Pieśń VIII

Szli więc razem krewniacy przez pola, i łąki, i bory,

Wprost do zamku, gdzie król zasiadał z wasali swych gronem.

W drodze Reineke rzekł: — Na dwoje babka wróżyła;

Jednak szepce mi coś, że wszystko się dobrze zakończy.

Lecz wysłuchaj tymczasem powtórnej mych grzechów spowiedzi,

Bom o dawnych przepomniał130 i nowych napłatał niemało.

Więc po pierwsze, jak wiesz, i Myś, i Srogosz przeze mnie

Postradali131 niesłusznie po sporym szmacie swej skóry.

Sam królowi naplotłem wierutnych baśni o skarbach.

Dalej Dobrutkę zagryzłem, a głowę jego, miast listów,

Przez barana posłałem do dworu. Nieborak Kłęboróg

Życiem mą zdradę przypłacił. Wiewiórkę także skrzywdziłem.

Wreszcie ze wstydem wyznaję, że w oczach kruka niedawno

Żonę Dzióbajkę mu zjadłem, obżarstwu gwoli132 wstrętnemu.

Oto są grzechy spełnione po pierwszej już owej spowiedzi.

Alem jeszcze zapomniał o jednej sprawce z przeszłości.

Idąc z wilkiem na żer, spostrzegliśmy klacz i źrebiątko.

Srogosz strasznie był głodny; więc rzecze do mnie: — Kolego,

Racz się klaczy zapytać, czy czasem nam źrebca nie sprzeda.

Jam też podszedł i prawię: — Przezacna niewiasto, powiedzcie,

Czy to źrebię jest wasze i czybyście zbyć go nie chcieli?

— Owszem, odrzecze mi klacz, za dobre pieniądze je oddam,

Cenę znajdziecie spisaną na spodzie kopyt mych tylnych.

Zmiarkowałem jej podstęp. Więc mówię: Wyznać wam muszę,

Żem niebiegły w czytaniu; a zresztą nie o mnie tu idzie,

Lecz o wilka-Srogosza, co źrebca kupić zamierza.

— Niechże przyjdzie, odparła, objaśnię go krótko a jędrnie.

Zatem rzekłem wilkowi: — Jeżeli towar mieć chcecie,

To targujcie go sami. Kobyła ma cenę spisaną

Na swych tylnych kopytach. Zobaczcie tylko, mój kumie,

Owo pismo, to może i jego znaczenia dojdziecie.

— Jażbym nie miał zrozumieć osnowy133 pisma? wilk krzyknie.

A to rzeczy zabawne! Toż wiecie, że władam wybornie

Z dawnych języków łacińskim, a z nowszych włoskim, francuskim

I angielskim po trosze. Jam przecie getyngskiej wszechnicy

In absentia134 doktor. Wyczytać bym nawet potrafił

Starodawne skryptury, tak biegle, jak własny swój podpis.

Odszedł tedy i spytał kobyły: — Co chcecie za źrebca?

Tylko się proszę nie drożyć. — Tu cenę znajdziecie na spodzie,

Klacz mu rzecze, i zaraz z murawy nogę podniosła,

Sześcią135 gwoźdźmi podkutą. Aż gdy się doktor nachyli,

By zobaczyć pisanie136, jak wierzgnie, mierząc mu w czoło,

Tak się biedak przewrócił, a klacz ze źrebcem uciekła.

Długo leżał bez duszy i ledwo w godzinę dopiero

Oprzytomniał nieborak. Jam wtedy przystąpił do niego:

— Jakże kupno? pytałem; czy drogo zapłacić wam przyszło?

Co tam było u klaczy na tylnym kopycie, doktorze?

— Jeszcze ze mnie szydzicie? żałośnie jęknął raniony.

Bodaj kaci porwali tę klacz z długimi nogami!

Gwoździe miała w kopytach, prawdziwe pismo ćwiekowe,

Z przeczytania onego137 sześć dziur mi w głowie zostało. —

Ledwo z ran się wylizał. — I tak wyznałem ci wszystko,

Co mi na sercu ciężyło. Jakkolwiek się los mój obróci,

Zawszem ulżył sumieniu i śmielej już w przyszłość spoglądam.

Borsuk na to: — W istocie, zgrzeszyliście ciężko, mój wuju;

Ha, cóż robić? umarli nie wskrzesną138, choć byłoby lepiej,

Gdyby odżyć zdołali. Jednakże wybacza się wiele

Temu, co śmierć mu zagraża. Najgorsza, powiem wam, sprawa

Z tym morderstwem Dobrutki; bo sami też przyznać musicie,

Że zuchwalstwem to było posyłać łeb jego królowi.

— Stało się, przerwie mu lis; co będzie ze mną, to będzie.

Widzisz bo bratku, że radzić rozumnie i innym, i sobie

Nie jest rzeczą tak łatwą. Toć świętym być trudno na świecie.

Każdy swoje ma wady, i jeślim przez krewkość zawinił,

To i oni mi także niemało dopiekli, zaprawdę.

Zając drażnił mnie wielce ciągłymi skokami swoimi,

Pulchność mię jego nęciła, więc afekt na bok iść musiał.

Zresztą tępe to było, niezdarne i głupie okrutnie.

Wprawdzie miłować należy bliźniego jak siebie samego,

Ale spójrzmy dokoła, czy przykład przyświeca nam z góry?

Lew rozbija niegorzej, jak każdy z jego wasali,

A gdy sam nie zagrabia, to każe niedźwiedziom lub wilkom.

Jednak nie ma nikogo, co śmiałby mu prawdę powiedzieć;

Wszyscy milczą, bo wszystkim z milczeniem jest arcywygodnie.

Co ci starszy zabierze, przepadło, rozstąp się ziemio!

Toteż król nasz i pan nazywa nas dziećmi swoimi,

Aby wszystko, co nasze, za swoje uważać był w prawie;

Lubi przy tym, gdy dwór tańcuje, jak zagrać mu każe;

A że niedźwiedź i wilk do łaski królewskiej wrócili,

Gawiedź bije im czołem i korzy się przed ich potęgą

Jeśli biedny się lis poważy kuraka zadusić,

Wszyscy hurmem na niego! nuż tropić go, chwytać i sądzić!

Małych złodziejów139 się wiesza, a wielcy bezkarnie rabują.

Gdy to wszystko rozważę, doprawdy nabieram otuchy,

Że nie jestem tak zły, jak może się ludziom wydaje.

Wprawdzie i we mnie czasami odezwie się wyrzut sumienia,

Ale nie trwa to długo. Bo cóż pomoże być zacnym,

Kiedy tłuszcza bezmyślna i zacnych nawet spotwarza.

Nie przepuszczą nikomu języki gminu złośliwe:

Zawsze złe upatrują w swych panach, choć znają i dobre.

Lecz co gorsza, każdemu się zdaje, że on bez pochyby140

Światem by rządził najlepiej. Oj, gdybyć to każdy przynajmniej

Własną żonę i dzieci w karności utrzymać potrafił,

Gdyby z krnąbrną czeladką skutecznie uporać się zdołał,

Gdyby umiał żyć sam rozumnie śród141 głupich i próżnych!

My tymczasem lubimy od innych wymagać wszystkiego,

A od siebie nic nie dać. Dlatego w zepsuciu grzęźniemy.

Potwarz, kłamstwo, obłuda, zabójstwo i krzywoprzysięstwo,

Grabież cudzej własności, to rzecz zwyczajna dziś wszędzie.

Żyje się tylko z dnia na dzień i każdy małpuje bliźniego,

Tym się przed sobą tłumacząc, że inni nie lepiej też czynią.

— Wuju, borsuk mu rzecze, zaprawdę dziwna to spowiedź:

Zamiast o własnych swych grzechach, prawicie mi ciągle o cudzych.

Niechaj każdy w swem kółku to spełnia, co pełnić mu każą

Honor i prosta powinność, a wszystkim nam będzie z tym dobrze.

Tak gawędząc, niebawem do lwiej się zbliżyli siedziby

I spotkali na drodze pawiana w podróżnym ubiorze.

Powitano się grzecznie i Reineke z biedą się swoją

Przed krewniakiem użalił: jak świeżo kruk i wiewiórka

Oczerniły go srodze, w obliczu monarchy i rady.

— Kumie, pawian odpowie, ruszajcie śmiało do dworu;

Tam, przy boku królowej, żoneczka moja, jak wiecie,

Honorową jest damą i wielkim zaszczyca się wpływem.

Ona wam chętnie pomoże, bo mądra to bardzo niewiasta.

Zresztą wracam dziś jeszcze, a król od dawna wie o tym,

Żem życzliwy jest dla was i marnie zginąć wam nie dam.

Więc pokrzepion142 na duchu, już raźniej Reineke ruszył

Prosto na sądy królewskie, gdzie liczne czyhały nań wrogi143.