SCENA PIĄTA

Artur, Ernest.

ERNEST

Czy dawno już czekasz na mnie?

ARTUR

Nie nudziłem się wcale. Byłem nawet trochę niedyskretny i grzebałem w twoich papierach. Osobliwszy z ciebie maniak, mój przyjacielu; w chwili tak poważnej i mając stanąć oko w oko z tak niebezpiecznym przeciwnikiem, ty zamiast wprawiać się w robieniu bronią — piszesz wiersze.

ERNEST

Masz rację. To śmieszne... ale uroiło mi się w głowie skończyć mój dramat. Próżne marzenia! „Wielki Galeotto” pozostać musi niedokończonym fragmentem, jak i jego autor.

ARTUR

Więc tylko dla dokończenia dramatu chciałbyś żyć jeszcze? Sądziłem, że w tej nieciekawej farsie życia można by przecież znaleźć inne, bardziej konkretne przyjemności. Wszakże słońce tu tak pięknie świeci, morze tak wspaniale się pieni, a najpiękniejszy twór Boży — kobieta...

ERNEST

Moja filozofia jest bardzo prosta: jeśli ja zabiję barona, zyskuje na tym świat; jeśli zaś on mnie zabije, wygrywam ja.

ARTUR

Jakże ty o tym spokojnie mówisz!

ERNEST

Wobec nieuniknionej konieczności zawsze jestem spokojny.

ARTUR

Czy to nieuniknione?

ERNEST

Najzupełniej.

ARTUR

I godzina ta sama: trzecia po południu?

ERNEST

Tak.

ARTUR

Godzina nie bardzo dogodna. Czy przynajmniej miejsce wybraliście dobre?

ERNEST

Nikt nam nie przeszkodzi. Tu nade mną jest wolne mieszkanie: wielka pracownia malarska, oświetlona od góry. Za parę sztuk złota portier dał nam klucz od mieszkania na całe popołudnie. Sekundanci są zawiadomieni, broń gotowa.

ARTUR

Jakieś głosy w przedpokoju. Czy sekundanci?

ERNEST

patrząc na zegarek

Nie, jeszcze za wcześnie.

ARTUR

Głos kobiety.