SCENA DRUGA

Ernest, Julia.

JULIA

w wieczorowym ubraniu, z szalem na ramionach, który zsuwa z siebie powoli w ciągu rozmowy. Puka do drzwi z lekka. Nie otrzymuje odpowiedzi, uchyla drzwi i mówi na progu:

Czy wolno?

ERNEST

idąc naprzeciwko, radośnie

Ach, Julia!...

JULIA

Nie zamknąłeś pan drzwi... Ujrzałam światło, ale widzę, żeś pan zajęty, więc mówię tylko „dobranoc” i... nie przeszkadzam.

ERNEST

Ależ proszę!... Niestety, nie przeszkadzasz mi, pani... Chciałem pracować, nie mogłem. Gdzież małżonek?

JULIA

Wstąpił na górę do brata w jakimś ważnym interesie... ale zaraz ma powrócić... zostawmy drzwi otwarte, abyśmy jego kroki słyszeli. Więc nie napisałeś pan wiele? W takim razie szkoda, żeś pan nam do teatru nie towarzyszył.

ERNEST

Czy tak wiele straciłem?

JULIA

Tego nie powiem. W teatrze było jak zwykle, ni lepiej, ni gorzej.

ERNEST

Więc?...

JULIA

Gdybyś pan był przyszedł8, byłbyś mi oszczędził kłopotu tłumaczenia każdemu powodów twojej nieobecności.

ERNEST

Czyż jestem dla nich tak interesującą osobistością?

JULIA

Zdaje się w istocie, że obchodzimy ludzi więcej, aniżeli na to zasługujemy. Przez cały wieczór brzmiało w naszej loży: „Pani sama! Cóż porabia pan Ernest?” — „W domu pracuje”. — „Czy pan Ernest nie chory?” — pyta inny. — „Cóż pani miły, nierozdzielny towarzysz?” — „Dziękuję, zdrów, dzięki Bogu, pisze w domu”. A potem w sposób „dowcipny”: „Cóż to, słońce dziś bez cienia?”. I tak bez ustanku. Zniecierpliwiło mnie to w końcu, a gdy to moje zniecierpliwienie pokazałam, pytający uśmiechnął się jakoś... dziwnie. Lecz mówmy o czym innym, o pańskim dramacie.

ERNEST

Sądzisz pani istotnie, że o nim mówić warto? Niestety, w mej głowie dotąd tylko chaos, wszystko wre i kipi bez porządku. Czuję jednak chwilami, że w tych luźnych myślach zaczyna się objawiać pewien związek; wszystko, co wkoło siebie widzę i słyszę, powoli przybiera kształty jakiejś całości; nawet ci ludzie, którzy w tak „przyjacielski” sposób wypytują się o nas — tak, i oni grają tu pewną rolę, kto wie, czy nie główną.

JULIA

Więc zmieniłeś pan swój plan pierwotny?

ERNEST

Jak to?

JULIA

Czy nie mówiłeś mi pan, że osnowę swej sztuki oprzesz na ustępie z Danta9 o Francesce10? Lub może niedobrze zrozumiałam?

ERNEST

Tak... i nie. Ustęp ten nie będzie stanowił głównej osnowy mego pomysłu; jest on z nim jednak w pewnym związku.

JULIA

A więc nie łudziłam się nadaremnie. Muszę panu wyznać, że po wczorajszej naszej rozmowie ustęp ten po raz pierwszy w życiu przeczytałam i... nie zrozumiałam go. Pan się uśmiechasz?

ERNEST

Nie, bynajmniej. Owszem, przypuszczałem, że i inni, czytając ustęp, mogą nie zrozumieć, o co właściwie tam chodzi, i dlatego wprowadzam do mego dramatu mały poemacik, który to miejsce Danta wyjaśnia.

JULIA

Czy napisałeś go pan już?

ERNEST

podając papier

Oto jest.

JULIA

Czy zechcesz go pan odczytać?

ERNEST

Chętnie. Nazwałem go „Galeotto” i dodałem mu jako motto te słowa Danta: „Quel giorno piu non vi leggemmo avante”, „Dnia tego nie czytaliśmy więcej”11.

ERNEST

czyta

Był ciepły, jasny, wiosenny dzień,

Powietrze w blasku drżało,

A z Lancelota12 miłosnych ksiąg

Dwoje razem czytało.

Czytali, jak rycerz, co wśród walk

Nie dał się strwożyć niczem,

Dziś jak baranek pokornie stał

Przed lubej13 swej obliczem.

I spuścił wzrok, i nie znalazł słów,

Czerwieniał, bladł jak chusta,

Wielkiej miłości namiętny szał

Zamykał jego usta.

Lecz przyjaciela rycerz ten miał,

Droższego mu nad złoto,

Dawny to jeniec, powiernik dziś,

Przemyślny Galeotto14.

Pamiętny dawnych rycerza łask,

Wspomógł go dziś w potrzebie,

Usłużnym on pośrednikiem był:

Usta ich zbliżył do siebie.

A gdy w objęcia rycerza już

Padła piękna królowa,

Nasz Galeotto tymczasem znikł,

Uszedł, nie mówiąc słowa.

Był jasny, ciepły, wiosenny dzień,

Powietrze w blasku drżało,

I ustęp ten z Lancelota ksiąg

Dwoje razem czytało.

A gdy trafili na opis ów

Galeottowej zdrady,

Ciężkie westchnienie wzniosło ich pierś

I już nie było rady.

Miłosnych przygód rycerza tom

Był dla nich — Galeottem.

Gdy raz ich usta spotkały się...

Już nie czytali potem.

JULIA

po krótkim milczeniu

Teraz rozumiem. Ale dlaczegóż ten tytuł, „Galeotto”?

ERNEST

Bo Galeotto jest właściwie główną osobą. To jest... pośrednik. Gdyby nie on, byłaby może królowa Ginewra15 pozostała, kim była dotąd: wierną żoną; trwożliwy Lancelot byłby się oddalił z kwitkiem i starał się zapomnieć o swojej miłości wśród nowych rycerskich czynów. Ale ów Galeotto to prawdziwy zbrodniarz, który nieświadomy płomień rozdmuchuje, znosi drzewo, przytyka lont gorejący, a potem — ucieka. Galeotto to wielki winowajca tragedii, którą inni, nie on, życiem i krwią przypłacają; a jest on bohaterem nie tylko z tej tragedii, ale prawie we wszystkich tragediach ludzkiego życia.

JULIA

Słyszę kroki, to pewno będzie mój mąż.

ERNEST

wychodzi przed drzwi, mówiąc podniesionym głosem

Jesteśmy tutaj — żona pańska i ja.