarówno, na wiec uroczysty i walny.

Braknąć nie miało nikogo, a przecież zabrakło jednego.

Reineke, frant6 nie lada, co wiele nabroił kryjomo7,

Stroni rozmyślnie od dworu. — Jak zdrożne sumienie się lęka

Dnia i światła, tak lis się lękał zebranych na wiece.

Wszyscy sarkali na niego, bo wszystkim też dał się we znaki,

Prócz Kosmacza-borsuka, co krewnym był mu po siostrze.

Tedy Srogosz się wilk odezwał pierwszy ze skargą;

W gronie licznych a wiernych przyjaciół, z hufcem swojaków,

Stanął przed królem i rzekł te słowa z powagą sądową:

— Panie mój najłaskawszy! wysłuchaj sługę swojego!

Wielki jesteś i mądry, po równo wszystkim wymierzasz

Sprawiedliwość i łaskę: więc pożal się mojej niedoli,

Bo mi Reineke-lis wyrządził hańbę niemałą.

Żonę moję8 znieważa, a dzieci podstępnie kaleczy.

Wprawdzie jego sprosności tajemne już dawno wykryto,

Lecz gdy stanąć mu przyszło przed sądem, on uciekł niecnota.

Wiedzą o tym dostojni mężowie, zebrani tu wkoło.

Panie! wszystkich tych obelg wypisać nikt by nie zdołał

I na skórze wołowej, więc wolę zamilczeć już o nich.

Ale gryzie mi serce zniewaga mojej niewiasty;

Co się stanie, to stanie, lecz pomścić koniecznie ją muszę!

Gdy tak Srogosz przemówił do króla, poważny i smutny,

Wiernuś-piesek wystąpił i prawił o swoim ubóstwie,

Że mu tylko pozostał kawałek kiełbasy na zimę,

Który Reineke porwał. I wnet też wyskoczył kot-Miluś,

Gniewnie sierść najeżywszy, i rzekł: — Potężny monarcho!

Co tu skargi pomogą? Toć on nam wszystkim doskwierzył9,

Nawet tobie, o panie! bo każdy więcej się boi

Reinekego, niż ciebie; lecz żale Wiernusia są płonne.

Naprzód sprawa to dawna, a potem owa kiełbasa

Była moją, nie jego: zdobyłem ją niegdyś we młynie.

Znów pantera zaczęła: — Ten lis, to rabuś i zbójca!

Gotów wszystkich obedrzeć ze czci, bodajby i króla.

Byle na tym zarobić choć kawał tłustego kapłona10.

Posłuchajcie, jak sobie postąpił z Dobrutką-zającem;

Oto stoi poczciwiec, co nigdy nie skrzywdził nikogo.

Reineke udał świętoszka i rzekł, że chce, go wyuczyć

Różnych pieśni nabożnych; lecz ledwo zaczęli śpiewanie,

Już go capnął za kark i targał zacnego kolegę.

Jam szła właśnie ulicą, a słysząc, że śpiewy przerwali,

Zaraz przybiegłam na miejsce: już trzymał Dobrutkę za gardło;

Gdyby nie wdanie się moje, to byłby go zdusił niechybnie.

Patrzcie, jeszcze z ran jego ocieka krew niezakrzepła.

Jeśli ścierpisz to, królu, i wy, dostojni panowie,

Jeśli się na to zgodzicie, by glejt i prawo królewskie

Nędznik ten deptał nogami, to kiedyś słusznie wam ludzie,

Wam i waszym potomkom, wyrzucą tak niecne tchórzostwo.

Jeszcze raz ozwał się Srogosz: — O, bodaj przepadł niecnota!

Gdyby nie żył, zaprawdę, nam wszystkim byłoby lepiej.

Lecz jeżeli się teraz przepuści te jego występki,

To nie będzie już końca i miary haniebnym napaściom.

Wtedy głosu zażądał szlachetny borsuk, zwan11 Kosmacz.

— Prawda to, rzekł, odwieczna, mój mości sąsiedzie Srogoszu,

Że nie płuży12 nikomu świadectwo wyszłe z ust wroga.

Tak i Reineke-lis, wujaszek mój, uległ potwarzy;

Ale gdyby tu przybył i łaskę znów posiadł monarchy,

Kością w gardle by wam stanęły te wszystkie ambaje13.

Stare dzieje wznawiacie, a o tym milczycie, mój mości14,

Jakie samiście krzywdy zrządzali mojemu wujowi.

Wszak wiadomo powszechnie, że sojusz zawarliście z sobą,

By się dzielić zdobyczą; tymczasem wypadło inaczej.

Zeszłej zimy na przykład wujaszek się mocno naraził

Dla przyjaźni waszeci15. Na furze woźnica wiózł ryby;

Wyście ucztę zwąchali i chętka was brała skosztować,

Lecz nie było pieniędzy; więc wuj, konceptem ruszywszy,

Legł na drodze, jak martwy... a była to sprawka zuchwała.

Gdy woźnica nadjechał i ujrzał lisa na ziemi,

Dobył noża wielkiego i chciał go przebić na wylot;

Ale że się nie ruszał, położył go tylko na furę

I pojechał, szczęśliwy, że znalazł futro tak piękne.

Wuj tymczasem nieznacznie wyciągał rybki i zrzucał,

A wilczysko, nadszedłszy cichaczem, zjadało je chciwie.

Gdy wujowi się jazda sprzykrzyła, zeskoczył na ziemię,

By posilić się także zdobyczą; lecz Srogosz mu tylko

Same ości zostawił i nimi częstował spólnika16. —

Inne jeszcze zdarzenie, a również, przysięgam, prawdziwe.

Reineke wiedział, że gdzieś u chłopa wisi wieprz karmny17,

Świeżo zarznięty, i rzekł do wilka: Podzielmy się społem

I zdobyczą, i trudem. Lecz trud wuj poniósł sam jeden;

Bo wskoczywszy przez okno, wyrzucać począł mięsiwo,

Przy czym w końcu go osy opadły i srodze pocięły.

Ledwo uciekł im z duszą; więc zaraz odszukał Srogosza

I zażądał swej części, a wilk mu na to obłudnie:

Kmotrze18, smaczny wam kąsek schowałem, spożyjcie go zdrowo.

I podsunął wujowi krzywulec19 drewniany, na którym

Rzeźnik wieprza powiesił... lecz mięsa nie było i śladu.

Reineke zgrzytnął zębami i odszedł milczący a głodny.

Takich sprawek, o królu, ze sto mu Srogosz napłatał,

Ale zamilczam już o nich. Gdy wuj zostanie wezwany,

Sam się lepiej obroni. Tymczasem, władco potężny

I dostojni panowie, słyszeliście słowa Srogosza,

Jak obwinia swą żonę. No prawda, kilka lat temu

Reineke z piękną wilczycą prowadził romansik pokątny,

Ależ ona się na to nie skarży wcale; więc po co

Takie rzeczy wywlekać, ze szkodą własnego honoru?

Teraz wartoż wspominać o bajce onej20 wierutnej,

Że Dobrutkę chciał zagryźć? Czyż mistrz nie powinien z urzędu

Karcić ucznia, gdy ten nie sprawia się bacznie i pilnie?

Gdyby chłopiąt21 nie gromić i patrzyć niedbale przez szpary22

Na ich wszystkie wybryki, to w cóżby nam młodzież wyrosła?

Dalej Wiernuś się żali o nędzny kawałek kiełbasy;

Och, zamilczałby raczej, boć wiemy, że była skradziona,

Więc jak przyszła, tak poszła, i wuj najsłuszniej postąpił,

Że skradzioną rzecz zebrał: tak czynią szlachetni mężowie,

Zresztą gdyby był nawet złodzieja powiesił doraźnie,

Nie tak bardzo by zgrzeszył; lecz wolał powstrzymać się z sądem,

Bo do władcy jedynie należą sprawy gardłowe.

Oj doprawdy, od chwili jak król manifestem ogłosił

Wieczny pokój w swych krajach, nikt skromniej od wuja nie żyje:

Jada tylko raz na dzień, co wieczór biczuje się srodze,

Nosi koszulę włosienną na gołym ciele, a mięsa

Ani nawet się dotknie. Co więcej, opuszcza swój zamek

Maleparta i chce zbudować sobie pustelnię.

Wychudł biedak, jak szczapa!... Lecz sami go wkrótce ujrzycie,

Gdy się stawi przed królem, by prawdą zawstydzić swe wrogi23.

Ledwo skończył przemowę, gdy nagle z wielkim lamentem

Kogut-Piejec się zjawił. Na marach przed nim niesiono

Młodą kurę bez głowy, najlepszą z nośnych kokoszek,

Grzebka było jej imię, a krew jej Reineke przelał!

Więc z rodzicem zbolałym przybyło jeszcze dwóch braci

Uśmierconej niewiasty (najtęższe to były koguty

Z całej Rzeszy Niemieckiej), wołając o pomstę do nieba.

Piejec rzekł do monarchy: — Niesiemy przed tronu podnóże,

Królu, władco potężny, i żal swój, i boleść głęboką.

Racz zmiłować się, panie, nade mną i moim potomstwem!

Oto dzieło zbrodniarza!... Gdy ziemia odżyła na nowo,

Jam24 się z całym swym rodem radował wiośnie wskrzeszonej,

Miałem córek czternaście, dziesięciu synów, a wszyscy

Pełni życia i sił; szlachetna moja niewiasta

Wysiedziała te lube dzieciny roku łońskiego25.

Nie zabrakło im ziarna, bo mieliśmy kurnik w klasztorze;

Księża byli bogaci, a od napaści nas bronił

Mur wysoki, broniła i czujność poczciwych brytanów.

Ale Reineke-lis, obrzydłą złością wiedziony,

Krążył nocą dokoła i czaił się zdrajca pod bramą,

Aż i psy go opadły i tęgo mu skórę złoiły;

Lecz ocalić się zdołał... Przez miesiąc było spokojnie.

Nagle staje przede mną w pątniczym stroju i z listem

Twoim, królu łaskawy (toż znam i pieczęć, i podpis),

W którym głosisz wszem wobec, że odtąd w twojej krainie

Pokój wieczny ma być pomiędzy zwierzęty26 wszelkimi.

Więc mi Reineke rzekł, iż żyje samotnie w pustelni,

Za pokutę swych grzechów, do których się jawnie przyznaje;

Iż ślubował prócz tego nie jadać już mięsa do śmierci.

Potem pokazał mi szkaplerz i swoją koszulę włosienną.

Bogu was, bracie, polecam, zawołał, mnie pilno do domu.

I odchodząc, coś niby pobożnie czytał w brewiarzu,

Ale w duchu rozmyślał, niecnota, jakby nas zgubić.

Jam się sercem weselił i zaraz dziatwie kochanej

Pośpieszyłem udzielić radosną dla wszystkich wiadomość.

Skoro Reineke został dewotem, to nie ma obawy.

Wyszliśmy tedy za mur swobodni, nie myśląc o zdradzie.

Lecz rozbójnik czatował pod krzakiem i zabiegł nam drogę,

Rzeź straszliwą sprawiając śród27 dziatek moich niewinnych.

Ledwo psy mu wydarły z pazurów trupa mej córki.

Oto leży przed wami. Ukarzcie, panie, zbrodniarza!

Na to król się odezwie: — Posłuchaj, mości Kosmaczu:

Tak to pości pustelnik i tak odbywa pokutę!

Ale jakom jest lew, nie puszczę ja płazem tej zbrodni.

Córce twojej, mój Piejcu, sprawimy pogrzeb wspaniały,

A złoczyńca nie ujdzie naszego sądu i kary.

Więc rozkazał monarcha wykopać dół i w nim złożyć

Martwe zwłoki kokoszy; a potem go pokryć marmurem,

Na powierzchni którego wyryte były te słowa:

„Grzebka tutaj spoczywa, z koguta Piejca zrodzona;

Dużo jaj naznosiła i grzebać umiała wybornie.

Padła, biedna, ofiarą mordercy Reineke-lisa.

Niech świat cały wie o tym i wzgardą zbrodniarza okryje”.

Zaraz więc zwołał król najmędrszych panów swej rady

Chcąc zasięgnąć ich zdania. Wypadło tedy, że trzeba

Kogoś wyprawić z rozkazem, by zbrodzień28 się stawił przed sądem.

Mysia-niedźwiedzia wybrano na posła, a król mu powiada:

— Bądźże tylko ostrożny, bo Reineke, zręczny i chytry,

Różnych wybiegów użyje, by ciebie okłamać i podejść.

Ale Myś, zaufany w swój rozum, rzecze: — Nic z tego!

Klnę się na Boga, że jeśli urągać mi zechce, to zdołam

Pomścić obelgę, i tak uczynię... jakom jest niedźwiedź!