Rozdział IV
Pozostaje nam jeszcze dotknąć kwestii nie mniej ważnej od tych, któreśmy już roztrząsnęli, którą z naleganiem podniosą niezawodnie przeciwnicy nasi, czujący przekonania swoje cokolwiek zachwiane co do głównego punktu. Czegóż spodziewacie się po zmianach, których dokonać pragniecie w naszych zwyczajach i instytucjach? Gdyby kobiety były wolne, czy ludzkości byłoby z tym lepiej? Jeżeli nie, po cóż niepokoić ich umysły i chcieć dokonać rewolucji społecznej w imię abstrakcyjnego prawa?
Pytania takiego nie należy oczekiwać odnośnie zmian proponowanych w położeniu kobiety zamężnej. Cierpienia, niemoralność i nieszczęścia wszelkiego rodzaju, wywołane w niezliczonych razach przez poddanie kobiety mężczyźnie, są tak przerażające, że nie mogą być przeoczone. Osoby niezastanawiające się albo nieszczere, zwracające uwagę tylko na przypadki wtedy, gdy one stają się głośne, mogą powiedzieć, że zło jest wyjątkowe, ale nikt nie może być ślepy na jego istnienie, ani, jak się to często zdarza, na siłę, z jaką się objawia. Oczywistym jest, że nadużycia władzy męża nie mogą być powściągnięte, dopóki ta władza istnieć będzie. Władza ta nie jest tylko w ręku ludzi dobrych, godnych z jakiego bądź względu szacunku, ale w ręku wszystkich mężczyzn: najbrutalniejszych i zbrodniarzy, ludzi nieznających innego wędzidła dla nadużyć swoich nad opinię tych, którzy są do nich podobni. Gdyby ludzie tacy nie mogli tyranizować istot przymuszonych do znoszenia wszystkiego z ich strony, społeczeństwo byłoby już rajem. Wówczas prawa służące jako hamulec dla występnych skłonności stałyby się niepotrzebne. Astrea64 musiałaby nie tylko powrócić na ziemię, lecz serce najgorszego człowieka stałoby się jej świątynią.
Poddaństwo w małżeństwie stanowi potworną sprzeczność ze wszystkimi zasadami nowożytnego świata i całym doświadczeniem, które posłużyło do ich wyrobienia. Po obaleniu niewolnictwa Murzynów jest to jedyny przykład okazujący członka ludzkości używającego wszystkich władz swoich oddanego na łaskę i niełaskę drugiego w nadziei, iż ten użyje władzy swojej jedynie dla dobra poddanej sobie istoty. Małżeństwo jest jedynym rzeczywistym poddaństwem uznanym przez nasze prawa. Nie ma już legalnych niewolników, z wyjątkiem gospodyni każdego domu.
Nie z tej zatem strony prawdopodobnie zapytają: „Cui bono?”65. Mogą nam powiedzieć, że szkody byłyby większe niż korzyści, chociaż korzyści trudno zaprzeczyć. Ale w kwestii szerzej pojmowanej, mianowicie zniesienia prawnej niepełnosprawności kobiet, równouprawnienia ich z mężczyznami pod względem tego wszystkiego, co się odnosi do praw obywatela kraju, przypuszczenia ich do urzędów, poważanych profesji i do wychowania uzdolniającego do podobnych zajęć — w tej kwestii znajdzie się wiele osób, którym nie wystarczy to przekonanie, że nierówność nie ma podstawy słusznej i sprawiedliwej: zechcą jeszcze, aby im powiedzieć, jakie korzyści wynikną z jej zniesienia.
Odpowiadam zatem: najprzód oto wyniknie ta korzyść główna, że najpowszechniejsze i najgłębsze stosunki ludzkie regulować będzie sprawiedliwość zamiast niesprawiedliwości. Słowa te powinny wystarczyć bez innych objaśnień i przykładów do wykazania wielkiego zysku odniesionego stąd przez ludzkość i przekonania każdego, kto do wyrazów przywiązuje moralne znaczenie. Wszystkie egoistyczne skłonności, bałwochwalstwo dla siebie samego, niesprawiedliwe wywyższanie się nad innych, istniejące w ludzkości, mają źródło i korzenie swoje w teraźniejszym urządzeniu stosunków między kobietami a mężczyznami i z nich czerpią największą siłę.
Pomyślcie, do czego to prowadzi, gdy chłopiec wzrasta do wieku męskiego w przekonaniu, że bez żadnej zasługi, nie zrobiwszy nic jeszcze na świecie, chociażby był najlekkomyślniejszy i najgłupszy z ludzi, jedynie dlatego, że się urodził mężczyzną, prawo czyni go wyższym od całej połowy rodu ludzkiego, obejmującej prawdopodobnie osoby, których istotną wyższość nad sobą co dzień i co godzina uczuwa? Może się zdarzyć, iż całe postępowanie jego ulega wpływowi kobiety, a wtedy, gdy jest głupcem, sądzi, że nie jest i nie może mu ona być równa pod względem zdolności i sądu o rzeczach; a jeżeli nie jest głupcem, dzieje się gorzej jeszcze, uznaje wyższość kobiety, a jednak myśli, że mimo tej wyższości ma prawo rozkazywania jej, a ona winna go słuchać. Jakiż wpływ taka lekcja musi wywrzeć na jego charakter? Nawet wychowani mężczyźni nie domyślają się wcale, jak głęboko wpływ ten przenika w ogromną większość umysłów męskich. Albowiem wśród uczciwych i dobrze wychowanych ludzi nierówność, o ile można, usuwa się z widoku, a szczególnie z widoku dzieci. Wymaga się tam posłuszeństwa zarówno dla matki, jak i dla ojca, nie pozwala się chłopcom burmistrzować nad siostrami, nie ceni się ich bardziej niż sióstr, lecz przeciwnie, budzi się w nich szlachetne względem dziewcząt uczucia. Tym sposobem dobrze wychowana młódź klas bardziej oświeconych unika do pewnego stopnia złego wpływu lat młodych i dopiero gdy dojdzie wieku męskiego, dostaje się pod wpływ faktów takich, jak one rzeczywiście istnieją. Ludzie ci nie wiedzą, jak wcześnie rozwija się w chłopcu pojęcie o wyższości jego nad dziewczyną, jak ono wzrasta i potęguje się równocześnie z jego wzrostem, jak uczeń wpaja to swemu koledze, jak młodzieniec nabiera przekonania, że jest wyższy od matki swojej, myśląc, że winien jej tylko pewne względy, nie zaś istotne uszanowanie, wreszcie jakież wspaniałe sułtańskie uczucie wyższości budzi się w nim względem kobiety, którą raczy wybrać na towarzyszkę życia! Czyż można sądzić, że to nie psuje mężczyzny do gruntu, zarówno jako jednostkę i jako członka społeczeństwa? Dzieje się z tym tak samo, jak z prawem do dziedziczenia tronu, dającym królowi najwyższe pojęcie o sobie dlatego, że się królem urodził, albo szlachcicowi dlatego, że się urodził szlachcicem. Stosunek męża do żony podobny jest bardzo do stosunku pana do poddanego, z tą jednak różnicą, że żona jest winna większe mężowi posłuszeństwo niż dawniejszy wasal swemu panu. Nie wchodząc w to, o ile charakter wasala stanie się lepszy lub gorszy pod wpływem tego poddaństwa, któż nie widzi, że charakter pana staje się gorszy, tak wtenczas gdy mniema, że wasale jego są wyżsi od niego, jak i wtenczas gdy czuje, że mu dano władzę nad równie jak on sam dobrymi, bez żadnej zasługi lub pracy, lecz dlatego jedynie, jak mówi Figaro66, że się raczył urodzić. Ubóstwienie, którym samego siebie otacza monarcha lub feudalny suzeren, ma odpowiadającą sobie formę we czci, jaką sobie oddaje każdy mężczyzna.
Mężczyzna wychowany od dzieciństwa w pojęciu o wyższości swojej znajduje w nim źródło podsycające jego dumę. Ci, którzy używając przywilejów niezasłużonych, czują, że wartość ich osobista im nie dorównuje, są bardzo nieliczni i szukać ich należy między najlepszymi. Inni są nadęci pychą najgorszego gatunku, cenią siebie nie dla osobistej zasługi, ale dla korzystniejszego położenia, które zawdzięczają przypadkowi. Ludzie, w których usposobieniu jest więcej sumienności i szlachetności, czując się wywyższeni nad całą połowę rodzaju ludzkiego i obdarzeni władzą nad jednym lub kilkoma z jej członków, nabywają uczuć delikatniejszych i stają się współczujący i troskliwi; dla innych zaś władza ta jest szkołą, akademią, w której kształcą się na despotów i tyranów. Pewność spotkania oporu ze strony mężczyzn równych sobie w stosunkach życiowych zmusza ich do poskramiania nałogów swoich; za to wybuchają oni tym silniej względem osób, którym położenie nakazuje cierpliwość, mszcząc się nieraz na nieszczęśliwej kobiecie za odwet doznany skądinąd.
Przykład i wykształcenie, jakie uczuciom daje życie domowe oparte na stosunkach całkowicie sprzecznych z pierwszymi zasadami sprawiedliwości społecznej, muszą ze względu na naturę człowieka wywierać wpływ demoralizujący tak wielki, że prawie niepodobna przy teraźniejszym doświadczeniu naszym wyobrazić sobie tej wielkiej zmiany na lepsze, jaką sprowadziłoby na ludzkość równouprawnienie płci obu. Wszystko, co czynią wychowanie i cywilizacja dla zatarcia wpływu prawa silniejszego na charakter i zastąpienia go wpływem sprawiedliwości, zostanie tylko na powierzchni, dopóki twierdza nieprzyjacielska nie będzie zdobyta. Zasadą kierunku społecznego w moralności i polityce jest, że jedynie tylko postępowanie człowieka nadaje mu prawo do szacunku; że to, co ludzie robią, a nie to, czym są, stanowi ich prawo do względów, a szczególnie, że zasługa, nie zaś urodzenie, jest jedynym legalnym tytułem do poszanowania i władzy. Gdyby nigdy ludzka istota nie posiadała nad drugą innej władzy oprócz czasowej, społeczność nie potrzebowałaby tworzyć wyniosłości jedną ręką, które druga musi równać; wówczas po raz pierwszy, odkąd człowiek istnieje na ziemi, dziecko uczyłoby się chodzić taką drogą, jaką iść dalej powinno, i można by mieć nadzieję, że z niej nie zejdzie, gdy dorośnie. Ale póki prawo silniejszego rządzi samym sercem ludzkości, trzeba będzie staczać bolesne walki, ile razy zechcemy na równości oprzeć stosunki społeczne, albowiem prawo sprawiedliwości, będące zarazem prawem chrześcijańskim, nigdy całkowicie nie owładnie najgłębszych uczuć ludzi; nawet kłaniając mu się, walczyć z nim nie przestaną.
Drugim dobrodziejstwem, jakiego oczekiwać można od swobodnego rozwijania się zdolności kobiet, gdy ich będą mogły używać podług własnej woli, na tych samych co i mężczyźni polach pracy, otrzymując te same wynagrodzenia i zachęty, z jakich oni korzystają, byłoby zdwojenie sumy umysłowych zdolności, jakie ludzkość ma na swój użytek. Liczba osób zdolnych do służenia z pożytkiem rodzajowi ludzkiemu i rozwijania wszechstronnego postępu, przez nauczanie publiczne i administrację różnych gałęzi spraw publicznych i społecznych, zostałaby wtedy powiększona o drugie tyle. Zdolności umysłowe w rozmaitych kierunkach tak mało obecnie odpowiadają zapotrzebowaniu, taki jest niedostatek ludzi odpowiednio przygotowanych do doskonałego wypełniania zajęć wymagających wyższego uzdolnienia, że świat ponosi bardzo ważną stratę, odrzucając połowę talentów, jakie by miał na swoje usługi. Prawda, że ta połowa nie jest zupełnie stracona; znaczna jej część użyta jest i zawsze używana będzie do zarządu gospodarstwa domowego i pracy w zakresie zajęć, do których dopuszczone są dzisiaj kobiety; reszta w wielu razach przynosi korzyść drogą pośrednią przez wpływ osobisty kobiety na mężczyznę. Ale te korzyści są wyjątkowe, doniosłość ich jest bardzo ograniczona i jeśli należy je uwzględnić z jednej strony przy obrachunku nowych sił, jakie by świat zyskał przez wyzwolenie połowy ludzkiej inteligencji, dodać należy z drugiej dobroczynny wpływ tego bodźca dla umysłów męskich, jakim by się stało współubieganie się, albo używając prawdziwszego określenia, konieczność zdobycia pierwszorzędnego stanowiska tylko drogą osobistej zasługi. Wielki wzrost umysłowej siły rodu ludzkiego i sumy zdolności rozporządzalnych dla dobrego prowadzenia interesów ludzkości byłby koniecznym następstwem lepszego i gruntowniejszego wykształcenia zdolności umysłowych kobiet, doskonalonych na równi ze zdolnościami mężczyzn, co uczyniłoby kobiety tak samo usposobionymi do pojmowania interesów, polityki i wysokich zagadnień filozofii, jak są mężczyźni tego samego społecznego stanowiska. Wtedy mała liczba osób, stanowiąca najprzedniejszą część płci obu, uzdolniona nie tylko do pojmowania czynów i myśli innych ludzi, ale do myślenia i działania z własnej inicjatywy, łatwo doskonalić by się mogła tak w jednej, jak i drugiej płci. Rozszerzenie działalności kobiet miałoby ten rezultat szczęśliwy, że poziom ich wychowania zrównałby się z poziomem wychowania mężczyzn, dopuszczając je do wszelkiego rodzaju postępu. Ale niezależnie od tego usunięcie istniejącej tamy byłoby samo przez się nauką najwyższej wartości. Gdyby się pozbyto chociaż tego mniemania, że najwznioślejsze przedmioty myślenia i działania, że wszystko, co się odnosi do ogólnych, a nie prywatnych interesów, zajmować powinno wyłącznie mężczyznę, że kobiety odwracać od tego należy, zabraniać im przystępu do najgłówniejszych działów tych spraw, tolerując zaledwie, bez udzielania najmniejszej zachęty ich udział co do reszty; chociażby rozwinięto w kobiecie tylko to przeświadczenie, że ona jest człowiekiem posiadającym prawo wybierania sobie zawodu i mającym te same co inni przyczyny interesowania się wszystkim, co zajmuje resztę ludzkości, mogącym wpływać na sprawy społeczne swoją osobistą opinią — to jedno rozszerzyłoby niepospolicie zakres umysłowych zdolności kobiet, podnosząc tym sposobem doniosłość ich moralnych uczuć. Nie tylko widziano by pomnożoną liczbę uzdolnionych osób do kierowania sprawami ludzkimi, które z pewnością nie są tak pomyślnie obdzielone, ażeby się mogły obejść bez wkładu, jakiego by dostarczyła jedna połowa rodu ludzkiego, ale zdanie kobiet miałoby wpływ lepszy, nie mówię większy, ponieważ ogólny wpływ kobiet według powszechnej opinii zawsze był znaczny od samego początku historii. Wpływ matek na wykształcenie charakterów dzieci i pragnienie młodzieńców przypodobania się kobietom stanowiły od najodleglejszych czasów ważny czynnik w formowaniu się charakterów ludzkich, przyśpieszając postęp cywilizacji w pewnych kierunkach.
Już w epoce Homera widziano, jak „wstyd przed Trojankami przybranymi w świąteczne szaty” (Iliada, księga VI, wiersz 442) stał się dzielną pobudką skłaniającą wielkiego Hektora67 do czynu.
Moralny wpływ kobiet oddziaływał dwoma sposobami. Najprzód łagodząc obyczaje. Osoby najbardziej narażone na wybryki gwałtowności używały naturalnie wszelkich starań dla ograniczenia jej sfery i powstrzymania nadużyć. Nie znając sztuki wojennej, musiały oczywiście być skłonne do wyszukiwania wszelkich innych sposobów zażegnywania niezgody. Na ogół te, które najwięcej cierpieć musiały z powodu gwałtownych, egoizmem podsycanych napaści i wybuchów, najwytrwalszymi musiały się stać obrońcami wszelkiego moralnego prawa, służącego ku powściąganiu rozkiełznanych namiętności. Kobiety najdzielniej współdziałały w celu przyprowadzenia barbarzyńskich zwycięzców do wiary chrześcijańskiej, wiary najbardziej im sprzyjającej spomiędzy tych, które ją poprzedziły. Można powiedzieć, że żony Ethelberta68 i Chlodwiga69 rozpoczęły nawracanie Anglosasów i Franków.
Opinia kobiet wywarła wpływ znaczny innym jeszcze sposobem: dostarczyła dzielnego bodźca wszelkim zdolnościom męskim, nierozwijanym w kobietach, a których one wskutek tego szukać musiały u obrońców swoich. Odwaga i cnoty rycerskie czerpały od najdawniejszych czasów zachętę w pragnieniu mężczyzn przypodobania się kobietom; wpływ tego bodźca daje się spostrzegać nawet poza obrębem tych cnót rycerskich, ponieważ z powodu podrzędnego położenia kobiet najpewniejszym środkiem zdobycia ich względów było zajmowanie wysokiego stanowiska w opinii ludzkiej. Z kombinacji tego dwojakiego wpływu kobiet powstał duch rycerstwa, którego cechą było zlanie najwznioślejszego typu przymiotów wojowniczych z cnotami zupełnie odmiennej natury, jak łagodność, wspaniałomyślność, zaparcie się osobiste na korzyść klas niewojennych i w ogóle bezbronnych, wyłączne poddanie się kobiecie i cześć oddawana jej płci, noszącej cechę słabości, nadając jej prawo udzielania najwyższej nagrody temu, który potrafił zasłużyć na jej względy, zamiast zmuszania jej do tego przemocą. Średniowieczne rycerstwo, co prawda, pozostało daleko od swego idealnego typu, dalej nawet niż praktyka pozostaje od teorii. Jest to jednak jeden z najcenniejszych pomników moralnej historii rodu ludzkiego, jest to znakomity przykład próby dokonanej z namysłem przez społeczeństwo zostające w rozstroju, w celu ogłoszenia światu i zastosowania w praktyce moralnego ideału, przewyższającego o wiele stopień jego rozwoju i jego instytucje. To właśnie było przyczyną upadku głównej zasady rycerstwa, a jednak nie pozostało ono całkiem bezowocne; widoczne bardzo jego ślady w pojęciach i uczuciach znajdujemy w całym przebiegu dalszych czasów.
Ideał rycerstwa jest kulminacyjnym punktem wpływu kobiet na moralną kulturę ludzkości; gdyby kobiety miały zawsze pozostać na podrzędnym swoim stanowisku, należałoby żałować, że typ rycerski zaginął, on sam bowiem mógłby umiarkować demoralizujące skutki takiego położenia. Ale po zmianach, jakie nastąpiły w ogólnym stanie ludzkości, nieuniknione było, żeby zupełnie inny moralny ideał zastąpił ideał rycerstwa. Rycerstwo nazwać można wysiłkiem w celu wprowadzenia moralnych żywiołów do społeczeństwa, w którym wszystko, tak złe, jak i dobre, zależało od indywidualnej waleczności kierowanej osobistą delikatnością i wspaniałomyślnością. W tegoczesnych społeczeństwach nawet sprawy wojenne nie są rozstrzygane siłą jednostki, lecz kombinacją sił wielkiej liczby jednostek; z drugiej strony, narody mniej się dziś zajmują sprawami wojennymi niż interesami społecznymi i przemysłem.
Nasze czasy nie mniej wymagają szlachetności uczuć jak dawne, ale nie opierają się na niej wyłącznie. Głównymi podstawami moralnego życia teraźniejszego powinny być sprawiedliwość i roztropność, poszanowanie praw cudzych i uzdolnienie każdego do radzenia o samym sobie. Rycerstwo nie podawało żadnego środka będącego legalnym hamulcem na zło, szerzące się bezkarnie we wszystkich warstwach społecznych; poprzestawało na zachęcaniu niewielu do dobra, raczej odwracaniu od zła za pomocą pochwał uwielbienia. Ale siłę broniącą ustaw moralności stanowi sankcja prawa karnego, w niej leży moc powstrzymywania nadużyć. Bezpieczeństwo społeczne nie może być zapewnione, jeżeli jedyną jego rękojmią są moralne korzyści wynikające z dobrych uczynków; nagroda taka jest pobudką nieskończenie słabszą niż bojaźń, a na wielu pozostaje bez najmniejszego wpływu. Teraźniejsze społeczeństwo ma możność powściągania zła we wszystkich członkach swoich, posługując się sprawiedliwie wyższą siłą, którą cywilizacja oddała w jego ręce; tym sposobem uczynić może znośnym byt istot słabszych (pod powszechną i bezstronną opieką prawa), nie uciekając się do rycerskich uczuć tych, którzy mogą je tyranizować. Piękność i wdzięk rycerskiego charakteru pozostały, czym były, ale prawo słabszego i dobro powszechne mają dziś pewniejsze podstawy. Stosuje się to do wszystkiego z wyjątkiem małżeństwa.
Moralny wpływ kobiet nie jest teraz mniej istotny, ale nie jest tak wyraźny i określony; znikł w znacznej części, tonąc w ogólnym wpływie opinii publicznej. Wzajemna sympatia i chęć mężczyzn okazania się kobietom z lepszej strony nadają uczuciom kobiet wpływ rozległy, ochraniający resztki rycerskiego typu, a uprawiając uczucia wzniosłe i szlachetne, przechowuje jego tradycje. Ideał kobiety wyższy jest zatem od ideału mężczyzny w tym względzie; niższy w pojmowaniu sprawiedliwości. Co do stosunków rodzinnego życia, można użyć ogólnego wyrażenia, że wpływ ich rozwija cnoty łagodne, a osłabia surowe, ale zdanie to należy rozumieć z pewnymi modyfikacjami, odpowiednio do indywidualnych różnic w charakterach.
W najwalniejszej spośród walk, jakie się toczą na świecie, mianowicie w walce zasad z interesem wpływ kobiet nie okazuje wyraźnego kierunku. Jeżeli zasada będąca przedmiotem sporu należy do małej liczby tych, które wychowanie moralne i religijne odcisnęło w ich umyśle, kobiety stają się dzielnymi obrońcami cnoty i skłaniają często mężów i synów swoich do wyrzeczeń, do których nigdy nie byliby sami zdolni. Ale przy teraźniejszym wychowaniu kobiet i położeniu, jakie zajmują, moralne zasady, które w nie szczepią, rozciągają się do części względnie podrzędniejszych w zakresie cnoty; są to zresztą zasady głównie negatywne, zabraniające pewnych czynności, ale niemające nic wspólnego z ogólnym kierunkiem myśli i postępowania.
Z pewną obawą wyznaję, że bezinteresowność w życiu, skierowanie sił ku celom nieobiecującym rodzinie żadnych szczególnych korzyści rzadko ze strony kobiet doznają poparcia i zachęty. Czy można im to za wielką poczytywać winę, że odwracają się od celów, których korzyści cenić ich nie nauczono, a które oddalają mężczyzn od nich i od spraw rodzinnych? Niemniej jednak z tego wynika, że wpływ kobiet często bardzo nie sprzyja cnotom publicznym.
Kobiety jednak wywierają pewien wpływ, nadając ton moralności publicznej, odkąd sfera ich działania została cokolwiek rozszerzona i odkąd wiele spomiędzy nich znalazło zajęcie poza obrębem rodziny i gospodarstwa. Wpływ ich uwydatnia się bardzo w dwóch charakterystycznych rysach współczesnego życia Europy: w jej wstręcie do wojny i zamiłowaniu do filantropii. Dwa znakomite objawy; na nieszczęście jednak, wpływ kobiet chociaż jest cenny pod względem rozwijania tych uczuć w ogólności, bywa często bardziej szkodliwy niż pomocny w kierunku, jaki nadaje szczegółowemu ich zastosowaniu. W zakresie filantropii dwa głównie działy są przez kobiety uprawiane, mianowicie miłosierdzie i prozelityzm religijny. Prozelityzm religijny prowadzony w domu podsyca tylko religijne nienawiści, a poza domem działa na ślepo, nie znając i nie spostrzegając wynikających stąd zgubnych następstw dla samej religii, jak i dla innych pożądanych celów. Co się tyczy miłosierdzia, w tej sprawie pozostają najczęściej w zupełnej sprzeczności uczucie skłaniające do udzielania doraźnej pomocy i następstwa tej pomocy w stosunku do ogólnego dobra. Wychowanie kobiet, w którym brakuje równowagi pod względem kształcenia uczuć i rozumu, oraz pochodzące z układu całego ich życia nawyknienie do uwzględniania tylko obecnej chwili, a nie późniejszych następstw, czynią je niezdolnymi do jasnego widzenia i poznawania złych w rezultacie skutków takiej formy filantropii, czyli miłosierdzia, które dogadza wyłącznie ich uczuciu.
Silny prąd uczucia, kierowany niejasnym pojęciem obowiązków człowieka, zdejmuje niejako z ludzi odpowiedzialność za smutne skutki ich postępowania, podkopując tym sposobem fundamenty trzech cnót stanowiących podstawy szczęścia jednostki i społeczeństwa, którymi są szanowanie samego siebie, panowanie nad sobą i rachowanie na własne siły. Postępowanie kobiet w tym względzie i wpływ ich bezpośredni przyczyniają się niezmiernie do marnowania tak środków, jak i uczuć, sprawiając tym sposobem więcej złego niż dobrego. Nie mam zamiaru oskarżać kobiet stojących na czele miłosiernych instytucji, jakoby wszystkie podobnym względom ulegały. Zdarza się często, że kobiety, wnosząc do administracji miłosierdzia publicznego zdolność obserwowania obecnych faktów, szczególnie myśli i uczuć tych, z którymi pozostają w bezpośrednim stosunku, zdolność, w której zwykle przewyższają mężczyzn, rozpoznają jasno demoralizujące skutki jałmużny i mogą pod tym względem udzielać niejednej pożytecznej uwagi ekonomistom płci męskiej. Ale kobiety ograniczające się do udzielania doraźnej pomocy i niestające oko w oko z następstwami takiego postępowania, jakżeby je mogły przewidzieć? Kobieta urodzona w warunkach teraźniejszych i zadowalająca się swoim położeniem, jakżeby mogła ocenić wartość wolności? Ona sama jest zależna i inaczej żyć nie umie; przeznaczeniem jej jest przyjmować wszystko od drugich: dlaczegóż to, co jest dobre dla niej, nie miałoby być dobre dla ubogich? Dobro przedstawia się jej w jednej tylko formie: dobrodziejstwa pochodzącego od tych, od których jest zależna. Zapomina, że ona nie jest wolna, a ubodzy, którym udziela pomocy, są wolni; że jeśli im da, czego potrzebują, ustaje konieczność pracy; że wszyscy nie mogą być przedmiotem starań wszystkich i że ludzie potrzebują pobudek skłaniających ich do pamiętania o sobie; że jedynie miłosierdzie będące istotnym miłosierdziem i zasługujące na tę nazwę polega na dopomaganiu ludziom, ażeby mogli sami sobie pomagać, jeżeli fizycznie są do tego zdolni. Widzimy stąd, ile opinia powszechna zyskałaby na udziale kobiet, gdyby gruntowniejsze wykształcenie i praktyczna znajomość rzeczy oświeciła ich umysły; byłoby to właśnie koniecznym wynikiem ich społecznej i politycznej emancypacji. Ale ulepszenia, jakie by każda kobieta mogła wprowadzić we własnej rodzinie, przyniosłyby jeszcze większą korzyść.
Powtarzają często, że w klasach najbardziej narażonych na pokusy mężczyzna nie schodzi z drogi cnoty i honoru przez wzgląd na żonę i dzieci. Może się tak dziać zapewne i dzieje się tak z tymi, którzy są mniej źli niż słabi, a wpływ ten dobroczynny byłby jeszcze wzmocniony przez prawa równości w rodzinie; nie zależy on od podrzędnego położenia kobiety w rodzinie, przeciwnie, osłabia go lekceważenie, z jakim ludzie pospolici traktują poddane ich władzy istoty. Ale gdy się wznosimy po szczeblach drabiny społecznej, dochodzimy do sfery czynników zupełnie odmiennych. Wpływ kobiety zmierza istotnie do powstrzymywania męża od upadku grożącego utratą ogólnego poważania, ale jednocześnie przeszkadza mu do podniesienia się ponad typ zwyczajny dobrze widzianego obywatela. Kobieta wspiera pospolitą opinię publiczną. Mężczyzna ożeniony z kobietą niższą od siebie pod względem umysłowym spotyka w niej opór, z którym walczyć musi, ile razy pragnie wznieść się ponad miarę wymaganą przez opinię publiczną; słowem, staje się ona kulą u jego nogi. Dojście do wyższej doskonałości dla człowieka w ten sposób skrępowanego staje się rzeczą niemożliwą. Jeżeli nie podziela pospolitych sądów, jeżeli widzi prawdy, które dla nas jeszcze nie zaświtały, jeżeli czuje we własnym sercu zasady będące zwykle tylko na ustach u innych ludzi, jeżeli pragnie do nich stosować życie swoje, znajduje w małżeństwie jedną z najopłakańszych przeszkód na tej drodze, chyba że jest tak szczęśliwy, iż żona jego stoi na równym z nim poziomie. Istotnie, chcąc stosować podobne zasady, trzeba im coś zawsze poświęcić z korzyści własnych, tak pod względem towarzyskich stosunków, jak i majątku, a może nawet stracić środki materialnej egzystencji. Przed taką ofiarą on by się sam nie cofnął, gdyby o niego tylko chodziło, ale zatrzyma się przed myślą narażenia rodziny swojej na podobne następstwa. Rodzina jego to żona i córki; bo co do synów, spodziewa się, że oni podzielać będą jego uczucia, że potrafią odmówić sobie tego, czego on sobie odmawia, i że poświęcenie to uczynią dobrowolnie, dla tej co on przyczyny. Ale córki — zamążpójście ich zależeć może od jego postępowania; ale żona — niezdolna jest wniknąć w głąb sprawy, dla której on czyni ofiary. Jeżeli mu wierzy na słowo, to tylko przez miłość i zaufanie do niego; nie może ona podzielać entuzjazmu, który go popycha i uznania jego własnego sumienia, a to, co on ma poświęcić, stanowi dla niej wartość największą. Najlepszy i najbezinteresowniejszy mężczyzna czyż nie będzie się wahał długo, zanim sprowadzi na rodzinę następstwa swego wyboru?
Gdyby nawet nie chodziło o poświęcenie majątku, tylko względów na opinię ludzką, jeszcze ciężar, jakim by obarczył swoje sumienie, byłby bardzo wielki. Aprobata tej potęgi dla mężczyzny może być przedmiotem obojętnym, ale dla żony jego niezmiernie ważnym. Mężczyzna może stanąć wyżej niż opinia albo zadowalać się sądem ludzi tak jak on myślących, ale żonie i córkom jakież dać może wynagrodzenie? Skłonność kobiet, podlegająca małym wyjątkom, do popierania strony zasługującej na wziętość u świata, bywała im często wyrzucana; dostrzegano w tym rys niedojrzałości umysłowej i lekkomyślności. Zarzut ten jest według mnie bardzo niesłuszny. Społeczeństwo czyni z całego życia kobiety w klasach zamożnych nieustającą ofiarę, wymaga od niej, aby ciągle tłumiła swoje wrodzone skłonności i w zamian za to, co można nazwać męczeństwem, daje jej tytuł do poważania u świata. Poważanie jej u ludzi związane jest z poważaniem męża; otóż wtenczas, gdy je tak drogo okupiła, nagle widzi się go pozbawiona dla celów, których ważności zrozumieć nie może. Ona poświęciła życie swoje, a mąż nie może jej poświęcić swego kaprysu, dziwactwa, ekscentryczności, której świat nie podziela i którą wraz z nią uważa za szaleństwo, jeżeli nie za coś gorszego. Rozumowanie takie jest okrutne, szczególnie dla tej klasy ludzi wielce zasłużonych, którzy nie posiadając wybitniejszych zdolności, podzielają w przekonaniu swoim zdanie ludzi stojących na ważniejszych stanowiskach i czują się obowiązani honorem i sumieniem do poświęcenia swego czasu i pracy w celu popierania przedsięwzięć, jakimi oni kierują. Położenie ich staje się jeszcze trudniejsze, kiedy wstęp ich do towarzystwa zależeć ma od tego, co o nich myśleć będą; chociażby postępowanie ich było bez zarzutu, ale jakież są ich opinie? czy nie należą do stronnictw politycznych nietolerowanych przez osoby nadające ton towarzystwu? Wówczas zamanifestowanie przekonań swoich staje się powodem unikania ich i zrywania stosunków.
Wiele kobiet, dziewięć na dziesięć przynajmniej, sądzi, że nic im nie może przeszkodzić, równie jak ich mężom do brania udziału w towarzystwie, które uważane jest za najpierwsze w danym miejscu; nieszczęściem, mężowie ci podzielają zasady polityki radykalnej, którą dla zniesławienia nazwano demagogią. Otóż to, myślą one, co przeszkadza ich synom w pozyskaniu korzystnych posad, córkom w świetnym zamążpójściu, im zaś samym i ich mężom w odbieraniu zaproszeń, a może nawet do tytułów, których tak dobrze jak i inne czują się być godne. Przy podobnym wpływie w każdej rodzinie, jawnym lub ukrytym, czyż można się dziwić, że grzęźniemy coraz bardziej w tej miernocie, zwanej comme il faut70, stającej się wybitną cechą teraźniejszych czasów?
Jest jedna jeszcze bardzo ujemna strona zasługująca na zbadanie, niebędąca bezpośrednim następstwem braku wrodzonych zdolności w kobietach, ale skutkiem wielkich różnic, wytworzonych sztucznie przez wychowanie, pomiędzy ich charakterem a charakterem mężczyzn. Nic nad to nie może być szkodliwszego dla zespolenia myśli i uczuć, będącego ideałem małżeństwa. Ścisły związek pomiędzy ludźmi radykalnie różniącymi się pomiędzy sobą jest czystym złudzeniem. Różnice mogą pociągać, ale podobieństwo przywiązuje i to na zasadzie takiego podobieństwa wytwarza się obopólne szczęście. Dopóki ta różnica istnieć będzie, nie można się dziwić, że egoizm skłaniać będzie zawsze mężczyzn do utrzymania arbitralnej władzy, powściągającej nieuniknione starcia przeciwnych skłonności, które w ciągu całego życia powtarzać się muszą, i rozstrzygania ich na swoją korzyść. Jeżeli usposobienia ludzi nie są do siebie podobne, nie może istnieć pomiędzy nimi istotna jedność w interesowaniu się życiowymi sprawami. Otóż spotyka się często pomiędzy małżeństwem jaskrawe różnice w zdaniach o najważniejszych kwestiach obowiązku. Jakiż będzie związek małżeński, w którym podobne różnice mogą się wytworzyć? Zdarza się to często tam, gdzie kobiety mają pewne wpojone zasady i czują się obowiązane do kierowania się nimi; najwięcej w krajach katolickich, w których kobieta, różniąc się w zdaniach swoich z mężem, znajduje poparcie w innej powadze, jedynej, którą szanować się nauczyła. Protestanccy i liberalni pisarze ze zwykłą naiwnością władzy nieprzyzwyczajonej do opozycji napadają na wpływ, jaki księża wywierają na kobiety; nie tyle dlatego, że jest szkodliwy sam przez się, ale dlatego, że skłania kobietę do buntu i podkopuje nieomylność władzy mężowskiej. W Anglii można spotkać podobne niezgody, kiedy mąż należy do innego, a żona do innej religijnego wyznania. Ale zwykle ten powód do nieporozumień znika przez doprowadzenie umysłu kobiety do zupełnej nicości, tak iż przestaje mieć własne jakiekolwiek opinie, przyjmując opinię świata lub zdanie męża.
Nie tylko różnice w opiniach, ale w upodobaniach mogą o wiele zmniejszyć szczęście w małżeństwie. A chociaż to może pobudzać miłość mężczyzn, nie przyczynia się jednak do szczęścia w małżeństwie, gdy do różnic przyrodzonych, leżących w płci, przyłączą się różnice wytwarzane przez wychowanie. Jeżeli małżonkowie są ludźmi dobrego charakteru i dobrze wychowanymi, tolerują wzajemnie swoje gusty, ale czyż taka tolerancja może być celem małżeństwa? Różne skłonności muszą naturalnie sprowadzić różnicę pragnień we wszelkich prawie kwestiach tyczących się ich pożycia, które w części tylko może stłumić przywiązanie i obowiązek. Każde z małżonków może zapragnąć innego dla siebie towarzystwa. Każde szukać będzie ludzi odpowiadających swemu upodobaniu; osoby miłe dla jednego staną się obojętne albo stanowczo nieprzyjemne dla drugiego. Trudno jednak, ażeby oboje mieli swoje odrębne stosunki; nie mogą mieć oddzielnych mieszkań jak za czasów Ludwika XV71. Dalej, niemożebnym jest, żeby wskutek tych różnic nie zrodziły się odmienne pragnienia względem wychowania i kierunku dzieci; każde z rodziców zechce w dzieciach widzieć własne swoje uczucia; może nastąpić układ łagodzący pozornie te różnice albo kobieta będzie zmuszona ustąpić, kosztem częstokroć wielu cierpień, lub skrycie działać w celu paraliżowania wpływu męża. Byłoby niedorzecznością utrzymywać, że podobne różnice w uczuciach i skłonnościach istnieją tylko wskutek różnicy wychowania mężczyzn i kobiet i że w przeciwnym razie nie byłoby różnic w upodobaniach i usposobieniach. Nie oddalimy się jednak od prawdy, twierdząc, że te różnice niezmiernie potęguje różnica w wychowaniu i doprowadza je do tego stopnia, że się stają nieuniknione. Póki trwać będzie obecne wychowanie kobiet, mężczyzna i kobieta bardzo rzadko mogą w sobie znaleźć tożsamość upodobań i pragnień w sprawach codziennego życia, będącą koniecznym warunkiem szczerej sympatii; trzeba się wyrzec myśli, aby w towarzyszce życia znaleźć to idem velle i idem nolle72, stanowiące związek prawdziwy. Albo, jeżeli mężczyzna cel ten osiąga, to tylko wtenczas, gdy wybierze kobietę będącą taką moralną nicością, że nie zna ani velle, ani nolle i czuje się równie skłonna do jednego, jak i do drugiego, byle on jej powiedział, co ma czynić. Rachuba taka jednak może często omylić: słabość i głupota nie zawsze są rękojmią poddania się, jakiego by oczekiwać można.
A gdyby i tak było, czyż to jest ideał małżeństwa? Cóż mężczyźnie zapewnia taki związek? Sługę tylko lub kochankę. Przeciwnie, kiedy dwie osoby z wyraźnie zaznaczoną indywidualnością przywiążą się wzajemnie do siebie, a różnice pomiędzy nimi nie są wielkie, obustronny udział w tych samych sprawach, na tle wzajemnej sympatii, rozwija zdolności w jednej, jakie posiada druga, budząc zajęcie się sprawami, które dotychczas jedną tylko obchodziły; stopniowo urabia się podobieństwo gustów i charakterów, modyfikują się cokolwiek różnice, a głównie wzbogacają i doskonalą obie natury, nabywając tego, czego im brakowało. Zdarza się to pomiędzy przyjaciółmi jednej płci obcującymi często ze sobą i najczęściej zdarzałoby się w małżeństwie, gdyby wychowanie odróżniające od siebie najzupełniej płcie obie nie czyniło podobnego związku prawie niemożebnym. Gdyby to zło dało się nareszcie usunąć, mimo innych różnic w charakterach i upodobaniach małżonków panowałaby między nimi jedność i zgodność w zapatrywaniach na główne zagadnienia życia. Kiedy dwie osoby z jednakowym zajęciem oddają się tym samym sprawom, wzajemnie sobie dopomagają i zachęcają w tym, co się do wspólnego im celu odnosi, wówczas inne kwestie, w których się różnią ich upodobania, uważają za drugorzędne. Tamto stanowi podstawę stałej i niezachwianej przyjaźni, która bardziej niż cokolwiek innego sprawi, że w ciągu całego życia każdy z małżonków przekładać będzie przyjemność drugiego nad własną.
Dotychczas rozważałem tylko utratę szczęścia i korzyści w małżeństwie wynikające z różnic pomiędzy mężem i żoną, ale jest jeszcze okoliczność znacznie potęgująca te różnice, mianowicie wielka umysłowa niższość. Zwyczajna różnica przy dobrych wrodzonych zaletach może się przyczynić do udoskonalenia się małżonków przez wzajemny ich wpływ na siebie, zamiast przeszkadzać dobremu pożyciu. Jeżeli się rozwinie szlachetne współubieganie, pragnienie nabycia zdolności, których brak spostrzegają w sobie, jeżeli ku temu celowi zwracają siły swoje, różnice istniejące pomiędzy nimi nie pociągają za sobą różnicy w celach obojga, ale czynią jedność dążeń jeszcze doskonalszą i zadaniu ich wzajemnego uszczęśliwienia nadają większe znaczenie. Ale kiedy jeden z małżonków stoi o wiele niżej od drugiego pod względem zdolności i wykształcenia i nie dąży usilnie przy pomocy tamtego, by się podnieść do jego wysokości, wpływ tego związku na stronę, po której jest wyższość, szkodliwszy jest jeszcze w małżeństwach zgodnych niżeli niezgodnych. Człowiek umysłowo wyższy nie może bezkarnie znosić skutków pożycia z niższym od siebie, a najbliższym i jedynym towarzyszem swoim.
Każde towarzystwo, które nie podnosi, poniża, a im bliższe jest i codzienne, tym prędzej sprawia ten skutek. Człowiek istotnie wyższy zaczyna tracić na wartości swojej, kiedy się czuje królem swego otoczenia. Rozumny mąż głupiej żony jest zawsze królem w swoim codziennym otoczeniu. Z jednej strony, znajduje on często sposobność zadowolenia miłości własnej, z drugiej, przyjmuje niespostrzeżenie sposób myślenia i sądzenia ludzi pospolitych i głupich. To niebezpieczeństwo różni się tym od wielu innych ran toczących społeczne ciało nasze, jakimi zajmowaliśmy się tutaj, że się coraz więcej rozpowszechnia. Obcowanie mężczyzn z kobietami w codziennym życiu jest daleko częstsze i poufalsze niż dawniej. Ludzie dawniejsi, rozrywkom lub zajęciom swego stanu oddani, poświęcali kobietom zaledwie małą część swego życia. Postęp cywilizacji i zwrot opinii przeciw gburowatym zabawom i nadużyciom w jedzeniu i piciu, wypełniającym większą część czasu znacznej liczby dawniejszych ludzi, a dodać także trzeba: udoskonalenie pojęć o obowiązkach łączących męża z żoną sprawiły, że mężczyzna szuka dzisiaj w domu, wśród rodziny przyjemności i towarzystwa, jakich potrzebuje. Z drugiej strony, udoskonalenie i postęp w wychowaniu kobiet uczyniły je do pewnego stopnia odpowiedniejszymi towarzyszkami mężów w ich sprawach umysłowych, pozostawiając je niemniej bardzo często niższymi od nich, bez nadziei zaradzenia złu. Tym sposobem mąż szukający umysłowej spójni znajduje stosunek, z którego nic nie skorzysta. Towarzystwo niedoskonalące i niepobudzające zajęło miejsce związku z równymi mu pod względem zdolności lub takimi, którzy do wyższych celów zmierzają.
Następstwem tego jest fakt nieraz widziany, że młodzieniec pełen nadziei przestaje się kształcić i doskonalić, skoro się ożeni; nie idąc naprzód, musi się cofać. Żona, która nie skłania męża do postępu, cofa go. Z wolna przestaje on zajmować się tym, co jej nie zajmuje, przestaje szukać, a wkrótce unikać zaczyna towarzyszów, którzy podzielali jego dawniejsze pragnienia i przed którymi rumienić by się musiał za odstępstwo swoje; najszlachetniejsze zdolności serca i umysłu działać przestają, a na ich miejsce występują nowe, egoistyczne cele stworzone przez rodzinę. Po kilku latach nie różni się on niczym od tych, którzy nie mieli innych pragnień oprócz zadowolenia pospolitej próżności i żądzy pomnożenia majątku. Czym byłoby małżeństwo między dwiema wykształconymi osobami, mającymi też same opinie i jednakowe dążenia, między którymi zachodzi ten najlepszy rodzaj równości polegający na podobieństwie uzdolnienia i usposobień, z różnicą jedynie co do stopnia ich rozwinięcia, tak że każda z nich zdolna jest do pojęcia rozkoszy płynącej z poczucia wzajemnej czci dla siebie i możności prowadzenia towarzyszki swojej drogą postępu lub z kolei dążenia za nią? Obrazu tego nie będę próbował malować. Umysły, które potrafią go sobie przedstawić, farb moich nie potrzebują; inne widziałyby w nim tylko marzenie entuzjasty. Ale utrzymuję z głębokim przekonaniem, że taki jedynie jest ideał małżeństwa i że wszelkie opinie, wszelkie zwyczaje, wszelkie instytucje, które w innym kierunku zwracają myśli i pragnienia odnoszące się do tego przedmiotu, jakakolwiek byłaby ich barwa, są jeszcze zabytkiem pierwotnego barbarzyństwa. Moralne odrodzenie ludzkości rozpocznie się istotnie dopiero wtenczas, gdy stosunek będący podstawą innych społecznych stosunków poddany zostanie prawu równości i gdy członkowie społeczeństwa nauczą się obierać sobie za przedmiot wyłącznej i najżywszej sympatii równych sobie ludzi pod względem praw i oświaty.
Zastanawiając się nad tym, co by świat zyskał, gdyby chciał zaniechać tego podziału ludzi na jedną połowę uzdolnioną i panującą, a drugą obezwładnioną i do podległości przeznaczoną, zajmowaliśmy się raczej korzyściami społecznymi niż indywidualnymi, jakie by społeczeństwo odniosło przez pomnożenie ogólnej sumy myśli i czynów i ulepszenie warunków pożycia pomiędzy kobietami i mężczyznami.
Źle byśmy jednak ocenili wynikające stąd korzyści, pomijając wygraną bezpośrednią, korzyść niewysłowioną wynikającą z uszczęśliwienia wyzwolonej połowy rodu ludzkiego, zyskaną przez zamianę podległości woli cudzej na wolność rządzoną rozumem. Po niezbędnych potrzebach, jak pokarm i odzienie, wolność jest pierwszą i najnieodzowniejszą potrzebą ludzkiej natury. Dopóki ludzie nie mieli praw, żądali wolności bez granic. Gdy się nauczyli rozumieć znaczenie obowiązku i wartość rozumu, coraz bardziej pragną, by one kierowały nimi w używaniu wolności, i nie mają ochoty, ażeby obca wola stała się dla nich tłumaczem tych zasad regulujących stosunki ludzkie. Z drugiej strony, społeczeństwa, w których rozum najdzielniej się rozwinął, a poczucie obowiązków społecznych wielce zmężniało, to właśnie te, które najenergiczniej obstawały za utrzymaniem wolności jednostek, polegającej na swobodnym kierowaniu postępowaniem swoim, według osobistego poczucia obowiązku, praw i przepisów zgodnych z uznaniem naszego sumienia.
Aby ocenić sprawiedliwie, co warta jest osobista niepodległość jako żywioł szczęścia, zważmy, co ona jest warta w oczach naszych dla naszego szczęścia. Nie ma przedmiotu, co do którego zdania bardziej by się różniły, według tego, czy o sobie, czy o innych sądzimy. Kiedy się słyszy osobę narzekającą, że wolność jej w postępowaniu jest ograniczona, że nie może w sprawach własnych działać swobodnie, jesteśmy skłonni do zapytania: jaką to jej istotną szkodę przynosi, czy dzieje się jej jakaś krzywda, w czym ucierpiały jej interesy? A jeśli odpowiadając na te pytania, nie dostrzegamy powodów do skargi, które byśmy uważali za dostateczne, odwracamy się od niej, uważając ją za następstwo niezadowolenia osoby nieumiejącej uczynić rozsądnej koncesji. Ale kiedy chodzi o nas samych, zupełnie inaczej sądzimy. Wtenczas najlepsza administracja naszego opiekuna nie zadowala nas zupełnie; jesteśmy wyłączeni z rady decydującej o naszych interesach i to wystarcza, ażeby obudzić w nas żal głęboki, sprawiający, iż nie chcemy wchodzić w roztrząsanie tego gospodarstwa. Tak samo dzieje się z narodami. Któryż obywatel wolnego kraju zgodziłby się na propozycją przyjęcia najlepszego i najumiejętniejszego rządu, któremu złożyć by musiał w ofierze osobistą wolność? Nawet gdyby wierzył, że dobra i rozumna administracja istnieć może w narodzie rządzonym arbitralnie cudzą wolą, przekonanie, że on sam losem swoim rozporządzać powinien, przyjmując na siebie moralną odpowiedzialność, stanowiłoby wynagrodzenie za wiele niedoskonałości i braków w szczegółach administracji publicznej. Bądźmy pewni, że co my w tym razie czujemy, kobiety czują w równym stopniu. Wszystko, co od czasów Herodota73 powiedziano albo napisano o wpływie wolnego rządu na uszlachetnienie umysłów i rozwijanie rozumu i uczuć, mianowicie, że dostarcza im przedmiotów podnioślejszych i rozleglejszego znaczenia, że budzi w jednostce bezinteresowny patriotyzm, szersze i poważniejsze pojęcie obowiązku, że stawia ją na najwyższym, że tak powiem, szczeblu życia duchowego, umysłowego i społecznego — wszystko to co do joty stosuje się zarówno do mężczyzn, jak i do kobiet.
Czyż rzeczy te nie stanowią ważnej części indywidualnego naszego szczęścia? Przypomnijmy sobie, czegośmy doświadczyli, wychodząc z dzieciństwa i spod opieki rodziców, chociażby byli najbardziej ukochani, i dochodząc do wieku, w którym odpowiedzialność każdy sam za siebie przyjąć musi? Czyż nie zdawało nam się, że zdjęto z nas dokuczliwe, jeśli nie dotkliwe więzy? Czyśmy się nie poczuwali dwa razy silniejsi, dwa razy bardziej ludźmi niż dawniej?
Czyż można przypuszczać, że kobieta nie ma uczuć podobnych?
Ale każdy wie dobrze, co znaczy zadowolenie lub upokorzenie miłości własnej, gdy chodzi o nas samych, a o ile zmniejszamy doniosłość tych pobudek, kiedy chodzi o bliźniego; wtedy nie zdają się być równie wystarczającym powodem, jak inne ludzkie uczucia, dla usprawiedliwienia pewnego postępowania. Może dzieje się tak dlatego, że ludzie, gdy chodzi o nich samych, nadają tym uczuciom szumną nazwę tylu różnych przymiotów, iż sami często nie wiedzą, jak one potężnie wpływają na ich życie. Bądźmy pewni, że wpływ tych uczuć i w życiu kobiet nie jest mniej silny. Kobiety nauczono powściągać je właśnie w kierunku, w którym wydałyby najnaturalniejsze i najzdrowsze owoce, ale zasada wewnętrzna trwa i objawia się w odmiennej formie.
Umysł czynny i energiczny, będąc pozbawionym wolności, szuka władzy: pozbawiony możności rządzenia sobą, daje znać o swojej indywidualności, próbując rządzić drugimi. Gdy człowiekowi odmawiamy prawa do bytu samodzielnego, pozwalając mu żyć w zależności od drugich, zachęcamy go do odpłacenia innym tą samą monetą. Kiedy nie można spodziewać się wolności, a można się starać o władzę, władza staje się głównym przedmiotem pragnień człowieka; ci, którym wzbroniono kierować własnymi sprawami, radzi szukają odwetu, mieszając się w cudze dla osobistych widoków.
Stąd pochodzi w kobietach namiętna chęć podobania się, zamiłowanie stroju i wszelkiej ostentacji, stąd płynie zło wszelkie w formie zbytków i niemoralności społecznej. Zamiłowanie władzy i miłość wolności zostają w wiecznym ze sobą antagonizmie. Gdzie najmniej wolności, tam pożądanie władzy jest najgorętsze, niezważające na nic i na nikogo. Żądza władzy nad innymi przestanie być czynnikiem deprawującym wśród ludzi dopiero wtenczas, gdy każda jednostka będzie mogła zajmować się sprawami swoimi, nie naruszając praw cudzych; co może nastąpić tam tylko, gdzie wolność jednostki w sprawach osobistych jest panującą zasadą. Ale nie tylko poczucie osobistej godności sprawia, że możność rozporządzania własnymi siłami staje się źródłem szczęścia, a jej ograniczenie źródłem nieszczęścia, tak dla mężczyzny, jak i dla kobiety. Po chorobie, nędzy i wyrzutach sumienia nie ma nic, co by szkodliwiej oddziaływało na szczęście ludzkie, jak zamknięcie uczciwych dróg dla stosownego wpływu czynnych zdolności ludzkich. Kobiety mające rodzinę do pielęgnowania znajdują w tych obowiązkach przedmiot dla wrodzonej czynności, który im najczęściej wystarcza, ale cóż powiedzieć o tych kobietach coraz liczniejszych, które nie mają sposobności wykonywania swojego przeznaczenia, zwanego ironicznie wyłącznym ich powołaniem? Cóż powiedzieć o tych, które dzieci potraciły albo rozłączone z nimi zostały, albo których dzieci założyły już własne swoje rodziny?
Widzimy wiele przykładów, że mężczyzna po życiu czynnym, pracowitym, usuwa się od zajęć, zebrawszy fundusz pozwalający mu użyć spoczynku; ale nie mogąc wytworzyć sobie nowych zainteresowań i bodźców zastępujących dawne, w tej odmianie życia znajduje tylko nudę, smutek i śmierć przedwczesną. Nikt jednak nie myśli o tym, że taki los czeka mnóstwo kobiet zacnych, poświęcających się, które spłaciwszy tak zwany dług społeczeństwu, wychowawszy rodzinę i stojąc przez lat wiele u steru spraw domowych, po spełnieniu zadań jedynych, do jakich je uzdolniono, pozostają z zasobem sił odtąd bezużytecznych; chyba że córka lub synowa zechcą abdykować z praw swoich na jej korzyść, zdając na nią nowe obowiązki gospodyni domu. Smutny zaiste los starszych kobiet, które spełniły to, co świat nazywa jedynym społecznym ich obowiązkiem! Dla nich i dla tych, którym nie przypadły te obowiązki, trawiących życie wśród zniechęcenia i żalu, wywołanych uczuciem chybionej egzystencji i siły pozbawionej pola do pożytecznego działania, jedyną ucieczką stają się religia i miłosierdzie. Ale religia ich, opierająca się jedynie na uczuciu i ścisłym przestrzeganiu obrzędów, nie jest religią czynu, lecz co najwyżej pewną formą miłosierdzia. Wiele kobiet z natury swojej jest cudownie uzdolnionych do miłosierdzia, ale żeby je praktykować z pożytkiem lub nie wywołać złych następstw, trzeba mieć odpowiednie wykształcenie i rozmaite wiadomości, stanowiące charakter umiejętnego administratora. Mało jest posad w administracyjnych czynnościach rządu, do których nie byłaby zdolna osoba umiejąca dobrze stosować miłosierdzie. W tym przypadku, jak i w innych (a głównie w wychowaniu dzieci) kobiety nie mogą spełniać z zupełnym pożytkiem obowiązków, jakie na nie wkładają, będąc pozbawione wychowania dającego im możność pracy na innych polach, dotychczas dla nich zamkniętych z wielką szkodą społeczeństwa.
Niech mi tu będzie wolno zaznaczyć osobliwy sposób, jakim dowodzą niezdatności kobiet ci, którym się zdaje rzeczą wygodniejszą kreślić śmieszny obraz tego, co się im nie podoba, zamiast odpowiadać na argumenty. Kiedy się mówi, że zdolności kobiet i roztropne rady ich mogłyby być bardzo pożyteczne w sprawach państwa, nasi żartownisie zachęcają nas do śmiechu na widok parlamentu albo gabinetu, w którym zasiadają osiemnastoletnie panienki lub młode dwudziestokilkuletnie żony, przeniesione żywcem z salonu do izby deputowanych. Zapominają oni, że mężczyźni nie bywają w tym wieku powoływani do zasiadania w parlamencie lub do pełnienia urzędów odpowiedzialnych. Zwyczajny rozsądek powinien by ich nauczyć, że gdyby takie urzędy powierzano kobietom, to tym tylko, które nie czując powołania do zamążpójścia albo przekładając nad nie poświęcenie się innym zawodom (tak jak dzisiaj widzimy wiele kobiet oddających się nielicznym zajęciom dostępnym dla nich), użyłyby najlepszych lat młodości na przygotowanie się do tej drogi, na którą wejść zamierzają. Albo częściej jeszcze przypadałoby to na kobiety niezamężne lub wdowy, lub zamężne w wieku od czterdziestu do pięćdziesięciu lat, które przy odpowiedniej nauce mogłyby zastosować na szerszym polu doświadczenie i zdolności rządzenia nabyte w rządzeniu własnym domem i rodziną. Nie ma kraju w Europie, w którym by najzdolniejsi mężczyźni nie doświadczali często i nie oceniali życzliwie wartości rady i pomocy kobiet inteligentnych i doświadczonych dla osiągnięcia celów swoich w sprawach prywatnych i publicznych. Są nawet pewne ważne sprawy w administracji, do których niewielu mężczyzn tyle okazuje zdolności, ile niektóre kobiety; do spraw takich między innymi należy kontrola bieżących wydatków. To wszakże, co nas zajmuje w tej chwili, nie są to potrzeby społeczeństwa, którym by kobiety odpowiadały w zakresie interesów publicznych, ale ich życie smutne, pozbawione nadziei, na jakie bywają tak często skazane przez zamknięcie dróg dozwalających im zużytkować posiadane zdolności, dróg, na które dotychczas wstąpić mogła zaledwie niewielka ich liczba.
Jeżeli coś stanowi najżywotniejszy warunek ludzkiego szczęścia, to niewątpliwie zamiłowanie swego zawodu. Warunek ten znośnego życia jest bardzo słabo zagwarantowany albo całkowicie odmawiany większej części rodu ludzkiego; wskutek tego niejedno życie bywa zupełnym bankructwem przy pozorach pomyślności. Ale jeżeli okoliczności, nad którymi społeczeństwo jeszcze nie umie zapanować, czynią obecnie podobne bankructwa nieuniknionymi, nie potrzebuje ono przecież samo ich sobie przyczyniać.
Nieroztropność rodziców, niedoświadczenie młodego wieku lub brak zewnętrznych warunków odpowiednich dla przyrodzonego powołania, a przeciwnie, obfitość pobudek popychających do zawodu wstrętnego, skazują mnóstwo ludzi na obieranie zawodów, z których się wywiązują źle i niechętnie, gdy tymczasem są inne, które spełnialiby z powodzeniem, znajdując w tym własne uszczęśliwienie.
Prawa i zwyczaje mające moc prawa skazały na taki los kobiety. Czym w nieoświeconych społeczeństwach są kolor skóry, rasa, religia, albo u narodów podbitych narodowość dla niektórych ludzi, tym jest płeć dla wszystkich kobiet. To z jej powodu usunięto ich stanowczo od wszelkich uczciwych zawodów, z wyjątkiem tych, w których przez nikogo zastąpione być nie mogą albo które mężczyźni uznają za niegodne siebie. Cierpienia płynące z tych źródeł tak mało zwykle spotykają sympatii, że niewiele osób ma dokładne pojęcie o sumie niedoli, jaką sprawia dziś jeszcze uczucie zmarnowanego życia. Cierpienia te będą się zwiększały jeszcze w miarę tego, jak wzrost oświaty coraz większą wytwarzać będzie dysharmonię pomiędzy pojęciami i zdolnościami kobiet a przeznaczeniem, jakie im społeczeństwo zakreśla.
Gdy rozważymy pozytywną szkodę wyrządzoną połowie rodu ludzkiego przez odmówienie jej praw i pozbawienie najszlachetniejszego zadowolenia wrodzonych pragnień, stanowiącego osobiste szczęście, dalej: przez rodzący się stąd niesmak, rozczarowanie i niezadowolenie z życia, czujemy, że ze wszystkich nauk potrzebnych ludziom do walki z niedającymi się uniknąć przeciwnościami ziemskiej ich doli najpotrzebniejsza jest ta, żeby przez zazdrość i przesądne ograniczenia nie powiększali cierpień, które już sama natura wyrządza. Czcze ich obawy sprowadzają w miejsce urojonych niebezpieczeństw cierpienia rzeczywiste i niezrównanie gorsze.
Ograniczając wolność naszych bliźnich (do czego mamy prawo tylko wtenczas, gdy z niej korzystają na szkodę innych), wysuszamy pro tanto74 główne źródło szczęścia ludzkiego i pozbawiamy ród nasz nieocenionych dóbr, nadających istotną wartość życiu każdego człowieka.
Przypisy:
1. a priori (łac.) — z góry, z założenia. [przypis edytorski]
2. rzeczpospolita — tu ogólnie: republika, państwo o ustroju, w którym władza jest sprawowana przez organ wyłoniony w wyniku wyborów na określony czas. [przypis edytorski]
3. stoik — osoba podzielająca poglądy staroż. kierunku filozoficznego zalecającego sumienność w obowiązkach, zachowanie umiaru i spokoju wewnętrznego niezależnie od okoliczności zewnętrznych. [przypis edytorski]
4. Arystoteles (384–322 p.n.e.) — grecki filozof i przyrodoznawca, najwszechstronniejszy z uczonych staroż., osobisty nauczyciel Aleksandra Wielkiego. [przypis edytorski]
5. Unia — zbiorcze określenie amerykańskich stanów, które pozostały w składzie Stanów Zjednoczonych Ameryki podczas domowej wojny secesyjnej (1861–1865), z powodu ich wygranej używane także jakiś czas po wojnie na określenie całego państwa. [przypis edytorski]
6. niepodobne (daw.) — niemożliwe; nieprawdopodobne. [przypis edytorski]
7. Amazonki (mit. gr.) — plemię kobiet-wojowniczek. [przypis edytorski]
8. Platon (427–347 p.n.e.) — filozof grecki, kluczowa postać w rozwoju filozofii; uczeń Sokratesa, nauczyciel Arystotelesa. [przypis edytorski]
9. Szymon z Montfort, właśc. Simon de Montfort (1208–1265) — przywódca buntu możnowładców przeciwko królowi Anglii Henrykowi III Plantagenetowi, pokonał i uwięził króla, a następnie przejął władzę; w 1265 roku zwołał pierwszy parlament z udziałem przedstawicieli miast. [przypis edytorski]
10. de facto (łac.) — faktycznie. [przypis edytorski]
11. dolmen — prehistoryczny grobowiec wykonany z głazów. [przypis edytorski]
12. Jowisz (mit. rzym.) — najwyższe bóstwo rzymskiego panteonu, bóg nieba i burzy, odpowiednik greckiego Zeusa, którego siedzibą była góra Olimp. [przypis edytorski]
13. folga (daw.) — ulga. [przypis edytorski]
14. Mężczyzna może lekceważyć opinię, kobieta poddać się jej musi — Pani Staël w Delfinie. [przypis autorski]
15. opinio copiae inter maximas causas inopiae est (łac.) — mniemanie o obfitości stanowi jedną z głównych przyczyn niedostatku. [przypis tłumacza]
16. ipso facto (łac.) — na mocy samego faktu; tym samym. [przypis edytorski]
17. Wuj Tom — bohater popularnej powieści amerykańskiej autorki Harriet Beecher Stowe pt. Chata wuja Toma (1852), poruszającej temat niewolnictwa w ówczesnych Stanach Zjednoczonych. [przypis edytorski]
18. Ludwik XVI (1754–1793) — król Francji z dynastii Burbonów, obalony i ścięty w okresie Rewolucji Francuskiej. [przypis edytorski]
19. Filip IV Piękny (1268–1314) — król Francji (od 1285); prowadził nieustanne wojny, na które fundusze zdobywał wszelkimi możliwymi sposobami: konfiskował majątki bankierów i bogatej ludności żydowskiej, zamieniał powinności lenne na świadczenia pieniężne, nałożył specjalny podatek na duchowieństwo; żeby uniknąć spłaty zadłużenia wobec zakonu templariuszy, aresztował ich i oskarżył o herezję i czary. [przypis edytorski]
20. Nadir Szach (1688–1747) — władca Iranu, utalentowany wódz, zdobywca, twórca rozległego imperium z ogromną armią; dla finansowania swoich kampanii wojennych nakładał coraz wyższe podatki, wsławił się okrucieństwem w tłumieniu buntów i prawdziwych lub urojonych spisków; zginął zamordowany. [przypis edytorski]
21. Kaligula, właśc. Gaius Iulius Caesar Germanicus (12–41 n.e.) — cesarz rzymski (od 37), znany z despotycznych i brutalnych rządów. [przypis edytorski]
22. ultima ratio (łac.) — ostatni argument, środek ostateczny. [przypis edytorski]
23. Guliwer — główny bohater i narrator satyrycznej powieści Jonathana Swifta Podróże Guliwera, podróżujący po różnych miejscach takich jak m.in. Kraina Liliputów, ludzików o małym wzroście. [przypis edytorski]
24. żony bądźcie posłuszne mężom waszym — Ef 5, 22. [przypis edytorski]
25. niewolnicy, bądźcie posłuszni panom waszym — Kol 3, 22. [przypis edytorski]
26. wszelka władza od Boga pochodzi — Rz 13, 1. [przypis edytorski]
27. braminizm — tu: hinduizm, religia indyjska. [przypis edytorski]
28. Michał Anioł, właśc. Michelangelo Buonarotti (1475–1564) — wybitny malarz, rzeźbiarz, poeta i architekt włoskiego renesansu. [przypis edytorski]
29. Beethoven, Ludvig van (1770–1827) — kompozytor niemiecki, jeden z klasyków wiedeńskich, prekursor romantyzmu w muzyce. [przypis edytorski]
30. Elżbieta I (1533–1603) — królowa Anglii i Irlandii (od 1558); jej panowanie było okresem rozkwitu literatury, sztuki i nauki; wspierała handel i rozbudowę floty, przekształciła Anglię z państwa drugorzędnego w jedną z ważnych sił europejskich. [przypis edytorski]
31. Debora (bibl.) — prorokini, jedyna kobieta pełniąca urząd sędziego (przywódcy) w starożytnym Izraelu, wysłała wojska w celu zwyciężenia wojsk Sisery. [przypis edytorski]
32. Joanna d’Arc (1412–1431) — bohaterka narodowa Francji; podczas wojny stuletniej z Anglią poprowadziła armię francuską do kilku ważnych zwycięstw, twierdząc, że działa kierowana przez Boga; zginęła spalona na stosie. [przypis edytorski]
33. Mozart, Wolfgang Amadeusz (1756–1791) — austriacki kompozytor, zaliczany do tzw. klasyków wiedeńskich. [przypis edytorski]
34. królowa Wiktoria, właśc. Aleksandryna Wiktoria (1819–1901) — królowa Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii przez 63 lata (od 1837), najdłużej panujący monarcha Wielkiej Brytanii do czasów Elżbiety II; okres jej panowania jest nazywany epoką wiktoriańską. [przypis edytorski]
35. Jeżeli do liczby cesarzowych i królowych dodamy regentki i rządzące prowincjami, szereg kobiet, które świetnie ludźmi rządziły, stanie się bardzo długi — uwaga ta stanie się jeszcze prawdziwsza, jeżeli spostrzeżenia nasze rozciągniemy na Azję, tak samo jak na Europę. Jeżeli w pewnej prowincji w Indiach rząd jest energiczny, przezorny, oszczędny, jeżeli panuje w niej porządek bez ucisku, jeśli się rozszerza rolnictwo, a lud jest szczęśliwszy, to w trzech na cztery przypadkach rządzi tam kobieta. Fakt ten, któregom wcale nie przewidywał, stał się dla mnie jasny dzięki długiej praktyce w interesach tyczących się Indii. Przykładów podobnych jest dużo, bo chociaż prawa indyjskie wyłączają kobiety od rządów, dają im regencję podczas małoletności następcy, a przypadki małoletności bywają częste w kraju, w którym książęta stają się wcześnie ofiarami próżniactwa i rozpusty. Gdy zważymy jeszcze, że księżniczki te nie pokazują się nigdy publicznie, że nie przemawiają do żadnego mężczyzny, który by nie należał do rodziny, chyba ukryte za firanką, że nie czytają, a gdyby czytały, nie znalazłyby w swoim języku książki mogącej dać im choćby najsłabsze pojęcie o sprawach publicznych, przekonamy się, że przedstawiają one uderzający dowód naturalnych zdolności kobiet do rządów. [przypis autorski]
36. Karol VIII Walezjusz (1470–1498) — syn Ludwika XI, król Francji od 1483; został królem w wieku 13 lat, jednak regencję sprawowała jego najstarsza siostra wraz ze swym mężem; objął samodzielne rządy w 1491, po ślubie z Anną Bretońską. [przypis edytorski]
37. Ludwik IX Święty (1214–1270) — syn Ludwika VIII, król Francji od 1226; koronowany w wieku 12 lat, jednak władzę jako regentka sprawowała jego matka; samodzielne rządy objął w 1234; usprawnił administrację, system monetarny, zorganizował dwie wyprawy krzyżowe. [przypis edytorski]
38. Karol Wielki (ok. 742–814) — król Franków i Longobardów, stworzył pierwsze europejskie imperium od czasu upadku cesarstwa zachodniorzymskiego, koronował się na cesarza rzymskiego w Rzymie w 800. [przypis edytorski]
39. Karol V (1500–1558) — cesarz Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego (1519–1556), król Hiszpanii jako Karol I (1516–1556), doprowadził do jej rozwoju jako imperium kolonialnego. [przypis edytorski]
40. Katarzyna II Wielka (1729–1796) — żona cesarza Piotra III, po dokonaniu w 1762 zamachu stanu samodzielna cesarzowa Rosji; zaprowadziła rządy absolutyzmu oświeconego, polegała na swoich doradcach i faworytach; w życiu prywatnym znana z bogatego życia seksualnego, miała wielu kochanków. [przypis edytorski]
41. Katarzyna Medycejska (1519–1589) — księżna z rodu włoskich Medyceuszy, żona króla Francji Henryka II, po śmierci swego męża w 1559 wywierała decydujący wpływ na politykę swych synów, kolejnych królów Francji: Franciszka II, Karola IX i Henryka III Walezego. [przypis edytorski]
42. L’Hôpital, Michel de (1507–1573) — francuski polityk i prawnik; kanclerz Francji (1560–68), zwolennik kompromisu religijnego, zreformował administrację. [przypis edytorski]
43. teutoński — tu: germański, niemiecki. [przypis edytorski]
44. Cuvier, Georges (1769–1832) — wybitny francuski zoolog i paleontolog, współtwórca anatomii porównawczej. [przypis edytorski]
45. Franciszek I (1494–1547) — król Francji (od 1515); renesansowy patron sztuk i nauk, humanista; znany m.in. z wypowiedzi: „Dwór bez kobiet jest jak rok bez wiosny, wiosna bez róż”. [przypis edytorski]
46. Safona (VII/VI p.n.e.) — grecka poetka tworząca pieśni weselne, miłosne oraz hymny. [przypis edytorski]
47. Myrtis (VI w. p.n.e.) — grecka poetka liryczna z Beocji. [przypis edytorski]
48. Pindar (ok. 520–ok. 438 p.n.e.) — wybitny poeta grecki, twórca liryki chóralnej, znany gł. z utworów na cześć zwycięzców igrzysk greckich. [przypis edytorski]
49. Korynna (VI w. p.n.e.) — grecka poetka liryczna z Beocji; wg tradycji z powodzeniem rywalizowała z Pindarem w zawodach poetyckich. [przypis edytorski]
50. Aspazja z Miletu (ok. 470–ok. 400 p.n.e) — wpływowa kochanka (później zapewne żona) ateńskiego przywódcy Peryklesa; słynęła z urody, wykształcenia i inteligencji, jej dom stanowił intelektualne centrum Aten, gdzie spotykali się najznakomitsi pisarze i myśliciele. [przypis edytorski]
51. Sokrates (ok. 470–399 p.n.e.) — grecki filozof, nauczyciel Platona i bohater jego dialogów. [przypis edytorski]
52. pani de Staël, właśc. Anne Louise Germaine Necker, baronowa de Staël (1766–1816) — francuska powieściopisarka i publicystka, propagatorka pojęcia romantyzmu; autorka m.in. powieści Korynna (1807). [przypis edytorski]
53. Sand, George (pseud.), właśc. Aurore Dudevant (1804–1876) — francuska pisarka epoki romantyzmu; publikowała pod męskim pseudonimem powieści feministyczne i społ.-obycz.; przyjaciółka wybitnych twórców kultury. [przypis edytorski]
54. Haydn, Franz Joseph (1732–1809) — austriacki kompozytor, przedstawiciel klasycyzmu. [przypis edytorski]
55. Hypatia z Aleksandrii (ok. 370–415) — aleksandryjska matematyczka, astronomka, filozofka neoplatońska; brutalnie zamordowana przez tłum chrześcijan, zwolenników biskupa Cyryla. [przypis edytorski]
56. Heloiza (ok. 1098–1164) — zakonnica i erudytka, jedna z najbardziej uczonych kobiet średniowiecza; znana również ze swojego związku z teologiem i filozofem Piotrem Abelardem (1071–1142). [przypis edytorski]
57. Maurice, Frederick Denison (1805–1872) — angielski teolog anglikański, pisarz, eseista, jeden z twórców chrześcijańskiego socjalizmu. [przypis edytorski]
58. Somerville, Mary (1780–1872) — szkocka uczona i pisarka naukowa, zajmująca się głównie fizyką i astronomią. [przypis edytorski]
59. sanskryt — język indoaryjski z rodziny indoeuropejskiej, używany w staroż. Indiach, później jako język liturgiczny i literacki pełnił funkcję podobną do łaciny w Europie. [przypis edytorski]
60. Ulfilas a. Wulfila (310–383) — duchowny chrześcijański, biskup, wyznawca arianizmu, misjonarz wśród Gotów naddunajskich; tłumacz Biblii na język gocki (wymarły język wschodniogermański). [przypis edytorski]
61. Zend-Awesta a. Awesta — święta księga zawierająca teksty religijne wyznawców zaratusztrianizmu, napisana w języku awestyjskim, wymarłym klasycznym języku staroż. Persji. Nazwa Zendawesta oznacza faktycznie komentarze (Zend) do Awesty. [przypis edytorski]
62. Rafael Santi (1483–1520) — włoski malarz, rysownik, architekt, jeden z najważniejszych twórców późnego renesansu. [przypis edytorski]
63. Pochłania to znaczną ilość czasu, a także i siły umysłu, które kobieta mogłaby zachować na inny użytek... — zdaje się, że to ta sama umysłowa zaleta czyni mężczyznę zdolnym do osiągnięcia prawdy, czyli sprawiedliwego pojęcia o tym, co jest dobre w ozdobach i sztuce. Jest to takie samo pojęcie doskonałości w ciaśniejszym zakresie. Weźmy np. modę w ubraniu, która jak wiadomo zna również smak zły i dobry. Części ubrania zmieniają się ciągle pod względem wielkości: z dużych stają się małe, z krótkich długie, ale w gruncie zachowują formę swoją; jest to zawsze to samo ubranie, z typem względnie stałym na bardzo wąskiej podstawie; na niej jednak moda opierać się musi. Gdyby ci, co najlepsze miewają pomysły albo ubierają się z największym gustem, tę bystrość swojego umysłu zwrócili do rzeczy podnioślejszych, niewątpliwie okazaliby równą zdolność albo podobny, wytworny smak w najszlachetniejszych dziełach sztuki (Sir Joshua Reynold’s Discourses). [przypis autorski]
64. Astrea (gr.: Gwiaździsta; mit. gr.) — przydomek Dike, bogini sprawiedliwości, która w złotym wieku ludzkości przebywała z ludźmi na ziemi, a w upodlonym wieku żelaza zrażona niegodziwością ludzką porzuciła ziemię i wstąpiła do nieba, by stać się gwiazdozbiorem Panny (Owidiusz, Metamorfozy I); wyrażano nadzieję, że kiedyś powróci, a wraz z nią powróci szczęśliwy, harmonijny złoty wiek (Wergiliusz, Ekloga IV). [przypis edytorski]
65. Cui bono? (łac.) — Na czyją korzyść? [przypis edytorski]
66. Figaro — obdarzony błyskotliwą inteligencją, energiczny i sprytny służący hrabiego Almavivy, bohater komedii Pierre’a Beaumarchais’go, spopularyzowanych przez opery Rossiniego i Mozarta. [przypis edytorski]
67. Hektor (mit. gr.) — bohater Iliady Homera, syn króla Priama, najdzielniejszy obrońca Troi. [przypis edytorski]
68. Ethelbert I (zm. 616) — król Kentu; wydał pierwszy kodeks praw anglosaskich; po sprowadzeniu misjonarzy na dwór królewski przez jego frankijską żoną Berthę jako pierwszy spośród władców anglosaskich przyjął chrzest. [przypis edytorski]
69. Chlodwig I (ok. 466–511) — pierwszy z królów Franków, który zjednoczył wszystkie plemiona frankijskie pod jednym panowaniem; w 496 pod wpływem swojej żony Klotyldy przyjął chrześcijaństwo. [przypis edytorski]
70. comme il faut (fr.) — jak należy. [przypis edytorski]
71. Ludwik XV (1710–1774) — król Francji (od 1715) z dynastii Burbonów. [przypis edytorski]
72. idem velle [atque] idem nolle (łac.) — chcieć tego samego [oraz] tego samego nie chcieć; na tym polega mocna przyjaźń wg słów Sergiusza Katyliny (Salustiusz, De coniuratione Catilinae, XX 4). [przypis edytorski]
73. Herodot z Halikarnasu (ok. 484–ok. 426 p.n.e.) — historyk grecki, nazywany „ojcem historii”, autor pierwszego zachowanego greckiego dzieła prozą pt. Dzieje, opisującego w 9 księgach wojny grecko-perskie oraz zawierającego cenne informacje o geografii, historii, wierzeniach i obyczajach Hellady oraz różnych krajów wchodzących wówczas w skład imperium perskiego, a także ludów ościennych. [przypis edytorski]
74. pro tanto (łac.) — proporcjonalnie. [przypis edytorski]