SCENA CZWARTA
ERNEST
sam, odprowadziwszy ich do drzwi, wraca.
Nie, nie dam za wygraną! Muszę te niezliczone atomy, bujające w powietrzu, zestrzelić w jedno, pokazać, jak te tysiączne nic są straszliwym coś, jak z tych drobnych pyłków i grudeczek śniegu powstaje lawina, niosąca śmierć i spustoszenie. Chcę pokazać, jak przez ich gadanie kłamstwo staje się prawdą, potwarz przybiera kształty rzeczywiste, siejąc truciznę w dusze ludzkie. Pokażę, jak tacy ludzie, co się niby niewinnie dopytują w teatrze o nas, są faktorami24 zbrodni. I tytuł mam właśnie. Mógłbym nazwać to „wielkim faktorem”, gdyby słowo nie było tak przykre; gdyż to właśnie „faktorstwo” jest głównym zajęciem tego bezmyślnego tłumu!
bierze w rękę swój poemat
Tytuł będzie: Galeotto, Wielki Galeotto!
Zasiada do pisania. Zasłona opada.