Pieśń V

Chciejcież teraz posłuchać, jak lis się zręcznie wywijał,

Aby pokryć swe sprawki, a innym podstępnie zaszkodzić.

Kłamstwa wysnuł bezdenne, zbezcześcił ojca własnego

I spotwarzył borsuka, co wiernym mu zawsze był druhem.

Niebo i ziemię poruszył, by dla swych baśni zdradzieckich

Wiarę zyskać u króla i pomścić się przez to na wrogach.

— Rodzic mój, począł swą rzecz, był niegdyś tyle szczęśliwym,

Że w kryjówce śród86 lasów na skarby natrafił ogromne;

Ale nie wyszło mu jakoś na dobre to jego odkrycie,

Bo się począł wynosić nad inne, uboższe zwierzęta,

Lekceważyć swych równych i szukać możniejszych przyjaciół.

Więc wyprawił z poselstwem Milusia-kota w Ardeny,

By niedźwiedzia tam Mysia odszukał, poprzysiągł mu wierność,

I do Rzeszy go naszej zaprosił, na króla wszech zwierząt.

Myś, gdy pismo ojcowe przeczytał, ucieszył się bardzo,

Bo ambitna to sztuka. Natychmiast więc w drogę wyruszył,

A gdy stanął na miejscu, mój rodzic zwołał niebawem

I dzielnego Srogosza, i mędrca borsuka-Kosmacza.

Ci, przybrawszy do rady piątego kota-Milusia,

Nocną porą, w ukryciu, podstępne swe knuli zamiary

I sprzysięgli się wszyscy na życie monarchy naszego.

Niedźwiedź miał być ich władcą i zasiąść na stolcu87 królewskim

W Akwizgranie, i dzierżyć koronę Rzeszy wraz z berłem.

Gdyby zaś który z przyjaciół lub krewnych lwa jegomości

Chciał im stawić się jeżem, to ojciec miał go namówić

Albo przekupić, a w razie oporu, uwięzić lub wygnać.

Jam się o tym dowiedział, bo Kosmacz razu jednego,

Pałkę sobie zalawszy88, przed żoną się swoją wygadał,

Pod największym sekretem. Ta znowu, jak to kobiety,

Pod zaklęciem na wszystkie świętości, zwierzyła się mojej,

I tak doszła rzecz do mnie. Wspomniałem przypowieść o żabach,

Co to króla mieć chciały, sprzykrzywszy sobie swobodę;

Aż im Jowisz przeznaczył bociana, a ten bez pardonu

Zjadać je począł i gnębić straszliwie, bocianim zwyczajem.

Poniewczasie spostrzegli biedacy, że głupstwo zrobili.

Reineke głośno przemawiał, więc wszyscy zebrani u dworu

Słyszeć go mogli dokładnie, gdy ciągnął dalej z zapałem:

— Tak, zaprawdę! o los podobny lękałem się dla nas.

Znając Mysia przebiegi i chytre jego podstępy,

Jam przewidział od razu, że jeśli on władcą zostanie,

To zginiemy z kretesem. Wszak król nasz i pan miłościwy

Dobry jest, takem89 pomyślał, wspaniały, potężny i mądry;

Smutną by było zamianą osadzić na tronie niedźwiedzia,

Niedołęgę i łotra. Lecz jak ich knowaniom zapobiec?

Ojciec mój w ręku ma skarb i licznych stronników pieniędzmi

Zdoła pozyskać dla Mysia, więc skarbu pozbawić go trzeba.

Odtąd na każdym już kroku śledziłem rodzica mojego,

Ilekroć skrycie wybiegał do lasu, czy we dnie, czy w nocy.

Raz, gdym leżał ukryty w zaroślach, ujrzałem, jak stary

Zwinnie się i cichutko z szerokiej wymykał szczeliny,

Rozglądając się bacznie, czy nie ma kogo w pobliżu;

Potem zaczął troskliwie ów otwór gałęźmi przykrywać,

Zasypawszy go piaskiem, a trop nóg swoich ogonem

Zręcznie zatarł bez śladu. Zaledwo rodzic mój odszedł,

Odkopałem szczelinę łapami i wlazłszy do jamy,

Złota i srebra znalazłem moc wielką. Zaprawdę, przenigdy

Nikt ich tyle nie widział na jednym miejscu zebranych.

Więc z kobietą się moją zabraliśmy zaraz do dzieła,

Skarby owe przenosząc tajemnie w kryjówkę bezpieczną.

Ojciec mój ciągle tymczasem z wodzami niecnego rokoszu

Knuł podstępne zamiary, a co uradzili, opowiem.

Myś i Srogosz pośpiesznie do wszystkich Rzeszy powiatów

Rozpisywać zaczęli otwarte listy od siebie,

By zwerbować zaciężnych do służby króla przyszłego,

Obiecując im z góry wypłatę żołdu w gotówce.

Ojciec skwapliwie roznosił po kraju te uniwersały,

Pewny skarbu swojego. Pomiędzy Elbą i Renem

Licznych pozyskał stronników, za złoto gotowych do zdrady.

Wreszcie lato nadeszło; mój ojciec powrócił do swoich

I przedstawił im wszystko, co zrobił. Długi był szereg

Tych, co walczyć przyrzekli za sprawę Mysia-niedźwiedzia.

Więc drapieżnych krewniaków Srogosza setek dwanaście

Stawić się miało niebawem; a dalej z Turyngii całej

Wszystkie koty, borsuki, niedźwiedzi także dwie kopy90.

Ale Bóg mi dopomógł, żem zdołał zniweczyć ich plany.

Gdy skończyli naradę, mój stary pobiegł do lasu,

By naznosić pieniędzy na pierwsze potrzeby rokoszu.

Jamę znalazł w zaroślach, lecz wewnątrz ani szeląga.

Próżno kopał i grzebał, aż wreszcie — o straszne wspomnienie!

Wstyd i rozpacz go zmogły i biedny sam się obwiesił.

Tyle, królu potężny, zrobiłem dla dobra twojego;

Alem źle na tym wyszedł. Wszak Myś i Srogosz przewrotny

Dziś najbliżej przy tobie zasiedli, a Reineke biedny,

Za to, że ojca własnego nie szczędził, zginąć ma marnie

Któż z rycerzy w twym państwie do takich poświęceń jest zdolny?

Król z królową tymczasem uczuli żądzę niezmierną

Posiadania tych skarbów, więc wziąwszy na bok Rudego,

Badać go jęli cichaczem o miejsce, kędy91 je ukrył.

Reineke rzecze im na to: — I cóż mi z tego, jeżeli

Wyznam wszystko królowi, gdy śmierć hańbiąca mnie czeka,

Gdy mym wrogom zawierzył, choć wie, że łotry i zdrajcy?

— Nie, odpowie królowa, nie stanie się tobie nic złego;

Pan mój życiem cię darzy i puszcza w niepamięć twe grzechy;

Bądźże tylko na przyszłość oględnym i wiernym tronowi.

— Miłościwa królowo, odezwie się Reineke skromnie,

Racz mi tylko łaskawie przywrócić względy mo-narchy,

A zapewnić was mogę, że żaden z władców tej ziemi

Nie ma bogactw tak wielkich, jak te, co roztropność je moja

Złoży w ręce mocarza, którego szanuję i wielbię.

— Nie wierz mu, wtrącił lew. To kłamca bezczelny i chytry.

— Prawda, odrzecze królowa, że życie jego podotąd

Mało budziło ufności; lecz teraz, chciej to rozważyć,

Ojca własnego oskarżył o zdradę i druha borsuka.

Przecie gdyby chciał zmyślać, to mógłby obrzucać potwarzą

Inne jakie zwierzęta, a bliskich swoich ochraniać.

— Ha, odpowie jej król, jeżeli tak radzisz, niewiasto,

To daruję mu życie i po raz ostatni zaufam,

Ale klnę się na wszystkie świętości, na moją koronę,

Że jeżeli mię92 zdradzi, wytępię cały ród lisi.

Reineke, widząc, jak łatwo i szybko lew zmienia swe zdanie,

Nabrał otuchy i rzekł: — Czyż byłbym tyle szalonym,

Najłaskawszy monarcho, by prawić ci baśnie wierutne,

Skoro w dni kilka zaledwie musiałoby wydać się kłamstwo?

Król uwierzył tym słowom i wszystko lisowi wybaczył,

Naprzód zbrodnię ojcową, a potem i sprawki późniejsze.

Ale Reineke, rad, że zdołał w szczęśliwej godzinie

Z matni się zręcznie wywinąć, tak prawić począł na nowo:

— Miłościwy mój panie i ty, władczyni łaskawa!

Niech wam Bóg wynagrodzi to wszystko, co dla mnie czynicie!

Wdzięczny wam będę do zgonu i czynem zaświadczyć też pragnę,

Że nikomu na świecie tych skarbów chętniej nie oddam,

Niż obojgu królestwu. Opiszę wam, gdzie je znajdziecie.

W stronie wschodniej, za Elbą, jest puszcza ustronna i dzika,

A w pośrodku kierz93 gęsty, przy którym ze skały zdrój tryska.

Nigdy stopa jej ludzka nie tknęła, tylko się sowy

Gnieżdżą w dziuplach jej drzew. Ta puszcza zwie się Kotłuchą.

Ale podążcie tam sami, bo trudno posłańcom zawierzyć.

Ominąwszy ów zdrój, znajdziecie w pobliżu dwie brzozy,

Pod którymi ukryłem bogactwa ojca mojego;

Trzeba je tylko odgrzebać. Pod mchem ujrzycie głaz wielki,

Ten odwalcie, a zaraz w podziemnej jaskini was olśni

Mnóstwo złota i srebra, i różnych kosztownych klejnotów.

Panie dostojny! gdy zoczysz te skarby ogromne i rzadkie,

Pewny jestem, że wdzięcznie o wiernym słudze swym wspomnisz.

Reineke, druh mój poczciwy, pomyślisz, on to zgromadził

Tyle dla mnie dostatków! — Tak mówił królowi lis chytry.

Ale lew mu odrzeknie: — Potrzeba, byś wybrał się ze mną;

Bo nie trafię tam może! Słyszałem nieraz o Rzymie,

O Paryżu, Lubece, Hamburgu, Rostoku i Spirze,

Lecz przenigdy o jakiejś Kotłusze; bajeczna to nazwa.

Lis nie bardzo był rad tym słowom króla rozważnym,

Więc odezwie się znowu: Toć przecie nie gdzieś nad Jordanem

Skarbu szukać wam przyjdzie, lecz tu w pobliżu, za Elbą.

Niechże inni poświadczą, że jest tam puszcza Kotłucha;

Ot, Dobrutko na przykład, co zna te strony wybornie.

Zając strwożony przystąpił i szepnął: — Monarcho potężny!

Puszcza ta nie jest mi obcą, bo nieraz, czmychając przed psami,

W niej szukałem schronienia. — Więc dobrze, lew powie do lisa,

Wierzę ci, ale mię94 wiedź na miejsce, tak rozkazuję!

— Szczęśliw byłbym i dumny, prowadząc króla mojego,

Odparł Reineke-lis, lecz wyrzec się muszę tej chluby.

Toż niedawne to czasy, gdym klątwie uległ za grzechy

I nie zdjęto jej ze mnie aż dotąd; chciałbym więc jutro

Do dnia95, jako pokutnik, w pobożną się puścić pielgrzymkę.

Skoro oczyszczon96 z niej wrócę, to śmiało będę mógł stanąć

Obok pana mojego; lecz gdybym dziś to uczynił,

Ludzie by słusznie mówili: skąd taka łaska monarchy

Dla złoczyńcy, którego sam wczoraj skazał na gardło97

I na którym w dodatku spoczywa klątwa kościoła?

— Prawdę mówisz, rzekł król; ja o tym wiedzieć nie mogłem;

Ale jeżeliś pod klątwą, to ze mną ci iść nie wypada;

Niech mię raczej prowadzi Dobrutko, albo kto inny.

Że oczyścić się pragniesz pokutą, rzecz to chwalebna,

Więc pozwalam ci jutro wyruszyć w wędrówkę daleką.

Obyś wrócił z niej do nas niebawem, pokrzepion98 na duszy!