SCENA DRUGA
Ci sami i Ernest.
ERNEST
po przywitaniu
Dobrze, że państwa razem znajduję. Mam wam coś do powiedzenia.
JULIA
Coś niewesołego chyba.
ERNEST
Tak.
po pauzie
Gniewajcie się na mnie, łajcie, mówcie, że jestem niewdzięcznikiem, żem niewart waszej dobroci, dość że dłużej nie mogę u was zostać.
ANDREA
Erneście!
ERNEST
Zechciejcie mnie tylko zrozumieć.
do Andrea
Postępujesz ze mną jak ojciec z synem! Czyż mogę tego nie doceniać? Ale przyznajcie, że moje położenie w waszym domu jest jakieś dwuznaczne: żyję wśród was nie jak syn wprawdzie, ale jak brat. A przecież czuję, że nie mam do tego żadnego prawa.
ANDREA
Jak to, żadnego prawa? A twój ojciec?
ERNEST
Wiem, co chcecie powiedzieć. Myślałem o tym wszystkim, ale nie mogę dłużej pędzić takiego życia. Jestem nieszczęśliwy, czuję, że upadam moralnie. Wasza przyjaźń mnie przygniata, spojrzenia jakie niekiedy rzucają mi ludzie, policzkują mnie. Jeżeli wasza przyjaźń i serdeczność uszlachetnia i łagodzi ten stosunek, to w oczach świata, który nie rozumie jego idealnych podstaw, będzie to zawsze stosunek... upokarzający.
ANDREA
Śni ci się chyba. Któż by śmiał?
ERNEST
Kto? Wszyscy, świat cały! Nie ten lub ów, którego pochwycić byłbyś w stanie, ale ogół. Ten sączy wkoło siebie truciznę, której jad jest w powietrzu i zatruwa nasze oddechy!
ANDREA
Przesadzasz okropnie!
ERNEST
Tak myślisz? A czy wtenczas, kiedy jestem z wami w loży lub obok was w powozie, przy stole, nie słyszycie złośliwego pytania: „Ten młody poeta, co tak ciągle przebywa z państwem Girolamo, czy to ich bliski krewny?” — „Nie”. — „To może wspólnik?” — „Nie, bynajmniej”. — „Więc któż taki?” Na to pytanie odpowiada się... wymuszonym milczeniem lub wzruszeniem ramion, które obraża zarówno mnie, jak was.
ANDREA
Ale kiedy żeś i gdzie coś podobnego słyszał?
ERNEST
Gdzie? Daleko szukać nie potrzeba. Tu, w tym domu, piętro wyżej ...
ANDREA
Jak to, mój brat?
ERNEST
Ma się rozumieć, że i on także! I pan Albert, i pani Teresa, jego małżonka, i pan Artur, ich syn, i wszyscy.
ANDREA
niechętnie
Nie zważaj, proszę cię, na te gadania. Wiem, że mój brat ma słabość zajmowania się drugimi i mówi wiele rzeczy...
ERNEST
Powtarza tylko, co drudzy myślą i mówią.
ANDREA
Cóż znaczy gadanie, kiedy żadnego faktu nie ma?
ERNEST
Z plotek może się i fakt zawiązać. To, co się zaczyna kłamstwem, może się zakończyć... prawdą.
ANDREA
To paradoksy. Ale rozumiem, że to wszystko ci dokucza i chcesz stawić czoło tym napaściom. Tęsknisz za niezależnym stanowiskiem, które by cię zasłoniło przed ludzkimi językami?
ERNEST
gorąco
Tak, tego pragnę!
ANDREA
A gdybym ci w tym dopomógł?
ERNEST
W jaki sposób?...
ANDREA
Posłuchaj. To, co ci powiem, dokładnie obmyśliłem, i moja propozycja nie jest bynajmniej ukrytą jałmużną. Zbliżam się do lat, w których człowiekowi należy się odpoczynek. Dlatego też szukam kogoś, kto miałby moje zupełne zaufanie, kogoś, komu mógłbym powierzyć tę część pracy, jakiej nie jest w stanie załatwić biuro, słowem, zdolnego, a dla mnie sympatycznego sekretarza. Dawno już szukałem takiego młodego człowieka i dziś właśnie zarekomendowano mi kogoś z Bolonii. Dopiero teraz... jakby mi zasłona spadła z oczu; właśnie myślałem przed chwilą: po cóż go mam szukać tak daleko, skoro go mam przy sobie. Ty będziesz moim sekretarzem.
ERNEST
Kochany Andrea...
ANDREA
Nie bój się, nie będzie to żadna synekura27. Będziesz miał nie lada robotę i wcale bym się nie dziwił, gdyby ci poczciwi ludziska, co dziś tak cię obmawiają, zaczęli potem krzyczeć na mnie, że cię... wyzyskuję! Tak, mój drogi, i ty na mnie będziesz narzekał.
podając mu rękę
No, cóż, przyjmujesz?
ERNEST
wzruszony
Róbcie ze mną, co chcecie!
JULIA
Więc wreszcie zwyciężyliśmy uparciucha.
ERNEST
Nietrudno wam to przyszło, droga pani!
ANDREA
A teraz idę napisać do mego przyjaciela w Bolonii, że posada już zajęta. Do widzenia, panie sekretarzu.
Odchodzi po uściśnięciu ręki Ernesta.
W czasie tej sceny ściemnia się. Przy scenie następnej wieczór już zupełny zapada.