SCENA PIERWSZA
Teresa, zaraz potem Artur.
TERESA
chodzi po pokoju wzburzona i niespokojna, słucha przy drzwiach na lewo i znów chodzi. Półgłosem:
Mój Boże, jak się to wszystko skończy!
ARTUR
wychodzi z pokoju na lewo.
TERESA
idzie naprzeciw
I cóż?
ARTUR
Ból na chwilę ustał, czuje się lepiej.
TERESA
A doktor, cóż mówi?
ARTUR
Oburzony, że stryj mimo jego zakazu zerwał się i nie chciał pozostać tam, gdzie go chciano położyć. Schodzenie ze schodów i wstrząsy powozu powiększyły niebezpieczeństwo do najwyższego stopnia. Powiada, że teraz za nic nie może ręczyć.
TERESA
Okropne!
ARTUR
Tak, dobrze tak mówić doktorowi, ale czyż człowiek z poczuciem honoru, choćby tylko iskierką tlało w nim życie, mógłby pozostać w takim domu?
TERESA
A cóż mówi ojciec?
ARTUR
Nie poznaję go, po raz pierwszy w życiu mnie przestrasza. Wiedziałem, że bardzo kochał swego brata, ale nigdy nie przypuszczałem, aby był zdolny do takiej boleści, do tak ponurego gniewu. Ani na chwilę nie opuszcza łóżka i stale trzyma rękę chorego w swojej dłoni. A stryj mój leży blady jak płótno, spogląda w przestrzeń szeroko otwartymi oczyma albo jęczy z cicha i bezdźwięcznym głosem wymawia imię „Julia”, to znów opanowuje go gorączka ruchu, chce się zrywać i lecieć, jak mówi, do nich, którzy na niego czekają! Wtedy memu ojcu z trudnością przychodzi go powstrzymać; zaciśnięte pięści, włos zjeżony, dzikie spojrzenie świadczą, jak bardzo cierpi.
TERESA
To straszne!
ARTUR
Ojciec nie zawsze jest panem samego siebie. Chociaż stara się uspokajać stryja łagodnymi słowy, przecież i jego gniew opanowuje i z ust wychodzą pogardliwe lub groźne wyrazy. A gdzież jest Julia?
TERESA
U mnie na górze.
ARTUR
Jak to, nadal?
TERESA
Czy mam ją może wypędzić z domu w tej strasznej godzinie? Gdyby nawet była winna, jej rozpacz jeszcze mogłaby wzbudzić litość! Ale ja nie mogę uwierzyć w jej winę! Była nieopatrzna, niezważająca na pozory, ale... czysta.
ARTUR
Niewinne dzieciątko, które naiwnie gubi honor męża i naraża go na śmierć!
TERESA
Gdybyś ją widział, nie sądziłbyś jej tak surowo. To ten twój przyjaciel, poeta, marzyciel, idealista, ów słodki Ernest, on jest wszystkiego przyczyną! Cóż się z nim stało?
ARTUR
Czy ja wiem? Może błądzi teraz po ciemnych ulicach, ścigany wyrzutami sumienia... a może też siedzi spokojnie w domu przy lampie i kończy swój nieśmiertelny poemat...